Ja tego nie rozumiem

Ostatnio wysłuchałam dwóch audycji radiowych na temat gwałtów. Wiadomo, że sprawcą większości są mężczyźni. Wiadomo też, że nie wszystkie ofiary zgłaszają się na policję i wiadomo (niestety), że zbyt wiele spraw kończy się wyrokiem w zawieszeniu (!).

Słuchałam audycji. Potem trafiłam w necie na artykuł, który mi trochę bardziej włos na rozczochranej zakręcił. Jednej rzeczy nie mogę zrozumieć. No nijak się nie mieści w mojej łepetynie. Dlaczego tak jest, że po gwałcie znajdzie się cały tabun osób, które usprawiedliwiają sprawcę, tłumacząc, że dziewczyna prowokowała, że źle się prowadziła, że głupia, bo wsiadła do obcego auta, że pewnie myślała, że trafiła bogatego frajera, że nie tak się ubrała itp. A już najbardziej nie rozumiem tego, że często są to komentarze kobiet! Oczyma wyobraźni widzę wtedy uradowaną babę, która przed monitorem zaciera ręce i powtarza, że dobrze jej tak, bo za kusą spódniczkę miała. Dlaczego kobiety robią to kobietom? Nie pojmuję.

A nie oszukujmy się, nie każdy (i nie zawsze) postępuje rozsądnie, ale to nie znaczy, że należy go skrzywdzić.

Podobno w Wielkiej Brytanii wprowadzono niedawno karę za mizoginię. Jest to oficjalnie uznane przestępstwo na tle nienawiści!

Według mnie, nawet jak kobieta idzie nago ulicą albo nawet jeżeli jest prostytutką, to nikt nie ma prawa jej dotknąć bez jej zgody. To, że ma krótką spódniczkę, czy seksowne buty, czy też jest pod wpływem alkoholu nie upoważnia nikogo do tego, by jej robić krzywdę. Co więcej! Nawet gdy toczy się flirt pomiędzy dwojgiem ludzi, to nie daje to prawa do tego, by jeden krzywdził drugiego. W każdym momencie człowiek (obojętnie czy kobieta, czy mężczyzna) ma prawo powiedzieć „nie”, a druga osoba musi to uszanować. Nie ma wytłumaczenia dla przemocy! Bo to tak jakby tłumaczyć, że morderca musiał zabić, bo go ofiara prowokowała zbyt jaskrawą bluzką albo głupią miną.

Staram się zrozumieć, dlaczego z reguły broni się sprawcy, a nie ofiary. I nijak nie mogę tego pojąć. Chyba że ktoś mi to wytłumaczy i znajdzie jakieś logiczne argumenty… Ja ich nie widzę.

0 myśli na “Ja tego nie rozumiem”

  1. A widzisz bo my musimy być humanitarni w stosunku do przestępców a ofiary to prowokatorki! A i teraz jeszcze każdy kto popełnia przestępstwo jest biedny i chory psychicznie a my podle społeczeństwo nie mamy dla nich zrozumienia. Nie wiem czy to pocieszające (dla mnie na pewno nie!) ale takie nonsensy są nie tylko w Polsce! A społeczeństwo? Przypomina mi sie czarny humor: dwie sąsiadki rozmawiają – patrz pani jaka z tej Kowalskiej szczęściara! Ma męża, kochanka a wczoraj jeszcze ją zgwałcili! I tylko płakać sie chce…

  2. Te tłumaczenia wynikają z kompleksów i małego własnego poczucia wartości. Dla wielu ludzi pokazanie ,że ktoś jest gorszy jest budulcem do podnoszenia samooceny. Teraz to bardzo popularne, popatrz wokoło i nie chodzi tylko o gwałty seksualne.

      1. nie wiem, czy małym to właściwe określenie jest, wydaje mi się, że w wielu przypadkach, na pewno ponad połowa, to nie małym i płytkim, ale po prostu przestraszonym i pełnym obaw człowiekiem.

        1. Może po części jedno i drugie, a do tego jeszcze należy dołożyć to, o czym wspomniałaś w poprzednim komentarzu – prymitywizm, który też przecież się tu przejawia. Zgadzam się, że strach może determinować takie zachowania, ale to też nie jest usprawiedliwienie. Dorzuciłabym jeszcze brak empatii.

  3. Mam zasadnicze pytanie. W jakim celu ofiary chodzą nago po ulicy ? Po ulicy, na tyle co mi wiadomo, chodzi się w odpowiednim stroju. Innym w mieście, innym na plaży, innym na szlaku górskim

  4. Aniu to nic nadzwyczajnego. Kwestia uwarunkowań społecznych kształtowanych przez stulecia.

    Mężczyzna miał prawa, kobieta miała obowiązki.

    Bez względu na to jak bardzo chcemy być nowocześni, niezależni i tolerancyjni, to zawsze będziemy musieli mieć na uwadze to, że zostaliśmy ukształtowani w określony sposób, przez określone społeczeństwo z jego zestawem norm i zasad.

    Kobiece ciało było przywilejem męża, ale nie tylko, gdyż za czasów feudalnych, Pan danego terenu miał prawo do nocy poślubnej… bynajmniej nie tylko z własną żoną, ale i z nowymi, młodymi żonami swoich podwładnych.

    Jeszce w ubiegłym wieku, zwłaszcza jego początkiem, niczym nadzwyczajnym nie były zaślubiny z zupełnie obcym człowiekiem, w wyniku swatania, czy układów “handlowych” między rodzinami.

    Inną kwestią jest też poddanie sobie narodów przez wymuszenie uległości, a to było domeną żołnierzy gwałcących kobiety podbijanego narodu.

    To tylko 3 przykłady, a takich można by dziesiątek kilka przytoczyć. Mężczyzna to siła, kobieta to uległość. Prawo do równego traktowania, wzajemnego szacunku, jako coś jawnego i oczywistego, w jakimś sensie legalnego, to ostatnie sto lat i emancypacja kobiet. W prawdzie niektóre złożenia emancypacji to przegięcie w drugą stronę, ale to nie tu i nie teraz.

    Tak więc, nie wiem czy to sama zawiść tych brzydkich kobiet jak napisał Krzysiek. To jest uproszczenie. Zawiść nie bierze się z niczego, najczęściej jej podstawą jest lęk. A hejtujące w ten sposób, o jakim piszesz, kobiety to nie tylko grube, samotne brzydule. Myślę, że wiele z nich jest atrakcyjnych, a nawet spełnionych życiowo, rodzinnie i zawodowo. Jednak być może tym co nimi kieruje jest, nie zawsze uświadomiony, lęk, że to one mogły być w takiej sytuacji – więc “super”, bo skoro trafiło się innej, to nie mnie. Być może, część z nich działa też na zasadzie, “skoro ja muszę ze ślubnym raz w tygodniu choć mi to frajdy nie sprawia” to niech ta “suka” wie, co ja znoszę co tydzień (przy czym, kwestią w tym zdaniu nie jest gwałt, a przyzwolenie na seks bez oczekiwanej satysfakcji… sama satysfakcja zaś… cóż jest medialna i książkowa, i filmowa i czasem mam wrażenie, że obowiązkowa bez względu na inne czynniki).

    Zrzucanie winy na strój, czy prowokujące zachowanie to półśrodki pozwalające nie zastanawiać się nad własnymi motywami bluzgania tych które bluzgają jadem. To też forma zabezpieczenia – i ujawnienie lęku – “nie będę się tak zachowywać, nie będę się tak ubierać, nie będę chodzić w takie miejsca… itd. więc NIC SIĘ NIE STANIE”.

    Owszem, na pewno też część to zwykła złośliwość i prostactwo i buractwo, dla samej złośliwości i chęć dowartościowania siebie jako “tych lepszych od innych”.

    Tak więc, pewne jest w tym jedno – nie ma jednej przesłanki, na której można by było zrozumieć zachowanie tych kobiet wytykających ofiary gwałtu i gloryfikujących (uznających siłę) mężczyzn.

    1. No, oczywiście, że to ukształtowane kulturowo. Tylko wydaje się, że tyle się nas edukuje, że powinno to się wreszcie zmienić. Ja wiem, że to potrzeba wieków, ale właśnie dlatego najbardziej nie rozumiem tych komentarzy pisanych przez kobiety. Może coś w tym jest, co piszesz, że to forma obrony. Gdyby wystarczyło odpowiednio się ubrać, by zapewnić sobie bezpieczeństwo… Hm. Dlatego chyba powinno się o takich rzeczach mówić i piętnować takie komentarze.

      1. Mnie nie chodzi o usprawiedliwienie 🙂 Właściwie to chyba ostatnie miesiące sprawiły, że wszelkie usprawiedliwienia uważam za wymówki i próby samorozgrzeszenia (znaczy nie, że wszystkie i hurtem, gdyż ewidentnie są w życiu pewne priorytety z którymi się nie dyskutuje).

        W takim toku myślenia też nie chodzi o to by praktycznie zapewnić sobie bezpieczeństwo przez np. strój. kwestią jest schemat. Ludzie żyją w oparciu o schematy. To uproszczenie jest i bardzo się sprawdza w codziennym funkcjonowaniu, ale też odpowiada za to co i jak myślimy, jak odbieramy, jak werbalizujemy. Piętnowanie samych komentarzy może się więc nie sprawdzić, bo odnosi się do skutku, a nie do przyczyny, ani nie do schematu odpowiedzialnego za skutek.

        Bardziej miarodajne zdaje się być mówienia o tym dlaczego i skąd mogą się brać takie komentarze, wyłapywanie schematów i ich wskazywanie. Teraz jest pęd do indywidualizmu i do poczucia odrębności (często rozumianej jako bycie lepszym od innych), więc dla pewnej grupy stwierdzenie, że hejtujesz jak wszyscy już będzie powodem do zatrzymania się z jadem, jeśli dorzucisz do tego, “masz ten sam schemat myślenia co inni” (przez co nie jesteś wyjątkowy), zatrzymasz kolejną grupę osób. Wykruszając poszczególne podgrupy, trafiasz na tych, którzy chowają się w tłumie, tylko, że tłum się kurczy – więc piszesz mu – popatrz: widać ciebie jak na dłoni, już nie masz za kim się schować, zostajesz powoli sam.

        Zawsze jednak zostaną jednostki statystycznie marginalne 🙂 – czyli te które statystyka odrzuca, bo nie da się ich uśrednić, a do tego to już cóż, albo z głupota masz do czynienia, albo z fanatyzmem, albo z zaburzeniami emocjonalno – psychicznymi.

        Wydaje mi się, że warto w takich przypadkach zacząć od tego dlaczego tak się dzieje, i w czym to ma swoje korzenie – czyli “leczyć” przyczyny”, a nie piętnować skutki. Mało tego – takie działanie jest też pewnym schematem, który się równie dobrze może sprawdzać nie tylko w sytuacjach z twojego posta, ale również w innych.

        Co do słowa “hejtować” to ludzie są przekonani o swojej anonimowości w internecie, przez co pozwalają sobie na więcej. Zapominają, że owa anonimowość jest tylko złudzeniem i zwyczajnie nie istnieje. Część osób chyba sobie z tego nie zdaje sprawy, a części ta świadomość umyka. Czując się anonimowymi, czują się bezkarnymi, i pozwalają sobie na działania, na które realnie nigdy by sobie nie pozwolili.

        Jeszcze jedną kwestią związaną z kulturą i edukacją. Aniu, usiądź i zastanów się ilu z Twoich uczniów posiadało umiejętność samodzielnego i niezależnego myślenia i wyciągania wniosków, czy analizowania? Ilu było takich, którzy gdy omawialiście jakąś lekturę, potrafiło powiedzieć, że nie zgadza się z takim, czy innym poglądem i interpretacją i uważa, odczuwa, postrzega tę książkę tak lub tak (odmiennie od ogółu), a później – ilu nie zmieniło zdania i potrafiło swój osąd poprzeć sensownymi, precyzyjnymi i miarodajnymi argumentami (“tak, bo tak”, lub “tak, bo ja tak myślę i już” się nie liczą) – w ten sposób określisz szacunkowo ile osób jest w stanie społecznie przyjęte statystyczne postępowanie odrzucić w sposób świadomy i rozumy. Czyli mniej więcej ile osób umie myśleć samodzielnie nie idąc za stadem i za tłumem. To jest uproszczenie znaczne, dla obrazu, żeby nie było, że uważam, że tylko 1% populacji myśli samodzielnie… no dobra 10 procent 😉

        1. Masz całkowitą rację. Samodzielne myślenie jest z pewnością w deficycie. Tylko bardzo trudno tutaj docierać do przyczyn, łatwiej zawsze piętnować skutki. Ale masz rację, tylko wymagałoby to cholernie żmudnej pracy całej gromady psychologów, a efekt byłby i tak pewnie niewspółmierny do wysiłku. Z pewnością takie kwestie psychologiczne tych zachowań są niezmiernie ciekawe. Przyznam, że mnie to zainteresowało. Pobudziłaś mnie do myślenia. 🙂 Z reguły każdy problem traktujemy powierzchownie, ale trzeba oczywiście spojrzeć głębiej.

          1. nie sądzę aby takie znowu tłumy psychologów były potrzebne 🙂 jak napisałam – działamy i funkcjonujemy w oparciu o schematy, w danej kulturze jest określona ilość schematów, i nie jest ich tak na prawdę wiele.
            Tylko tu nie chodzi tak na prawdę o same komentarze, a o zmianę toku myślenia – czyli o wprowadzenie nowego schematu.

            Najprościej jest wprowadzać takie schematy przez “obrazowanie”, czyli w pewnym sensie odgórnie, np. przez celebrytów… gdyby oni byli osobami wspierającymi silne wzorce tolerancyjne, zamiast rzucania rozchichotanych bzdetów do kamery, część osób poszła by za nimi. Tak samo kolejna część poszła by za artystami i za politykami. Takie czasy. Owszem, są w tych grupach osoby światłe i mogące być wzorcami moralnymi i kulturalnymi oraz tolerancji, ale większość po prostu ma parcie na szkło i duże konto w banku. W naszym otoczeniu jest coraz mniej prawdziwych Idoli, na rzecz gwiazdek. Żyjemy w takim czasie, gdzie media mają władzę i kreują te gwiazdeczki na “idoli”, do tego dorzucają rozrywkę, łatwą i szybko osiągalną, a “chleba i igrzysk” przeciętny człowiek pragnie bardziej niż rozważań etycznych, moralnych, czy ogólnie – samego myślenia (w wielu przypadkach).

            Niestety, elita intelektualna, czy środowisko naukowe z jednej strony zostaje zepchnięte na boczny tor w kształtowaniu opinii, a z drugiej strony też coraz częściej pojawiają się w nim osoby pozostawiające wiele do życzenia.

  5. Witaj, Aniu. Smutny dziś temat Poruszyłaś, ale rozmów w tym temacie nigdy dość. Często jest tak, że sama ofiara czuje się winna zbrodni, którą na niej popełniono, bo w społeczeństwach tkwi przekonanie, że to ona swoim zachowaniem lub ubiorem prowokowała do gwałtu. A jeszcze zbyt niskie wyroki w tych sprawach utwierdzają w ludziach opinie, że gwałt, to nic strasznego, bo przecież żyje, więc nic wielkiego się nie stało. Oburzamy się na inne nacje za złe traktowanie kobiet, ale nasza europejska cywilizacja też nie jest lepsza, bo również traktuje kobiety przedmiotowo. A my kobiety na to pozwalamy. W sejmie mamy sporo przedstawicielek naszej płci, a bardzo rzadko walczą one o nasze kobiece prawa.Chcą być lepsze od mężczyzn? Nie chcą się wychylać, wychodzić przed szereg, by nie okrzyknięto je wojującymi feministkami? Cóż wobec tego się dziwić, że mężczyźni traktują nas lekceważąco? Nie ma kobiecej solidarności. To smutne, bo po co wobec tego walczyłyśmy o równouprawnienie, jeśli nie potrafimy tego wykorzystać? Kobiety są wszędzie. W sejmie, rządzie, w sądach. i co z tego? Często mężczyźni szybciej ujmą się za kobietą, niż druga kobieta.
    Miłego dnia 🙂

    1. Słuchałam wypowiedzi pani psycholog w tym temacie, bo przecież kobiety często są sędziami w takich sprawach i niestety wydają wyroki w zawieszeniu. I jest tak jak mówisz, kobiety weszły w role męskie i chcą w nich być bardziej męskie niż mężczyźni. Nie chcą być wojującymi feministkami? I tu paradoks, bo bez wojujących feministek (swoich poprzedniczek) w życiu nie mogłyby sprawować funkcji, jakie sprawują dzisiaj. Trochę to wszystko, jak dla mnie, absurdalne, ale warte na pewno dyskusji.

      1. Świetnie Podsumowałaś moją wypowiedź. Napisz więcej na temat roli feminizmu, bo to rzeczywiście ciekawe zjawisko kulturowe. Feminizm w życiu kobiet. Co nam daje, a w czym przeszkadza i dlaczego jest tak negatywnie odbierany przez same kobiety.

      2. Czy ta Pani Psycholog miała do czynienia z przestępcami, czy jest ogólnym psychologiem?

        Co do samych wyroków – kwestia czysto techniczna – bez określania, co jest dobre, a co złe – prawo polskie, dokładniej: prawo karne, ma zasadę, że osoby nigdy wcześniej nie karane mają pierwszy wyrok w minimalnej wysokości przewidzianej prawem.

        Jest to reguła, dotycząca nie tylko gwałtów, ale funkcjonująca w obrębie całego prawa.

        Wyrok w zawieszeniu nie zawsze jest zły. Widzisz, zawieszenie wyroku najczęściej jest wyższe niż minimalna (a bywa, że i maksymalna odsiadka). Popatrz na to z tej strony – taki gagatek dostaje dajmy na to 3 lata w zawieszeniu na 5. I co dalej? Gdyby poszedł do więzienia to siedziałby tam 3 lata i wyszedłby. Siedziałby i miałby się tam dobrze. Po trzech latach wyszedłby i nie widziałby nic nadzwyczajnego w kolejnym gwałcie, rabunku, bojce, maltretowaniu, niszczeniu mienia itp., bo wiedziałby co czeka go po drugiej stronie. Już to poznał, i przywykł.

        Ma 5 lat zawieszenia, ale jest wolny i ma kuratora. Przez 5 lat musi się pilnować i jednocześnie spełnić wszelkie dodatkowe, bo często są dodatkowe wytyczne w wyroku, wskazane przez sędziego zalecenia. Nie przez 3 lata, a przez 5 lat. Nadal nie wie jak jest w więzieniu, nadal musi trzymać się pionu i nie utrzymuje go państwo, a sam musi dbać o siebie. Żadnych “wakacji” w “sanatorium”.

        Kwestią dozoru kuratorskiego i wyroku w zawieszeniu jest to, że nawet jeśli złamie warunki zawieszenia na 3 dni przed końcem dozoru… to trafia na te 3 lata do mamra.

        Tak więc na dobrą sprawę jego kara trwa 5 lat, a nie 3 lata. Jest na pierwszy rzut oka mniej spektakularna i mniej satysfakcjonująca społecznie dla ofiary i otoczenia, ale nie zawsze i nie koniecznie mniej dotkliwa dla sprawcy.

        Statystycznie okazuje się, że więcej sprawców nie popełnia ponownie przestępstwa po pierwszym wyroku odbytym w zawieszeniu niż gdy jest z nim jednak związana odsiadka. Nie są to może duże różnice, ale jednak są.

        Na koniec jeszcze – to nie sędziowie piszą prawo. Prawo piszą władze państwa, ludzie przez nie wskazani (może i są wśród nich sędziowie, ale to akurat nie ma znaczenia w samym akcie tworzenia prawa) – garstka ludzi, raptem zespół kilku – kilkunastoosobowy. Sędziowie wydają wyroki na podstawie obowiązującego prawa i są nim związani oraz określeni bez względu swoją na płeć.

        1. To była psycholog zajmująca się problemem gwałtów. Pomagała ofiarom. Z tym wyrokiem w zawieszeniu to jednak bym polemizowała, bo społecznie jest to odbierane jako brak kary. A taka “kara” nie budzi strachu, choć oczywiście z drugiej strony rodzi się pytanie, czy sprawca myśli wcześniej o karze.
          I co do prawa, to też kolejny problem. Podobno w polskim prawie definicja gwałtu jest bardzo nieprecyzyjna. Mówiono o tym w reportażu radiowym i porównywano zapis z polskiego KK z zapisami w innych krajach europejskich. Tutaj oczywiście rodzi się pytanie, dlaczego nikt tego nie zmieni.

          1. Społecznie kara w zawiasach odbierana jest jako brak kary… Tylko czy ja jako sędzia mam wymierzyć karę, która zadowoli społeczeństwo, czy która ukarze sprawcę? Na ile pamiętam, to po wyjściu z więzienia wielu ludzi wraca do popełniania przestępstw. Pomijam już, że taki gwałciciel może być jedynym żywicielem rodziny i w razie czego, to rodzina pozostanie (przynajmniej chwilowo) bez środków do życia. Wiem, kobieta zgwałcona chciałaby, żeby sprawca cierpiał, tylko czy chciałaby się bać, że jak odbędzie karę, to zechce się zemścić? Może więc warto by społeczeństwu uświadamiać co dokładnie oznacza kara w zawieszeniu?

          2. Prawie dokładnie o to mi chodziło – kara w zawieszeniu nie jest brakiem kary, jest motywacją i szansą dla sprawcy, ale też daje ofierze większe możliwości działania (dłuższy okres kary w postaci dozoru, zakaz dla sprawcy kontaktów z ofiarą, mniejsza nienawiść sprawcy przez co mniejsze prawdopodobieństwo zemsty).

            Kwestią w wyroku z zawieszeniem jest dozór kuratorski – i tu jak wszędzie, wszystko zależy od osoby kuratora, czy jest właściwą osobą na właściwym miejscu, czy przychodzi tylko po pensję. Różnica jest przeogromna, ale… ludzie są ludźmi i nie ma co oczekiwać, że przestaną być ludźmi, i że po znajomości trafi się ktoś gdzieś gdzie się zupełnie nie nadaje.

            Co do prawa polskiego i doprecyzowania definicji określonych przestępstw, oraz dobrania wymiaru kary do określonego przestępstwa to… to nie oszukujmy się, to jest polityka. Prawo ustalają politycy, a wielu z nich to zwykli pieniacze i krzykacze, którzy niewiele mają tak na prawdę do powiedzenia, bo ich celem nie jest dobro państwa, a dopchanie się do żłobu… notabene – zupełnie już pustego.

            Takie mamy prawo jakich mamy polityków, a polityków mamy takich, jakich naród wybiera.

          3. Może i tak, może uświadamianie pomoże. Tylko z drugiej strony, sama wiesz, jak to z tym uświadamianiem społeczeństwa jest. Bo może warto jednak, żeby niedoszły przestępca też bał się kary.

          4. Faktycznie, nasza dyskusja jest czysto teoretyczna i mocno utopijna… a państwo idealne nie istnieje, tak jak i ludzie idealni też niestety nie.

            Strach przed karą – niestety działa tylko w przypadku Kodeksu Hammurabiego 🙂

            Przestępca w chwili popełniania przestępstwa nie boi się kary, on o karze nie myśli zupełnie, on myśli o tym co robi, taki wandal np. niszczy dla frajdy lub w myśl zasady jakiejś opracowanej na własny użytek, złodziej kradnie dla zysku (żeby mieć gdy go nie stać, lub żeby sprzedać i zarobić) – myśl o karze nie zaprząta im głowy.

          5. No właśnie, wiem. 🙂 I szkoda, że potencjalny przestępca nigdy nie pomyśli o karze. Ale w naszej “utopijnej” dyskusji stworzyłam sobie “utopijnego” sprawcę. 🙂 🙂

  6. Ja opisałam ostatnio tylko prostactwo na wakacjach (autentyczne zresztą) i też znaleźli się ludzie, którzy murem stanęli za chamstwem. To jest trochę tak jak z biciem dzieci. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie dowodził, że klaps jest ok byle nie przesadzić (gwałt też nie jest zły przecież jeśli bez szczególnego okrucieństwa) albo, że gówniarz sam się prosił (jak te babki w krótkich spódniczkach prawda?). To jest straszne, ale nie wiem czy do zwalczenia.

    1. Wręcz przeciwnie – to jest logiczne, logiczne do bólu miejscami. Kwestią jest tylko punkt z którego zaczyna się nad tym myśleć.

      Tak więc to jest logiczne, ale też jest po prostu podłe i niskie.

  7. Podobnie jak Ty nie potrafię tego pojąć. Też zauważyłam, że w takich sytuacjach najczęściej ludzie atakują ofiarę. Wszystko robiła, żeby dostać za to karę. Kurde ja nie wiem w jaakim my świecie żyjemy, niby wszyscy tacy inteligentni, wykształceni i obyci a wychodzi słoma z butów i krzywdzi i tak skrzywdzona już osobę.

      1. Szczerze – większość ofiar w pierwszej chwili nie myśli o karze dla sprawcy, tylko o ucieczce od tego co się stało, o spokoju i o braku zamieszania, później stara się sobie to poukładać, przejść przez etap “dlaczego ja” (i w tym miejscu może pojawić się samo obwinianie na podstawie i na bazie choćby poglądów i “komentarzy” o jakich piszesz). U wielu ofiar potrzeba ukarania sprawcy nie pojawia się w ogóle. Bardzo często ofiara postrzega sytuację w kategoriach: “Niech on zniknie z mojego życia i nigdy więcej do niego nie wraca.” Najlepiej żeby sprawca trafił na księżyc. Jednak z drugiej strony, nawet jeśli on będzie 50 km dalej a ich drogi się nie przetną, to będzie to odległość nader wystarczająca. Ba dwa końce miasta też mogą być wystarczające.

        O karę dopomina się społeczeństwo – chcąc się zabezpieczyć przed patologiczną jednostką, oczekując zadośćuczynienia i wyrównania krzywdy… sęk w tym, że krzywdy jaką jest gwałt nigdy nie można wyrównać… tu jest szkopuł.

        Są krzywdy, których zwyczajnie, żadna kara nie jest w stanie zrównoważyć, bo jaka ta kara by nie była, nie cofnie ona czasu, i nie sprawi że dane wydarzenie nie będzie miało miejsca. Żadna kara nie zmieni przeszłości i nie cofnie tego co już się wydarzyło.

        Piszemy tu o ofiarach gwałtu, ale gwałt to tylko jedna, określona forma przemocy – dokładnie to samo w zakresie społecznego postrzegania, zachowania, odbierania, czy piętnowania dotyczy przemocy w ogóle jako takiej.

        Zwróć uwagę Aniu jakim tabu w naszym kraju jest przemoc domowa wobec mężczyzn, gdzie sprawcami są kobiety, które znęcają się psychicznie i fizycznie nad swoimi partnerami… popatrzeć na świat oczyma takiego mężczyzny, to dopiero wychodzą kurioza społeczne i naleciałości kulturowe setek, a nawet tysięcy lat…

        1. Masz rację, zresztą już też kiedyś o tym pisałam. O przemocy wobec mężczyzn się milczy, bo oni też wstydzą się o tym mówić. Znów dochodzi presja społeczna. Bo policjant przyjmujący zgłoszenie zaśmieje się, że chłop nie daje sobie rady z babą itp.
          Społeczeństwo też dopomina się kary, najlepiej spektakularnej. Wykonywanie wyroków śmierci na placach miejskich nie wzięło się znikąd.
          Wiadomo, że kara nigdy nie zadośćuczyni ofierze, ale wydaje mi się, że powinna też odstraszać potencjalnych przestępców. Może to jak z mandatami za szybką jazdę? Dlaczego Polacy jeżdżą za granicami kraju ostrożniej? Boją się wysokich kar finansowych. Może to nieadekwatne porównanie, ale może kara też powinna odstraszać. A może, gdyby było tak, jak pisałaś wcześniej, że edukuje się społeczeństwo i wyjaśnia, na czym polega wyrok w zawieszeniu, jakie ograniczenia ma sprawca, jak to jest uciążliwe dla jego egzystencji, byłoby inaczej. Ale jeżeli Kowalski słucha wypowiedzi w mediach, że sprawca dostał wyrok w zawieszeniu i dalej sobie chodzi na wolności, to co może myśleć?
          Oczywiście tak sobie gdybam, bo nie jestem psychologiem ani prawnikiem, więc nie wiem tak naprawdę, co jest najlepszym rozwiązaniem.

  8. Feministki wywalczyły, że kobiety mogą piastować wyższe funkcje… ale cały czas żyjemy w świecie, którzy tworzyli mężczyźni na swoich zasadach. Czyli kobieta na wyższym stanowisku musi postępować tak, jak czynią to jej koledzy.
    Dlaczego kobiety uważają, że ofiara gwałtu sobie na to zasłużyła to CHYBA kwestia tego, że na ogół próbujemy sobie uczynić świat przewidywalnym, ustalić związki przyczynowo-skutkowe. Czyli jeśli będę się ubierać przyzwoicie (cokolwiek to słowo oznacza, bo kobieta obdarzona dużym biustem nawet w habicie zakonnym będzie wyglądać prowokująco) to nikt mnie nie zgwałci. Czyli jeśli kobieta zostaje zgwałcona, to pewnie dlatego, że była nieprzyzwoicie ubrana, czyli sama się o to prosiła. I kiedy powiem to głośno i powtórzę wiele razy, to uwierzę że to prawda i że mi mnie nikt nie zgwałci, bo ja się przyzwoicie ubieram/zachowuję.

    1. Prawda, tylko jak się człowiek nad tym zastanowi, to chyba ma świadomość, że to bardzo złudne zabezpieczenie. Licho nigdy nie śpi. Wystarczy znaleźć się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu. Ale wiem, że ludzie w ten sposób tworzą sobie pozorne poczucie bezpieczeństwa.

          1. U mnie też. Jak to mawiała moja matka (niekoniecznie o mnie): mam sobie coś z masonerii – wolno myśli cielę 😉
            Całkiem sporo znam takich “masonów”. Jeszcze więcej takich, którzy w ogóle nie myślą 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *