Kieszonkowiec

Jazda tramwajem to skarbnica nowych tematów. Tak ostatnio stwierdziłam.

Byłam świadkiem smutnego zdarzenia, jak to kieszonkowcy opróżnili pewnemu panu kieszenie. Co prawda nie widziałam kieszonkowców w akcji, a raczej skutki ich działania.

Jedziemy sobie spokojnie tramwajem. Tłok. Ludzie się cisną, przepychają. Ja jak zwykle z ciężką torbą w garści i torebką na ramieniu (też dość ciężką, bo wyładowaną książkami). Jedziemy. Po kilkunastu minutach opustoszało. Usiadłam z ulgą. I nagle pewien pasażer jakoś nietypowo zaczął się zachowywać. A że w tramwaju się mocno rozluźniło, mogłam sobie spokojnie obserwować życie toczące się obok mnie. Pan podszedł do drzwi, jakby chciał wysiąść. Nagle ręka w kieszeń. Zatrzymał się. Wrócił do miejsca, w którym siedział. Buch na ziemię. Czegoś już w panice szukał. Znów łapki w kieszeń. Minę miał nietęgą. I nie dziwię mu się wcale.

– Czy ktoś z państwa nie widział, żeby wypadł mi telefon? – zapytał w końcu. Tramwaj już jechał. Pan nie zdążył wysiąść, ale teraz ważniejszy miał problem. Ludzie po sobie. Nikt nie widział. Schylamy się. Patrzymy pod nogi, bo może wypadł. Potoczył się. A nic nie widać. Ani śladu.

– Kurdę – rzucił pan w końcu. – Ukradziono mi telefon. Szlak by to trafił!

I ludzie po sobie z przerażeniem. Każdy łapkę do kieszeni. Sprawdza, czy ma to, co tam włożył. Panie szybkim ruchem sprawdzają zapięcia torebek. Ja również. Dyskretnie, żeby złodziej nie wiedział, w której kieszonce, co mam poutykane.

Telefon jest. Mój oczywiście. Pan swojego nie znalazł. Wysiadł lekko załamany.

I ja wtedy sobie uświadomiłam, że gdyby mi mojego starego rupcia ktoś zakosił, to w zasadzie szlag z tym telefonem. Ale kontakty w nim zapisane! Przecież ja nie znam żadnego numeru na pamięć. Do nikogo! 112 tylko pamiętam. A i jeszcze inne alarmowe. A tak to czarna dziura. Nawet do domu nie pamiętam, bo od pół roku nowy numer dopiero posiadam i jeszcze się nie nauczyłam. Stary pamiętam, przez kilkanaście lat się utrwalił, nowego ani w ząb. Bo po co? Jak  w kontaktach zapisane i do domu nie dzwonię.

0 thoughts on “Kieszonkowiec”

  1. Witam.Tak,to prawda.W dzisiejszych czasach bez telefonu jak bez reki…Chociaz ostatnio podczas naprawy w serwisie utracilam wszelkie kontakty zapisane w telefonie.Zweryfikowalo to w sposob znaczacy wszelkiego rodzaju dawne i obecne”przyjaznie”.Polecam:-)

  2. O rety, rzeczywiście, jakby się tak zastanowić to faktycznie wydaje nam się że w przypadku kradzieży telefonu to ubolewać będziemy, bo:
    -skradziono nam wypas drogą komórę,
    -skradziono nam komórę,
    -okradziono nas,
    A gdzie ubolewanie nad “skradziono mi numery telefonów, jak ja teraz wszystkie odzyskam?”.
    Ja akurat ostatnio zostałem okradziony z radia samochodowego (ok. 500zł). Wiecie co najbardziej bolało? Nie że w miarę drogie radio po roku straciłem, ale bezsilność, że stoję przed samochodem z rozbitą szybą i ta zalewająca mnie krew ze ktoś się właśnie ze mnie śmieje a ja mam problem bo muszę brać wolne na żądanie, zalepiać brak szyby, warsztat itp, a w tym wszystkim ta zalewająca mnie krew i zadowolony złodziej.

    1. Fakt, ta bezsilność jest straszna. Mnie kiedyś ukradziono rower z piwnicy. Pomijam to, że złodzieje ją zdemolowali, potłukli słoiki, wyłamali drzwi itp. Ale taka świadomość, że ktoś rusza Twoje rzeczy, a Ty nic nie możesz zrobić, jest przykra. 🙁

      1. No niech by mi ktoś rozbił słoiki z kompotem od mamuni lub dżemem od mamuni lub marynowaną papryką od mamuni itp. to bym wszystkie pieniądze na detektywów wydał a na końcu zabił :):):)

          1. Ale żeby nie było… Te moje potłuczone słoiki to też od mamuni były… 😉

          2. No jak chodzi o przetwory mamuni to synuś mamuni pełną krasą (chociaż ostatnie ogórki curry ja zrobić sam)

          3. No proszę, jaki zdolny jesteś 🙂 Ogórki curry – pięknie i smakowicie brzmi. 🙂

  3. HEJ. A mojego chlopa w Anglii okradli z dokumentow jak pojechal z transportem pierwszy raz jakies pol roku temu. Wrocil do Francji dokumenty nowe wyrobil i po kilku dniach dostal wiadomsc ze tamte w Anglii sie odnalazly tylko gotowki nie bylo.Kilka lat wczesniej okradli go u nas na podworku bo portfel zostawil w otwartym samochodzie na noc. Jeszcze tylko w Polsce go nie okradli ale to tez napewno kiedys nastapi, przeciez tylu mamy zlodzieji, i wtedy sie naslucham co on o Polakach mysli…

    1. A to pocieszające, że go jeszcze w Polsce nie okradli. No, chyba że ten złodziej w Anglii był Polakiem… 😉 A tak nawiasem mówiąc, co on sądzi o Polakach? Pewnie nic złego nie może myśleć, jeżeli ma chociażby dzieci na pół-polskie. 🙂

  4. Niestety na kieszonkowców trzeba uważać nie tylko w tramwajach i autobusach…
    Mojej mamie już dwa razy ukradli portfel z torebki na targowisku. Rozcięli jej torebkę prawdopodobnie nożem…

    1. Oj, przypomniałaś mi. Moją teściową niedawno też na targowisku oskubali z portfela. Biedna, szkoda mi jej było. Kobietka ponad 70 lat. Że też złodzieje nie mają żadnych skrupułów.

  5. Kiedyś w trolejbusie widziałam ojca z synem (lat ok.9) w akcji. Widać było wyraźnie, że rozglądają się za torbami i kieszeniami. Na szczęście było za mało ludzi i zrezygnowali, wysiedli. Spojrzałam temu dziecku w oczy i odpowiedziało mi tak jadowitym spojrzeniem, że aż strach.
    Koleżance ukradli portfelik z kieszeni plecaka. Chciałabym zobaczyć minę złodzieja, kiedy się zorientował, że w środku jest… różaniec! Bo koleżanka bardzo pobożna. 🙂

  6. A w komórce musiałam zapisać sobie pin do bankomatu, bo raz miałam zanik pamięci i trzeba było kartę wyrabiać od nowa. Oczywiście zakamuflowany jako numer telefonu 😉

  7. Kiedyś jechałam nocnym pociągiem z kolegą do Poznania.Niestety przysnęło mi sięna chwilkę.Kiedy otworzyłam oczy plecaka nie było.Znalazłam go w przedziale obok u dwóch “podejrzanych” typów.Kiedy zobaczyłam u nich swój plecak,zaraz do nich skoczyła z łaciną i nerwami.nazdałam im,zawołałam kolegę,konduktora i naszczęście odebrałam swój plecak.Nic nie zginęło.Mi nie,ale innym pasażerom już zginął telefon,pieniądze i coś tam jeszcze.Kiedy wróciłam do domu po kilku dniach poszłam na policję.Ci złodzieje,raczej nie robili tego pierwszy raz.Sprawę jednak umożono,a jak,po najmniejszej lini oporów.

    1. Normalna rzecz w takich przypadkach – umorzenie sprawy. A teraz jak podniosą próg do 1000 zł orzekania czy to wykroczenie, czy przestępstwo, to dopiero będzie raj dla złodziei.

  8. Proszę popraw mój błąd w “umorzono”:)

    Masz rację,teraz to będzie raj.Pozwolić na małą dawkę narkotyków,podnieść próg o którym piszesz,do tego pozwolić,aby można było mieć broń(tak jak to kiedyś chcieli przegłosować)i świat przestanie iśtnieć.A potem w szkołach jakiś szaleniec zabija uczniów,albo na ulicę nie będzie można wyjść,bo nie wiadomo,czy komuś “nie odbije”i sobie do mnie nie strzeli.Chore to wszystko jest.

  9. A czytałaś ” Dobrego wojaka Szwejka”. Tam Szwejk uczy kogoś jak łatwo zapamiętać numer{np.broni albo parowozu. Po tym wykładzie biedak dostał zapalenie mózgu ha, ha ,ha.

    1. To bardzo proszę tam zajrzeć. Szlak to droga, a szlag to raczej co innego. Zanim zacznie się komuś zwracać (złośliwie) uwagę, proponuję się upewnić!

  10. A było tak miło? Droga Aniu powiedz mi dlaczego jesteś taka złośliwa i kąśliwa dla innych?….i to od samego rana…..aż strach się z Tobą zadawać!

      1. Ta uwaga to niby nie do mnie była. Pech chciał, że ta osoba, która próbowała mi wytknąć błąd miała na imię “Ania”. Ale i tak dziękuję za “wstawiennictwo”. 😉

        1. A rzeczywiście, ona też Ania.
          Moja okradziona z różańca koleżanka również 🙂
          Myślałam o niej ostatnio dzięki Twojemu tekstowi o zakonnicy w przedziale. Ania nazywa się teraz siostra Zuzanna od Dobrego Pasterza i jest klaryską, w Szczytnie.
          🙂

  11. Ja na moje szczęście nie jeżdżę komunikacją miejską (inna sprawa, że w Mojej Mieście jeździć się nią nie da – autobusy jeżdżące co półtora godziny sa lekko nonensownym rozwiązaniem 😉 ). Ale zdaję sobie sprawę, że tramwaj czy autobus to rozwiązanie ryzykowne. Inna sprawa, że akurat telefonu nikt by mi nie ukradł – w tego typu środkach lokomocji zawsze mam komórkę w dłoni, czytając lub pisząc ;). Ale jakby nie patrząc, trzeba niestety uważać na siebie, na kieszenie i torebki…

  12. ja mam kalendarzyk, w którym wpisane mam wszystkie numery telefonów z komórki. W razie zagubienia czy kradzieży kontakty mam zapisane i się nie martwię 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *