Uległa i posłuszna żona

Czy ja już pisałam kiedyś o tym, jak mój mąż mnie bardzo kocha? Jeżeli nie, to piszę to teraz. W dodatku wszystkim się ze mną dzieli, niczego nie żałuje. Solidarnie więc oddał mi wirusa, którego złapał w pracy. Trzy dni nie wychodziłam z łóżka. Można by pomyśleć, że trenowałam przed walentynkami, ale niestety było nieromantycznie. Nie wspomnę o kinolu wielkości arbuza, gilach do pasa, gruźliczym kaszlu i jeszcze innych okropnościach. Ale wracam do życia. Tak przynajmniej mi się wydaje, że idzie ku lepszemu. Sławek stwierdził, że przecież mamy wspólnotę małżeńską, więc nie mógł wykorzystać wirusa tylko do własnych potrzeb.

Podczas leżenia niewiele niestety dało się zrobić. Nie miałam siły otwierać oczu, a co dopiero uruchomić szare komórki. Od czasu do czasu leniwie zaglądałam do internetu. I jeden artykuł mnie zdecydowanie ożywił. Znalazłam informację o warsztatach dla kobiet: „Jak być posłuszną i uległą żoną?” (koszt 109 zł, a jeszcze niedawno był rabat!). Przyznam, że najpierw sprawdziłam, czy to nie jest ogłoszenie z końca dziewiętnastego wieku, ale nie! Aktualne! Z ciekawości przeczytałam program. Same wartościowe treści: posłuszeństwo a poddaństwo, „szacunek względem mężczyzny – uznanie jego pozycji w rodzinie”, „chronienie delikatności męskiego serca” itp. Pięknie nie? Toż przecież już dawno napisano, że kobiety mają być poddane mężczyznom. Dlaczego więc to ma się zmieniać?

Mojemu mężowi spodobało się bardzo.

– Idź – mówił do mnie z uśmiechem. – Fajnie będzie. Będziesz stać na straży mojej delikatności.

– Twojej zawsze!

No, na pewno… Poddaństwo, posłuszeństwo – już same te rzeczowniki przyprawiają mnie o ciarki. A szacunek to jak na moje oko powinien działać w obie strony.

A ta delikatność męskiego serca to jakoś tak mi się raczej z męskim ego skojarzyło (i ze źle pojętą męską dumą).

Ostatnio sporo myślę o patriarchacie i roli kobiety w rodzinie (szczególnie tej „tradycyjnej”). W mojej książce, nad którą zaczęłam pracę, na pewno pochylę się nad tym problemem. Mam okazję obserwować moją babcię, słuchać jej i widzieć, jak poddańczo zachowuje się wobec mężczyzn. Ma to wpojone. Mężczyzna to pan, a kobieta jest na jego usługach. No, ale moja babcia jest kobietą niewykształconą (wojna przerwała jej edukację na szkole podstawowej), niewiele wie o świecie (np. jak oglądała film o plemieniu afrykańskim, to śmiała się z golasów i nie wierzyła, że gdzieś tam ludzie mogą tak wyglądać), zawsze marzyła o pójściu do zakonu, patriarchat ma silnie zakorzeniony, a zanim zamieszkała u nas, nie czytała książek. Ale kiedy wykształcone kobiety chcą powrotu do „tradycyjnego układu”, to już nie kumam.

I nie wiem, jak Was, ale mnie to przeraża i rodzi we mnie od razu bunt. Staram się zrozumieć, dlaczego co niektóre kobiety zaprzepaszczają to, co wywalczyły dla nas nasze poprzedniczki. Wiem, że niektórym taki tradycyjny porządek daje poczucie bezpieczeństwa, bo może tak łatwiej, gdy ktoś za nas podejmuje decyzje. Ale jednak się z tym nie godzę. Przecież da się stworzyć porządny związek oparty na partnerstwie i wzajemnym szacunku, bez poddaństwa którejkolwiek strony.

Moim uczennicom zawsze powtarzałam, że co innego być panią doktor, a co innego panią doktorową. Zaledwie od niecałych stu lat mamy w Polsce prawo wyborcze! Tak niedawno jeszcze kobiety naprawdę mogły niewiele. Dlaczego więc chcemy się cofać?

 

 

PS   I na koniec (bo się rozpisałam) wyniki konkursu. Płyty trafią do: Artemisa i Klarki Mrozek (poszliśmy w różne nastroje). Dziękuję Wam za zabawę. Wielką przyjemność sprawiają mi te muzyczne konkursy.

Zwycięzców proszę o kontakt na priv: anna.a72@wp.pl

A za miesiąc będę mieć do rozdania płyty z „To się da” oraz egzemplarze „Już nie uciekam”.

 

50 myśli na “Uległa i posłuszna żona”

  1. Aniu Ty nawet o chorobie ( której współczuję) potrafisz napisać tak, że człowiekowi się pyszczek cieszy 😀
    Odnośnie kursu, kurde ja myślałam, że to jakiś żart, ale jak widać potrzeba jest ogromna, żeby kobiety służyły i później lądowały w psychiatryku…aż mnie nosi jak sobie o tym pomyślę…

    1. Mnie też nosi. I mam tylko nadzieję, że udało mi się wychować córkę tak, aby była samodzielna, myśląca i umiała stworzyć partnerski związek oparty na wzajemnym szacunku.

      1. Miejmy nadzieję, że nasza cudowna rzeczywistość nie sprowadzi roli kobiety na niższe szczeble…chodzi mi o rządzących, którzy cuda takie wymyślają, że głowa boli…córkę naa pewno odpowiednio do życia przygotowałaś!

  2. Ja nie rozumiem kobiet, które są uległe i posłuszne, bo na mnie te słowa, tak jak na Ciebie , działają jak płachta na byka!!!! Wiele doświadczyłam tej uległości, patrząc jak moja mama daje się tłamsić 🙁

    1. Myślę, że każda kobieta widziała wokół siebie skutki uległości, widziała poniżane i traktowane przedmiotowo inne kobiety, dlatego tym bardziej nie jestem w stanie tego zrozumieć. I zastanawiam się, dlaczego wciąż są kobiety, które dają sobie wmówić, że rolą kobiety jest wyłącznie rodzenie dzieci, zajmowanie się domem, uleganie mężowi, poddaństwo i uległość. Zastanawiam się, gdzie jest edukacja. 🙁

  3. Obecnie siedzę w domu,gotuję obiady i wychowuję dzieci.Ale tez zarządzam finansami,planowaniem i głównie ja decyduję co ,jak i gdzie.Przeraża mnie,jak państwo i KK próbują wrócić do czasów-gdy żonka biegła z kapciami i gazetą do mężusia-gdy ten po pracy zasiadał w fotelu 🙁

    1. Są oczywiście sytuacje, gdy kobiety nie pracują zawodowo i zajmują się domem (z różnych powodów), ale to nie znaczy, że mają być uległe i posłuszne panu i władcy. 🙂 🙂

  4. Cholera… Ale to tak na serio? Cóż. Ja na serio: smutne.

    Dla mnie nie liczy się nic innego, jak tylko partnerstwo, współdziałanie, robienie wszystkiego razem, z dbaniem o siebie nazwajem… Rany, że też ludzie pozwalają na takie kursy… Heh…

  5. Sprawdź kto za tym kursem stoi, bo mam pewne podejrzenia 🙂 Ja uważam, że każdy powinien żyć jak chce. Jak ktoś ma potrzebę bycia uległą i posłuszną żoną to proszę bardzo droga wolna tylko konsekwencje też proszę ponosić samodzielnie. Emancypacji kobiet nic już nie zawróci spokojna głowa. Realia współczesnego życia na to nie pozwolą to po pierwsze. Wyobraźcie sobie, że teraz zaraz WSZYSTKIE kobiety w tym kraju przestają pracować zawodowo i zajmują się ulegle i posłusznie domem i mężem. To oznacza katastrofę totalną i bankructwo państwa. Po drugie mentalnie kobiety są dziś zupełnie inne niż sto lat temu (m.in. skutek uboczny wojny). Nic już tego nie zatrzyma, co nie znaczy, że nie znajdzie się ktoś, kto będzie próbował 🙂

    1. Nie, no pewnie, że nikt tego nie zatrzyma. Za tym kursem oczywiście stoi fundacja o podłożu, wiadomo jakim, ale najgorsze jest to, że w ogóle ktoś próbuje to zatrzymywać, w dodatku miesza się w edukację. A w sumie jak ktoś chce żyć w związku jako poddany, to też jego wola, ale mimo wszystko we mnie od razu się coś buntuje i wzywa na barykady. 😉 🙂 Ciągle wierzę w siłę i solidarność kobiet, że gdyby coś, to wyjdziemy na ulicę. Czarny protest był tego dobrym przykładem. 🙂

  6. A ja mam w domu “kura domowego” nie mylić z kogutem 🙂 czyli męski odpowiednik kury domowej. Razem z mężem wychowujemy Naszych Synków, lubi gotować, sprzątać, przewijał chłopaków jak byli mali, kąpał ich, w sobotę cała piątka sprząta łazienkę, odkurzają. A teraz siedzi na przeciwko mnie i razem przyszywamy łaty na dziury w spodniach…:)

    1. I pięknie! Ważne, że wspólnie, że dla dobra dzieci. Pozdrowienia dla “kura domowego” od “kury domowej”. Drób górą! 😉 🙂

          1. Wielki szacun dla “kura domowego” wg mnie partnerstwo to dzielenie sie obowiązkami a jesli można podzielić tak żeby każdy robił to co lubi i robi najlepiej to super. Mam kilka koleżanek gdzie to one miały możliwość lepszych zarobków wiec panowie zostali z dziećmi w domu, najważniejsze żeby nikt nie czuł sie wykorzystywany i nieważny w związku.

  7. hm… tak sobie myślę, że to nie tylko kwestia poczucia bezpieczeństwa, ale też czasem wygody… “Nic nie muszę – tylko pachnę, resztę on załatwia i mnie sponsoruje.”… to w kwestii oddawania praw.

    Ogólnie – to tak na prawdę – 100 lat to zbyt mało na zmianę nawyków i systemowego podejścia do życia, które zostało utrwalone przez kilka tysiącleci. Kultura zmienia się wolniej, nawet jeśli mamy za sobą swoistą rewolucję kulturalną, to mentalność zmienia się o wiele, wiele wolniej, a wykształcenie, tak na prawdę, nie jest determinantem oświecenia, a jedynie posiadaniem wiedzy. Niestety, coraz częściej, nie świadczy też o poziomie intelektualnym, a jedynie o pamięciowym opanowaniu kolejnych partii materiału lub o posiadaniu gotówki stosownej do opłacenia osób, które przygotowują prace semestralne, zaliczeniowe, czy końcowe i to na KAŻDYM etapie, nie wyłączając z tego maratonu doktorów nauk wszelkich, a jak jest na poziomie profesorskim – staram się myśleć, że tam jednak trzeba coś wiedzieć, a nie tylko zapłacić za gotowca.

    Przy obecnym systemie nauki i jej sprowadzeniu do wymiaru finansowego, nie łączyłabym światłych poglądów z wykształceniem, choć niewątpliwie sprzyja ono rozszerzaniu horyzontów, jednak, chyba na znacznie mniejszą skalę niż to sobie wyobrażamy i niż nam się wydaje.

    1. Wiadomo, czym jest ostatnie sto lat w obliczu tylu wieków. To prawda. I niestety smutne jest to, co napisałaś, ale muszę się z Tobą zgodzić. Ja nawet staram się myśleć o wykształceniu, nie jako o papierku potwierdzającym kwalifikacje, ale o tym, co człowiek robi też w ramach samokształcenia, a i tak jakiś marny bilans mi wychodzi. Myślę, że ważna jest otwartość na świat, a przy obecnym trendzie raczej wygląda na to, że chcemy pozamykać się w swoich skorupach. 🙁

  8. Tak szczerze, to nie bardzo wiem, jakie kobiety na ten kurs pójdą. Uległe z natury (wychowanie/charakter/połączenie jednego z drugim) nie potrzebują takich kursów, bo po co? One po prostu wiedzą, co robić. Kobieta, która odczuje potrzebę bycia uległą w stosunku do konkretnego faceta zostanie nauczona przez niego lub jego mamę jak być uległą we właściwy sposób. Kobieta niezależna zaś, jeśli się tam wybierze, to chyba tylko po to, by powiedzieć organizatorom i uczestni(cz)kom, co o nich myśli.
    Już prędzej widzę kobietę z natury lub wychowania uległą, która idzie na kurs asertywności.
    A tak poza tym to nauki przedmałżeńskie dla narzeczonych w kk chyba powinny za taki kurs wystarczać. Bo jak to być uległą mężczyźnie tak bez ślubu? A jak ślub, to i nauki przedmałżeńskie być muszą.

    1. Myślę jednak, że pójdą właśnie te uległe, by się w uległości doskonalić. A może do własnej uległości dorobić ideologię. 🙂

  9. też zwróciłam uwagę na ten artykuł i przyznaję, że tak jak zwykle jestem raczej spokojnym człowiekiem, tak w tym przypadku, już sama nazwa szkolenia podniosła mi ciśnienie. i wiem, że zaraz odezwą się obrońcy uciśnionych i wyzywający od rasistów wszystkich, którzy wyrażą choćby cień wątpliwości wobec innych ras, ale pierwszy obrazek, jaki przebiegł mi przez myśl, to widziana całkiem niedawno scenka – facet idący z dumnie podniesionym czołem a za nim (przepisowe 3 metry) od stóp po czubek głowy, cała w błękicie kobieta, obwieszona dziećmi i zakupami. czy właśnie do tego, oraz do powrotu ortodoksyjnego patriarchatu chce się nas przygotować? w każdym razie – tak jak to miałam wcześniej w planie – u siebie też coś skrobnę na ten temat.

      1. a po takich kursach można się jedynie spodziewać nasilenia wystąpień w stylu pana Michalkiewicza: […] “To pokazuje, że błędem jest odrzucanie pochopne wszelkich tradycji, bo kiedyś, jeszcze za okupacji, to kur** gestapowskie były strzyżone do gołej skóry. Później ten zwyczaj zaczął zanikać i kur** ubeckie nie były już strzyżone. Skutek mamy taki, że się rozmaite rozwydrzone dziewuchy rozzuchwaliły. Tak naprawdę za takie wyskoki wielce czcigodna posłanka Scheuring-Wielgus powinna być wybatożona na gołą du***ę”.

  10. A u mnie w “robocie” żona pana asystenta powidziała do mnie “zajmij się dobrze swoją żoną, bo jak się nie zajmiesz, to ktoś inny może się nią zając” .
    A kolega skomentował to tak:
    ” W takiej sytouacji, to w zasadzie należy się cieszyć, że ktoś ją jeszcze chce”
    pozdrawiam

    P.S.

    Trochę jestem zajęty, ale w sprawie wygranej odezwę się

    1. Ha, ha 🙂 Ale żarciki. 😉 Oczywiście czekam na kontakt, i tak do jutra nie wychodzę jeszcze z domu, bo się kuruję, więc spokojnie. 🙂

  11. Ja cię proszę, powiedz, że to był jakiś żart! Że to nie na poważnie, albo jakiś zawoalowany kurs sado-maso…
    Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że nie mieszkam już w tym kraju! Od jakiegoś czasu coraz bardziej.

    1. Dziwnie się u nas dzieje. Oczywiście nie ma musu robić tych kursów, ale już samo to, że są takie pomysły, powoduje ciary na plecach. (A też mi się z kursem sado-maso skojarzyło). 🙂

  12. Wiesz… to chyba dużo wynika z osobowości. Jak jest się szarą mychą, która do tego czuje się przy garach i woli jak się za nią podejmuje decyzje to czemu nir.mmm

  13. Ha ha ha… a mnie to bawi. Jakoś nie widzę długiej kolejki kobiet na te warsztaty. 😀 Chociaż… kto wie… może warto byłoby pójść i artykuł o tym napisać. Magdalena Witkiewicz mogła wymyślić “Szkołę żon”, ktoś wymyślił “szkołę posłusznych żon”. A może to coś podobnego, a to posłuszeństwo – to tak dla zmyłki? ;D

    1. Niestety to nie dla zmyłki. Prowadzą jeszcze warsztaty na temat władzy mężczyzny. 🙂 🙂 Z jednej strony to jest śmieszne, z drugiej nóż w kieszeni się otwiera. 🙂 🙂

  14. Mieszkam w okolicy i dopiero teraz dowiedziałam się, że takie coś miało miejsce… Jestem chrześcijanką, ale również feministką i gdy słyszę o tego typu warsztatach, “nóż mi się w kieszeni otwiera”. Na szczęście nie każdy katolik ma zacofane poglądy… Pozdrawiam.

  15. Na wstepie tylko powiem ze moim wpisem nie chce nikogo urazic a jedynie pobudzic do glebszego spojrzenia w temat.
    Komentowac wartosci kursu nie bede gdyź wymagalo by to wnikliwego poznania przedmiotu.
    Natomiast przeraza mnie poziom intelektulany “feministek”.
    Wspolczuje ….
    Do wielu rzeczy trzeba dojrzec aby zrozumiec ….
    Plaskie spojrzenie swiadczy o poziomie tu piszacych osob.

Skomentuj ~Justyna74 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *