“Tańcząca z meblami”

Jak co dzień pobieram odpowiednią dawkę wiedzy z telewizji śniadaniowej. Siedzę sobie w szlafroczku, popijam kawkę, naprzeciwko mnie prowadzący (m.in. pan Bartuś z cudowno-anielsko-radiowym głosem) jak zawsze eleganccy oraz ich goście: jakiś psycholog i znana scenarzystka. Rozmawiają o uzależnieniach. Temat mnie nie dotyczy (tak pomyślałam), więc słucham jednym uchem. Jednak nagle robi się ciekawie, bo scenarzystka mówi o swoim „uzależnieniu” od przemeblowań i nazywa siebie „tańczącą z meblami”. I tu, jak to u mnie, nastąpił błysk w głowie. Bo ja taką jedną „tańczącą z meblami” znam. No, że ja wcześniej nie wiedziałam, że to uzależnienie. Teraz rozumiem.

Moja mama miała taki nawyk ciągłych przemeblowań. Wszystkie konfiguracje przerobiliśmy. A potem zaczynaliśmy od nowa. Najdziwniejsze, że działo się to w tajemnicy przed tatą. To znaczy zmiany zauważał, bo nagle tam, gdzie zwykle znajdował skarpetki, teraz trafiał na szklanki, a potem na ręczniki. Po jakimś czasie przestawał szukać części garderoby, tylko prosił mamę o podanie. Tak było szybciej. Choć ona ciągle się dziwiła, dlaczego mąż nic nie może znaleźć. Nie warto się było przyzwyczajać do układu mebli, bo w każdej chwili mogło się to zmienić. Dlatego zawsze trzeba było być czujnym. Nie można było sobie pozwolić na odruchowe klapnięcie na fotel, bo mogło się okazać, że już fotela nie mieliśmy. No, ale meble to mały pikuś. Kiedy tata jechał na działkę i było wiadomo, że nie będzie go kilka godzin, to zaczynało się tapetowanie. U mojej mamy wyglądało to tak: Tata za drzwi, mama do skrytki z rolkami tapet. Kupowała je zawsze w tajemnicy. A w komunie to wiecie, wyboru za bardzo nie było, więc to, co przywieźli do sklepu, mama na zapas kupowała. Dzięki temu mieliśmy na ścianach wariacje wszystkich kolorów i wzorków. Następnie postawienie mnie w gotowość do pracy. Szybko trzeba działać, zanim tata wróci z działki (tylko nie pytajcie dlaczego, bo za cholerę nie wiem, bo tata choćby stanął na głowie, to i tak mamy by nie powstrzymał, ale zaczynam teraz podejrzewać, że to był jego taki cichy sposób na to, żeby w tej zabawie nie uczestniczyć). Rozrabiamy klej. Na ścianie, co prawda, tapeta już jest, ale nie myślcie, że to moją mamę zniechęciło do działania. Absolutnie jej nie przeszkadzało. Tniemy paski. A potem tapetę przyklejamy na tę na ścianie. Myk, myk. Szybciutko, zanim tata wróci i przerwie ten proceder (no, przynajmniej spróbuje). Tym sposobem na ścianie było chyba z 5 warstw tapety, zanim ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby się jej pozbyć. Na szczęście w komunie tapeta była z reguły papierowa, więc się ładnie jedna drugiej trzymała. Cieplej było, bo ściany oklejone warstwami papieru, ponadto tynk nie odpadał. Co prawda powierzchnia pokoju się lekko zmniejszała, ale cóż tam, moja mama zawsze potrafiła wymyślić jakąś ciekawą konfigurację mebli. Moje Jajo niestety otrzymało to w genach po babci. Mnie ominęło. Trauma z dzieciństwa.

I tak, kiedy sobie wspominam „tańce z meblami” mojej mamy, scenarzystka tłumaczy, jak rozróżnić pasję od uzależnienia. Za cholerę nie pojmuję, dlaczego w tym temacie mówi scenarzystka. No, ale przecież to telewizja śniadaniowa, tutaj każdy może być specjalistą od wszystkiego. Pani twierdzi, że uzależnienie jest wtedy, kiedy nasza „pasja” wzbudza śmiech, współczucie bliskich i znajomych. I moja główka znów pracuje. Jakieś takie zestawienie mi się narzuca: ja i laptop, ja i blog. I powiem wam, że niektóre moje „koleżanki” rozśmieszyło to, że prowadzę blog. No, okej. Mają prawo. Moje prywatne Jajo też czasami z politowaniem patrzy. A to daje do myślenia. Co ja robię po przebudzeniu (o 6.30)? Włączam laptopa, robię wpis na blogu. Co robię potem? Co jakiś czas biegam do kompa, by sprawdzić, czy są jakieś komentarze. A potem? Przygotowuję wpis na następny dzień, robię zdjęcia. Spędzam tak około 3-4 godzin. A przez cały dzień myślę o czym? Nie o Mężusiu (ukochanym przecież, będącym w pracy i na chlebek zarabiającym), nie o Jaju (wytężającym swą mózgownicę w szkole, by w przyszłości na mamusiną emeryturę płacić), ale o blogu – takim dopieszczanym, wychuchanym, śliczniutkim… I co? I nałóg jak nic. Czy są już odwyki dla blogerów? Bo mi właśnie ręce drżą na myśl o odłożeniu laptopa…

0 myśli na ““Tańcząca z meblami””

  1. Z tymi meblami mam podobnie jak Twoja mama 🙂 I też lubię przemeblowywać i malować ściany w tajemnicy przed szanownym małżonkiem moim 🙂 Słyszałam ponadto, że przestawianie mebli dobrze wpływa na stan domowych finansów 🙂

  2. Ja mam podobnie ale ze sprzataniem ;p Mąż za drzwi a ja myk do szafy jego”niezbedne” rzeczy sprzatam. W życiu samowolnie by tego nie oddal bo to taaakie potrzebne ;)) Wyrzucialm ostatnio cztery 120litrowe worki z szafki narzedziowej systemem: co trzeci leci 😀 Jak na razie po 3 tyg sie nie zorientował. To chyba uzależnienie od bycia “ciocho-ciemną 😀

    1. To dobrze, że się nie zorientował. Bo mój (były) kiedyś z kosza wyciągnął podarte dresy, bo mu wyrzuciłam, a on je tak “lubił” 🙂

  3. Jakby mi mąż zaczął wyrzucać wełnę, materiały, muliny i koraliki to chyba bym we śnie zamordowała! 😉
    Na szczęście toleruje i podziwia efekty mojej pracy twórczej.
    Moje pasje raczej budzą niedowierzanie, a jeszcze nie współczucie.
    Przestawiam z umiarkowaniem, więcej projektuję w myślach i na papierze, bo mieszkanie trzeba będzie za jakiś czas wyremontować. 🙂

      1. Jestem maniaczką robótek ręcznych! Robię na drutach i haftuję od ósmego roku życia, potem nauczyłam się szydełkować, a później odkryłam haft krzyżykowy. To w krzyżykowym używam koralików, do wyszywania obrazów. Teraz wyszywam sobie obraz, patrz
        [URL=http://s1178.photobucket.com/albums/x372/Justyna74/?action=view&current=100_3003_zps13ce0780.jpg][IMG]http://i1178.photobucket.com/albums/x372/Justyna74/th_100_3003_zps13ce0780.jpg[/IMG][/URL]
        (W albumie możesz zobaczyć i inne moje “dzieła”, najwyżej potem wykasuj komentarz :))

    1. No, zdolna bestyjka 🙂 Ja tylko podejrzałam na chwilę. Rano popatrzę dokładniej, bo w nocy (do 8 rano) mam większy limit na internet.

    1. Jest 5.30, więc teraz jest nocna taryfa 😉 Duży limit 😉 Mogę spokojnie pooglądać. 🙂 I powiem Ci, że piękne to jest 🙂 Meble też ozdabiasz? Moja córka też kiedyś ozdabiała serwetkami różne rzeczy, nawet kolczyki sobie robiła. A to czerwone to kołderka? Bo na zdjęciu ciężko ocenić rozmiar… Zdolna jesteś. 🙂

      1. Matko jedyna, o której Ty wstajesz!!! Dla mnie niewykonalne, na ale ja kładę się o 2-3 nad ranem…
        To czerwone (o ile o to Ci chodzi) to cztery poszewki na poduszki. Bez poduszek, bo wysłałam do Polski puste, wkłady zakupiła moja siostra. Moje pierwsze poważne doświadczenie z maszyną do szycia.
        Z mebelkami pobawiłam się trochę w dekupaż. Ale to jeszcze niezbyt poważna sprawa 🙂
        Dla mnie to taki zawór bezpieczeństwa, odskocznia od pracy i innych obowiązków. Chyba bym “do głowy dostała”, gdybym nic takiego nie robiła.

        1. Wstałam o 5.20. Budzę wtedy to moje Jajo do szkoły. A spać chodzę o 22 i to musowo. 🙂
          A poszewki na poduszki też uszyłam, gdzieś tutaj na blogu zdjęcia wrzucałam. Do pokoju Jaja szyłam zasłonki i poszewki w takie angielskie róże. Nawet koronką te poszewki obszyłam. Też wyszły ładnie. A Twoje są super. 🙂 Zdolniacha 🙂

  4. Nie wchodziłam w weekend na bloga.Teraz weszłam na Twój wpis i się zasmuciłam,bo wpadłaś na popdny pomysł z tematem,co ja.Pozwolisz,jednak,że napiszę u siebie o moim uzależnieniu,ale troszkę innym?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *