Jak to jest w Ameryce?

Jak już wiecie, Jajo doleciało. Podejrzewam, że dopóki nie wróci, to od czasu do czasu będę pisać o amerykańskiej przygodzie Jaja.

Na początek smutna dla nas wiadomość. Tam jest ciepło! Jak Jajo doleciało, to w nocy było 20 stopni! Taka niesprawiedliwość na tym świecie. Jajo jada śniadanka w krótkich spodenkach na tarasie. Pierwsze zdjęcie, jakie mi wysłało, to było śniadanie. Jak myślicie, co Jajo mogło dostać na pierwszy posiłek? Oczywiście, że jajo! Jajecznica, tost i dżem. A wszystko na jednym talerzu. Pękaliśmy z Mężusiem ze śmiechu i nie wierzyliśmy własnym oczom.

Nie wiem, czy kiedyś wspominałam, ale Jajo ma różne fobie. Jedna z nich to „ładne jedzenie”. Nic na talerzu nie może się dotykać. Czyli jak Jajo je obiad, to na jednym talerzu ma ziemniaki, a na drugim mięso (oczywiście bez sosu, bo sos jest nieestetyczny). Nigdy w życiu (z tego samego względu) nie wzięło do gęby dżemu, bo przecież to paciaja. A tam był „dżemik własnej roboty” (jakby w domu kupny miało!) w dodatku arbuzowo–porzeczkowy. No fakt, arbuzowego to się u nas nie robi.

12674913_1035530846518131_1563875814_o(zwróćcie uwagę, że tost dotyka dżemu!!!)

Ciekawa jestem, czy Jajo zdążyło już wszystkie sztućce i naczynia gospodarzy przejrzeć pod mikroskopem. Bo u nas wszystkie mają przegląd przed każdym posiłkiem Jaja. Sami więc rozumiecie, że odpoczywam, kiedy Jajo odbywa wojaże. I już zapowiedziałam, że jak kiedyś założy swoją rodzinę, to dokładnie tak samo będę przegląd sztućców robić!

– Jezu, mamo! Następnym razem prześlę ci zdjęcia arbuza! Jak do tej pory myślałaś, że wiesz, jak wygląda arbuz, to żyłaś w nieświadomości. Ja cię oświecę.

I oczywiście umieram z ciekawości.

Drugie spostrzeżenie Jaja: „Tu wszystko jest wielkie! Lodówka jak szafa, kuchenka jak komoda. Wszystko ogromniaste!”

Trzecie spostrzeżenie: „Tu kolibry latają jak u nas komary!”

– Złap jednego, zasusz i przywieź – odpowiadam. W zamian dostaję zdjęcie.

No, ale potem to już było: „Dobra, nie mam czasu, lecę na spacer z Nickiem”.

– Dziecko! Noc u Ciebie! – wołam. – Spać! To przecież Ameryka! Niebezpiecznie!

– Ha, ha – śmieje się. – Ale żarcik. – I się rozłącza.

Jaki żarcik, kurza twarz! A te wszystkie horrory amerykańskie to niby tak całkiem z palca wyssane? A te filmy sensacyjne? Pościgi? Strzelanki na ulicach? Trzęsienia ziemi?

Najlepsza jest jednak Babcia. Jeden dzień zanosiła się histerycznym płaczem, że nie poczekaliśmy, aż Jajo wsiądzie do samolotu, nie pomachaliśmy chusteczką. Tłumaczę więc, jak jest na lotnisku. Babcia słucha. Potem co godzinę pyta, czy Jajo doleciało. Odpowiadam.

– To ta Ameryka tak daleko jest? Na dupie w domu mogła siedzieć, a nie tak latać po tym świecie – stwierdza, ale potem mniej więcej co godzinę pyta, czy już dzwoniła. Kiedy jej mówię, że właśnie tam jest noc, to znów nie może wyjść ze zdumienia. Bo jakże to noc, jak u nas południe.

I wesoło jest.

Ale przyznam, że bardzo spokojnie znoszę tę rozłąkę. Aż sama się dziwię, że jestem taką oazą spokoju.

*

*

PS  Mam też znów prośbę. Jest głosowanie na portalu Granice.pl – Książka na Wiosnę (KLIK). Bierze udział moja powieść “To się da!” w kategorii proza polska, więc jeżeli ktoś chciałby mnie wspomóc głosem, to bardzo proszę. To nic nie kosztuje, żadne SMS-y, tylko formularz do wypełnienia (nie trzeba wybierać we wszystkich kategoriach), a potem tylko potwierdzić link, który dostaniecie na mejla. Z góry serdecznie dziękuję, wiadomo, bez głosów czytelników się nie da. A przecież “To się da!”. 🙂

to_sie_da

0 myśli na “Jak to jest w Ameryce?”

  1. Bo Ty dobra Kura jesteś i jak Jajo dojrzało to spod skrzydełek wypuściłaś. Pewnie, że do końca życia będziesz martwiła się o los Jaja – takie są normalne Matki, ale pozwolisz żyć własnym życiem!
    A Babcia jednym słowem dostarcza Wam rozrywki godnej kabaretu.
    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za Jajo – niech korzysta na maksa (wyśpi się w domu, młoda jest – ile to myśmy nocy przebalowali w młodości…jedzenie i sen to były najmniej ważne sprawy)

    1. Też uważam, że teraz ma najlepszy czas na zabawę i podróże, potem różnie może być w życiu. Teraz niech korzysta. 🙂

  2. Hmmm…istnieje jednak szansa,że Jajo fobii się pozbędzie 🙂
    Kurza twarz…jak można sosu nie lubić-u moich dzieciaków to aż kapie z talerza,a potrafią jeszcze wołać:
    -Mamoooooo….dolej sosu 🙂

    1. Sos jest brzydki i nieestetyczny. To już trwa od przedszkola. Nawet tam panie wiedziały, że jak był makaron z sosem, to Jajo jadło suchy makaron i żadnych sosów. Jedyny, jaki wchodzi w grę, to truskawkowy do ryżu. 🙂 Ale i tak je z taką miną, jakby nie wiadomo, co to było. 🙂

  3. Czekam na wszystkie relacje z podróży Jaja. Zazdroszczę jej tego ciepełka i śniadań na tarasie. Jeszcze sporo zadziwi ją w kuchni, bo oni mają specyficzne podniebienie. Kolibra nie widziałam nigdy. Niech robi duuuużo fotek.

    1. Na razie dostaję bardzo specyficzne fotki, bo albo talerz z jedzeniem, albo stopy Jaja, albo piesek gospodarzy. Piesek jest gwiazdą, bo Jajo najwięcej fotek cyka właśnie jemu. Aha, i fotka jednego koliberka, a tak to muszę się uzbroić w cierpliwość. 🙂 🙂

  4. O rety!!! Oficjalnie zazdroszczę córce! Normalnie siedzę i zgrzytam zębami na samą myśl o takim sniadanku na tarasie w tej temperaturze! A te kolibry……mamusiu, to musi cudownie wyglądać 🙂 Poprosimy o te relacje z Ameryki – chociaż tak poczuję, że gdzies na świecie jest inaczej niż u nas 🙂 W TV zawsze wygląda tak mało realnie, że aż trudno uwierzyć, że gdzies na świecie sa takie piekne rzeczy, że to nie tylko telewizja 🙂 A tu mamy osobiste relacje 🙂

  5. A Jajeczko nie napisało Ci ,że jajeczniczkę to bardzo często robią tam z jajek w proszku? Do naszej się nie umaywa, jak zresztą prawie całe tamtejsze żarcie. Moim faworytem w tej sytuacji jest Babcia,

    1. Jajecznica z prawdziwych jajeczek, bo sobie samo Jajo jaja wbiło na patelnię i zrobiło po swojemu. 🙂 🙂 Co mnie oczywiście też bardzo cieszy. 🙂

  6. Fajnie ma to Jajo. Jak moje dziecko pojechało na wymianę do Francji to nie mogło wyjść z podziwu, że oni tam kawę w miskach podają, “a nie w filiżankach jak ludzie mamo. I jeszcze te croissanty babrają w kawie i takie rozmiękłe jedzą, fuj. Kto to widział tak rozmiękczać. Croissant to chrupiący ma być!” Tak narzekała kilka dni, a pod koniec wsuwała rozmiękczone rogaliki, ubabrane w kawie i smakowało. Tak, że może Jajo przy okazji się wyleczy z fobii 🙂 A ciepełka i kolibrów zazdroszczę do zieloności 🙂

    1. Właśnie w tym samym kierunku popędziły moje myśli. Jak Jajo było w Anglii, nauczyło się jeść owsiankę i sushi, a kiedyś nawet by do gęby nie wzięło. Tak więc, co jakaś podróż, to odkryte nowe smaki. 🙂

  7. Powiedziałabym, że ten tost z drugiej strony dotyka też jajeczniczki 😉
    Nie wiem, czy fobie mają jakieś szanse przetrwania w obcym otoczeniu 😀

  8. Jestem bardzo ciekawa, jak smakuje dżem z arbuza! I przekaż Jaju prośbę ode mnie – o fotki otoczenia poproszę!
    Zawsze chciałam odwiedzić Kalifornię, pewnie nigdy mi się nie uda, więc niech chociaż oczy nacieszę 🙂

  9. Czytam i wspominam moją podróż do Polski :). Jedna z koleżanek podzieliła się własnym spostrzeżeniem, kiedy pociągiem przekroczyliśmy ostatnią granicę i patrzyliśmy na nowy dla nas świat. Przejeżdżaliśmy akurat jednorodzinne domki, które były postawione daleko od siebie. Dzieliły je pola zasadzone różnymi różnościami. Ona wtedy wydała: “Teraz rozumiem skąd się biorą te horrory z zombi, kiedy jesteś tylko ty w pustym domu, zombi i pole z kukurydzą.” 🙂

    Super! Troszkę zazdroszczę Jaju otwierania nowych horyzontów i czekam na dalsze relacje z podróży :).

    1. Właśnie jej napisałam, bo to, co mi przysłała z kolibrem, wyszło bardzo rozmazane, ale pewnie niełatwo zrobić wyraźne. 🙂

  10. Baaardzo życzę Jaju żeby się z fobii wyleczyło! A słoiczek dżemu arbuzowego mogłoby Kurze przywieźć – do Polski wolno! Przynajmniej Kura posmakuje Hameryki!

  11. Dobrze, że z uśmiechem piszesz o Waszej rozłące, przynajmniej Twoja rozczochrana nie osiwieje 😉

    A na książkę oczywiście zagłosuję! 🙂 Jak mogłabym inaczej 😉

  12. Widzę ze Jajo z ciekawymi spostrzeżeniami wdało się w Kurę:) ale jak się ma taką zdolną mamę to do czegośzobowiązuje:) a na książkę oczywiście lecę głosować!

  13. Moja siostrzenica,akurat też jest w USA i też pisała,że wszystko tam jest “Big” 😉
    Mój głos masz i mojej połówki też 😉

  14. dla mnie największym problemem w usa była trudność ze znalezieniem zdrowego jedzenia, znajomi fundowali nam śniadania – ziemniaczki opiekane, jajo i smażony boczek, w ramach rozrywki pankejki z dżemem i bitą śmietaną 😉 przy dłuższym pobycie trzeba szukać lokalnego ryneczku gdzie można kupić świeże warzywa i owoce w innym przypadku po 2 tygodniach garderoba do wymiany 🙂 bezpiecznego pobytu dla Jaja życzę 🙂 i oczywiście głos oddany

  15. Noooo ja bekonik polubiłam i w boczkach szybciutko przybyło. A i frytki atakują cię ze wszystkich stron…. W Polsce jednak łatwiej jest trzymać dietę.

    1. Okazuje się, że jakimś cudem wszyscy przeżyli, a co najważniejsze, Jajo całe! 😉 🙂 Jest szansa, że w Polsce też jedzenie będzie mogło się dotykać! 🙂

  16. 0d 30 lat mieszka w USA w Seattle.Prcowalem u Boeinga ,teraz na emeryturzrze.Twoje jajo dopiero wejdzie w zachwyt jak zacznie sie przemieszczac i zwiedzac .
    W USA dla wiekszosci rzeczy trzeba zalozyc mnocnik od x2 do x4
    Ale jest pewne niebezpieczenstwo,,,ja po raz
    pierwszy bylem w USA bedac na studiach w wieku 22 l,i tak mi sie tu spodobalo ze po 14 latach z rodzina przenioslem sie tu na stale.

    Jerzy M

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *