Jest! Już jest!

Dzisiaj nie było wyboru. Temat sam się pchał na stronę. Jest już wreszcie okładka „Niedomówień”. Pisałam już o tej książce kilka razy. I w końcu można sobie ją zwizualizować, zapamiętać obraz. Premiera oczywiście bez zmian – 11.10. Pewnie fizycznie w księgarniach pojawi się z poślizgiem, ale ważne, że już ją widać. A przebojów było z okładką, bo co projekt, to ciągle nie było to. Trzeba jednak przyznać, że pani grafik dała radę i nie rzuciła tego w pioruny, jak ciągle słyszała, że z wydawcą marudzimy.

Jestem bardzo ciekawa odbioru tej książki. Bardzo. Bardzo. Szkic do niej zrobiłam kilka lat temu (na 80 stron). W pierwszej wersji głównym bohaterem miał być mężczyzna, ale potem pojawiła się Janka. (Jednak równolegle do niej ważną postacią jest Łukasz.) Pokusiłam się też po raz pierwszy o narrację trzecioosobową. Początkowo nie było łatwo zrezygnować z poprzednich przyzwyczajeń, ale przyznaję, że ta narracja daje o wiele większe możliwości. Chyba następną książkę też tak napiszę.

A! Konsultowałam treść z panią psycholog Kamilą. Bardzo mi pomogła skonstruować moich bohaterów i przy okazji zrozumieć pewne zachowania.

„Niedomówienia” nie są oczywiście związane z żadną napisaną przeze mnie wcześniej powieścią. Wiem, że to może się trochę mieszać, ale trzecia część trylogii kociewskiej („Złodziejka marzeń”, „To się da!”), ta z cynamonem (choć jednak nie będzie go w tytule) ukaże się w marcu 2017 i wreszcie wszystko się naprostuje.

A teraz, proszę, podziwiajcie. Mam nadzieję, że Wam też się spodoba. Z literaturą obyczajową jest tak, że żadne eksperymenty i nowatorskie rozwiązania na okładce raczej są niewskazane. Jest więc klasycznie, w dodatku z „babą” na okładce. Moje koleżanki po piórze, te z długim stażem, zawsze mi powtarzały, że „baba na okładce musi być”. Nie bardzo to trafia w mój gust i gdzie się dało, to unikałam tejże „baby”, ale tutaj został osiągnięty kompromis, tak sądzę.

Mam nadzieję, że Wam też się podoba.

Niedomówienia

0 myśli na “Jest! Już jest!”

  1. Okładka mi się nie podoba, bo jakaś powykręcana ta baba, ale nigdy nie sugeruję się okładką, ważniejsza jest treść 🙂

  2. kolory na okładce mi się podobają 🙂 przyciągają 🙂

    acz ja też z tych, co okładka mogłaby dla nich być i bez obrazka, same literki by wystarczyły 🙂 jednak to mniejszość, a ta Twoja okładka jest na prawdę fajna 🙂

    1. Właśnie o to chodzi, że dla mnie też mogłyby być same litery. Zanim zaczęłam pisać, nie zdawałam sobie sprawy, jak to się wszystko odbywa. A teraz? Każdą okładkę się konsultuje, ale nie pod względem artystycznym, tylko sprzedażowym. Książka niestety jest produktem. Z drugiej strony o to przecież chodzi, żeby się sprzedawała, autor też musi jakoś żyć. 🙂 🙂

    1. Właśnie teraz jestem w świecie Janki, bo czytam już po raz ostatni przed drukiem. Jest po redakcji, korekcie i po składzie. Prawie gotowa. 🙂

  3. Dla mnie też nie okładka jest magnesem, ale ta mi się podoba. Taka niby nostalgiczna, zapatrzona a jednocześnie ma coś niepokojącego i intrygującego.

  4. Mówisz 11 października? czyli za 3 tygodnie z hakiem?
    No….się uzbrajam w cierpliwość.
    A Tobie, Aniu -matko “Niedomówień” gratuluję.

  5. Anuś GRATULACJE – śliczna okładka 🙂 ta “baba” jest potrzebna, nic dodać nic ująć. Oczywiście książkę “chcem” mieć i to z dedykacją . 🙂

  6. No to jestem w poważnej mniejszości, bo mi się ta okładka zupełnie nie podoba i chyba pani grafik ze złości zrobiła ją na odwal w Paincie 😉

    Ale zgadzam się z przedmówcami, że najważniejsze jest wnętrze, okładka jest w sumie tylko chwytem marketingowym.

    1. Jest chwytem marketingowym, to prawda. A z okładkami to tak jest, że jednemu się spodoba, innemu nie. Zresztą to dotyczy także treści. Chyba nigdy nie ma tak, żeby wszystko spodobało się wszystkim. 🙂 🙂

  7. Baba na okładce musi być? To jakiś ze mnie kiepski klient, bo z dużą ostrożnością podchodzę do książek z babami na okładce, bo niestety często w treści są infantylne i nudne. A jak już jest baba na okładce (a nawet może być i chłop!), to i tak najpierw patrzę na nazwisko autora, bo jak znam autora i lubię jego książki to i tak mnie baba na okładce nie powstrzyma przed nabyciem drogą kupna owej książki 😉
    Ściskam Cię Aniu i gratuluję!

    1. To masz tak jak ja, bo ja też tego “fenomenu” baby pojąć nie mogę. 🙂 Ale handlowcy podobno swoje wiedzą. 🙂
      Serdecznie dziękuję. 🙂

  8. Ha, ha… może i nie do mówienia, lecz do czytania z pewnością!
    Przez okładkę i tytuł “przebija się psychologia”, czyli coś jest, co tkwi w duszy człowieka.
    Jest ciekawość na te niedomówienia.
    Serdecznie Ci gratuluję Aniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *