Pracowicie i “smakowicie” :)

Jeden dzień na głodówce wytrzymałam i stwierdzam, że nie było źle. Przez cały dzień same płyny: woda, zielona herbata, mięta, sok jabłkowy i kubek czerwonego barszczu. Dało się. Śmiech Czułam się bardzo dobrze, jakby jakaś dodatkowa energia we mnie wstąpiła. Być może wynikało to z tego, że szukałam sobie zajęć, żeby nie myśleć o jedzeniu. I tak, co ja wczoraj robiłam? Najpierw podsypałam borówkę amerykańską korą. borówka amerykańskaTata wsadził mi trzy krzaczki. Mam nadzieję, że uda mi się o nie należycie zadbać. Reszta ogrodu to pożal się boże widok. Wszędzie jakieś krzaki i chwasty. Ogrodem zajmę się jednak na wiosnę. Potem przyjechali panowie od kanalizacji. Mieliśmy jakąś niedrożną rurę, więc przepychali. Oczywiście zalali kawałek piwnicy jakimś smrodkiem. Zabawni goście. Jeden z nich bardziej był zainteresowany kontenerem na śmieci sąsiadów niż robotą. Nawet jakiś materacyk sobie wygrzebał. A niech tam mu będzie, ważne, że naprawili. Oczywiście zadeptali mi całą podłogę w przedpokoju i w kuchni, więc miałam dodatkową pracę.

Potem obiad. To była najgorsza część dnia, Płacz bo nic nie próbowałam. I tak, jak obiecałam mojej córce, były paszteciki z farszem pieczarkowo-serowym. Ciasto do nich robię zwykłe drożdżowe, ot tak na oko: mąka + drożdże (wcześniej rozrobione w mleku z odrobiną mąki) + jajko + sól + mleko pół na pół z wodą. Do ciasta dodaję jednak garść ugotowanych przepuszczonych przez praskę ziemniaków. Dzięki temu ciasto drożdżowe na drugi dzień nie traci swojej świeżości, jest mięciutkie. pasztecikiPolecam ten sposób, kiedyś podpowiedziała mi to jakaś zawodowa kucharka i naprawdę się sprawdza. Do tego ugotowałam czerwony barszcz. Mężowi i córce smakowało. Ja tylko wypiłam barszczyk. Nie był może idealny, bo czułam, że jednak czegoś w nim brakowało, nie wiedziałam jednak czego (czosnku dałam sporo). Ważne, że rodzina nie narzekała, tylko zjadła z apetytem. Na deser upiekłam francuskie ciasteczka z jabłkiem. Miałam gotowe ciasto w lodówce, trzeba było je wykorzystać. Na prostokąty ponakładałam pokrojone jabłko wymieszane z odrobiną cukru, bo słodkie były same w sobie. Złożyłam prostokąt na pół i poprzyciskałam widelcem. Na koniec na górze ponacinałam, posmarowałam roztrzepanym białkiem i posypałam odrobiną cukru wymieszanego z cynamonem. Córka nie jadła, bo stwierdziła, że z jabłkami nie lubi, ale za to mąż schrupał ze smakiem wszystkie.Uśmiech

Wieczorem był czas na poczytanie. Obecnie czytam książkę Ingi Iwasiów „Na krótko”. Bardzo lubię tę autorkę, przeczytałam już jej opowiadania, powieść „Bambino”, jeden tomik poetycki. Niesamowicie buduje zdania. Tylko pozazdrościć. Ma specyficzne widzenie świata, które wyraża się właśnie w konstrukcji zdań (przynajmniej ja tak to odbieram). Kiedy czytam jej powieści, delektuję się właśnie językiem. To chyba już rzadkie w polskiej literaturze. Co prawda i „Bambino” i „Na krótko” mają podobną konstrukcję. To może trochę męczyć. Mimo wszystko polecam, choć nie jest to czytadło, które można przeczytać jednym tchem, tutaj trzeba się delektować każdym słowem. To prawdziwa uczta literacko-językowa. Uśmiech

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *