Czego to kobiety nie wymyślą…

Kobieta to jednak zadziwiająca istota. Takiego zaskakującego odkrycia dokonałam w czwartkowy wieczór. I szczerze, nie mam pojęcia, jak faceci za nami nadążają.

W piątek zaplanowałam spotkanie autorskie. Miała je prowadzić moja koleżanka, która jest eteryczna, bardzo kobieca i zawsze elegancka. Postanowiłam więc na tę okazję kupić sobie coś ładnego, żeby nie wyglądać jak kura domowa, tylko Kura pełną gębą, taka prawie z wolnego wybiegu. Poszłam więc na zakupy. Łaziłam, łaziłam, przerzucałam wieszaki, aż wreszcie udało mi się trafić na piękną koronkową bluzkę. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Musiałam ją mieć. A że cała była z delikatnej koronki, pod spód przydałoby się coś czarnego. Postanowiłam zainwestować w ładny wyszczuplający gorsecik. Nigdy takiego cuda nie miałam, więc miał to być eksperyment.

(Wiem, że żaden facet nie zrozumie dzisiejszego postu. Nie da się bez odpowiednich doświadczeń.)

Gorset wyszczuplający wykonany jest z czegoś, co ściska i wysmukla lekko sylwetkę i zbiera do kupy to, co przegrało walkę z grawitacją i normalnie majta się na wolności…

Z gorsetem w dłoni wchodzę do łazienki. Pełnia szczęścia na mojej facjacie. Oczyma wyobraźni widzę, jak wszystko pięknie się ściska i modeluje. Oczywiście nie zakładam, że jak z jednej strony się ściśnie, to drugą musi wyleźć. Takiej opcji nie ma.

No dobra. Wkładam. Kurza twarz! Utykam gdzieś na granicy ramion. Gorset się zwałkował, ścisnął. Ciągnę. Nie idzie. Męczę się. Z czego to, cholera, wykonano? Naciągam, siłuję się. Wreszcie się udaje. Zapinam na haftki. O, mamusiu! Cztery haftki na dole, cztery z tyłu. Wyginam się, naciągam. Tu się zapięło, tam odpięło i abarot. No! Udaje się po kilku minutach. I fiu, fiu! Mówię Wam, pięknie jest. Wszystko gładziutko, elegancko. Co trzeba, to się pręży, co nie trzeba, to nie pręży. Pięknie. Nawet jajo nie mogło wyjść z podziwu, że tak fajnie leży pod bluzeczką.

Zadowolona ściągam to z siebie. I tu schody. Utykam znów na wysokości ramion. I w górę za cholerę nie idzie. Ciągnę. Wyginam się. Nic. Coś przeskakuje mi w ramieniu. I koniec. Poddaję się. Idę do Mężusia i proszę o pomoc, by mnie uwolnił.

– O rany! A ty co? – dziwi się, kiedy stoję przed nim z gorsetem w górze, rękoma w górze, czym innym w dole, bo jednak grawitacja zwycięża, i rechoczę, bo nijak nie mogę się uwolnić.

– Ciągnij – mówię.

– Jezu! Ale jak? To zbroja jakaś? Po co ty to nałożyłaś? – dziwi się. A ja myślę: że jak to po co? Żeby ładnie było, tak? Elegancko. Bez fałdek. Jędrnie. Wszystko w kupie!

Mężuś ciągnie. Ja zapieram się w drugą stronę. Ciągnie i ciągnie, i wyciągnąć mnie z tego nie może. Już Jajo mamy wzywać na pomoc, by na przyczepkę jak tę rzepkę pociągnęło. Ale nagle trach! Wylazłam!

– Masakra – stwierdza Mężuś. – Czego to ty nie wymyślisz?

– Nie wiem, wszystko jeszcze przede mną – śmieję się. Jednak po chwili wcale mi nie do śmiechu, bo okazuje się, że boli mnie ręka i ruszać nią w jednym kierunku nie mogę. Zwichnęłam łapę! Kurza twarz. Maści w ruch. Smarowanie. Kręcenie.

– Pociągnij – mówię do męża. – Trzeba to chyba naciągnąć, żeby wskoczyło na swoje miejsce.

– Rany! A jak ci wyrwę?

– Ciągnij.

I ciągnie, ale zdecydowanie lżej niż gorset. Efekt taki, że kubka utrzymać się nie da, ale co tam. Piękny wygląd wymaga poświęceń. Ręka nieważna, ważne, że w gorsecie i w koronkowej bluzeczce wystąpiłam. A dodatkowo wieczór bardzo udany. W sumie zawsze mogę powiedzieć, że nadwyrężyłam rękę, rozdając autografy.

galeria1

0 myśli na “Czego to kobiety nie wymyślą…”

  1. Ręka się wygoi a dobre samopoczucie bezcenne. I trzymamy się wersji nadwyrężenia ręki podczas rozdawania autografów!

  2. :))))) ha hah ha Miałam podobne – poddałam się po kilku razach użytkowania – za bardzo sobie cenię możliwość swobodnego oddychania

  3. U mnie jeszcze wszystko majta się swobodnie 😉
    Chciałabym Cię widzieć w tej akcji! Przecież szczupła jesteś, co ty tam chciałaś ujarzmiać? 😀

      1. U mnie z grawitacją przegrywa biust. Trzecie karmienie i w sumie już prawie 6 lat żywienia młodzieży robi swoje. Wkurzyłam się ostatnio, poczytałam trochę o brafittingu i wymieniłam wszystkie “nosidła”, już mi grawitacja nie straszna. 😉

      1. Szczuplaczek jesteś! A dążysz do anorektyczki… Pamiętaj, że Mężuś nie pies i na kości nie leci!!!

  4. Aaaa! To Ty jeszcze z gorsetem pod spodem! 😉 Może i się baba namęczy, ale efekt WOW 🙂 Nieważne, że ręka zwichnięta, ważne, że się wygląda bosko 🙂

  5. Kiedys dostalam w prezencie takie jakies elastyczne cudo. Bylo tak elastyczne, ze jak po dlugich i ciezkich cierpieniach udalo mi sie w to wbic, a potem wydostac z powrotem, to nigdy tego nie zalozylam. Przymiarka wystarczyla.

  6. zdecydowanie jesteśmy skłonne do bardzo wyszukanych poświęceń byleby się sobie podobać. a że reszta też przy okazji oko nacieszy to już szczegół.

  7. Ja to jestem jednak kura z chowu ekologicznego – żadnych ulepszeń, poprawek etc. No, ale jakbym miała mieć jakieś spotkanie autorskie czy tym podobne to pewnie poszłabym w Twoje ślady 🙂
    Ręka dojdzie do siebie, a zdjęcia pięknej i smukłej Kury zostaną…

    1. No! I o to właśnie chodzi. A jeszcze za parę lat rzucę okiem na zdjęcie i pycho samo się uśmiechnie na wspomnienie “zbroi”. 🙂 😉

      1. zafundowałam sobie tylko obtarcia na skórze, no i naruszoną dumę 🙂 bo też musiałam prosić o pomoc przy zdejmowaniu, a wtedy jeszcze nie Małżonka 🙂 od tego czasu jak idziemy na Sylwestra to pyta z przymrużeniem oka, czy zakładam gorset, no ale teraz to też mnie bawi 🙂

  8. Bycie kobietą oznacza czasami i takie poświęcenia 😉 Aż żałuję że dopiero teraz tu zajrzałam do Ciebie, miałabym taką dawkę humoru na cały dzień a tak pozostaje wesoły wieczór 😀

  9. Żaden facet nie zrozumie poświęcenia kobiety, żadne nie dalby się w takim czymś uwięzić.
    Wiesz, zamówiłam kiedyś mop z mechanizmem samowykręcającym i firma X przysłała mi do tego “gorsecik do noszenia pod stanikiem”.Spróbowałam w tym pochodzić przez kwadrans w domowych pieleszach ale potem poczułam z powodu tego uścisku szumy w glowie i w obawie przez omdleniem wyrzuciłam nietrafiony prezent do kosza.Nie myślałam o nim w kategorii: szkoda, że za ciasny. Ale faktycznie, efekciarski był ten drobiażdżek.

  10. Ha, ha 🙂 Coś o tym wiem; ja wciskałam na siebie takie majty wyszczuplające, które sięgały o kolan aż po obszar podcycny 🙂 Masakra 🙂

          1. Wiesz, była i wersja dla biedniejszych, sznurowana z przodu. Dla tych, które nie miały służby do wiązania. 😉

          2. No, ale takim to raczej się człowiek za dobrze nie ścisnął. Służąca zawsze mogła kolanem sobie pomóc i zasznurować odpowiednio. 😉 🙂

  11. KOCHANA!!! Gorsety, ktore zapewniaja efekty o jakich piszesz, a ktorych nie trzeba sciagac grupowo… choc mozna, ale bez sado-maso, tez istnieja. 🙂 Malo tego, ze istnieja, to mozna sie w nich zakochac. Ba, sa takie na zamek z boku, czyli nic sie nie rozpina, ani nie trzeba 5 par rak do zapiecia. 🙂 Poszukaj. I mierz kazdy przed zakupem, bo w gorsecie sekret tkwi w dopasowaniu, a najlepiej to poszukaj gorseciarki, kiedys byla w Sopocie – wierz mi taki szyty wprawna reka na miare czy biustonosz, czy gorset wart jest kazdych pieniedzy i… uzaleznia. 🙂 😉

    1. Kiedyś oglądałam program o gorseciarkach i masz rację. Taki prawdziwy to musi być coś. Kiedyś może sobie zafunduję albo chociaż stanik taki perfekcyjny. Tylko najpierw muszę zarobić kasę. 🙂

    1. Oczywiście, że bez dodatkowych rąk się nie obeszło. Raz ściągał Mężuś, a raz Jajo. Ubaw mieli po pachy. 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *