Biedni nauczyciele

Współczuję nauczycielom. Serio. Sprawy oświaty są mi bardzo bliskie, bo sama kiedyś stałam za biurkiem. Śledzę więc pomysły nowej minister. Wczoraj rano w radiu powiedziała o zmianie w formule egzaminu dojrzałości. Najpierw się oburzyłam. Bo jakże to? Znów? Ale potem przyszła refleksja, że przecież czas najwyższy! Moja córka w tamtym roku zdawała nową maturę. Nie można pozwolić na to, żeby zbyt długo utrzymywała się ta formuła. Czas na zmiany. Musimy być nowocześni i cały czas coś reformować.

Każdy nowy rząd zaczyna od edukacji. Toż wiadomo, że na szkole zna się każdy (tak jak na zdrowiu). Nie dość, że samemu chodziło się z tornistrem na plecach przez dobre kilkanaście lat, to potem trzeba było jeszcze prowadzać dzieciaki. A jak dobrze pójdzie, to potem i wnuki. Każdy więc w szkole był, więc się zna. Swoje zmiany wprowadzać może. I zabrać głos, i napisać protest, itp.

Pracę zaczynałam jeszcze w ośmiolatce, potem uczyłam już w krótszej podstawówce (chwilę zaledwie), następnie w gimnazjum i w szkole średniej. Ze swojego doświadczenia wiem, że najłatwiej pracuje się z najstarszą młodzieżą. Najtrudniej, ale chyba i najbardziej twórczo pracowało mi się w gimnazjum. Ten etap wspominam bardzo dobrze, choć zawsze uważałam, że utworzenie gimnazjów to była głupota. I kiedy wreszcie wydawać by się mogło, że jakoś sprawa w szkolnictwie się ustabilizowała, bo i wyniki w miarę dobre, i egzaminy chyba dopracowane, i formuła matury nie najgorsza (bez klucza do prac pisemnych!), to już zapowiadają się zmiany.

Moim skromnym zdaniem, jedyne, co potrzeba szkolnictwu to stabilizacja! Jak można pracować, gdy wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie? Zaraz zacznie się pisanie nowych podstaw programowych i podręczników. Grrr!

Współczuję nauczycielom. Naprawdę. A teraz jeszcze stres tych, którzy pracują w gimnazjach… Nie mają łatwo.

0 myśli na “Biedni nauczyciele”

  1. Siedzę sobie w pracy i w międzyczasie pomiędzy tym za co udają, że mi płacą dojrzewa we mnie przeświadczenie, że nie chciała by Pani usłyszeć mojego na ten temat komentarza.

      1. To teraz się czuję urażony. Ja, niecenzuralny? Mówiliśmy przecież, że talerze są jak najbardziej kulturalne. Może wymowa dania nie była by zgodna z oczekiwaniami.

  2. Moja córka, ofiara reformy, poszła jako 6-latka do szkoły, polskiej szkoły, co warto podkreślić. Radzi sobie świetnie… jeszcze. Takich dzieci jest czwórka, na 25-osobową klasę. Pozostała część nie potrafi usiedzieć na pupie, bo potrzebuje ruchu, innej formy nauczania niż siedzenie po 45 minut na tyłku, a w czasie przerwy nie wolno im biegać, bo “to szkoła, a nie plac zabaw”. Potrzebują nauczyciela, któremu chce się pracować, a nie dziumdzi, która sprawia wrażenie, że siedzi w klasie za karę. Przez całą pierwszą klasę dzieci JEDEN raz malowały farbami, JEDEN raz lepiły z plasteliny, o innych formach prac manualnych nie słyszałam. To jest nasza szkoła przygotowana na sześciolatki, tak więc ja jestem ZA wszelkimi reformami, które zmienią w naszych szkołach cokolwiek na lepsze.

    1. Rozwiązaniem problemu nie jest kolejna reforma, tylko dopracowanie tej, która została już wprowadzona. Lepsi nauczyciele z wizją wykształceniem i chęcią do pracy, lepiej wyposażone szkoły, boiska hale sportowe. Program wykorzystujący możliwości przestrzeni, w której żyjemy i umiejętności dzieci. Robienie kolejnego bałaganu, nie jest rozwiązywaniem problemu. Kiedy do szkoły pójdą siedmiolatki przejmą ich ci sami ludzie którym się nie chce i szkoły bez przygotowania. Będzie jeszcze gorzej, bo istniejące budynki będą musiały przyjąć siódme i ósme klasy. Dzieci będą pracowały na dwie i trzy zmiany (już teraz tak jest w niektórych szkołach). W moim odczuciu nie tędy droga.

      1. W moim tak samo, ale podejrzewam, że nikt naszych odczuć nie weźmie pod uwagę. Zamiast dopracować coś, co już funkcjonuje, wszystko się burzy i układa od nowa. A nie da rady wrócić zupełnie do tego, co było kiedyś. Mamy inne czasy, inną młodzież itp.

    2. W wielu krajach europejskich sześciolatki zaczynają szkołę, tylko chyba u nas jest tak, że trzeba dźwigać wielkie tornistry, a formy pracy podczas zajęć też pozostawiają wiele do życzenia.

  3. Kolejna reformę szkolnictwa to gigantyczna strata pieniędzy. Ile będzie kosztowało wprowadzenie nowych programów, stworzenie i wydrukowanie podręczników, dostosowanie szkół. I po co?
    Dodatkowo uważam, że reformy przeprowadza się niezwykle trudno. Czas przejściowy jest kłopotliwy. A u nas jak ten najgorszy etap minie, zanosi się na stabilizację i normalność to zaczynamy reformy od nowa.
    Jeśli są nadwyżki finansowe to wykorzystajmy je na poprawienie istniejących warunków a nie wydawajmy bez sensu na zrobienie kolejnego bałaganu.

    1. No właśnie, pewnie jeszcze nikt dokładnie nie policzył, ile to będzie kosztowało. Słuchałam wywiadu z dyrektorami szkół. Podobno nawet trzeba będzie wyremontować łazienki pod większe dzieci, bo znów w jednym budynku będą dzieci w wieku od 6 do 15 lat. Akurat mówiono o pisuarach. 🙂 🙂 Ciągle brakuje pieniędzy na pomoce dydaktyczne, a wydaje się je tak łatwo na kolejną reformę. Za cztery lata nowy rząd przeprowadzi z pewnością swoją.

  4. Mam troje dzieci i prawdopodobnie będę przechodziła z nimi 3 różne ścieżki edukacyjne. Najstarsze dziecko będzie najprawdopodobniej tym, które jako ostatnie zazna edukacji gimnazjalnej. Średnie – prawdopodobnie jako pierwsze i ostatnie zaczęło obowiązkowo edukację jako 6latek. Najmłodsze – trudno przewidzieć ofiarą jakiego eksperymentu padnie. Są obszary, którym rewolucje nie służą. Takim obszarem moim zdaniem jest edukacja.

    1. Uważam, że ta, która jest obecnie (w zeszłym roku odbyła się po nowemu po raz pierwszy), jest w porządku, z małym zastrzeżeniem do sposobu udostępniania pytań na egzamin ustny z polskiego. To można by dopracować i naprawdę byłoby okej. Nie ma prezentacji, nie ma klucza. A co wymyślą? Kompletnie nie wiadomo.

  5. No niech będzie. Tylko wchodzi Pani na tę ulicę na swoją własną odpowiedzialność. Temat nawet aktualny a i ten kto go porusza jest moim zdaniem do tego w pełni uprawniony, ale jest kilka ale. Po pierwsze gdzie się podziała Marynia, a to co mnie najbardziej interesuje nie widzę jej d…. Po drugie zamieszała Pani tak, że odrobinę wypadłem z pantałyku. Na początku reformy były be (pewnie z powodu osób które je zamierzają wprowadzić), potem okazało się, że jednak dotychczasowy stan jest nie do przyjęcia i nie ważne kto, ale niech naprawią i to jak najszybciej. Na końcu znowu wróciliśmy do konieczności stabilizacji. To w końcu co i jak? Nie wiem czy Pani, Pani Ładna zauważyła, że pomimo wszystko po udomowieniu tak wielu odbiorców stała się dla nich czymś w rodzaju wyroczni i nie da się ukryć ponosi Pani w znacznym stopniu odpowiedzialność za sposób ich pojmowania świata. Wiele osób może się teraz obrazić krzycząc, że to nieprawda “ja przecież mam swoje zdanie”, ale to zdanie jest przez kogoś podane, zasugerowane. A na pewno trudno się oprzeć zdaniu tak miłej, pięknej i elokwentnej osobie, która dodatkowo potrafi informację przekazać w formie prześmiewczej. Każdy przecież chcę być tym który się śmieje, a nie tym z którego się to robi. Ciężka jest rola tego który tłumaczy świat, ale na szczęście wybieramy ją sami. Nie wiem czy w końcu doczekam się na kopniaka?

  6. Uczyłem przez dobre kilkanaście lat na Uczelni i może to nie to samo ale co roku rozbudowywalismy program o nowe lelementy. Gonilismy czas, bo to technika była a ja sam nigdy nie zrozumiem tych co układają programy nauczania dla szkół do liceum włącznie. Wydaje mi sie ,ze to walka osobistych ambicji róznych środowisk i nie ma to nic wspólnego z tym co naprawdę absolwentom bedzie potrzebne w zyciu zawodowym. A chyba po to jest szkoła.

  7. Fakt, powinni raczej wziąć się za reformę rynku pracy i ułatwienie dostępu do bezzwrotnych kredytów na rozpoczęcie dzialalności.Brak funduszy spędza sen z powiek wielu, naprawdę wielu kreatywnym osobom.Choć osobiście byłam przeciwna gimnazjom na początku, uważam, żen teraz nie powinno ich się likwidować.A nowe podstawy programowe i nowe książki…cóż….wydawnictwa zacierają ręce! Będzie kasa!

    1. Z powstania gimnazjów nikt nie był zadowolony, ale jakby to teraz tylko dopracowano, na przykład podobnie jak w Niemczech – tam nie każde dziecko trafia do gimnazjum, a skupiono się na przykład na kształceniu zawodowym itp. Teraz to będzie znów kosmiczny wydatek, który można by spożytkować na co innego.

  8. Ja chyba temat przemilczę i odbędę minutę cisz,y patrząc bezmyślnie na migający kursor, w intencji rozumu władz odpowiedzialnych za te wszystkie atrakcje 😀

  9. Ja się cieszę, że Młoda jeszcze mała jest i nie poszła jako sześciolatek do szkoły i nie będzie “zimowała” w pierwszej klasie. Nauczyciele to prawda mają przekichane. Co by się nie działo- najpierw od opinii publicznej oberwą oni. Matura z polskiego pisana od klucz- porażka na całej linii. Na szczęście ja w ten klucz trafiłam 🙂

  10. Mnie też bardzo żal nauczycieli, zwłaszcza tych, którzy na wygaszaniu gimnazjów stracą pracę.
    Pod wpływem wczorajszego anonsu o wkroczeniu do akcji protestacyjnej pana S. Broniarza szefa ZNP przyszło mi na myśl, że gdyby nauczyciele byli zdolni podnieść głowy i zjednoczyć się w walce z kolejnymi reformatorami to przy wsparciu rodziców mieliby możliwość doskonalenia zamiast wywracania wszystkiego do góry nogami. Napisałem o tym na swoim blogu zachęcając ich do wspólnego występowania najlepiej pod sztandarem ZNP, a więc związku mającego już 110 lat historii i ze śpiewem ich hymnu na ustach. Zapraszam do siebie.
    Pozdrawiam

    1. Najgorsze jest to, że to taka grupa zawodowa, w której trudno o solidarność. Prawda jest taka, że nauczyciele szkół średnich raczej są zadowoleni. Pewnie dzięki temu uda się uratować kilka etatów. Solidarności więc nie będzie.

  11. Mnie też bardzo żal nauczycieli, zwłaszcza tych, którzy na wygaszaniu gimnazjów stracą pracę.
    Pod wpływem wczorajszego anonsu o wkroczeniu do akcji protestacyjnej pana S.
    Broniarza szefa ZNP przyszło mi na myśl, że gdyby nauczyciele byli zdolni podnieść głowy i zjednoczyć się w walce z kolejnymi reformatorami to przy wsparciu rodziców mieliby możliwość doskonalenia zamiast wywracania wszystkiego do góry nogami. Napisałem o tym na swoim blogu zachęcając ich do wspólnego występowania najlepiej pod sztandarem ZNP, a więc związku mającego już 110 lat historii i ze śpiewem ich hymnu na ustach. Zapraszam do siebie.
    Pozdrawiam

  12. Byłam przeciwna szkołom dla 6-latków. Dopóki nie przeczytałam wpisu na blogu prof. Vetulaniego. On pisał o szkołach (nie pamiętam w jakim państwie – Belgii, Holandii czy jeszcze innym) gdzie dzieci w jeszcze młodszym wieku zaczynają szkołę… tylko pierwsze 4 lata nauki to trochę na warunkach jak w przedszkolu a dopiero potem ławeczki, lekcje itp. I pomyślałam wówczas, że do takiej szkoły to ja bym i 5-latka posłała ale znając nasze władze to kiedy uznają, że 6-latki nie nadają się do szkoły, to sprawią, że znów szkoła zacznie się od 7. roku życia zamiast dostosować szkołę do możliwości psychofizycznych 6-latków.
    A co do zawodówek czy nawet dobrych techników – ja nie wiem czy to się da jeszcze odbudować. Kiedy już się w głowach ustaliło, że mgr to takie wykształcenie-minimum to cóż – oznacza to, że szkoły wyższe muszą poziomem dostosować się do tego, żeby każdy, kto zechce mieć mgr przed nazwiskiem musiał ten dyplom dostać. Czyli tu nie tylko reformy trzeba, tu potrzeba zmiany mentalności :///

    1. Tak myślę, że jeżeli zawodówki naprawdę kształciłyby dobrych fachowców, to też byłoby inaczej. Potrzebne są jednak warsztaty, a je się polikwidowało.
      Pracowałam kiedyś również w zawodówkach, tam było się trudniej dostać niż do LO, bo liczba miejsc ograniczona. I ku mojemu zdziwieniu, zdarzały się uczennice ze świadectwami z czerwonymi paskami z gimnazjum, więc zapotrzebowanie jest. Tylko u nas zamiast dopracować to, co już funkcjonuje, robi się rewolucje. Co do sześciolatków, to też jestem za tym, żeby szły do szkoły, ale ta szkoła powinna być do nich dopasowana, bo nie da się takich dzieci wtłoczyć w ławki na 45 minut.

  13. Pani ucząca w naszym przedszkolu mówi,że jedyny pewniak w szkolnictwie to to że nic nie jest pewne…
    I tak się zastanawiam czy mój czterolatek dwa razy będzie maluchem czy starszakiem? 😉
    Chociaż z tego że pójdzie do szkoły jako siedmiolatek to się cieszę (urodził się w grudniu więc goni rocznik)

  14. A ja siedzę w tym po uszy i już nic nie myślę. Wszyscy o gimnazjach, a o nauczycielach nauczania początkowego – sza! A to oni mają najciężej i to oni odczuwają skutki źle przygotowanych reform. Kiedy wproowadzali gimnazja , wielu straciło pracę, ale nikt tym się nie przejmował – sza! Teraz też oni ucierpią. Jak nie będzie dzieci do klas pierwszych , to…. by, by…. Ale wszyscy martwią się gimnazjami. Ci nauczyciele znajdą pracę – część w liceach, część w podstawówkach.

  15. nasze szkolnictwo jawi się jako wielkie laboratorium, wciąż prowadzone są eksperymenty, niestety ze szkodą dla dzieciaków i nauczycieli, bo obie strony potrzebują- no własnie, jak piszesz: stabilizacji, a pieniądze można inwestować na poprawę tego, co jest

    szkoda słów- każda zmiana była robiona od dupy strony i tyle a to co było dobre zostało zniszczone- ale taka polityka jest naszych posłów, niestety

  16. Dopowiem jako bibliotekarz szkoły podstawowej: nie nadążam, nie ogarniam, nie zgadzam sie! zawalają nas darmowe podręczniki, których nie ma gdzie chować, ciągle wydaję, odbieram, jak nie ćwiczenia, to elementarze, wymieniam wadliwe na lepsze…Przez wiele lat nie było grosza na nowe książki, teraz ciągle jakieś akcje, ale pieniądze muszę wydać zaraz, nie wtedy, gdy pojawi sie coś ciekawego, poszukiwanego. Jeśli znowu zmienią lektury lub podręczniki to ja się poddam, nie mam kiedy nawet przeglądać nowości, a praca z czytelnikiem? Rewolucje nam niepotrzebne…

Pozostaw odpowiedź ~flora Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *