Jajo wraca, Kura lata na miotle

Wiecie, co dzisiaj odkryłam? Że jestem niczym Demeter. Serio. I dzisiaj nastąpi koniec deszczowej pogody, przebije się słońce (bo tak się zapowiada). A wiecie dlaczego? Bo jutro jedziemy po Jajo!!! Po Jajo moje kochane, za którym się tak stęskniłam, że brak słów. Jajo wraca na kilka dni do domu. Oczywiście menu ustalone. Na pierwszym miejscu ruskie pierogi, na drugim gołąbki. Coś czuję, że spędzę ten czas, jak przystało na kurę domową.

Jak tu już o Jaju wspominam, to trochę rzeczy Wam zdradzę. Ostatnimi czasy cyc mi się wysunął mocno do przodu. A to z powodu dumy tak mi klatę wypchnęło. Bo jak gdzieś tam w świecie chwalą to moje Jajo, to wiadomo, że człowiek od razu rzecze, że (nie chwaląc się tak bardzo), sam (no prawie, prawie) je zniósł. Nie omieszkałam tą dumą i radością podzielić się z moimi rodzicami. Opowiadam im co i jak, że Jajo zadowolone, że robi to, co lubi i pochwały zbiera. Mój tatuś oczywiście po chwili pociąga nosem.

– Moja krew – odpowiada. No wiadoma sprawa, że to dziadka kwiatuszek. Oczywista oczywistość.

To pewnie tyle, ile mogę zdradzić na temat Jaja, bo ono bardzo starannie broni swojej prywatności. Ja oczywiście bym więcej chciała tu napisać, ale wiecie, potem to by był rożen z kury.

Cały wczorajszy dzień latałam po mieszkaniu na miotle. Mieszkanko wypucowane, pościel u Jaja czyściutka, pokój wywietrzony, poduchy wytrzepane. Tak mi się rzuciło na mózgownicę! Ba! Jeszcze rogaliki z masą orzechowo-cynamonową upieczone. Wszystko czeka na Jajo. Ale się naściskam! Na samą myśl morda mi się śmieje.

Ech… jeżeli macie jeszcze małe dzieci, cieszcie się każdą chwilą, bo zaraz polecą w świat usamodzielniać się i tyle je widzieli.

 

PS  Pamiętacie, jak pisałam, jak Jajo wywieźliśmy do Wrocławia i musiałam z sobą walczyć, by nie dzwonić i nie budzić? Ha! Jest moc! Dałam radę! Pierwszy tydzień był najgorszy, ale potem poszło z górki. Udało się! Powstrzymałam swą matczyną nadopiekuńczość. Mogę teraz dać jej upust, lepiąc pierogi, nie?

*

*

I jeszcze jeden PS.

Jakby kto był zainteresowany kupnem moich książek, to zawiadamiam, że do najbliższej niedzieli na stronie Empik.com są one w sprzedaży o 40% taniej. To jest dobra okazja, bo odebrać je można w salonie i nie ma wtedy kosztów przesyłki. “Niedomówienia” kosztują niecałe 21 zł. Polecam. 😆

22 myśli na “Jajo wraca, Kura lata na miotle”

  1. Brawo Ty. Jak miło jest wracać do domu jak czujesz z każdej strony miłość. Pierogi, gołąbki… Szalejesz kobieto ale my to rozumiemy i nawet post w piątek jesteśmy w stanie Ci odpuścić – naciesz się każda minuta z Jajem!!!!

  2. Gołąbki to i ja bym zjadła 🙂 Tak się zaczęłam zastanawiać nie na temat trochę… Co będzie z Jajem jak zniesie swoje jajo? Nadal będzie Jajem, a jej jajo Jajeczkiem czy może awansuje na Kurkę?

  3. Ja już swój egzemplarz dzięki mężowi mam i grzecznie czeka na swoją kolej! Że też te kolejki książek do przeczytania się nie skracają a wciąż tylko wydłużają….
    Rożen z kury ja bardzo lubię , a i na te gołąbki chętnie bym się wprosiła,bo mąż nie lub to nie gotuję dla samej siebie 🙂

  4. Ja tyż właśnie z Wrocławia wróciłam. Ale na mnie tutaj jedynie nieposprzątane mieszkanie czekało, bo czemuś nie chciało się samo posprzątać pod nieobecność gospodarzy 😉
    No i z pierogami ruskimi też nikt na mnie (na szczęście, bo nie przepadam) nie czekał: ani we Wroc. ani tu w Toruniu.
    I jak się temu Jaju moje miasto rodzinne podoba?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *