Marudź z umiarem!

Lubicie sobie od czasu do czasu pomarudzić? A wyobraźcie sobie, że to „od czasu do czasu” zamieniacie na „zawsze”. Wstajecie rano, marudzicie, jak kładziecie się spać, to tylko ze złym słowem  na ustach. Albo jeszcze lepiej, nie Wy marudzicie, lecz Wasz partner albo domownik. Wiem, co piszę, bo mam tak codziennie. Wstaję i zderzam się ze ścianą marudzenia Babci. Ona tak ma. I nie dlatego że ma 90 lat, miała tak, odkąd pamiętam. Taki typ.

marudaWczoraj przeprowadziłyśmy na ten temat rozmowę i poprosiłam Babcię, by cieszyła się głośniej, niż marudzi. Stwierdziła, że spróbuje. A ja rozgrzeszam dzisiaj każdego, kto ucieka/uciekł przed swoim partnerem właśnie z tego powodu i nie mógł wytrzymać ciągłego narzekania. Po prostu się nie da.

To skłoniło mnie jednak do refleksji, bo znałam kilka takich osób. Używam czasu przeszłego, bo z reguły, jeżeli marudzenie delikwentowi nie przechodzi po jakimś czasie, odsuwam się na bocznicę, nie jadę z nim dalej, nie ma mowy. Wymiękam. Dla mnie tacy ludzie są po prostu toksyczni. Zauważyłam, że te stękające osoby, ze wszystkiego niezadowolone, ciągle płaczące, są z reguły dobrymi manipulantami. Potrafią osiągać własne korzyści dzięki narzekaniu. Znałam między innymi dziewczynę, która miała właśnie taki sposób na facetów. Rzadko który był na tyle oporny, by nie ocierać jej łez. I pamiętam, jak bardzo mnie to irytowało. Co by się nie stało, zawsze narzekała, choć realnie nie miała do tego powodów.

Rozumiem, że pomarudzić od czasu do czasu musi każdy. Trzeba się zakopać w dołku na kanapie, nakryć kocem i nie wyściubiać spod niego nosa, bo świat jest zły. Jednak przez 24 na dobę przez 365 (czy 366) dni w roku to już przegięcie. Nikt tego nie udźwignie.

Najgorsze są jednak przypadki osób, które nagle z marudzenia, stękania i płakania przechodzą gwałtownie w fazę „jestem najlepszy”. Wszelkie skrajności są złe, a nagłe przejście z jednego krańca na drugi jeszcze gorsze. No, chyba że popatrzymy na to w ten sposób, że kiedy woda sodowa uderza do głowy, to przynajmniej nasz partner ma stały dostęp do sodówki, wystarczy zamontować kranik w mózgownicę. Takie uzasadnienie mnie przekonuje. Robimy to z miłości do partnera, zawsze ma pod sodówkę w naszej łepetynie.

A teraz burza mózgów. Jak radzić sobie z marudami? I nie mam na myśli staruszków, bo ze staruszkami to można sobie poradzić (albo wszystko zrzucić na karb wieku). Macie jakieś wypróbowane sposoby? Wcisnąć mu różowe okulary? Dać nawdychać się gazu rozweselającego? Czy może wyrzucić jego numer z telefonu, a na ulicy udawać, że właśnie cierpimy na amnezję i nikogo nie poznajemy?

0 myśli na “Marudź z umiarem!”

  1. Sztuką jest ciekawe i niebanalne pisanie o sprawach codziennych, a ta sztuka udaje się autorce, która potrafi świeżym okiem spojrzeć na rzeczy pozornie zwykłe. Z pewnością ten blog zasługuje na to, by przedstawić go szerszemu gronu internautów. Zachęcamy więc do zarejestrowania bloga w rankingu Najlepsze Blogi, największym i najpopularniejszym tego rodzaju serwisie w polskim internecie. Obecność w rankingu to szansa na zdobycie nowych czytelników. Serdecznie zapraszamy!

      1. o Matko skąd ja to znam.
        🙁
        Moja starsza ciocia całe życie marudziła, że zaraz umrze.
        Niczego nie robiła.
        Nigdzie nie wyjeżdżała.
        Niczego nie zmieniała w swoim domu..
        bo przecież zaraz umrze.

        I co ?
        ma 90 lat, dalej żyje i marudzi, że zaraz umrze.
        Jak jej mąż to wytrzymywał.
        Ale nie zapytam, bo już nie żyje.

        A przecież życie jest piękne i warto żyć i cieszyć się życiem… mimo jego trudów.

        Pozdrawiam i zapraszam na super szybki deser

        odchudzaniejestproste.pl/smaczne-niskokaloryczne-tiramisu-bez-jajek-przepis-light-dieta-odchudzajaca

          1. Niestety…Moja teściowa taka jest. Nic jej nie cieszy na wszystko i wszystkich narzeka. Ograniczyłam kontakty do minimum. Takie osoby nic wartościowego nie wnoszą do mojego życia.

    1. Kiedyś rozmawiałam na ten temat z koleżanką. Powiedziała coś, co utkwiło mi w pamięci. Życie jest za krótkie, by podtrzymywać znajomości kompletnie nic nam niedające, a wręcz toksyczne. I stwierdzam, że miała rację. Trzeba otaczać się ludźmi, z którymi ma się po drodze (“chemia”, wspólne zainteresowania, pasje itp.). 🙂 🙂

      1. Nie bądźmy tacy interesowni. “Znajomości nic niedające” to mi się nie podoba, bo sugeruje, że ze wszystkiego musi płynąć dla nas jakaś korzyść. Ja mam takie marudzące dziecko. Trochę mnie wkurza. Powinnam oddać do adopcji? 🙂 Nie oddam. Nie umiem tak skreślać ludzi. Owszem wiele znajomości zdechło po prostu, kiedy przestałam je pielęgnować, co oznacza jedynie, że tylko mnie na nich zależało. Z jednymi jest mi bardziej, z innymi mniej po drodze, ale nie dzielę znajomości na takie, które mi coś dają i nie dają. Pozdrawiam 🙂

        1. “Coś dają” w żadnym wypadku nie chodzi o jakieś materialne sprawy, bardziej o duchowe. Znajomość może dawać wiele i chyba o to chodzi, bo dawać coś z siebie wzajemnie, uzupełniać się, być dla siebie inspiracją itp. Zgadzam się, że to nie najlepsze określenie, ale czasami tak jest, że lubimy z kimś przebywać, bo daje nam dobrą energię, pozwala naładować baterie. 🙂

          1. “Nie bądźmy tacy interesowani”, właśnie że bądźmy. Osoba która marudzi jest tu najbardziej interesowna, wiec i my pilnujmy swojego interesu a tym jest nasze samopoczucie. Marudząca osoba próbuje zaangażować nas w przeżywanie swojego życia, szuka kogoś kto wysłucha jej męczącego ględzenia zazwyczaj na tematy wszelakie.
            Często nie musisz nic jej doradzać, nie musisz próbować podnieść jej na duchu – wystarczy że słuchasz, kiwniesz głową – w zasadzie zazwyczaj to co masz do powiedzenia nie ma większego znaczenia bo marudzącemu nie o to chodzi żeby wysłuchiwać cudzych mądrości, a nie daj Boże skorzystać z cudzych rad. Marudzie chodzi o
            jakiekolwiek zainteresowanie. Wygłaszane na głos żale często służą jej do usprawiedliwiania przed samym sobą i przed światem zakamuflowanego cierpienia które w sobie nosi a z którym nie chce nic zrobić. Co innego gdy ktoś przeżywa w życiu
            rzeczywistą tragedię i potrzebuje wsparcia,
            a co innego gdy ktoś robi tragedię z rzeczy na które ma wpływ ale nic z nimi nie robi bo to wymagałoby wysiłku. A łatwiej jest się poddać.
            To z jakimi ludźmy przebywamy ma wpływ na nas samych i na nasze myślenie – czyli ma wpływ na nasze życie. Z ludźmi pozytywnie nastawionymi do życia jest tak że kiedy się spotykają. to nie jest to
            jednostronne wysysanie cudzej mocy, tylko wspólna wymiana pozytywnej energii i to jest wspaniałe. Dlatego warto wybierać tych z którymi czujemy się dobrze.

  2. 🙂 Marudy to takie pijawki wysysające całą energię, zapał i chęć do życia. Masz rację – takich trzeba unikać jak zarazy, gangreny, malarii czy wenezuelskich seriali 🙂

  3. Ja sie dowiedziałam od mojej koleżanki, ze to ze mną nie mozna wytrzymać bo mój optymizm jest wkurzający. Banan na twarzy i optymizm tez jest wkurzający. Ale sorki mnie sie tak lepiej idzie przez życie. Uważam, ze narzekanie w niczym mi nie pomoże trzeba wymyślić sposób zeby było lepiej. Choć przyznaje ze nie zawsze tak sie da.
    Czyli chyba znów umiar wskazany?

    1. Zgadzam się z koleżanką 🙂 Czasem nic bardziej mnie nie wkurza niż widok zadowolonego człowieka 🙂 Jedyna modyfikacja genetyczna człowieka, którą bym poparła z czystym sercem i sumieniem to gen umiaru we wszystkim 🙂

      1. Jestem optymistką. Życie mam takie, że jak zacznę odpowiadać na cudze pytania, to robi się pytającym bardzo smutno. Pytają o mnie. W moim życiu są inni. Przecież nie żyję na bezludnej wyspie.Ani w innej izolacji. Widząc, co się dzieje, zaokrąglam odpowiedzi. I o to rozmówcom chodzi. Wcale nie chcą żadnej prawdy co, którzy żądają Prawdy, chcą słyszeć krótko o sukcesach, żeby być zdopingowanym przez ducha konkurencji, żeby on ich motywował ponownie. Adrenalina jest potrzebna, sensacja, itp. Idzie im o siebie i żeby móc się wygadać. O, naiwni, naiwni…
        Przyjaciel to ten kto akceptuje, daje czas, wysłuchuje. Nie ocenia. Proszony o radę – odpowie szczerze. taki ktoś jest cenny i można mieć do niego zaufanie, ze zatrzyma wszystko dla siebie.

        Anegdota : Spotkali się Optymista i Pesymista.
        Pesymista mówi: “Oj, jest już tak źle, że gorzej już być nie może !”
        Na to Optymista: Może, może.Widzę, że może być gorzej.”

    2. Ja również w swojej dawnej pracy nie byłam zbyt lubiana przez koleżanki z którymi dzielilam pokój , przy czym słowo ” nie lubiana ” to bardzo delikatne określenie tego, co wyprawiały. Drazniło je dosłownie wszystko : mój wieczny optymizm , uśmiech , życzliwość dla innych , nie uzalanie się nad sobą mimo ciężkiej choroby i na każdym kroku udowadnianie, że jestem od nich 1000% razy glupsza. Jedna z nich była wyjątkowo toksyczna. Od rana do popołudnia ciągle nieszczęśliwa , niezadowolona , zawistna , obgadująca wszystkich dookoła. Koszmar. Teraz jestem na rencie ale koszmar pracy z nimi czasami powraca w snach. Najgorszemu wrogowi nie życzę.

  4. Tez mam czasem dzień na marudzenie ale wbrew temu co opowiada Futrzaty, zdarza to się rzadko. Tylko w wybitnie parszywym nastroju kiedy bezsilność bierze górę. Mam natomiast koleżankę, której unikam jak ognia. Zawsze źle sie czuje, nikt jej nie docenia, zawsze przemęczona bo ona ma tyyyle pracy ( brak męża, brak dzieci, wieczny bałagan zastały juz w domu) , każdy ma wszystko za nią załatwić, bo jak już się zna na tym internecie to niech jej kupi na Allegro jakieś fajne buty, jak będzie przeglądął- wiadomo, wszyscy mają czas tylko nie ona. A równocześnie przekonanie o swojej wyższości i wybitności przekracza poziom normalnego myślenia… Uff, kończę bo mnie szlag trafi!

  5. Jest jeszcze taki typ marudy, która robi z siebie wieczną ofiarę – tego nie lubię najbardziej. Pierwsze słowa to jak jej ciężko – pracuje ponad siły, wszyscy są przeciwko niej, tyle robi dla innych, a nikt nie docenia, musiała znów tak wiele zrobić, w tym jej tak ciężko, w tamtym jej tak ciężko i tylko chce żeby wszyscy się nad nią użalali…

    1. Właśnie taki miałam na myśli, bo wydawało mi się, że wszystkie marudy zawsze są ofiarami. 🙂 Zawsze im ciężko, innym spada z nieba, a one biedaczki muszą ciężko harować i potem cały świat jeszcze musi im współczuć. 🙂

    2. Oj, pracuję z taką osobą. Nigdy nie widziałam na jej twarzy uśmiechu. Jest wiecznie niezadowolona. Idąc do szefowej, ma już w zapasie łzy – dzięki nim osiąga wszystko, co chce. Jest zazdrosna o wszystko. Usłyszałam od niej, że jesteśmy z innej bajki, bo rozmawiam ze wszystkimi w pracy i ze wszystkimi żyję w zgodzie. Najgorsze jest to, że panna jest kapusiem, kłamczuchą i typowym wampirem energetycznym. Nie rozmawiam z nią od dłuższego czasu i wykreśłiłam ją ze znajomych.

  6. Niestety nie znam skutecznego sposobu na marudy i zastanawiam się, czy ktoś go w ogóle zna 😉 Mnie też czasem zdarza się marudzić, ale ostatnio dużo mniej, bo wiele mnie cieszy, dużo się zmieniło. Wcześniej jednak starałam się cieszyć tym, co mam. Nie jest to łatwe, bo jesteśmy tak skonstruowani, że łatwiej nam dostrzegać negatywy, a pozytywy trzeba nam palcami pokazywać 😉

  7. Wiem jak to jest mieć marudę 24h/dobę. Wiem, bo taka jestem. A skoro wiem, jak ciężko wytrzymać z taką osobą, staram się innym oszczędzać kontaktu ze sobą. Marudzę sobie na blogu i kto chce – zawsze może przerwać czytanie 😉 I nie, nie marudzę na to, że mało kto mnie czyta. Piszę, bo odczuwam chęć pisania.
    I znam taką jedną marudę i czasem fajnie tak nam jest sobie nawzajem pomarudzić. Ale to działa o ile się nawzajem siebie lubi. W przeciwnym razie – przychylam się do opinii, że najlepiej zgubić numer… zwłaszcza kiedy się samemu zmienia właśnie nr telefonu.

      1. Dla mnie jednym z bardziej marudzących wpisów był ten, w którym pisałam o pieczeniu placka ze śliwkami. I aż się dziwiłam, że nikt tego nie zauważył 😉
        W mowie niestety ton robi dużo. Dużo za dużo. Więc pozostaję przy słowie pisanym i o audioblogu nawet nie myślę 😉

  8. Niechcący zawsze pogonię marudę. Przeciwstawiam jej moją wizję zdarzenia. Ona – “jaki on upierdliwy”, a ja jej – “zazdroszczę ci tak fajnego męża”. “Praca mnie wykończy”, to ja – “zmień albo mi tu nie narzekaj”. I tak po chwili maruda przestaje marudzić, bo ja jakaś niewyrozumiała jestem. Teraz to idzie ekspresowo. Ona mówi “mam krzywe nogi i orli nos”, a ja jej na to “mam raka, upierdolili mi cycka i wyglądam seksownie w nowej bieliźnie”.

  9. osobiście nie znam nikogo kto by ciągle marudził- a może jakoś automatycznie nie zwracałam na to uwagi? pewnie, że to byłoby mocno irytujące, w duchu też mam czasem czarne myśli i obawy- ale na zewnatrz staram się tego nie pokazywać, dlatego jestem odbierana jako osoba pozytywna choć czasem w sercu mam ulewe łez. Ciężko mi odpowiedzieć na pytanie jak sobie radzić z marudami- ale myślę, że najlepiej zgasić ich jakimś dobrym tekstem albo pokazać lepsze strony- może podejść do tego indywidualnie, na każdego pewnie co innego zadziała 🙂

  10. Wogóle to dziś znalazłam Twojego bloga- możliwe że będe tu cześciej zaglądac ( lubie czasem poszperać na necie, szukałam własnie blogu bardziej gospodyni domowej:)) jako, że własnie taką jestem -żoną od półtora roku i mamą od 10miesięcy- ale dopiero teraz po prostu dojrzałam i chce lepiej, bardziej,wiecej poświecić sie swojej obecnej roli- wcześniej jako aktywna kobieta, mająca tysiąc omysłow na siebie i ciesząca się z zycia – nigdy nie miałam żadnych nakazów, zakazów itp- choć z pracy zrezygnowałam to nie czułam sie w pelni dobrze jako kura domowa, ostatnio jednak czuje , że powinnam ten wyjatkowy czas bardziej wykorzystać- i teraz wyjątkowo nie myśle o pracy, karierze, wyjazdach- cała swoja aktywnośc próbuje przelać na dom i rodzinę, chce – poki będe w domu stworzyć wyjątkowo cieple, rodzinne ognisko domowe, zadbać o męża i synka, znależć ciekawe pomysły na kulinaria, sprzątanie i inne domowe dziela 🙂 szukam inspiracji, moze mi coś polecisz? 🙂 pozdrawiam cieplo

    1. Trudno mi coś polecić, bo mój blog trochę zmienił kierunek. Powstał, bo z powodu przeprowadzki musiałam się zwolnić z pracy i czułam się właśnie jak kura domowa. Miałam zamiar właśnie o tym pisać, ale okazało się, że blog żyje własnym życiem, a dodatkowo dał mi taką energię, że można góry przenosić. 🙂

  11. nie wiem, czasami sama marudzę, potem cieszę się, ale odwieczne marudzenie na wszystko bywa jednak męczace….zawsze śmieję się, niestety, maruderowi w twarz..bo i takich znam, cokolwiek, by się nia działa.- stęk, bleh….więc rzucam kontrę w postaci żartu, a bezczelna bywam 😛 😀

  12. Sposób? Chyba tylko nie reagować. W ogóle. To jak z małymi dziećmi, które też pięknie manipulują rykiem (jak się w końcu przestanie słuchać i reagować, to podmiot zmieni swoje postępowanie, żeby w inny sposób zwrócić na siebie uwagę. Może tym razem głośnym śmiechem? Byleby znowu też nie za głośnym…)

  13. Marudzenie to taka cecha narodowa Polaków:) Ja marudzę nie przeczę ale co za dużo to nie zdrowo. Najgorsze są momenty kiedy ktoś pyta mnie o pracę zawodową. Mówię, że lipa i chcę uciąć temat…a wtedy zaczyna sie litania z drugiej strony i weź człowieku nie narzekaj 🙂

  14. nie mam pojęcia co z takimi ludźmi robić… więc ich unikam, uciekam od nich i zmykam

    kilka takich osób napsuło mi w życiu krwi i zniszczyło kilka planów, jakieś marzenie… boję się ich panicznie, zwłaszcza, że mam wrażenie, że często oni zarażają swoim marudzeniem, a ja mam w tym spore pole zasiane realnymi i niewyimaginowanymi powodami, więc jak przypadkiem złapałabym takiego wirusa to koniec… zwłaszcza, że z natury nie jestem ani nazbyt radosna, ani wylewna… więc na prawdę się boję takich marud… a czasem… czasem jak nie mam sposobu by ominąć, to tupię nogą i każę im zamknąć buzię (częściej w wersji: stul ten pysk bo nie masz pojęcia co to są prawdziwe problemy kretynie/kretynko)… są w tak ciężkim szoku, że przynajmniej na jakiś czas się zamykają i sami szukają sposobu, aby się raczkiem z mojego otoczenia wycofać…

  15. Sa ludzie którzy lubią marudzić i mimo podsuwanych pomysłów na rozwiazanie problemu oni poprostu musza pomarudzic chyba nawet nie chodzi o rozwiazanie problemu ale na pouzalanie sie.

  16. Mam w pracy taką marudę. Jestem nauczycielką. Pani ta pracuje jako logopeda. Ciągle marudzi, a to za mało papieru ksero, a to “dyrektor” znowu coś wymyślił. Ciągle coś jej nie pasuje. Chyba taki typ. Ja zazwyczaj milczę. zdarza się jednak, że krótko ripostuję i ona przestaje. Szkoda życia na takie “pierdoły”. !!!!!!!!

  17. A ja jestem marudą. Marudzę od kiedy pamiętam. Nie potrzebuję pocieszania ani użalania się nade mną. Potrafię się z siebie i swojego marudzenia śmiać. I rozumiem inne marudy, lubię sobie z innymi marudami pomarudzić. Apeluję do wszystkich tu o odrobinę tolerancji. Sztuczna wesołkowatość, udawany optymizm i obnoszenie się z własną zaradnością potrafią być równie męczące. Z takimi osobami ciężko nawiązać bliższą relację.

  18. To ja sprzedam tu ostatnio znaleziony cytat
    “Rozżalenie jest jak picie trucizny i czekanie, aż kto inny umrze”.

    Nie ma sposobu na narzekaczy, powinni iść na terapię lub wyjechać do biednych rejonów świata, by dostrzec prawdziwe dramaty ludzkie, a nie te ich banały na które narzekają…

  19. Tak jakby to o moim mężu było. Kiedyś się przemowałam teraz odwracam się na pięcie i mówię żeby przestał truć dupę. Bywa, że działa. Nawet całkiem często ale, fakt, znajomych nie mamy.

  20. Sama jestem z tych co pomarudzic moze nie lubia…ale marudza.Z taka mala uwag,aze zdaję sobie sprawe z faktu,ze marudze, ze przesadzam,wyolbrzymiam problemy,swiat w czarnych barwach i ogolnie beee…ale tez mam momenty refleksji i w sumie…moja wiecznie marudzaca znajoma usiwadomila mi, wlasnie przez swoje wieczne marudzenie jakie to okrutne i męczące i dla samej osoby marudzacej ale tez dla osob wokół.Postanowilam wiec cos z tym zrobic…jest to ciezkie,sa jeszcze dni zalamki ale ogolnie nauczylam sie,ze jak mam czesto odruchowo,bezsensownie marudzic-gryze sie w jezyk…i jest lepiej.Swoje mysli kieruje w bardziej pozytywnym kierunku i choc czasem mnie ściska w dołku-robie wiele by nie skupiac sie na swoich zalach…to chyba jest ten “lek” o ktory pytacie. Wrcając do znajomej-mialam z nia “przyjemnosc” pracowac. juz od rana opadaly mi skrzydla i zadna kawa nie pomagala…a jeszcze jak dzien byl szary i deszczowy to nic tylko sznura szukac…juz z nia nie pracuje,widuje sporadycznie. Choc moj maz jest chrzestnym jej dziecka-ograniczam ta znajomosc i unikam jak ognia…nie moge sluchac ,jak to ona sama nazywa ” bijcenia”..wieczny placz,wisielczy glos, lament w glosie,ona postury malej,bladej anorektyczki…smetna i marudna…a bo nieogarnia, a bo zmeczona, a bo przepracowana,a bo ma trojke dzieci i ciezko,a bo z kranu kapie,a bo balagan ma w omu,a bo nadmiar zajec itd itp ….a prawda jest taka,ze jesto ososba strasznie chaotyczna,niezorganizowana,ktora uzywa wciaz slow “msze”, “powinnam”,Zrobie….i poza tym nic kompletnie nie wynika…nie sprzata, nie opiekuje sie specjalnie dziecmi, nie wprowada zadnych zmian…tylko wciaz marudzi co strasznie wypala psychicznie i meczy.Po takim spotkaniu z nia jestem cala spieta,zestresowana i wymeczona, jakby ktos wyciagnol mnie z pralki ustawionej na funkcje wirowanie ….

  21. nie mam sposobu na radzenie sobie z marudami, ale wiem o czym mówisz.. moja babcia jest taka marudą.. nie moge tego zwalic na karb wieku (88lat) bo od kiedy pamiętam ona była marudą, zawsze skwaszona mina nawet zmarszczki przy ustach ma takie w dół i usta w kształt podkowy.. malo tego że marudzi to narzeka na wszystkich dookoła, zwłaszcza na jej dzieci, wnuki, ciagle.. na swoje zdrowie życie, faktycznie potrafila cała rodzine zmanipulowac bo my wszyscy skakalismy kolo niej żeby wreszcie byla zadowolona, żeby sie usmiechnela, żeby doceniła, a ona widzac to potrafila tak dosadzić komus, że rece opadały..teraz oddalismy ją do domu opieki nie dalismy rady.. 13 lat od smierci dziadka ciagle sie nia zajmowalismy, ani jednego dnia nie była sama.. doprowadziła do tego że każdy miał dosyc.. Wiem tylko tyle, że nie chce byc taka na starosc 🙂

    1. Niestety, wiem, jak to jest. Ze starszymi osobami nie jest łatwo. Mam w domu 90-letnią babcię i też czasami się zastanawiam, czy wytrzymam. Póki co na szczęście daję radę.

      1. Mam nadzieje Aniu ze wytrzymasz, ja nie wytrzymałam z moja mama ale wciąż sie zastanawiam ze moze to ja miałam za mało cierpliwości i tolerancji. I rozum mówi jedno a serce co innego. Ale miałam tylko jedno wyjście poświecić małżeństwo i własne zdrowie albo byc córka w mniemaniu mamy i tak wyrodna bo to ona poświęciła sie dla dziecka a moim obowiązkiem jest zadbać o nią.

        1. To prawda, że czasami stawia się na szali albo własne małżeństwo albo opiekę nad staruszkiem. Jeszcze znam to z opowieści, ale wiem, że tak się dzieje.

  22. Jeśli jest to depresja, to spróbowałbym rozmawiać, a jeżeli to nie pomaga i sprawa wydaje się nieracjonalna, kierować w stronę psychologa, bo może się pogłębiać i zrujnować człowiekowi życie.

  23. Każdy ma gorszy dzień i zdarza się mu marudzić, czy wtedy, kiedy życie nas przygnie do ziemi. Wystarczy wysłuchać męża, koleżanki, przyjaciółki czy siostry i wesprzeć dobrym słowem. Ale codzienne marudzenie na wszystko i wszystkich dookoła jest nie do wytrzymania. Miałam to w domu rodzinnym, moja matka non stop krzyczała, zawodziła i narzekała, nigdy z niczego się nie cieszyła. Ojciec miał jej dość, uciekał w alkohol i myślę, że był nieszcześliwy w tym związku. Dzisiaj już go z nami nie ma, umarł nie skończywszy 57 lat, a moja matka jest taka jak była. Ma narzekanie wypisane na twarzy. Od takich osób należy uciekać, gdzie pieprz rośnie. Trzeba pamietać, że po każdym niepowodzeniu, zawsze wychodzi słońce i że będzie lepiej. Pozdrawiam:)

  24. Moja przyjaciółka cały czas narzeka, ale nie przeszkadza mi to, bo wiem, jak cholernie jej ciężko. Jest po prostu bardzo poważnie chora. Wspieram ją, jak tylko mogę. Ale miałam też sąsiadkę, której nic nie brakowało, a i tak cały czas marudziła, że właściwie po co żyć, bo i tak zakopią. Nie cierpię takich osób.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie!
    http://moje-zycie-z-nia.blog.pl/

Pozostaw odpowiedź sloneczko010981 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *