Co na obiad?

Ostatnio przeglądałam zaprzyjaźnione blogi i popadłam w kompleksy. Kiedy co niektórzy piszą o zapasach, jakie zrobili już na zimę, to ja się tylko lekko czerwienię i ze wstydem przyznaję, że nic nie zrobiłam. Jedyne co, to ogórki małosolne w dużym słoiku, ale oczywiście już je pożarliśmy. Trzeba nastawić nowe. Widzę jednak, że mój Mężuś postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zamówił beczułkę do kiszenia kapusty, więc chyba kisić będziemy. Babcia oczywiście się lekko podnieciła tym widokiem, bo od razu ożyły w niej wspomnienia, jak to gołymi stopami kapuchę się deptało i ile przy tym było zabawy.

Aha! Mogę się pochwalić zasuszoną melisą, miętą i pokrzywą. Taki zapas na zimę machnęłam, więc jest szansa, że pomrzemy z głodu, ale nie z pragnienia. No i mam jeden słoiczek dżemu truskawkowego z wanilią popełniony przez moją koleżankę. Schowałam sobie go na czarną godzinę, by rodzina nie pożarła.

Ostatnio mam mało czasu i jeżeli chodzi o obiady (i wszystko inne, co pisaniem nie jest), to przerzuciłam się na dania jednogarnkowe. W zasadzie z jednej patelni – takiej, którą można ciepnąć do piekarnika i coś zapiec. Najpierw więc podsmażam, podduszam, wcześniej czasami obgotowuję, a potem zapiekam. Wszyscy zadowoleni oprócz Babci.

– Wczoraj był taki wstrętny obiad, że ja już takiego jeść nie będę – „pochwaliła” po jedzeniu. A był to makaron z pesto wrzucony właśnie na patelnię, na to pomidorki koktajlowe, kulki mozzarelli i wszystko posypane parmezanem. No, pycha! A co najważniejsze człowiek się nie narobił i najadł.

Wypróbowałam już ziemniaczki z boczniakiem, ziemniaczki z ostrą kiełbasą i szparagami. Wszystko z jednej patelni.

A Babcia odkąd z nami mieszka (już ponad rok), to tylko raz pochwaliła obiad. Pamiętna chwila, bo nawet niedawno się przydarzyła. Nie miałam czasu iść do sklepu i robiłam obiad z tego, co znalazłam w lodówce i w szafkach. Miałam płatki ryżowe (bo ryż wyszedł) i pieczarki, więc wymyśliłam kotlety ryżowe z sosem pieczarkowym – smak mojego dzieciństwa. Mama takie robiła.

Przygotowałam obiad. Znów nastawiłam się, by dzielnie znieść krytykę, że za słone, za twarde, za miękkie, za słodkie, za rzadkie i za gęste, bo słyszę jak zwykle sceptyczny głos Babci:

– Co to? Nie jadłam czegoś takiego. Wygląda kiepsko.

W pierwszym odruchu mam zamiar tłumaczyć, że już takie coś u nas było, tylko że teraz z płatków, bo brakło ryżu, jednak odpuszczam, bo to i tak niewielka różnica, gdy nagle Babcia dodaje:

– Nareszcie dobry obiad! – woła zadowolona i pałaszuje. Potem prosi o dokładkę. – Pierwszy raz!

Oczywiście po dokładkach wieczorem Babcię bolał brzuch, ale co podjadła, to jej. Przecież to ona powtarza, że poboli i przestanie, a co człowiek wciągnie, to jego do pierwszej ku…

A Wy macie jakieś ciekawe przepisy na szybki, lekki, jednogarnkowy lub jednopatelniany obiad, który nie wymaga wysiłku?

0 myśli na “Co na obiad?”

  1. Ha,ha Babcia prawdę Ci powie! U mnie tak teściowa doceniała moje gotowanie wiec dostała komplet garnków żeby sobie gotowała to na co ma ochotę – dwa razy ugotowała a potem już zaczęło jej moje gotowanie smakować!
    A podejście do jedzenia miała takie samo – to mamie może zaszkodzić – to sobie wezmę tabletkę, a ja wiem ile mi jeszcze życia zostało, jedzenia będę sobie żałować?!
    O potrawach pomyśle bo w pierwszej kolejności przyszedł mi na myśl bigos i grochówka – ale może lepiej takich potraw Babci nie podsuwać?!

    1. Ha, ha 🙂 Lepiej nie. 🙂 Zresztą nie na tę porę roku chyba, nie dałabym rady jeść teraz bigosu ani grochówki. 🙂

  2. Przesmażam cebulę (albo i dwie) z pokrojoną w kostkę papryką. Następnie dorzucam mięso (mielone z indyka bądź cielęcina, schab pokrojony w kostkę też by się nadał). Smażę, z lekka już doprawiam i dodaję czosnek. Następnie ze trzy/cztery cukinie pokrojone w kostkę siup na patelnię (jeśli duża i głęboka, jeśli nie to mięsko przekładamy do gara i cukinia też do tego gara). Lekko podlewam wodą. Doprowadzam do zagotowania i gotuję na średnim ogniu. W między czasie sparzam pomidory, obieram ze skorki i kroję byle jak i siup do gara. Teraz całość ma się gotować aż zgęstnieje a nadmiar wody odparuje i wszystko będzie miękkie. Warto też dodać do wszystkiego okrojoną w talarki marchew. Bardzo ładnie wygląda, tylko gotujmy na tyle, żeby była miękka. Teraz czas na ostateczne doprawienie solą i pieprzem i w zasadzie gotowe. Podaję z ryżem. Powiem szczerze, robota przy tym żadna a sezon na cukinię w pełni. Ciepło pozdrawiam.

  3. spoko, spoko z tymi przetworami 🙂 dasz rade jeszcze, a poza tym – dobry garnek i się samo robi 🙂

    Wczoraj mi się agrestowy kompocik pasteryzował (2 słoiczki agrestu zalane syropem), a ja w tym czasie wymalowałam korytarz na żółto, choć już był żółty, ale był słoneczny, a teraz jest cytrynowy i o wiele lepiej 🙂

    Taki kompocik z czereśni lub wiśni to się szybciorem robi 🙂 – syrop nastawiasz (bach woda i cukier do gara i na maleńki ogień niech się gotuje, kiedy ty np. obiad robisz; czereśnie lub wiśnie myjesz i wrzucasz do słoika, zalewasz syropkiem, zakręcasz i gotowe. Tak samo malinki można, brzoskwinki i morelki, choć to już wypestkowane. Bo z dżemami to już więcej zabawy, ale… też kwestia odpowiedniego gara i laptopa na kuchennym stole, żeby raz na pół godziny przemieszać powidełka 🙂 … Aniu – TO SIĘ DA 😉 😛

    co do suszenia ziół – to jeszcze dziurawca polecam, akurat się na zbieranie sezon zaczął 🙂 a później będzie jeszcze kilka

    co do potraw szybkich, to jeśli uda ci się zakupić gdzieś suszony szpinak – to polecam z ryżem go ugotować (mniej więcej 1 łyżka suszonego szpinaku na 1 szklankę ryżu [200 ml]) z pół łyżeczki soli, można też dodać masła łyżeczkę lub oliwy, oraz czosneczek – wedle upodobania), do tego małosolne ogóraski i jajko sadzone lub … duszone na jednej patelni: papryka w paseczkach, marchewka w talarkach, buraczek w talarkach, pietruszka w talarkach i to na oliwie lub masełku, co kto woli 🙂 ogólnie – warzywa jakie wpadną w rękę 🙂 się nadają (druga wersja: cukinia w półtalarkach, marfefka w talarkach i czosneczek rozgnieciony na oliwie) – czyli to co jest pod ręką 🙂

    burak z papryką ma niesamowity smak

    1. No proszę, ale smakowicie się zrobiło. Ten suszony szpinak mnie zaintrygował z ryżem. Nie widziałam nigdzie suszonego, ale w sumie można ususzyć, nie? I te warzywka smakowicie brzmią. Buraka z papryką nie jadłam, chociaż chyba (o ile dobrze pamiętam) moja mama robiła w słoiki coś takiego i faktycznie było pyszne. 🙂

      1. ja miałam trochę suszonego od koleżanki, skąd ona miała to nie wiem – ale faktycznie, można ususzyć lub poszperać w internetach 🙂 bo na moim końcu świata nie ma nic takiego niestety w sprzedaży

        akurat miałam pod ręką końcówkę warzyw, a że w Wersalu nie ma lodówki, a ja do poniedziałku jestem na Włościach to… co miałam (buraczka czerwonego, paprykę, marfefkę i pietruszkę, oraz miałam właśnie ów ryż ze szpinakiem z dnia poprzedniego).

        Ryż ze szpinakiem podpatrzyłyśmy kiedyś (z ową koleżanką) w sklepie – więc może i u ciebie jest takie coś gotowe coś około 5 zeta kosztuje opakowanie, w którym są 2 małe torebeczki mieszanki ryżowo-szpinakowej – czyli tanio nie jest, ale cena też nie jakaś znowu kosmiczna – nie wiem tylko czy 1 opakowanie na obiad dla 4 osób by wystarczyło u Was.

        1. Jedno opakowanie to pewnie nie wystarczy, ale muszę poszukać. I zainspirowałaś mnie tym szpinakiem, bo mam akurat świeży, więc spróbuję go wysuszyć. Przeprowadzę eksperyment prawie naukowy. 🙂

  4. Jednodaniowy przepis przywiozłam z Bułgarii. Oni podają to w specjalnych glinianych naczyniach ale próbowałam w zwykłym do zapiekania i też wyszło. Podstawa to pokrojona papryka, trochę pokrojonej cebuli, czosnku i pomidorów. Wszystko wkładasz do naczynia do zapiekania posmarowanego olejem lub oliwą posypujesz dowolną mieszanką ziół, mnie smakuje z cząbrem, dodajesz ser typu feta najlepiej bułgarski lub grecki (nie polski mokry), kiełbasę pikantną najlepiej paprykową typu chorizo (polska wiejska też jest dobra), sól i pieprz. Przemieszasz wszystko i zapiekasz pod przykryciem ok 30 min. odkrywasz dajesz na wierzch jajka i dalej zapiekasz ok 5- 7 min, aż jajka się zetną. Na lato idealna potrawa. Proporcji warzyw nie podaję bo każdy ma własny smak. u mnie przeważa papryka, często dodaję cukinię i bakłażan. Potrawa jest nieskomplikowana. Najwięcej czasu zajmuje krojenie. Właściwie to jest moja prywatna wersja bułgarskiej potrawy. Ilość jajek zależy od ilości osób i ich apetytu.Smacznego

  5. Z tymi obiadami to Cię rozumiem. U mnie w domu najbardziej kręcą nosem na widok posiłków moje własne dzieci. Najlepiej to stołowałyby się w barze szybkiej obsługi na M, ewentualnie odżywiały kotletami schabowymi. Na szczęście do barów fastfood mamy daleko, ale marudzenie przy stole musi być.

    1. Mam to samo. Domowe jedzenie, zdrowe, smaczne, ładnie podane zawsze generuje jakieś “ale” a byle hamburger wywołuje “wow”. Oni chyba coś do tego fastfoodowego żarcia dodają.

    2. Moje dziecko też marudzi, chociaż wie, że marudzenie skutkuje tym, że samo musi sobie ugotować. 🙂 Dorosłe, to sobie poradzi. 🙂

    3. kotlety schabowe dobre są 🙂 i można na nich żyć długo i szczęśliwie 🙂 🙂 – wierz mi na słowo – sprawdzam tę dietę od lat wielu…

      … no i mnie też barowe jedzenie lepiej podchodzi (1. choć nie jestem już dzieckiem, 2. nie trzeba go samemu robić i jest gotowe) – tyle, że mnie zwłaszcza smakuje jedzenie z barów mlecznych 🙂 zawsze świeżo, zawsze szybko i zawsze w rozsądnej cenie i do pełnego brzuszka 🙂 i z kompocikiem 🙂

  6. Tytuł mnie zmroził! to najbardziej znienawidzone przeze mnie pytanie! Zazwyczaj zadaję je ja i zazwyczaj pozostaje bez odpowiedzi więc muszę wymyślać sama! Wczoraj zrobiłam paellę i bardzo polecam. Szybka (ok. pół godziny), brudzi tylko jeden garnek (znaczy głęboką patelnię), zdrowa bo z warzywami i zawiera białe wino, które dodane w nadmiarze sprawia, że wszystkim smakuje i atmosfera przy stole wesoła 🙂 Same zalety!

    1. Paellę też lubię! Dobrze, że przypomniałaś, bo dawno jej nie robiłam. 🙂
      A to pytanie Babcia zawsze zadaje mi już o ósmej. 🙂

  7. Z racji tego, że ja robię na ogół zwietopfy lub nawet dreitopfy to mi trudno coś doradzić. Owszem, z eintopfów to kartoflanka z kiełbaskami, ale to nie z młodych ziemniaków. Na jesieni mogę podać przepis. A teraz to ewentualnie eintopf piętrowy czyli na dole garnka do gotowania na parze gotuję ziemniaki a na górze kalafior lub fasolkę szparagową. Konkretnie to gotowałam tak, jak nas było mniej do jedzenia. Teraz to ziemniaki gotuję w osobnym garnku.

    1. O! To koniecznie muszę wpaść. 🙂 🙂 U mnie za to jest często ciacho, bo kocham, jak w domu pachnie, więc wezmę ze sobą kawałek. 🙂

  8. “bo słyszę jak zwykle sceptyczny głos Babci:

    – Co to? Nie jadłam czegoś takiego. Wygląda kiepsko.”

    Oj, skąd ja to w mojej rodzinie znam 🙂
    Na szczęście na dziś, specem i fascynatem gotowanie jest Mr W :-)))

  9. “bo słyszę jak zwykle sceptyczny głos Babci:
    – Co to? Nie jadłam czegoś takiego. Wygląda kiepsko.”
    Oj, skąd ja to w mojej rodzinie znam 🙂
    Na szczęście na dziś, specem i fascynatem gotowanie jest Mr W :-)))
    I bardzo dobrze mi tak ;p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *