Poskramiacz maszyn

Poskramiacz maszyn

W sobotę wyruszyliśmy ze Sławkiem na małą przejażdżkę rowerową. Jechaliśmy akurat prostą trasą, bo praktycznie nie zjeżdżaliśmy ze ścieżki rowerowej. I jedna rzecz nas rozśmieszyła. Dawno nikt nas tak nie rozbawił. A sytuacja wyglądała mniej więcej tak: Jedziemy, jedziemy, wiatr oczywiście we włosach (albo w kaskach). Dojeżdżamy do skrzyżowania, na którym mamy pierwszeństwo, ale wjeżdżamyWięcej oPoskramiacz maszyn[…]

Zgubione jezioro

Zgubione jezioro

Pewnie nieraz już pisałam o tym, że uwielbiam rowerowe wędrówki z moim mężem. Pomimo że  mamy całe multum różnych kłopotów, które chyba czasami nas przerastają, to takie wypady pozwalają się oderwać od rzeczywistości. W przyrodzie jest ukojenie. Normalnie muszę stwierdzić, że Schopenhauer miał rację. Natura jest ucieczką przed cierpieniem i basta! Ostatnio jechaliśmy dość długąWięcej oZgubione jezioro[…]

Jak po orgii

Jak po orgii

Mąż mi kupił nowe siodełko! Jest wielki! Wszystko zaczęło się od długich dystansów. Okazało się, że jedna część ciała została mocno obita. I nie chodzi o nogi i o tyłek. Raczej to ta część, która powinna być owiana mgiełką tajemnicy, więc ją owiewam, a Wy się domyślajcie. Ale czułam się, jakbym wzięła udział w całkiemWięcej oJak po orgii[…]

Droga pokutna z okazji rocznicy ślubu

Droga pokutna z okazji rocznicy ślubu

Zaskakują Was czasami Wasze drugie połówki? Mnie wczoraj mój mąż doprowadził do łez. Na szczęście ze śmiechu. Leżeliśmy już w łóżku i Sławek nagle rzucił, że musimy pomyśleć o wczasach. Zamarłam w tym momencie. Zapowietrzyłam się i dostałam wytrzeszczu oczu, bo odkąd mieszka z nami babcia, wyjeżdżamy najwyżej na trzy dni, a wczasy zabrzmiały jakWięcej oDroga pokutna z okazji rocznicy ślubu[…]

Rowerem na Kaszuby

Rowerem na Kaszuby

Piszę ten post nadymana niczym paw. Obrosłam też w całkiem niezłe piórka. Jeszcze tylko brakuje sodówki we łbie. Uwaga! Od piątku do niedzieli przejechałam na rowerze 150 km (słownie: sto pięćdziesiąt!!!). Upajam się tą myślą w pozycji horyzontalnej. Było ciężko. Najciężej wczoraj, bo w pełnym słońcu, pod górę i w piachu, ale dałam radę. PojechaliśmyWięcej oRowerem na Kaszuby[…]

Moje wariactwo

Moje wariactwo

Ostatnio trenuję pewną sztukę, której nie powstydzę się nazwać głupią. Ale wiecie, jak to jest, czasami człowiek musi pewne rzeczy odreagować, tym bardziej jak cały dzień siedzi i skrobie. Dwa albo czasami trzy razy w tygodniu jeżdżę rowerem na targowisko. I kiedy wracam (w trakcie jazdy już) wyciągam z kieszeni pilocik (bo takie maleństwo) odWięcej oMoje wariactwo[…]

Zaszczyty, splendor i tytuły

Zaszczyty, splendor i tytuły

I jak po długim weekendzie? Wszyscy żyją? Były kiełbaski z rusztu? Nam udało się na jeden dzień wyskoczyć do Łodzi. Byłam tam pierwszy raz, ale bardzo chciałam pojechać. Interesowała mnie szczególnie jedna kamienica na Piotrkowskiej. Ta z rzeźbą Gutenberga i medalionami wybitnych drukarzy. Taki mój mały bzik. I przyznam, że zbieram materiał zdjęciowy, który wykorzystamWięcej oZaszczyty, splendor i tytuły[…]

Kręci się!

Kręci się!

Siedzę sobie w kuchni. Popijam herbatę, jem śniadanie. Bezmyślnie spoglądam w okno. Spiker w radiu zapewnia, że jest piękna pogoda. Ciągle więc zerkam w to samo miejsce i dziwię się, bo pogoda z radia absolutnie nie przystaje do tego, co za oknem. Drzewo się wygina od podmuchów wiatru, krople deszczu rozmywają się po szybie. AleWięcej oKręci się![…]

Czapki z głów

Czapki z głów

Wyszłam wczoraj na pocztę. Wiedziałam, że to nie był jeden z najlepszych pomysłów mojej marnej egzystencji, ale jak mus to mus. Otwieram drzwi. Jak nie szarpnie. Co jest? Siłuję się z drzwiami, jakaś niewidzialna siła próbuje mi je wyrwać. Udało się. Zamknęłam na klucz i idę. Normalnie w zwolnionym tempie stawiam kroki, bo opór niesamowity.Więcej oCzapki z głów[…]