Pływać każdy może

Bardzo lubię pływać, jednak ze wstydem przyznam, że dawno, dawno tego nie robiłam. Już od jakiegoś czasu chodziło za mną to, by wybrać się na basen lub jezioro. Niestety mój mąż absolutnie nie podzielał mojej chęci. Ponadto ciągle coś stawało mi na przeszkodzie. Przede wszystkim ze względu na chorobę nie mogłam pływać. Wiadomo, że po zabiegu to było zdecydowanie niewskazane. A potem znów zawsze coś wypadło.

Przez przypadek dowiedziałam się, że moja koleżanka jest maniaczką pływania i w każdej wolnej chwili jeździ nad jezioro i pływa. Wystarczy, że słońce mocniej przygrzeje, a ona już się kąpie w jeziorze. I kiedy to się wydało, stwierdziłam, że chętnie się z nią zabiorę. Podjęłam decyzję, że jutro jadę nad jezioro. Oczywiście na drugi dzień pogoda się zepsuła i znów plany legły w gruzach.

Umawiamy się po raz kolejny. I jest wreszcie słońce! Mamy obie trochę czasu! Ustalamy godzinę. Samo południe. Piątek.

Już przed jedenastą nastąpił więc moment, żeby wykopać z szafy strój kąpielowy. Pamiętałam doskonale, że mam dwa nowiusieńkie, w dodatku prawie nieużywane (pewnie dawno niemodne). Odnalazłam! I wtedy przyszło oświecenie, że nie miałam ich na sobie od co najmniej pięciu lat. O, kurza twarz! Wcisnę się czy nie? Przymierzam więc jeden. Na szczęście robią je z takich tkanin, które mają duże możliwości „naciągowe”. Uważać jedynie trzeba, by nie przekroczyć granicy i nie wyglądać w takim stroju jak baleron w siateczce. Wciskam się. Na szczęście nic się nie wpija, nie powoduje wypłynięcia poszczególnych fałdek z drugiej strony, kiedy z jednej się ściśnie. Zadowolona spoglądam w lustro. O, mamuńciu! Krzyczę w szepcie. O, mamuńciu! Nie mogę oderwać wzroku od swojego odbicia i uwierzcie, nie jest to spowodowane zachwytem. Dopiero po kilku sekundach przychodzi pomysł: rzucam żarcie. Zero. Nic. Żadnego okruszka więcej. Powietrze, woda i słońce!

Ale nie stchórzyłam. Nad jezioro pojechałam. Popływałam, choć woda była już dość chłodna. I przyznam, że łapy trochę bolały, bo odwykły. Koleżanka wcisnęła mi w dłoń „pamelkę”.

− Jak nie pływałaś tyle lat, to bez tego nie wchodź do wody – ostrzegła. Ech… Niby dobrze pływam, ale wiadomo, że topią się zazwyczaj tylko ci potrafiący pływać. Wzięłam więc „pamelkę” dla bezpieczeństwa. Woda była cudna!

Dzisiaj co prawda pociągam nosem, ale warto było. Takie pożegnanie sezonu. A pływać przecież każdy może trochę lepiej i trochę gorzej… 😛

0 myśli na “Pływać każdy może”

  1. Wiesz-mam tak samo.Nie pływałam tak długo,że hej!Gdybym mogła iść na basen,na którym byłabym sama,to byłoby cudnie.Niestety mam obsesję na punkcie swoich zbędnych zwałów tłuszczu-i nawet nie mam odwagi ,żeby iść kupić strój.Ja wiem,jakby to się dla mnie skończyło-poryczałabym się w przymierzalni aż by mi gile do pasa wisiały.I to nie ze wzruszenia….;)

  2. Bardzo lubię wodę chociaż to co prezentuje chyba trudno nazwać pływaniem ale bez problemu utrzymuje sie na wodzie – mam własna “pamelkę” służąca tez jako warstwa izolacyjna wiec tylko kostium jednoczęściowy. Na szczęście na plaży Greenpeace sie jeszcze nie pojawił żeby sciągnąć fokę do wody!

    1. Ha, ha 🙂 Własne koło ratunkowe to wcale nie najgorsza rzecz. 😉 Szkoda tylko, że nie da się go zdjąć. 🙂 Ha, ha 🙂 Ale mnie rozśmieszyłaś tym komentarzem. 🙂 Dziękuję. 🙂

    1. Pamelka – pomarańczowa bojka ratownika. Ja mam własna nie pomarańczowa i niestety nie da sie jej zdjąć ale za to działa tez termoizolacjnie a i w czasie wichury chude, kościste koleżanki trzymały sie żeby nie odfrunąc

  3. 🙂 Ja to kiepsko akurat pływam, ale u nas wody w nadmiarze to nie ma, więc to nie dziwota. 🙂

    Co do strojów kąpielowych to… wiesz… jak byłam u Ciebie, a moja rodzicielka w Kołobrzeskich okolicach, to… zapomniałyśmy sprawdzić jej strój kąpielowy… no ani ja, ani siostra moja nie popatrzyłyśmy co nasza matka wkłada do torby. Cóż, wzięła ze sobą strój, który ma z 15 lat na pewno, ale pomijając jego niemodność, to jeszcze dość wyobraźni starczy każdemu, aby wyobrazić sobie, co się dzieje z materiałem od stroju kąpielowego po takim leżakowaniu w szafie… oczywista oczywistość, że się rozlazł. Wstyd mi za swoje niepomyślenie. Znaczy się, ja to wiedziałam, że kąpiele w stroju odpadają z braku czasu w moim przypadku, ale żeby tak nie pomyśleć o matce, która i w hotelu miała mieć basen i do plaży rzut beretem. Wyrodna córka ze mnie… i z mojej siostry (zwłaszcza z niej, gdyż jej strój, na Mamę byłby jak znalazł… mój niekoniecznie, bo ja sporo wyższa jestem).

    Dalej idąc tropem strojowym to… mam ze czy, może cztery ale doogrodowe, na opalanie i dwuczęściowe… a też by mi się jakiś jednoczęściowy basenowy zdał… no i kwestia tego, że wszystkie są sprzed 10 kilo temu… tyle, że u mnie to kwestia minionego roku… więc, jako i Ty chyba po prostu przerzucę się na dietę ŻARCIA… bo normalnie w portki mi się niewymowna nie mieści, w stroju jak baleron w siatce wyglądam…

      1. Aniu, jak ja szczupla jestem… to Ty się wybierz do okulisty 🙂 tylko moze nie do tego, o ktorym opowiadalas… 🙂

        Szczupla to ja bylam… jeszcze w ubiegloroczne wakacje… a pozniej nastala jesien i zima… dluuuga zima… 🙂 i moja szczuplosc pozostala ledwie wspomnieniem 🙂

        podobnego wzrostu jestesmy, ale to Ty jestes szczuplejsza 🙂

      1. Mamy taką nadzieję, chociaż patrząc na to, jak się sprzeciwia wszelkim ćwiczeniom i jak go instruktor musi przekonywać albo wręcz na siłę od brzegu odciągać, to nie wiem…

  4. Ja też dopiero od trzech lat znów pływam – jak jestem u teściów na wakacjach. Strój mam stary – czarny, fason sportowy więc uznaję, że nigdy nie jest niemodny.
    I też nie wiedziałam, co to jest pamelka 😉

  5. Ja bardzo lubię pływać, ale tylko na basenie. Chociaż ostatnio mniej, zwłaszcza jak jest 8 torów, w tym 4 rekreacyjne i 4 treningowe, a ludzie nie czytając oznaczeń wybierają najczęściej te “treningowe”. Wówczas pływanie to istna męka, bo nie dość, że pływają środkiem toru i nie da się ich ominąć to jeszcze zatrzymują się co 5 metrów na pogaduchy z koleżanką. Jasne, że każdy może przyjść na basen i super, że to robią, ale jak wszędzie, widać zobojętnienie na oznaczenia. Po coś one w końcu są. A taka osoba uniemożliwia spokojne spędzenie czasu innym. Ostatnio, na torze treningowym, puściłam syna przede mną, w celu “przetarcia” drogi. Dwie długości motylkiem syna elegancko spowodowały przeniesienie się osób “na pogaduchach” na tory rekreacyjne lub do basenów z masażami 🙂 Komentarze, że chamstwo się szerzy i skargi do ratownika pominę milczeniem. A pływanie jest super 🙂 I Zazdroszczę jeziora w pobliżu. Korzystaj ile możesz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *