Podnieciła mnie stara dusza

Ale miałam weekend! Odżyło we mnie coś, o czym zapomniałam. Mój wydawca chce wydać w czerwcu nową „Żółtą tabletkę”. Będzie w niej kilka nowych opowiadań, kilka też planuję wyrzucić. Takie nowe otwarcie. I czytam teraz te moje teksty, chichram się i przypominam sobie, ile radości było podczas pisania. Pod kopułą aż swędziało z rozkoszy, a rozczochrana była bardziej rozczochrana niż zwykle. Nie wiedziałam, że tak bardzo się za tym stęskniłam.

W sobotę przeżyłam też coś niezwykłego. Być może z powodu „połknięcia” tabletki otworzył sią jakiś zakamarek w czerepie rubasznym. Przyszła do mnie pewna historia. Kiedyś podczas spotkania autorskiego zaprosił mnie pewien pan do swojego domu – starego domu z ponad stuletnią historią. I właśnie w sobotę pojechaliśmy. Kiedy Sławek zaparkował na podwórzu, już poczułam jakieś dziwne mrowienie z tyłu czaszki. Na powitanie wybiegł psiak. Cieszył się, jakby swoi przybyli. Potem stadko kociaków! Masywne drewniane drzwi otworzyły się, a gospodarz zaprosił nas do środka. Drewniane podłogi, wysokie pomieszczenia, stare klamki, oryginalne okna, a pod stopami trzeszczące dechy. I ten zapach! Trochę irytujący, bo to skóry zwierząt, ale całość stanowiła taką mieszankę, że zakręciło się w głowie.

Dostaliśmy kawkę, ciacho, gospodarze wyjęli stare zdjęcia, zaczęli opowiadać historię domu. Mówili o swoich poszukiwaniach nagrobków pierwszych właścicieli. Siedziałam ze ściśniętym gardłem, ale całym swoim ciałem chłonęłam każdą cząsteczkę powietrza w tym domu. Wyszłam jak pijana.

Wróciliśmy do domu. Wieczorem leżę w łóżku, przekładam się z boku na bok.

– Nie mogę spać – mówię. – Ten dom mnie woła. Krzyczy wręcz! Słyszysz?

Oczywiście widzę minę Sławka, który nie wie, czy już pogotowie wzywać, czy jeszcze poczekać. A w mojej rozczochranej ciągle ten dom, jakieś groby, trumny, martwe dziecko, ogród, Niemcy. Wszystko się kotłuje. Po plecach przyjemny dreszczyk zasuwa, nie dając zasnąć. Jestem tak podniecona, że mam ochotę w środku nocy pędzić na bosaka do tego domu. I powiem Wam, że na pewno kiedyś, jak to wszystko w sobie oswoję, pozwolę temu dojrzeć, będzie książka z akcją właśnie w tym domu. Teraz muszę popracować nad tym, by właściciele na chwilę mnie adoptowali i przygarnęli pod ten magiczny dach, bo póki co, moje serducho obija się tam o ściany i wyje z radochy.

Wierzycie w to, że stare domy mają dusze? Bo ja właśnie w sobotę całą sobą jedną taką poczułam. Jest niezwykła, magiczna!

22 myśli na “Podnieciła mnie stara dusza”

  1. Stare domy mają w swych zakamarkach tajemnice ludzi i ich historię.Zdjęcia, meble czy pęknięta szyba to znaki.mejacy bylii co robili.

  2. Oczywiście, że domy maja dusze, szczególnie te stare! Czyli będzie następna książka….i następna…..
    Bardzo sie cieszymy, a najbardziej że zakopałas dołek!

  3. … a może już kiedyś byłaś w tym domu… nie w tym życiu… tylko w poprzednim… (jeśli ktoś w takie rzeczy wierzy) i po prostu dom Ciebie, a Ty jego rozpoznaliście się na poziomie energii 🙂

  4. Jaka szkoda, że takich domów jest coraz mniej. Ale jaka radość, że trafiłaś właśnie do takiego, magicznego miejsca. Musisz być bardzo wrażliwą osobą.

  5. Ja też znam taki dom i choć nigdy w nim nie byłam, to działa na mnie bardzo inspirująco. Nawet zaczęłam pisać powieść, której akcja właśnie w nim się toczy, ale utknęła wśród wielu innych rozpoczętych powieści. Myślę, że kiedyś ją dokończę 🙂

  6. Zapach takiego domu i skrzypienie desek…tak zapamiętałam dom przyjaciółki mojej babci-z którą chodziłam do niej w odwiedziny.Mimo,iz byłam wtedy malutka to nawet nazwisko tej pani pamiętam.Ale ten zapach…lubię zapach takich domów…chyba mam jakies zboczenie 😉

  7. znaczy jest wena więc trzeba ją przytrzymać jak najdłużej i niecnie wykorzystać 😉 czasami wieczorem, kiedy przymknę oczy, wciąż potrafię przypomnieć sobie zapach dziadkowego domu.

  8. Ja kocham miłością szczerą kamienice. Nie tylko te piękne, wystawne, ale małe przytęchłe czynszówki też. Tyle historii znają te mury, tyle na podwórku się działo. Nie tylko rodzinne, ale i sąsiedzkie relacje, wzloty, miłości, konflikty. Strychy, piwnice, to co dzisiaj jest marginalizowane – czyli część wspólna budynku. I szopy, składziki. Wszystko po trochu. I ten chłodek, gdy w upalny dzień wchodzi się do środka.
    Piece kaflowe.
    Tęsknię za kamienicą.
    Tęsknie za Dziadkami.
    Kamienice to dla mnie chyba coś jak magiczny pałace z bajki.

    1. Moja babcia mieszkała w takiej niewielkiej kamienicy, ale pamiętam ten specyficzny zapach, kiedy wchodziło się po drewnianych schodach. 🙂 Co prawda akurat jej budynek wewnątrz był nieciekawy, tak przerobiony w czasach komuny, że z pewnością stracił swój urok, ale i tak wrył się w pamięć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *