Jak żyć jesienią?

Niestety, mamy taki klimat, że człowiek rano jest tak sklejony z łóżkiem, że trzeba go wołami z niego wyciągać. Nie wiem, ja u Was, ale u mnie szaro, buro, mokro, do tego gile po pachy, ciśnienie jak u umarlaka, a paszcza nie nadąża się zamykać po ziewaniu.

źródło pixabayCały weekend człowiek snuł się z kąta w kąt, powtarzając sobie, że trzeba by popracować. Trzeba BY. To „BY” ma tu wielkie znaczenie, bo pozwala odkładać wszelkie czynności daleko w czasie.

Podobno chandra jest typowa jesienią i zimą. Za mało światła. Za mało powodów, by wyjść z domu. Za krótki dzień. Za zimno. Za mokro… Według naukowców (oczywiście amerykańskich), częściej takie kiepskie nastroje dopadają kobiety. Niby bardziej emocjonalne jesteśmy…

Jeżeli doczytaliście do tego momentu, pięć razy ziewnąwszy i spróbowawszy przynajmniej raz złapać wątek (powtarzając w myślach: „O co kaman?”), to znaczy, że już Was dopadło. Czas więc się bronić. Trzeba się w tym celu odpowiednio uzbroić. Po pierwsze zaopatrzyć się w wesołe książki. W tych dniach smęty są zakazane. Po drugie nakupić zapas świec zapachowych, olejków do kąpieli, postawić w mieszkaniu kwitnące kwiaty, włączyć energetyczną muzykę… A jak to nie pomoże, to wiedzcie, że jesteście już straceni. Teraz tylko kanapa, pudło chustek i czekanie do wiosny. Można ewentualnie spróbować popracować nad teleportacją i w wolnej chwili przenieść się na jakąś ciepłą plażę, popatrzeć w błękitne niebo i posłuchać szumu turkusowego morza. Niestety, tego nie opanowałam i w sobotę zbierałam „zgniłe” liście w ogródku (oczywiście w tempie żółwia biorącego udział w maratonie i będącego już na czterdziestym pierwszym kilometrze), wyrzucałam kwiaty. Ale nie polecam, bo to czynność dość przygnębiająca, w dodatku na głowę siąpiło coś, co nie mogło się zdecydować, czy padać, czy nie, czy lunąć wielkim deszczem, czy pomęczyć „przeciwnika”, upierdliwie kapiąc mu na łepetynę.

No, a teraz burza mózgów. Trzeba wyrwać zwoje mózgowe z jesiennego otępienia. Co robić? Jak żyć?

Jest taka pisarka (i blogerka) Katarzyna Targosz, która powtarza, że lubi jesień! Ba! Nawet napisała „Jesień w Brukseli”, książkę, która jest dobra na ten czas, ale ja Wam powiem w tajemnicy, że lepsza na jesień jest wiosna – „Wiosna po wiedeńsku” (tejże autorki). I ja mam nadzieję, że Kasia nam tu wszystkim zaraz w komentarzu wyłoży, na czym polega wyższość jesieni nad innymi porami roku. Bo ja ni chu-chu. Kto pomoże? Są ludziki na tym świecie lubiące siąpienie z nieba, krótkie dni, brak słońca, zgniłe liście, „umierające” rośliny?

 

 

PS  A gdyby ktoś miał czas i chciał się oderwać od swojego dołka w kanapie i przyjść na spotkanie ze mną, to w najbliższym czasie plan mam taki:

21.10 o godz. 10.30 – spotkanie z młodzieżą w ZS nr 1 w Stargardzie Szczec.

21.10 o godz. 12.00 – spotkanie z młodzieżą (i nie tylko) w Gimnazjum w Reptowie

21.10 o godz. 17.00 – spotkanie z czytelnikami w PODN-ie w Stargardzie Szczecińskim, pl. Majdanek (budynek bursy szkolnej)

22.10. o godz. 10.45 – spotkanie z młodzieżą (i nie tylko) w Zespole Szkół nr 13 w Szczecinie przy ul. Bałtyckiej 1a (Wielgowo)

23.10 o godz. 17.00 – spotkanie z czytelnikami w bibliotece w Kłodawie (ul. Gorzowska 22)

Serdecznie zapraszam

 

0 myśli na “Jak żyć jesienią?”

  1. Dla mnie lubić jesień i zimę to zboczenie.
    Ja już w sierpniu cierpię,bo wiem, że jesień za pasem…Kocham słonko,ciepło,soczystą zieleń roślin…aż rano miło wstać i popatrzeć z kubkiem kawy w ręce przez okno-na którym muchy się wygrzewają i bezczelnie je osrywają.Mimo,iż nie lubię gadziny-wielką radość sprawia pierwsza mucha widziana w marcu-wtedy z uśmiechem od ucha-do ucha krzyczę -NARESZCIE WIOSNA!!!Ale do marca coraz bliżej-więc czekam z niecierpliwością…

  2. Lubię jesień kiedy nie pada i można pochodzić po liściach szeleszcząc nimi, jak za czasów dzieciństwa. Lubię ją za jej kolory, ale to za mało, by lubić ja tak ogólnie, za całokształt. Wszystko wszystkim, ale ten brak słońca i deszcz, wiatr i zimno mnie dobijają. A ziewnęłam dopiero, kiedy wspomniałaś o tym w poście, więc chyba nie ma ze mną aż tak źle? 😉 Mimo wszystko miłego dnia.

    1. Ha, ha 🙂 Właśnie o to słońce chodzi. Nie mogłoby tak świecić przynajmniej godzinę dziennie? A tak pewnie śpi pod chmurzastą kołdrą i ma nas gdzieś. 🙂

  3. OK – jestem zboczona … ale w jesieni nie ma much, w jesieni nie ma komarów, w jesieni nie ma sąsiadek sterczących na uliczce obgadujących Twój każdy ruch, w jesieni nie ma …. No dobra, BREDZĘ!! Też wolę lato jeśli jesień to taka z przebarwionymi liśćmi na drzewach, bez deszczu i bez gila po pas. Ale proponuję remont – przechodzi wówczas wszystko

  4. Haha, kochana!!!! :* :* :*
    Jak tu wchodziłam to miałam zamiar napisać następujący komentarz:
    “Ostatnio jedna czytelniczka powiedziała mi, że świetnym sposobem na jesień jest czytanie “.
    Wchodzę i co widzę?! Rozczuliłaś mnie totalnie i szczerzę się do monitora!:)
    A jesień jest najlepszą porą roku “i koniec kropka” – jakby to powiedział Syn na Szczycie;)

    1. Ha, ha 🙂 Cieszę się, że mogłam Cię rozczulić od poniedziałku. Żyję w przeświadczeniu, że jaki poniedziałek, taki cały tydzień. Będziesz więc miała rozczulający i sympatyczny. 🙂 🙂

  5. Aniu, u mnie początek jesieni to spadek formy i nawet powrót depresji. Potrzebuję czasu, by zebrać wszelkie siły i zaplanować – wianki jesienne i zimowe, ozdoby świąteczne i malowanie kolejnego mebla. Moja przyjaciółka Asia lubi jesień. Mówi, że ciemne popołudnia, wczesne wieczory to dla niej doskonała wymówka, by zostać pod kocem z dobra książką. Latem zawsze jest coś do pracy. Coś w tym jest. Leniuchować, bez wyrzutów sumienia i zgonić wszystko na jesień.

  6. A ja kocham jesień. Może dlatego, że tu góry wyglądają tak pięknie, kolorowo. Może dlatego, że w domu pachnie chałką i kawą zbożową. Może dlatego, że mogę założyć ulubione kalosze i bezkarnie skakać po kałużach 😉 Uwielbiam jesień 🙂

  7. Wolę jesień od lata. Bo jej barwy bardziej mi się podobają. Bo na bazarach jest cała obfitość dobrych, zdrowych i tanich (bo to sezon) rzeczy. Bo nienawidzę upałów. Bo jak się ma kalosze, to nawet w deszczu spacer nie straszny – jak trochę zmoknę to się wysuszę, przebarwień od słońca tak prędko nie zmyję.
    A że mało słońca – cóż, do sposobów na jesienną depresję dołącz herbatkę z dziurawca, ale tylko w pochmurne dni, bo po dziurawcu na słońce nie wolno i zażywaj wit. D3.

  8. W Warszawie w weekend pogoda była tak bardziej “barowa” jak to się u nas w rodzinie mówiło. Dopasowałam się więc do określenia nabyłam Grzaniec Galicyjski i przynajmniej wieczorem było miło 😉
    Na jesienną chandrę polecam kuchenne zmagania. Jak się już człowiek pozbiera i wymyśli, co by pysznego zjadł, to potem jest już tylko lepiej. Jeszcze tylko niech “ktoś” zrobi zakupy, bo w taką pogodę…

  9. Trudno się ogarnąć jesienią; mnie jako tako kawa trzyma przy życiu, jakieś pyszne ciacho i dobra książka, ale ciężko rano zwlec się do pracy, gdy za oknem ciemno, zimno i mokro – żyć się odechciewa, ale co zrobić, trzeba dupsko podnieść i wmawiać sobie, że dam radę 😀

  10. Na szczęście jesienna zmora jeszcze mnie nie dopadła a na dodatek mamy cudowną, słoneczną pogodę.
    Aniu, życzę Ci wspaniałych spotkań. Szkoda, ale mieszkam na drugim końcu że tak powiem Polski.
    Pozdrawiam

  11. Jeszcze ta najgorsza jesień nie nastała, pomimo, że u nas pada, mgli i siąpi od trzech dni. Jednak nadal jest zielono i kolorowo i jeszcze chce się żyć. Dla mnie najgorszy jest listopad, kiedy już jest ponuro i bezbarwnie i na poprawę trzeba czekać do końca grudnia, bo przynajmniej wtedy dzień zaczyna się znowu wydłużać.

  12. “Jesień, liść ostatni już spadł” – do tego pozostał jeszcze jakiś czas, jednak na pewno przylazły gile, kichania itp.
    Najgorzej znoszę brak słońca. Szydełko, łażenie po necie i wyszukiwanie inspiracji na świąteczne kartki i oczywiście książki, książki, książki … To na razie wystarcza. Jak przyjdzie listopad, to poprawię sobie humor drapaniem po jajkach. To zawsze mi pomaga, łudzę się, że Wielkanoc i wiosna tuż, tuż. A drapane pisanki wraz z życzeniami rozejdą się bardzo szybko.
    Szkoda, że nie mogę uczestniczyć w spotkaniach z Tobą ale 600 km to kawał drogi.Pozdrawiam.

  13. To dziś u mnie w pracy, dwaj panowie wlepieni w monitory, ziewający tak, że aż bałam się, że mnie przypadkiem połkną, zalewający się kolejnymi kubkami kawy i nieustanne marudzenie: Boooże jak zimno. Boooże ale pada. Boooże ale mi się chce spać. Boooże co za pogoda. Kurcze, nie wiem, ale chyba Bóg to miał dziś ich dość, bo go wzywali co kwadrans i patrzyli na mnie jak na kosmitkę, bo ja happy, pełna energii, zakochana w jesieni, z nostalgią zapatrzona w krople deszczu spływające po szybie. Kurcze, kocham jesień! Buziaki! 🙂

  14. Ja tam lubie i jesien i zime, krotkie dni, dlugie wieczory. Za deszczem i wiatrem akurat nie przepadam, ale cala reszta, zupelnie mi odpowiada. Za to porankiem herbatka ziolowa pokrzywa i bratek, do tego witamina d (bo mi doktorek nakazal na kosci podobno), a wieczorem kakao, biszkopty i czytanie, bez wyrzutow sumienia, do tego muzyka (obecnie gustuje w alikwotach oraz w w miedzy czasie nieco etnicznych tonow roznych wykonawcow)
    🙂

  15. Ja się, Aniu cały czas zastanawia jakim cudem ci ludzie na północy Europy funkcjonują, kiedy oni światła mają jeszcze mniej, niż my… Ale tam podobno rak skóry jest zmorą lekarzy (wszyscy chodzą do solarium i w sumie ja się im wcale nie dziwię).
    P.S. Ile Ty masz spotkań poplanowanych. Masz czas na posiłki?

    1. To się pochwalę, że w środę miałam 2 godziny przerwy i jadłam obiad u mojej ukochanej koleżanki. Jak zobaczyłam zastawiony stół, to az coś we mnie zarechotało. Same pyszności. 🙂 🙂 Gorzej było w następne dni, ale, jak to mówią Kociewiacy, to się da. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *