Pierwszy raz z pitami

Pamiętacie swój pierwszy raz z… urzędem skarbowym? Ja pamiętam swoje pierwsze rozliczenie. Studentką wtedy byłam, pracowałam w szczecińskim czasopiśmie i musiałam rozliczyć przychód. To były niezapomniane wrażenia, bo oczywiście pomyliłam się i wezwano mnie, by wyjaśnić sprawę. A to był czas, kiedy chyba urzędnicy skarbówki mieli nagły przypływ sodówki i poczuli, że mają nieograniczoną władzę. To był ich pierwszy raz. I mój pierwszy raz. Każdy przeżywał go na swój sposób.

Wezwano mnie. Posadzono w małym pokoiku przy biurku. Nade mną pochylały się dwie agresywne kobiety, które paluchami pokazywały coś w moim zeznaniu. Ja ze strachu o mało na zawał nie zeszłam, nie dostałam palpitacji serca i wylewu. Scena niemalże z „Przesłuchania”. Prawie płakałam, a urzędniczki się na mnie darły o coś. Kompletnie już nie pamiętam o co, tylko widzę, jak się nade mną pochylają i stukają w kartkę paluchami. No, ale potem to już w następnych latach nastała cywilizacja. I napotykałam tylko na tych z ludzkimi twarzami.

Tak mi się to przypomniało, bo Jajo przecież będzie się pierwszy raz w życiu rozliczać. Odbyło przecież staż, za który dostało zawrotną sumkę, z której teraz należy się wyspowiadać.

– Mamo, a jak ja mam się rozliczyć? – pyta spanikowane. I widzę strach w oczach. – Ja przecież nie umiem!

– Spoko, matka cię rozliczy, ma wprawę. Zresztą są do tego odpowiednie programy.

– Ale jak?

– Normalnie.

– A jak będę w Stanach i coś się okaże nie tak, i mnie deportują za oszustwa podatkowe? – pyta, a ja spoglądam na to moje Jajo i w pierwszej chwili myślę, że to taki żarcik. Ale nie! Jajo poważne. Oczy jak pięciozłotówki.

– To najwyżej cię zamkną – odpowiadam beztrosko. – I będziemy cię odwiedzać.

– Śmiej się śmiej, a jak mnie aresztują, to będziesz płakać.

Parskam śmiechem. Tłumaczę, że nawet jak się pomyli, to wyjaśni i poprawi, za to nie ma kary śmierci.

– Ale naprawdę to rozliczysz?

– Naprawdę – uspokajam.

Jajo oczywiście na stażu zarobiło w ciągu kilku miesięcy tyle, co nauczyciel zarabia w miesiąc, a panika, jakby miliony rozliczało. I od początku lutego ciągle słyszę niepokój. Dlaczego jeszcze nie przyszedł jej PIT???!!! I panika, wizja krat, długoletniego więzienia, przesłuchań i tortur.

Ja się oczywiście śmieję, ale jak sobie przypomnę swoje pierwsze rozliczenie, to mina mi rzednie i stwierdzam, że w sumie Jajo nigdy nie może paść zbyt daleko od kury.

A jak tam Wasze pierwsze razy? Na ostro? Czy zupełnie spokojnie?

0 myśli na “Pierwszy raz z pitami”

  1. Wcale się Jaju nie dziwię, w końcu Al Capone siedział nie za gangsterkę a za podatki. Na szczęście czasy się zmieniły i urzędy podatkowe zyskały “ludzką twarz” chociaż nie wszystkie, jak w każdym zawodzie spotkamy ludzi i ludziska.
    Moje pierwsze spotkania były bezproblemowe, natomiast jak rozliczałam dochód zagraniczny to najważniejszym dokumentem, który musiał być dołączony była kartka z wyszczególnionymi dochodami i kursem złotego z danego dnia…
    W kolejnym roku rozliczałam teściowej! wynajem mieszkania i pani w US miała problem że za szybko i wezwała teściowa dlaczego już na końcu grudnia jest rozliczona!!! Nawet pismo odpowiednie przysłała! Moja koleżanka pracująca w innym US mało z krzesła nie spadła jak to pismo zobaczyła i skserowała je jako urzędowy dowcip roku!

  2. Moje na spokojnie.
    Swoją drogą, to teraz rozliczenie to pikuś. Jedyna trudność to nie zapomnieć się podpisać.;-)
    Nie to co kiedyś. Nie dość, że ręcznie trzeba było, to jeszcze człowiek główkował, Który kolor PITu wybrać, które okienka wypełnić, co gdzie dodać, co gdzie wstawić. A jak już człowiek się nauczył i po dwóch dobach kombinowania miał gotowy PIT, to w następnym roku druk zmieniali. Żeby za łatwo nie było. I te kolejki w US i na pocztach w ostatnich godzinach przed upływającym terminem. Zintegrować się można było, pomóc komuś, kto na kolanie przed okienkiem wypełniał… To były czasy 😉

  3. Ja pierwszy PIT rozliczałam pracując w biurze rachunkowym więc na spokojnie było:) Jakby coś się nie zgadzało to można zadzwonić, wyjaśnić sprawę i wysłać korektę pocztą lub elektronicznie ( jeśli tak się rozliczasz) z wyjaśnieniem i nie będzie jeżdżenia do Urzędu 🙂

      1. Księgowy rozlicza ale ty się podpisujesz czyli bierzesz odpowiedzialność – cytat pani z US od karteczki z kursem złotego z dni wypłaty

        1. Jeżeli księgowy ma pelnomocnictwo to klienta nic nie interesuje. Jak pracowałam w biurze rachunkowym to wszystko my zalatwialismy

          1. Dobrze wiedzieć bo moja księgowa bardzo się tym zdziwiła ale o pełnomocnictwie nic nie wspomniała. Ale może i tak ta pani z US była z tych co zawsze mają rację?!

          2. Rożne są pełnomocnictwa. W umowie trzeba napisać na co pozwalasz księgowemu. Zawsze spokój z US później masz:) Ze zwykłym śmiertelnikiem rozmawiają często inaczej niż z ludźmi z branży:) i zależy też na jakiego urzędnika się trafi 🙂

          3. No, ma pełnomocnictwo, bo faktycznie mnie nic nie interesuje. Zanoszę mu tylko papierki. 🙂

        2. A to prawda, ale chyba on też odpowiada, bo firmuje to jako mój księgowy. Wysyła PIT, a ja go nawet nie widzę. 🙂 🙂 Najważniejsze, że robi to dobrze, bo mnie nie wzywają. A jak coś, to dzwonią do niego. 🙂 Zresztą fajny facet (tak na marginesie). 🙂 🙂

  4. Pamiętam jak dostałam pierwsze wezwanie do “stawienia się w urzędzie w nieprzekraczalnym terminie do któregoś tam o godzinie jakiejś tam. Stawiennictwo obowiązkowe pod groźba sankcji na podstawie kodeksu karno-skarbowego paragraf… itd.” to nie spałam całą noc zastanawiając się czy brać od razu do urzędu szczoteczkę do zębów i gacie na zmianę. Na miejscu okazało się, że brakowało podpisu na jednej stronie (!) o czym poinformowała mnie pani o wyglądzie przedszkolanki wyjaśniając przy okazji, że wezwania są standardowe na każda okoliczność. A, że takie groźne – cóż to nie zaproszenie na kawę.

    1. Ha, ha 🙂 To samo miałam, jak widziałam “zaproszenie” do US, oczyma wyobraźni widziałam siebie na pryczy więziennej. Juz prawie grypsować się nauczyłam. 😉 🙂

  5. Ja na szczęście nie mam PIT-u, bo nigdy tu nie zarabiałam, za to mam CIT naszej 3-mieszkaniowej Wspólnoty, w sprawie którego też kiedyś dostałam takie straszące wezwanie. Już za trzy lata to składałam, ale za każdym razem źle, bo za każdym razem była inna sytuacja: najpierw same zera, potem tylko nasze składki na drobne remonty, a potem już i wydatki z tych składek. W tym roku powinno już pójść łatwiej, bo nic się nie zmieniło od poprzedniego razu, więc mam wzór.
    Moje pierwsze zetknięcie się z CIT-em opisałam gdzieś na blogu.

  6. Zawsze robił to mój mąż (łącznie z wizytą w US), ale któregoś razu stwierdził, że pora na mnie. Cóż, przerażona siadłam, wzięłam PIT-y, instrukcje i kalkulator i liczę, i wypełniam. Wraca mąż z pracy, a ja dumna pokazuję rozliczenia i opowiadam, a on w śmiech, że przecież od tego są programy w internecie 😉

    1. Też nieraz robiłam ręcznie, ale programy to wygoda, choć jednego roku zdarzyło się, że i tak miałam jakiś błąd, bo coś w programie wpisało mi nie w tę rubrykę i musiałam wyjaśniać. Ale to raz i tylko formalność. 🙂

  7. Matka Rodzicielka jest Księgową i robi rozliczenia połowie okolicy i innym królikom i ich znajomym, więc oczywistym jest, że i moje… dlatego o rozliczeniach z Fiskusem wiem tylko tyle, że jak dostanę pita w robocie, to mam go jej zanieść i teraz to już nawet podpisywać się nie bardo muszę, gdyż elektronicznie ona to wysyła. Także w tj materii jest tak u mnie od zawsze, więc mój pierwszy raz umknął mojej świadomości i nie uchował się w pamięci. A do korekt bywałam wzywana… przy czym najczęściej polegała owa korekta, gdy ręcznie się jeszcze robiło, że brakowało mojego podpisu… gdyż czasem mi umykała konieczność jego złożenia i po prostu, to co dostałam od Matki Rodzicielki wsadzałam w kopertę i wysyłałam… bez podpisu… bo jak zanosiłam, to Panie mi sprawdziły podpisy i uzupełniałam przy składaniu 🙂 😉

  8. Ha ha, ja się jej nie dziwie wcale. raz tylko wypełniałam i stwierdziłam, że już więcej nie chcę. Na razie na szczęście moje pracy nie szukam, to też i od papierków wolne 🙂

    1. U Jaja się okazało dzisiaj, że PIT-u nie będzie, bo staż finansowany był z UE i kwota zwolniona była z podatku. Nie musi niczego składać, urzędy same się wymienią papierkami. 🙂 🙂

  9. no to ładnie się wyjaśniło z pitu pitu 🙂
    mój pierwszy raz z US ciągnął się ze 3 lata, jak się okazało, że dostałam nr NIP taki sam, jak miała jakaś firma. I co roku wyjaśnianie, pisanie, chodzenie. Pozbyłam się kłopotu, jak za którymś razem zaniosłam osobiście do naczelnika skserowane oświadczenia z lat poprzednich z pismem proszącym o wyjaśnienie jakim cudem szacowny urząd nadał ten sam numer nip osobie fizycznej i firmie, z którą nigdy nie miałam nic wspólnego. Ale co nerwów zjadłam to moje.

    1. Nie dziwię się, że nerwy były. Nawet nie myślałam, że takie rzeczy mogą się zdarzyć. Najgorzej, że urząd się pomyli, a człowiek musi się tłumaczyć.

  10. Hahaha. Na szczęście ja mam od tego ludzi 😀 Choć w tym roku, kiedy muszę rozliczyć mój przychód z Bułgarii, nawet mój Ludź się martwi. Powiedz Jaju, że jak Ją wsadzą, to razem ze mną 😉 Może we wspólnej celi? 😉

  11. Ja z 10 lat temu miałem przygodę z urzędem 🙂 Zadzwoniła do mnie urzedniczka czemu zrobiłem korektę PiTu . Tłumaczyłem przez telefon że zgodnie z decyzją ministra finansów i urzedu skarbowego do którego nalezał pracodawca taki wystawił mi PiT. Pani powiedziała że decyzje ministra jej nie obchodzą , decyzie innego urzedu też nie i najlepiej bym napisał pismo do naczelnika urzędu z wyjaśnieniem oraz załączył znaczki skarbowe . Jak tego nie zrobię to ona mnie wezwie 🙂 To ja jej powiedziałem że może mnie wyzwać a ja znaczków nie kupię 🙂 Po paru dniach dostałem wezwanie i zabrawszy PiTy , decyzje ministra i urzędu , udałem sie z samego rana do tej pani 🙂 Przyjeło mnie młode dziewcze ale kazało mi czekać gdyz pani która mnie wezwała jeszcze nie stawiła sie do pracy . Po paru minutach jednak wypytała się co takiego zrobiłem , co mam ze sobą i z moimi dokumentami pobiegła do naczelnika . Po 5 minutach wróciła , zapytała się czy może odbić sobie decyzje ministra i urzędu , oczywiście się zgodziłem . Gdy już wszystko mi zwrócono i miałem wychodzic stawiła się ta urzedniczka która mnie wezwała i wyciągneła teczkę z moimi PiTami . Miała tam tylko dwie moje korekty PiTu . Pyta sie czemu ja złożyłem same korekty ? Ja pokazałem jej że złożyłem normalny PiT , później korektę w terminie i że pewnie pani wyrzuciła ten pierwszy PiT . Dodałem jeszcze że jednak decyzja ministra i innego urzędu dla innych urzędników jest obowiązująca , oraz zapytałem się czemu na wezwaniu miałem stawić się od 8 a pani nie obowiązują godziny pracy ? Kobitka wyszła i trzasneła drzwiami .Ja przeprosiłem dwie młode kobitki i pożegnałem się 🙂

    1. O! Ciekawa sytuacja. A urzędniczka chyba zapomniała o swoich obowiązkach, dobrze jej powiedziałeś. 🙂 Mam nadzieję tylko, że wyciągnęła z tego jakiś wniosek. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *