Ciężarówka ze słodyczami

Jakiś czas temu w moim telewizorze powiedziano o tirze z mrożoną pizzą. Miał wypadek i wszystkie mrożonki rozsypały się po ulicy. Niby nic nadzwyczajnego, takie rzeczy się zdarzają. Jednak przywołało to w mojej pamięci wspomnienie z dzieciństwa, zepchnięte gdzieś w najciemniejsze zakamarki mojej rozczochranej, ale jeden impuls wystarczył, by wylazły na wierzch.

Kiedyś, dawno temu, kiedy byłam małą dziewczynką, nawet nie umiem określić, ile mogłam mieć lat, załóżmy, że około dziesięciu (choć to pewne nie jest), na pewno za to było to w czasach PRL-u, w Stargardzie (wtedy jeszcze Szczecińskim) miał wypadek samochodu dostawczego, który przewoził słodycze. Wszystko to oczywiście rozsypało się po jezdni. Samochód się zapalił, ale ciastka i cukierki rozrzuciło tak, że ocalały. No, może lekko zmieniły smak, ale słodkie dalej było wyczuwalne. A to już coś!

I wiecie co? Pamiętam ich smak do dzisiaj. Były lekko „uwędzone” i przesiąknięte dymem, ale nadal były to SŁODYCZE. Bez kartek! Wystarczyło podjechać na rowerze, zapakować w plecak i do domu. Sporo rodzin wtedy uzupełniło zapasy. Ludziska uwijały się jak mrówki i zbierali łupy.

Oczywiście dzisiaj jako dorosły człowiek wiem, że to złe, że nie można tak robić itp. No, ale co począć, jeżeli to już się stało, w dodatku kilkadziesiąt lat temu. Można jedynie okazać skruchę, że się szabrowało okopcone słodycze.

W sumie ciekawy problem moralny. To kradzież czy nie? Słodycze byłyby zamiecione i wyrzucone, więc mieszkańcy osiedla, blisko którego to się wydarzyło, przyczynili się do szybszego uprzątnięcia terenu, a ponadto nie pozwolili, by się coś zmarnowało. Marnotrawstwo to grzech. Kradzież to grzech. Który większy?

Ponadto od razu przypomniało mi się, jak to w PRL-u robiło się blok albo domową czekoladę. A jak już naprawdę nic innego nie było, to tata robił nam piankę. Ubijał kilka białek z cukrem (zdecydowanie mniej niż na bezy), dodawał jakiegoś aromatu i wcinaliśmy łyżeczką. Oczywiście białka zostawały po tym, jak się zjadło wcześniej kogel-mogel. To były czasy wyzwalające kreatywność. A chciało się słodkości, oj, chciało.

22 myśli na “Ciężarówka ze słodyczami”

  1. No i mamy dylemat moralny – Czy można kraść śmieci?
    No i wspomnienia….
    Jak byłam w przedszkolu to chciałam do szkoły, jak byłam w szkole to chciałam iść do pracy, teraz chciałabym iść na emeryture ale czy ja dożyję?
    I co mi sie w tym przedszkolu nie podobało???

  2. Myślę, że ta “kradzież” to nie kradzież, ani żaden tam grzech. Sprzątanie jest sprzątanie. Poza tym, dzisiaj, gdyby się to stało, to aż takiego poruszenia by nie wzbudziło. Dzieciaki zapewne by się przypięły do znalezisk, ale rodzice? Pewnie by krzyczeli, że to brudne, skażone dymem i żeby NATYCHMIAST wyrzucić… a kiedyś – gdy w sklepie nawet jeśli było, to właśnie na rzeczone kartki… a bywało, że kartek na słodycze się nie udawało wykupić … u nas było pieczone coś często, gdyż mąka i jajka pochodziły od rodziny ze wsi, a i masło się trafiało i ser też czasem, a na ogrodzie były 3 dorodne jabłonie 🙂 – pełna rozpusta 🙂

    na jesieni to największym rarytasem były jabłka zapiekane w bezowo-biszkoptowym cieście (obrane jabłka z wydrążonym gniazdem nasiennym i wepchniętymi w tę dziurę albo powidłami, albo rodzynkami, zapiekane w pianie z białek z odrobiną mąki – PYSZNOŚCI)

  3. Zgadzam się z Demirja.Teraz słodycze to żadna atrakcja. Jakiś czas temu z okazji świąt przygotowałam drobną paczkę ze słodyczami dla synka kuzynki. Nie zapomnę jego reakcji. On po prostu zaczął płakać i krzyczeć, że “on tego nie chce”. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką sytuacją, ale obecnie i dzieci i ich rodzice potrafią zaskoczyć;) 🙂

  4. Ale mi zrobiłaś smaka na kogel – mogel! Ja lubiłam te czasy, gdy cieszyły słodycze pod choinką i domowe zamienniki czekolady. O, w weekend upiekę murzynka, jak za dawnych czasów.

      1. No i kusiły, kusiły aż skusiły
        Ide robić sernik na murzynku – chyba trzeba zmienić nazwę ciasta bo jest niepoprawne politycznie….

        1. O już sie dowiedziałam – nie mowimy murzynek tylko ciasto czekoladowe!
          I zmień teraz przyzwyczjenia człowieku!!!

  5. Ja ogólnie za słodyczami nigdy nie przepadałam,chociaż zawsze miałam ich pod dostatkiem.Ale bardzo lubiłam delicje.I ten sposób jedzenia-najpierw obgryzało się boki a na końcu zajadało galaretkę 🙂 .Pamiętam też miętówki z marmoladą i irysy z makiem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *