Pępowina

Dzisiaj szykuję smakołyki dla mojej córki, która organizuje pidżamaparty, czy jak to nazywano w czasach mojej młodości (tej minionej, pierwszej, nastoletniej, bo teraz po 40 jest druga) – prywatkę. Mam z tym oczywiście „stresa”, bo niby mają u niej nocować tylko dwie koleżanki, ale wiadomo, jak chata wolna… Nie chcę nawet o tym myśleć. Cały czas powtarzam sobie, że przecież mam do niej zaufanie. Mam do niej zaufanie… Nie raz już spały u niej koleżanki i ona spała u nich, ale to były te z poprzedniego miejsca zamieszkania, które przychodziły do naszego domu około dziesięciu lat. „Alice” i „Boguś”, bo takie ponadawały sobie ksywki, były prawie jak członkowie rodziny. Szczególnie „Alice”. Nawet kiedyś była z nami na wakacjach. Sympatyczna, spokojna dziewczyna z pasjami podobnymi do mojej córki. Znałam jej mamę. A teraz? Nowa szkoła – liceum, nowe znajomości. No, niby można zadzwonić do ich rodziców. Ale jaką ja mam pewność, że pod imieniem Magda czy Paula nie kryje się ktoś z zarostem i całkiem męskim imieniem, a ten niby rodzic w słuchawce to starsza kumpelka? Dobra, zaufanie… Wiem, wiem, ciągle to sobie powtarzam. Nie mam powodu do jego braku, nigdy mnie córka nie zawiodła. Ale ja przecież doskonale pamiętam, jak to jest kiedy ma się szesnaście lat. Niby to było już ponad 20 lat temu, ale ciągle pamiętam tematy rozmów – numer jeden to chłopcy. Pamiętam pierwsze wino, marki Sangria. Pierwsze pocałunki… Pamiętam, jak na rurze do odkurzacza próbowałyśmy z przyjaciółkami wyobrazić sobie, ile to jest dwa i pół cala… Precz wstrętne myśli!!! Przecież moja córeczka ciągle jest taka malutka… Wiem, wiem, czas przeciąć pępowinę. Na pewno to zrobię, na pewno… może już niedługo… Niepewność

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *