Jazda na oklep

W weekend niedaleko nas w Pelplinie odbył się Jarmark Cysterski. Co roku na nim jesteśmy. Zresztą bardzo lubimy klimat Pelplina. Już też wielokrotnie pisałam, że właśnie tam znajduje się polski egzemplarz Biblii Gutenberga. Teraz jednak pojechaliśmy oddawać się prostej rozrywce. koniePodziwialiśmy między innymi jazdę konną z różnymi akrobacjami całkiem niezłych przystojniaków. Od razu mi się jeden z nich skojarzył z Kozakiem pędzącym przez step. Ale dlaczego? Nie mam pojęcia. Po prostu we łbie się tak dwa obrazy zestawiły i romantycznie dusza zakwiczała.

Na jarmark zabraliśmy rodziców. Mój tatuś ostatnio chodzi w kapeluszu kowbojskim. Chroni głowę przed słońcem i takie nakrycie sobie wybrał, a ono chyba kowbojską naturę w nim budzi. Popatrzyliśmy na wygibasy pięknych panów na pięknych rumakach. A mojego tatusia na wspominki wzięło, jak to kiedyś swojego kolegę trenował w jeździe na oklep.

Tatuś mieszkał na wsi. Grzeczny chyba za bardzo nie był, choć długo udawał, że był aniołkiem, w dodatku z samymi dobrymi ocenami na świadectwie. Chciał być wzorem dla dzieci. Dzieci tymczasem okazały się bardzo sprytne i pewnego dnia odkryły na strychu (razem ze swoimi kuzynami) tajemniczą skrzynię, a w niej szkolne świadectwa tatusia. A tam trójka za trójką. Wydało się.

Tatuś grzeczny nie był, ale za to był sprytny i dowcipny. Aha! I uczynny bardzo, bo kolegę trenował w jeździe na oklep. Co prawda ani tatuś, ani kolega nie mieli zbyt dużego doświadczenia w tej materii, więc postanowili zacząć od zwierzęcia mniejszego niż koń. Osła dziadek nie miał, wybór więc był niewielki. Padło na cielaka. Bo wiadomo, nieduży, a w dodatku nieagresywny (przynajmniej na pierwszy rzut oka). Mój tato założył na szyję cielaka swój pas harcerski, by kolega miał się czego trzymać. Udzielił też instrukcji, jak dosiąść „rumaka”. Kolega zgodnie z podpowiedziami wskoczył na zwierzę. Złapał się mocno pasa, a wtedy mój tatuś cielaka w tyłek chlasnął, by chłopak miał prawdziwe rodeo. Po chwili jeździec leżał na ziemi, bo cielę nie w ciemię bite, lecz w zadek, więc majtnęło nogami w górę.

Tata się wystraszył. Podbiegł do kolegi. A ten skoczył na równe nogi i krzyknął:

− Jeszcze raz! Teraz wiem, jak się trzymać!

Druga próba… Lot. Trzecie próba… Lot. I dopiero wtedy nastąpiła refleksja, a po niej rezygnacja z podjęcia kolejnej próby jazdy na oklep na cielaku.

Kiedy więc oglądaliśmy popisy jeźdźców w Pelplinie, tatusiowi się przypomniało, że ma wprawę jako instruktor jazdy na oklep. Na szczęście mnie i mojego brata uczył jedynie jazdy na rowerze.

0 myśli na “Jazda na oklep”

    1. Prawda. Nieraz to dziadek gonił przez pole swojego synka, a najmłodsza siostra mojego taty zacierała ręce, że zaraz w dupsko dostanie. 🙂 🙂

  1. 😀 Tatuś pierwsza klasa! A moje Szkodniki będą wspominać jak matka uczyła się jeździć konno na oklep w Rabe…
    Powiem, że to nie takie proste. Ja miałam stracha, a dzieci… Totalny luz!

  2. Nie no, Aniu! Ja nie wierzę w to, co czytam! Żeby jeszcze na Jarmark to rozumiem, ale żeby o mojej ekipie pisać! :))) Podobno przypadków nie ma. Fajnie, że się chłopaki tak świetnie bawią 🙂 Ten, który jest na zdjęciu to bodajże Pan Paweł, świetny gość 🙂 Konika być może tego ciemniejszego znam, a tego drugiego w plamki nie, ale może go zobaczę kiedyś 🙂 W ogóle to Cię zapraszam do mnie, u mnie o nich więcej znajdziesz 🙂 Te akrobacje to kaskaderka konna i powiem Ci Aniu, że akurat u nich na najwyższym poziomie 🙂
    Pozdrawiam! 🙂

  3. A u mnie nowa notka, specjalnie dla Ciebie Aniu, tak ze wspomnień uzbierana pod wpływem Twojego wpisu i w jesiennym klimacie osadzona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *