Zaczął się festiwal kiczu

U nas w domu zrobiła się lekko „nerwowa” atmosfera. Zaczęłyśmy z Jajem rozmyślać o prezentach na święta. Zaczęło się od tego, iż Jajo rzuciło hasło, że jeżeli przyjdzie jakaś przesyłka, to mamy zakaz prześwietlania, poruszania, trzęsienia i poddawaniu jej innym eksperymentom. Zaznaczyło, że kupiło już prezenty świąteczne. christmas-1037154_640Oczywiście pobudziło to mnie do działania, bo jakże to, przecież ja jeszcze nawet nie wiem, co i komu kupię. Czasu jeszcze co prawda dużo, ale wysilić mózgownicę już trzeba. Mężuś ostatnio też dostał dwie magiczne paczki. W podnieceniu podskakiwałam, że to pewnie prezencik. A rozmiary pudeł pobudzały wyobraźnię. Niestety, okazało się, że w jednym jest daszek nad drzwi do piwnicy, a w drugiej paczce, sugerującej biżuterię albo perfumy, był filtr do ekspresu.

I kicha.

Mogłabym ewentualnie pod nieobecność domowników zrobić przeszukanie chaty, jednak ze smutkiem stwierdzam, że z tego wyrosłam. A kiedy byłam dzieckiem, nie było szans, by rodzice cokolwiek ukryli. Brat miał ze mną przechlapane. Z reguły było tak, że wspinałam się w najwyższe miejsca, które teoretycznie wydawały się niedostępne dla dziecka. Na krzesło stawiałam mały taboret. Brat zawsze litował się i trzymał, bym nie spadła. A ja nurkowałam w szafkach. Tak kiedyś wyżłopaliśmy z bratem mleczko z tubek schowane przez mamę na jakąś okazję (pamiętacie? pisałam o tym kiedyś) i nadmuchaliśmy je, by udawały pełne, a potem zwaliliśmy wszystko na psa (nie wiem dlaczego, ale rodzice nie uwierzyli).

– Chcesz zobaczyć? – pytałam brata, kiedy już natknęłam się na prezenty.

– Nie! – odpowiadał zdecydowanie, trzymając mocno taboret, żebym się na nim nie gibnęła.

– Ale patrz. – Machałam mu z góry zabawką.

I tak kończyły się niespodzianki. Co prawda, potem cieszyłam się z prezentu zawsze drugi raz, kiedy znajdowałam go pod choinką. Nie było rozczarowania i zaskoczenia, bo dopiero wtedy można go było obejrzeć dokładnie bez stresu, że ktoś za chwilę mnie nakryje.

Przyznaję jednak, że wyrosłam z tego. Chyba dojrzałam w końcu, bo już nie szperam. Ze smutkiem stwierdzam, że dorosła jestem. Ale co roku poddaję się magii świąt. Jakoś jest wtedy inaczej. Szczególnie w tym przedświątecznym okresie. Mikołaje, renifery, bałwany, śnieg, gwiazdki, choinki i pierniki… Festiwal kiczu. No cudnie jest po prostu.

Za to Jajo nigdy nie szperało. Raz kiedyś przez przypadek natknęło się na świąteczny prezent i wyło pół dnia, że nie będzie niespodzianki. Takie wrażliwe i delikatne mi się Jajo trafiło.

Lubicie ten przedświąteczny czas? Macie już pomysły na prezenty? Czy może buszujecie po mieszkaniu w poszukiwaniu tajemniczych paczek?

0 myśli na “Zaczął się festiwal kiczu”

  1. Lubię ten kicz. Napawa uśmiechem i jakimś nieokreślonym ciepłem. Może po prostu w człowieku budzi dziecko? 🙂
    Prezenty to moja zmora, najchętniej ofiarowałabym cały świat,lecz nie jest to niemożliwe, wiec muszę wybierać …a wybór to …męczarnia 😛 🙂

  2. Ja w tym roku dla wszystkich (oprócz syna, który musi oczywiście Transformersy dostać) tworzę prezenty hand-made, więc gorączka prezentowych zakupów mnie omija 😉

  3. Mój już w końcu nastolatek, cieszy się jak dziecko, którym oczywiście już nie jest :-), kiedy zaczynam tworzyć ozdoby świąteczne. W tym roku więcej szyję i na gałązkach będzie tekstylnie. Za to obawiam się, że nowy członek rodziny w postaci kota bardzo polubi moją choinkę,.

      1. Zmieniam nick, bo widzę, że nie jestem już jedyną Justyną 😉
        U mnie w tym roku najmłodszy członek rodziny jest już ruchomy. W związku z tym zero szklanych dekoracji na choince. Szkoda, że nie mam do czego przywiązać.. Mała to jest po prostu jakaś małpka, wszędzie się wdrapuje, broi więcej, niż dwoje starszych razem wziętych.

  4. My z bratem nigdy w życiu nie znaleźliśmy prezentów. Ja nie wiem jak rodzice to robili, ale po takim przeglądzie chaty jaki robiliśmy nic nie powinno się ukryć 🙂 Ja już jeden dla siebie mam- książkę:) Dla Młodej jest wszystko. Dla mężusia nie mam jeszcze:)

  5. Lubię nastrój przedświąteczny nie lubię świątecznego amoku w sklepach.
    Czas listopadowo grudniowy to u nas niekończące się pasmo prezentów. Urodziny, imieniny, kalendarz adwentowy, Mikołajki i wreszcie Święta. Prawdę mówiąc, to dla mnie trudny czas, nie tylko finansowo. Moje starsze dziecko jest w takim wieku, że wszystko ma i “nic” nie potrzebuje. Niczym się nie bawi bo za stare a jeszcze za młode na “dorosłe prezenty”. I bądź tu człowieku mądry 😉
    Na szczęście druga połowa mojej dzieciarni jest w tym roku “łatwa”. Preferuje jeden rodzaj zabawek, których na rynku jest mnóstwo, więc mogę szaleć.

    1. To prawda, że jak się jeszcze ma w tym miesiącu inne święta, to można zbankrutować. A amoku w sklepach też nie lubię. Takie mam dziwne wrażenie, że on się juz powoli zaczyna. 🙂

  6. Kocham ten kicz, nadzieja na ten czas pozwala dotrwać w robocie do końca…zawsze zastrzegam się, że nie ulegnę i będę rozsądna, ale czasem jeszcze w wigilie dokupię jakiś pakuneczek…i o dziwo bardziej lubię oczekiwanie, niż spełnienie:-)

  7. W sumie to i na Mikołaja i pod choinkę prezenty dla Dzieci już są. Znaczy pod choinkę to domek dostaną (cóż, Ciocia w zeszłym roku sprezentowała im samochód, to nie mogę obniżać standardów) tylko muszę jakieś wypaśne kredki kupić – to już dla każdej z osobna, żeby ten dom sobie pomalowały.
    Na Mikołaja to też prosto wyszło – zdybałam w Tesco książeczki z Krainy Lodu o tym jak robić świąteczne ozdoby. Na spółkę dostaną, żeby jeszcze zrobić coś zdążyły przed Świętami. A do tego coś, co same sobie wypatrzyły w katalogi Lidla… ale katalog wyrzuciłam ledwie zakupiłam prezent. Dzieci nie było w domu jak wróciłam ze sklepu więc zakup do szafy, do której (jeszcze) nie zaglądają i będzie jako prezent. Czyli mama nie kupiła ale Mikołaj przyniósł 😉
    A przedświąteczną atmosferą to ja już jestem zmęczona. Wolałam te czasy, kiedy to się w grudniu a nie w połowie października zaczynało. Ozdóbki świąteczne lubię robić… i najchętniej robiłam bym dla kogoś, bo zbyt mocno przystrojonej chałupy to ja nie lubię 😉

  8. Tekst na czasie, bo przecież wczoraj był sławetny Black Friday! Jakoś zdołałam się oprzeć Festiwalowi Wyprzedaży, ale komórka pęka mi szwach od sms-ów z reklamami, że TAKICH NISKICH CEN TO JESZCZE NA OCZY NIE WIDZIAŁAM 😉 Nie moge zweryfikować bo Black Friday upłynął mi na przyjacielskiej kolacyjce w domowym zaciszu:)

  9. W młodości buszowałam aż huczało po szafkach, razem z młodszym bratem, miało to swój urok; niestety często prezenty były tak zapakowane, że niewiele dało się dostrzec, a przecież opakowania nie mogliśmy zniszczyć, bo nie byłoby na kogo zwalić – psa, ani kota nie mieliśmy 😉

  10. Ja nie szperałam nawet jako szczyl. Kocham niespodzianki i nie chciałam sobie psuć frajdy, no poza tym ja wierzyłam…kurde…tak na prawdę to ja nadal wierzę w świąteczne cuda- wianki: może w tym roku dostanę wagę, która pokaże upragnione 10 kilo mniej….
    ..A tak na marginesie to gdzież się podział nasz wielbiciel:-)- określenie cichy chyba nie będzie tu na miejscu.

  11. Cześć Kochana,
    u mnie też ciężko było z zachowaniem tajemnicy. Buszowałam po całej chałupie. Doszło do tego, że mój ojciec taksówkach nie miał jak bagaży w kufrze klientom chować, bo woził w nim prezenty. To było jedyne miejsce, do którego nie miałam bezpośredniego dostępu.
    Pamiętam jak dziś jak miałam obiecane flamastry z Czechosłowacji (szary uchwyt, kolorowa skuwka i końcówka) – bodajże komplet 36 kolorów. Niby nie było to małe, ale jednak mama sprytnie schowała. Jak się okazało to nie dość sprytnie. Były włożone w encyklopedię, która na styk mieściła się między półkami. Ale jak widać to nie była przeszkoda dla mnie i nawet to tomiszcze wyciągnęłam, żeby namierzyć prezent.
    Pozdrawiam

  12. Witam
    Też lubię ten czas przedświąteczny 🙂 Cały ten kicz w postaci mikołajków, bałwanków, bombek i bombeczek, gwiazdeczek, świeczek……Jako dziecko zawsze przetrząsałam Babci starą poniemiecką szafę pachnącą naftaliną wymieszaną z zapachem czekolady, bo właśnie w tej szafie babcia kitrała największe skarby i niespodzianki 🙂

  13. Przyznam się również,że szperałam po szafkach w poszukiwaniu prezentów :)Festiwal kiczu jest uroczy-kupiłam z zeszłym roku w kiosku bałwanka świątecznego.Zmienia kolorki i jest słodki 🙂
    Ostatnio podsłuchałam moje dzieci:
    Jakaś kłótnia.Starszy mówi do młodego za złością że mikołaj nie istnieje.A młody odpalił-jesteś głupi!A kto prezenty przynosi….!?Wiadomo że mikołaj!

    1. No pewnie, że wiadomo, że Mikołaj. Pamiętam, jak Jajo w końcu zapytało o Mikołaja. Było na tyle duże, że musiałam niestety powiedzieć prawdę. A ono na to: “Ale zajączek wielkanocny istnieje, prawda?” 🙂 🙂 I jak zaprzeczyć?

  14. Ja kiedyś przypadkiem odkryłam prezenty. Miałam wtedy chomika i jedzonko trzymałam w małym poręcznym pudełku koło klatki. Większe opakowanie było w składziku, z którego nikt nie korzystała na codzień. Karma skończyła się akurat w Wigilię, poszłam po zapasy do składziku, a tam prezenty 🙂

Pozostaw odpowiedź ~jotka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *