Leżę i trenuję kichawę

Stało się. Dopadło mnie, obezwładniło, powaliło.

A niby taka złota polska jesień. Kurtka rozpięta, słońce świeci, szalik w szafie…

źródło pixabayA teraz szczękanie zębami, gorączka, ból gardła i gile po pachy. I totalny bezwład kończyn. Nic się nie chce. Jedyne co robię, to produkuję niezliczone stosy zużytych chusteczek higienicznych.

Kiedy piszę post, mam lekko rozmazany obraz na monitorze, palce niemrawo stukają w klawiaturę. Jak żyć?

A wszystko zaczęło się niewinnie. Pojechaliśmy na moje spotkania autorskie. I już w drugim miejscu jedna z organizatorek z „radością” nas poinformowała, że tu wszyscy chorzy i zasmarkani. No, ale w nas była taka moc, że byliśmy z Mężusiem pewni, że nas nie dopadnie żaden podstępny wirus. Wróciliśmy do domu. Najpierw zaczął smarkać Mężuś, więc śmiem podejrzewać, że to on jest słabszym ogniwem. Po trzech dniach mówię więc do niego, że może by chciał na kanapę do drugiego pokoju się przeprowadzić, żeby ukochanej żonki nie zarazić.

– Dla ciebie i tak już za późno – odpowiedział, całując mnie w nos, w dodatku w złą godzinę, bo na drugi dzień obudziłam się z bólem gardła. No, jak wspólnota małżeńska, to wspólnota. Dzisiaj prawie oka nie zmrużyłam, bo Mężuś smarkał i kaszlał, czyli rozumiem, że w następnym etapie też będę kaszleć. Marne pocieszenie. Przynajmniej mogę go obserwować i przewidywać kolejne stadium mojego chorowania.

W ruch idzie więc imbir, miód, cytryna, maliny i czosnek. Ciężka artyleria. Aha, a na noc mleko (oczywiście z miodem i masłem). Jeżeli macie jeszcze jakieś magiczne sposoby, by postawić się na nogi, to piszcie. Może uda mi się doczołgać do kuchni i przeprowadzić jakiś medyczny eksperyment na kurzym ciele, które obecnie marnie wygląda. Nawet chyba dziób mi się lekko wygiął (za to czerwony kolor jest wyraźniejszy), rozczochrana rozprostowała w całkowitym nieładzie i produkuję jakąś kosmiczną ilość mało sympatycznych wydzielin. Kichawa działa jak należy, co chwilę mam próbę „instrumentu”, więc czasami udaje mi się bryzgnąć na monitor.

Uwaga! Nie zbliżajcie się za blisko do swoich monitorów, bo cholerstwo, co we mnie się zalęgło, prątkuje.

0 thoughts on “Leżę i trenuję kichawę”

  1. Kiedyś w maju na wycieczce ze studentami mnie złapało, jako opiekun nie mogłem leżeć więc codziennie 2 polopiryny S i pół litra czystej. I tak sie utrzymywałem w stanie progowym aż po tygodniu wróciłem do domu całkiem zdrowy. Spróbuj

  2. Ha, haha Krzysztof dobrze Ci radzi, ale on się leczył w bardziej ekstremalnych warunkach.
    A Ty lepiej doczołgaj się do łazienki, umyj kurze łapki i buzię i zapisz do lekarza…

      1. Na wszelki wypadek zapisz sie na wizytę, co prawda w tej chwili lekarz i tak nie da Ci nic więcej niż polopiryna bo wirusów nie zwalcza sie antybiotykami ale jakby paskudztwo nie chciało sie odczepić to warto sprawdzić stan oskrzeli i płuc. A zrezygnować z wizyty zawsze możesz. No i oczywiście trzymajcie sie z daleka od Babci bo Babcia do wspólnoty małżeńskiej sie jednak nie zalicza he, he

  3. Krzysztof co prawda zastosował końska kuracje ale cos w tym jest.
    My stosujemy gorąca herbatę z miodem i cytryna + wódka i od razu do łóżka albo rum do kakao (sposób z Islandii bardzo nam odpowiada).
    Mój mezus tez zaczął pierwszy, chorował gorzej i dłużej mimo ze normalnie ma większa odpornośc niż ja, mnie złapało lżej i skończyliśmy chorować razem czego i Wam życzymy.

          1. Tytuł był po angielsku chyba żeby większość turystów zrozumiała. Do dziś nie mogę odżałować ze nie kupiłam, chyba muszę jeszcze raz poleciec. Taki gadżet do “czytania” na półce….

  4. Też dopiero co wyszłam z choróbska. Dlatego jeszcze nie załatwiłam ci tej sprawy. Ale już jestem w pełni zdrowa, więc w przyszłym tygodniu ruszam.
    Ja miałam zapalenie gardła, przez kilka dni nie mogłam mówić. A co mi się polepszyło, to zaraz się doprawiałam, bo zamiast wyleżeć, to “ambitnie” szłam do pracy. Czosnek, cytryna, cebula, miód są świetnym arsenałem. Jakbyś doszła do etapu bólu gardła to świetnie pomaga tymianek. Mam go sporo w ogrodzie i zalewałam wrzątkiem, parzyłam i robiłam mocny napar. Potem popijałam małymi łyczkami, bardzo smaczny, ból ustąpił tego samego dnia. Też polecam na gardło płukanki z sody albo z wody utlenionej. Na ból uszu, też można zakropić wodę utlenioną do ucha. Mnie udało się dostać do lekarza, ale przepisał mi antybiotyk, a staram się ich unikać. Ostatecznie zastosowałam naturalny antybiotyk czyli czosnek oraz olejek z oregano. Bardzo pomogło. Z czosnku robię nalewkę ale ją robi się kilka dni a olejek można kupić w sklepach ze zdrową żywnością. Moje chłopaki od września piją codziennie łyżkę tranu z kroplą olejku z oregano i odpukać, ani razu nie byli jeszcze chorzy a wiadomo jak to w przedszkolu, wszyscy zasmarkani, tylko nie moje dzieciaki. Dlatego polecam ten olejek.

  5. U mnie podobna sytuacja. Mąż dwa tygodnie juz się kuruję. Myślałam, ze dam rade się obronić… Ale gdzie tam…
    Łącze się w produkowaniu zużytych chusteczek.
    Zdrowia!!

  6. Właśnie idę 13.30 do lekarza.Smarkam i kaszlę już tydzień i nic nie przechodzi.Mąż i znajomi truli wciąż że mam iść bo za długo to trwa.Więc dzisiaj rano wzięłam potulnie telefon i się zarejestrowałam.Życzę Tobie,Mężusiowi i sobie szybkiego powrotu do zdrowia 🙂

  7. Och Kurko-rozczochrana życzę szybkiego powrotu do zdrowia Tobie i Twojemu od serca.Muszę przyznać, że u mnie cała rodzinka przerabiania wirusa, oj działo się a do mnie wezwali pogotowie bo mdlalam.Myślałem, że jestem twarda jednak im jestem starsza tym gorzej. Właściwie to nie ma co narzekać nie ja jedna tak mam.Aniu dużo, dużo zdrowia.:)

  8. Ja to chyba z tytanu jestem: u mnie w domu chłop od dwóch tygodni smarka, kaszle, prycha i zarazę rozsiewa, a ja zdrowa jak kobyła pociągowa jestem – nic mnie nie dopadło. Od 3 miesięcy piję sobie czystek – takie zielsko i chyba to ze mnie zrobiło babę z żelaza 😀
    Zdrówka życzę 🙂

  9. Coś mi sie wydaje ze ten paskudny wirus to wirusica bo zaczyna od płci męskiej, pogonić paskude, gdzie nam sie pcha do łóżka?! Za kudły i wyrzucić z domu!

  10. Zasmarkane od 2 dni Południe pozdrawia kichającą Północ!

    U nas kołem ratunkowym jest niezawodny rosołek, koniecznie z dodatkiem czosnku oraz 5 dużych marchewek.Dlaczego tyle, nie mam pojęcia, ale to podobno istotne. Na ból gardła pomogła mi ostatnio prażona na patelni sól.Zawijasz ją w chusteczkę i kładziesz ciepły okład na bolące gardło.Uwaga! Sól wykorzystana do okładu nie nadaje się do ponownego użycia w kuchni.Dużo zdrowia życzę:)

  11. Mnie też niedawno infekcja złapała silna, ale na szczęście szybko się wykurowałam, bo od samego początku zaczęłam brać przeciwzapalny syrop fosidal, żeby choroba się nie rozprzestrzeniła na dolne drogi oddechowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *