Wymiatam

W sobotę byłam na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie. Każdy, kto kocha czytać, powinien choć raz wziąć udział w takim święcie. Można wtedy spotkać swoich ulubionych pisarzy oraz zakupić książki po okazyjnych cenach. Dla mnie to były pierwsze targi, w których uczestniczyłam jak autorka. Miałam oczywiście tremę. Tłumy może do mnie się nie przepychały, ale spotkałam się z ciekawymi osobami, podpisałam trochę książek. A najbardziej mnie w pewnym momencie rozbawiła kobieta z dwiema córkami. Stanęła naprzeciwko mnie i mówi do dzieci: „Zobaczcie, to jest autorka. Autorka siedzi i podpisuje książki”. A mnie od razu w łepetynie zahuczało: „Proszę państwa, to jest miś. Miś jest bardzo grzeczny dziś”.  Hi, hi.

13275507_1772240669686347_2105375705_o

Dostałam też statuetkę i dyplom od portalu Granice.pl. To była niespodzianka, bo się nie spodziewałam. Nie spodziewałam się też, że otrzymam coś od swojej czytelniczki, koleżanki blogerki, która komentuje tutaj czasami jako Babcia Zuzanna.

13288552_1772240966352984_657725188_o

Warto wiedzieć, że Babcia Zuzanna wali głuptaków mietłą przez łeb i nie oszczędza w słowach. Przyszła do mnie i wręczyła mi złotą mietłę na tęczowym kiju! Ba! Otrzymałam również szczegółową instrukcję obsługi! I teraz uwaga, bo mam mietłę i nie zawaham się jej użyć! A „Instrukcja machania mietłą” nakazuje elegancko się posługiwać tym wyjątkowym narzędziem, trzymać mocno we dwóch łapskach. A zadaniem mietły jest prać mocno i skutecznie (w dodatku trza ją pożytkować regularnie!).

Należy jej używać w trzech przypadkach:

1) „kiedy nie można już wziąć na wstrzymanie i żadne inne argumenta nie pomagają”;

2) „kiedy spotka się wyjątkowo zatwardziałego chachła durnowatego” (poznać go można po tym, że głupota wyłazi mu wszelkimi otworami);

3) „kiedy (…) durnowaty przyzna się (…), że słowa drukowanego brzydzi się jak diabeł świnconej wody”.

Muszę więc potrenować to machanie mietłą, bo to trzeba tak precyzyjnie robić, coby łeb oporny poczuł, „jak mu olej dobrotliwy dociera do wszyściuchnych zakamarków durnowatej mózgownicy”. Od razu mi się skojarzyło, że Zagłoba też miał na to świetny sposób, bo wina zażywał w odpowiednich dawkach. Wtedy z brzucha oleum szło do mózgownicy i od razu koncept był lepszy.

Kiedy tak spacerowaliśmy po Warszawie ze złotą mietłą do wybijania głupot z łepetyny przez tylną część ciała, wpadliśmy na pomysł, żeby ruszyć na Wiejską. Ale potem otrzeźwienie przyszło, że nie mamy aż tyle czasu i siły, a tam byłoby po co machać, w dodatku żywot nasz mógłby wtedy być bardzo krótki, więc ruszyliśmy na dworzec i do domu. Pilnowaliśmy mietły jak oka w głowie, bo strach w nas był, że gdzieś ją niechcący zostawimy, a przecież tyle w kraju chachłowatych dupsk i durnowatych łbów do przetrzepania.

No, to teraz, Kochani, po powrocie z Warszawy po prostu wymiatam!

13275411_1772240839686330_1955350423_o

0 thoughts on “Wymiatam”

  1. Miotła przecudna! Więcej by się takich przydało może mniej głupoty byłoby wokół nas…. Bardzo się cieszę że pozytywnie naładowałas baterie – i tak trzymamy!!!

    1. Oj, baterie naładowane aż po czubek, szkoda, że nie da się tak na zapas nabrać pozytywnej energii. 🙂 A jeszcze w niedzielę poprawiłam, bo byliśmy na przyjęciu komunijnym. Spotkałam świetnych ludzi. Ba! I niezwykłego księdza, z ogromnym poczuciem humoru i niezwykle inteligentnego, zgadaliśmy się na temat polskiego egzemplarza Biblii Gutenberga i obiecał mi pokazać oryginał (bo od kilku lat w gablocie muzealnej znajdują się faksymile). Moja radość więc jest kosmiczna. 🙂 🙂

  2. Żałuję ,że się nie mogliśmy spotkać, jak wiesz nie było Hani i mnie w Warszawie a co do miotły to szkoda ,że nie zostałaś dłużej na tej Wiejskiej , sam bym pomógł machać

  3. …a mietła owa jest z witek wierzbowych, czy Brzozowych? Bo jak z brzozowych, to postaw przy drzwiach wejściowych… raz, że pod ręką będziesz miała i nie wpuścisz za prób żadnego chochoła z pustą głową, a dwa… może sama takie nieprzychylne chochły wymiecie, tak przy okazji

          1. no to wszystkie kątki w domu powymiataj nią, zaczynając od tego kątka, co to najdalej od drzwi wejściowych jest. Wymiatanie za jednym razem, w jeden dzień… a później… przy drzwiach ją sobie postaw i niech wymiata i trzyma daleko od Ciebie wszelką szumowinę o pustych czaszkach co to w nich ino wiater hula między uszami… 😉

          2. Hi, hi 🙂 A zrobię tak, co mi tam, tylko jak ja wymiotę wszystkie kąty w moim domu, to mi cały dzień zejdzie. Hi, hi. 🙂 🙂

          3. Ale dla takiego efektu warto się i jeden dzień poświecić a jeszcze pewnie będzie skutek uboczny w postaci straty kilku gramów (chociaż nie bardzo wiem po co miałabyś je tracić).
            Ale jak ma to trzymać wszelka szumowinę z dala od Ciebie to warto!

          4. wierz mi – może się okazać, że przypadkiem będzie to całkiem praktyczny zabieg 🙂 … zrób to, postaw mietłę przy drzwierzach, co by każdy kto Ciebie odwiedza mógł ja popodziwiać (gdyż jest co podziwiać) i zapomnij o sprawie na jakiś czas… a za kilka miesięcy wrócę do tematu i zadam kilka niecnych pytań. 😛

    1. Polecam. 🙂 Ja czasami mam mieszane uczucia co do takich targów, ale co roku jeżdżę. 🙂 Zawsze “upoluję” autografy. Teraz w sobotę spotkałam Mariusza Szczygła, akurat nie podpisywał książek, ale powiedzenie mu “dzień dobry” i uśmiechnięcie się (odwzajemnione) jest bezcenne. 🙂 🙂

  4. Świetna miotła 🙂 Na pewno się przyda!!!
    Kochan, cudnie było Cię poznać, zobaczyć na żywo i muszę powiedzieć, że…….w realu wyglądasz młodziej!!!! :)))

    1. Ha, ha 🙂 Wszyscy mi to mówią, że real korzystniejszy. 🙂 Obiektyw mnie nie lubi. 🙂
      Dziękuję również za spotkanie, cieszę się, że mogłam Cię uściskać. 🙂

  5. Witojcie Kumo kochana 🙂 Aleście mnie, starej, zaszczyt uczynili pisząc o babce Zuzannie, czyli mnie osobiście 🙂 Dyć jeszcze trochu i Zuzanna celenbrytką jakowąś będzie, co nie daj Panie Bócku kochany, bom ja na salony niezwyczajna. A do tej stolycy to mnie pognało przez Ciebie, Kumo, bom była bardzo ciekawa, jak wygląda prawdziwa, najprawdziwsza pisarka. A że z pustym łapskiem nie wypada w gości jechać, tom se pomyślała, coby Ci mietłę sprawić taką akuratnie, jak moja rodzona, Cobyś mnie pomogła durnowatość niepospolitą, co się tak ostatnio w narodzie plęgnie, wypędzać i prać bez łeb durnowatych ze zwojami kręconymi na prostownicy. No, i tam nie tylko w tej Warszawie, żem się na pisarkę napatrzyła do woli, alem i interes ubiła życiowy, bo teraz do wypędzania durnowatości jest nas dwie 🙂 Babka Zuzanna stara, ale pomyślunek zawsze ma niepospolity, ot co 🙂
    Niechaj ta mietła dobrze Ci służy do… wymiatania 🙂
    A jak by to pendolino się popsuło, czy cóś, to Odpal mietłę. Trza jej tylko szepnąć, że durnowaty jest jaki na horyzoncie, to sama Cię powiezie. Wsiada się, jak na bicykl, czy cóś 🙂 Uściski od Marynki. Aha, ode mnie tyż 🙂 Dziękuję, Kumo Anno i kłaniam się nisko Twoim czytelnikom 🙂

    1. Witojcie, witojcie! Durnowatość pospolitą będę wymiatać, jak sie patrzy. 🙂 A mietła akuratna, w łapsko pasuje, jakbym była z nią zrodzona. 🙂
      Teraz jeszcze muszę spróbować ją odpalić i jak wystartuję, to i polatam po niebie i z góry poobserwuję to tałatajstwo i wtedy trach-rach mietłą przez łeb. 🙂
      Ściskam Cię mocno, Babciu Zuzanno. 🙂

  6. Targi to moje marzenie 🙂 Ale jechać przez pół Polski z pięciolatkiem… Niewykonalne 🙂 Czekam,aż młody podrośnie. A mietła świetna 😀

  7. Ha, ha, no wymiatasz, kochana, wymiatasz. Uzbrojona po zęby.
    A w dodatku tak sympatyczna, że ani pazury, ani miotła ani też rozczochrana nie czynią z ciebie wiedźmy, chociaż…. trochę nią jesteś 🙂
    Pozdrawiam bardzo i zyczę dalszych sukcesów, pooooszło!

  8. Super. Jeśli chodzi o chachła durnowatego znam kilku nawet żeby nie powiedzieć, że nadmiar. Ciekawe czy rypnięcie “bez łeb” trzonkiem od wideł przyniesie efekt podobny co subtelny czar rzeczonej miotły.

    1. Ha, ha 🙂 Podejrzewam, że rypnięcie trzonkiem od wideł może mieć opłakane skutki (dla delikwenta oczywiście, bo reszta będzie mogła odetchnąć). 🙂 🙂

  9. KURKA WODNA ….JA CHCĘ TĄ MIOTŁĘ 🙂 co ja bym z nią wyrabiała 🙂 swoją drogą dobry element dekoracyjny w mieszkaniu 😉 oprawić w gablotę z napisem –> w razie potrzeby zbij szybkę! Np. jak mąż zdenerwuje…. 🙂
    A co do bycia autorem/autorką – bardzo ci zazdroszczę odwagi i determinacji, ja pisałam i piszę różne historyjki, bajki, kiedyś wiersze, ale zawsze wydaje mi się, że są nijakie. Może muszę napatrzeć się na Ciebie i wtedy trochę mocniej uwierzę w siebie? 🙂 Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów, i oczywiście zapraszam znów do siebie 🙂

    1. Ha, ha 🙂 To chyba zdrowy objaw, ja też nie mam pewności siebie i zawsze stwierdzam, że mogło być lepiej. Najważniejsze chyba jednak by się odważyć. Potem można się doskonalić, rozwijać, ale konfrontacja z czytelnikiem jest niezbędna. 🙂
      Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *