To był dopiero weekend!

Jak minął Wam weekend? Bo u nas bardzo intensywnie i bogato w emocje. W piątek byliśmy na spektaklu „Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz (w Teatrze Muzycznym w Gdyni). I gorąco polecam! Wręcz TRZEBA to zobaczyć. Dawno nie oglądałam spektaklu, który tak silnie na mnie oddziałał i obrazem, i grą aktorską, i tekstem. Wszystko tu było na wysokim poziomie. Już jak weszliśmy na widownię, poczułam przyjemne mrowienie z tyłu czaszki. Wiedziałam, że to jest właśnie to, czego szukam w teatrze. Na początku się śmiałam. Na końcu nie mogłam opanować łez. Istne katharsis. Dwie i pół godziny (bez przerwy!) zleciało bardzo szybko.

Moja refleksja po spektaklu: wokół nas “święci”, bijący, poniżający kobiety, a wszystko w imię wyższych ideałów i ze śpiewem na ustach. W patriarchacie niestety rola kobiety sprowadza się do bycia „użytkowym” przedmiotem. Płakałam, gdy córka (przez całe życie katowana przez ojca pijaka) siłą wydana została za mąż za starego oblecha, płakałam z jej ojcem po śmierci jego żony, płakałam, gdy ona płakała, myjąc martwego ojca… Ech… Wysłałabym na ten spektakl każdego obrońcę „starego porządku” zakładającego, że rolą kobiety jest wyłącznie rodzenie dzieci.

Warto tu wspomnieć, że Kumernis to Wilgefortis, o której powstała legenda (kwestionowana przez Kościół) o tym, że wyrosła jej broda, bo nie chciała poślubić poganina. Jednak w sztuce bardziej chodzi o tych wszystkich „świętych”, których mamy wokół siebie, a którym wiara (obojętnie jaka) kompletnie nie przeszkadza w krzywdzeniu innych.

Naprawdę polecam!

Za to sobotę spędziliśmy w zupełnie innym klimacie. Byliśmy na spotkaniu autorskim Alka Rogozińskiego. Prowadziła je Magdalena Witkiewicz. Poszliśmy potem z nimi (i jeszcze czterema innymi osobami) na sushi. Nie mogłam się nagadać z Alkiem. Dostałam od niego piękną dedykację i co najbardziej mnie zaskoczyło, na końcu swojej najnowszej powieści „Do trzech razy śmierć” Alek zamieścił podziękowania między innymi dla mnie. Emocji było tak dużo, że w niedzielę padliśmy ze Sławkiem i cały dzień przeleżeliśmy.

alek1111w celu powiększenia klik w zdjęcie 😆

 

 

PS  I na koniec jeszcze informacja. Zmieniła się data premiery „Już nie uciekam”. Oficjalnie już mogę ogłosić, że będzie miała miejsce 15 marca 2017 r. A premierowe spotkanie autorskie odbędzie się tego samego dnia w Empiku w Gdańsku (Galeria Bałtycka). Godzinę jeszcze podam (prawdopodobnie 18.00).

16 myśli na “To był dopiero weekend!”

  1. Co do sztuki, o której pisałaś – w życiuntak mało rzeczy czy jest tym czym zdaje się powinno być, co więcej nawet jeżeli jest to nie całkiem i nie do końca. Gdy pisałaś o płaczu bohaterów to ta niejednoznaczność wydała mi się fakturą tej sztuki.

    Światowe życie, Pani Autorko Książek! Podziwiam! Pisałam już nie raz, zaszczycona jestem rą blogową znajimością! 😉

    1. Dla mnie najważniejsza funkcja teatru to właśnie to katharsis, które przeżywa widz. Uwielbiam te emocje, a nie zawsze spektakl jest tak dobrze zrobiony, by je wywołać. Ostatnim moim rozczarowaniem była sztuka oglądana w Teatrze na Woli. Niektórzy aktorzy deklamowali, niestety.
      Dziękuję za miłe słowa. 🙂 🙂

  2. Jaki weekend taki tydzień i żebyś była tak zajęta i nie miała czasu martwić sie o Jajo! Myślec jak najbardziej możesz a nawet powinnaś ale nie martwić sie!!!

    1. Przyznam, że o Jajo się nie martwię. Chyba mnie uodporniło. Dopóki nie dostanę wiadomości “mamo, ratuj”, dopóty żyję sobie spokojnie. Dzisiaj Jajo wysłało mi zdjęcie palmy i oznajmiło, że ma 22 stopnie ciepełka. 🙂 Toż raj ma. 🙂

    1. Takie mrowienie mam w specyficznych sytuacjach. Takie mam wrażenie, że jak zbliża się natchnienie, to właśnie mnie mrowi. 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *