Wzburzone fale

Wczoraj wiało. Pewnie w wielu regionach Polski odczuwało się silny wiatr. U nas nie tylko było wietrznie, lecz także deszczowo i pochmurnie.

Sławek wpadł na pomysł, żebyśmy pojechali nad morze. Wiadomo, piękne zdjęcia można zrobić, a to jego konik. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wysnuła czarnej wizji, jak spadnie na nas drzewo, porwą fale czy wiatr zepchnie z nabrzeża. Niebezpiecznie w taką pogodę wychodzić z domu. W naszym mieście jednak nie czuło się aż tak bardzo, że jest silny wiatr, więc postanowiliśmy pojechać i popatrzeć na wzburzone morze. Bo tam, wiadomo, wietrzysko hulało.

Sławek ku mojemu zdziwieniu najpierw postanowił mnie odpowiednio ubrać! Zaskoczył mnie. Rozumiecie? Facet pomyślał o tym, czy jego żona nie zmarznie! Rozczulił mnie! No, kocha chyba. Nie chciał, bym się przeziębiła. On miał spodnie przeciwdeszczowe, ja nie, więc zawiózł mnie najpierw do sklepu! Zaproponował, abym kupiła sobie spodnie narciarskie, bo i przed zimnem, i przed deszczem ochronią. Będą idealne na nasze zimowe wędrówki. Wybrałam więc, przymierzyłam i mąż mi kupił. No, jak go nie kochać.

Potem ubierałam te spodnie w samochodzie i było wesoło. Pochichraliśmy się. Wreszcie opatuleni w czapy, szaliki, odpowiednie buty, spodnie i kurtki poszliśmy na plażę. Wiało, ale wyszło słońce! Pierwszy raz widziałam tak wzburzone morze. Robi wrażenie. Kilka razy spryskała nas woda rozbijająca się o falochrony, ale przyznam, że było przyjemnie. Czasami zapierało dech, bo wiatr wpychał do gęby taką ilość powietrza, że nie zdążało się go łykać.

22780658_2028759554034456_7553462732261954546_n

Dużo nie przeszliśmy, bo zaledwie cztery kilometry, ale poliki były czerwone i gęby uśmiechnięte. A niebo było cudownie błękitne z puchatymi chmurami. Można śmiało powiedzieć, że baterie na ten weekend zostały naładowane. Tym bardziej że w sobotę byliśmy na meczu koszykówki (Starogard Gd. – Dąbrowa Górnicza), gdzie daliśmy upust emocjom. Wrzeszczeliśmy jak potępieńcy, ale nasi wygrali, co nie było takie oczywiste, bo cały mecz przegrywali, a dopiero w ostatniej kwarcie zremisowali i wyszli na prowadzenie. Istne katharsis. Teraz nie bardzo wiemy, czy możemy jechać do Dąbrowy (a mamy ją w planie przy okazji Katowic).

A jak u Was? Nie wywiało Was?

24 thoughts on “Wzburzone fale”

  1. Oj, u nas wiało że hej! Po ostatniej wichurze mocno poskracałam drzewa więc tym razem nie groził mi koniec pod zwalonym drzewem ale i tak było nieciekawie. Morza w pobliżu nie mam i nie bylo co podziwiać 🙂 Za to kilka razy czapla nad stawek przyleciała. Wydawalo mi się że zdąże zrobić jej jakieś zdjęcie ale czujna małpa jest i uciekała 🙂 Trochę ryb jeszcze zostalo więc dzisiaj też czaić się będę zza krzaka. Samych przyjemności 🙂

  2. Fantastyczny ten Sławek, szkoda że nie ma brata…
    A z drugiej strony ciekawe jakie sporty ekstremalne wymysli na zime – biegówki? I bedziecie biegać na nich po trasach rowerowych?
    Miłego tygodnia

  3. Och te kobiety ! Od razu kocha 🙂 Zainwestował w ciepłe gacie bopoliczył ile wysiłku bedzie go kosztowała opieka nad przeziębioną połówką 🙂 jak by jechał z facetem to by wziął butelkę lub dwie a z kobietą to zanim wypiła by lekarską dawkę to by już padła 🙂 Och te kobiety 🙂 Oczywiście żartowałem ! 🙂 Jednak zawsze jest jakieś ziarenko prawdy , zapytaj się tej swojej połówki 🙂 Pozdrawiam . 🙂

  4. Aniu w DG mieszkają przyjaźni ludzie więc spokojnie a w Katowicach albo raczej Chorzowie niektórzy już przebierają nóżkami by biec na spotkanie z Tobą. Sławek dba byś dojechała do nas cała i zdrowa 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *