Ach, te katoliki

Dzisiejszy temat postu sam wczoraj zapukał do moich drzwi. Trochę mnie zaskoczył, bo oderwał od pracy. Terminy gonią, wydawca czeka, więc zawzięcie wklepuję literki.

Kiedy siedziałam pogrążona w pracy, zadzwonił dzwonek do drzwi. Popędziłam na złamanie karku.

chlebOtwieram. Patrzę, ale widok mam raczej marny. Facet z reklamówką, więc wszystkie lampki zapalają się na czerwono i już się domyślam kto to i po co dzwoni do moich drzwi. Mamrocze coś pod nosem. Dopiero po kilkunastu sekundach wyłapuję pojedyncze słowa. Mówi, że jest chory, że nie może pracować, więc potrzebuje NA chleb.

A chleba przecież się nie odmawia.

– Nie dam panu pieniędzy, ale mogę dać chleb. Akurat mam świeży, prosto z piekarni – mówię, bo co jak co, ale chlebem można się podzielić. Mam też bezglutenowy, ale tego panu nie proponuję.

– Ku.wa!!! Jebane katoliki! – facet krzyczy. Widać, że nerwy mu puściły. Ze złości kopnął jeszcze barierkę przy schodach i szybko uciekł. Tak pomykał po schodach, że trudno było uwierzyć w jego chorobę. Ponadto wyglądało to tak, jakby wystraszył się, że dostanie chleb, więc wziął nogi za pas, zanim dokonałam dobrego uczynku.

I przyznam, zamurowało mnie. Potem dopiero rozśmieszyło.

Nie daję pieniędzy ludziom chodzącym po domach. Uważam, że to zły sposób na pomaganie, tym bardziej że większość to naciągacze (dziwnym trafem sami faceci), niestety, ulegam stereotypowi i stwierdzam, że zbierają na wino. Jeżeli by byli głodni, wzięliby chleb.

0 myśli na “Ach, te katoliki”

  1. Robię tak samo , z tym ,że pewnego dnia przed sklepem gdzie robiłem zakupy pewna kobieta w średnim wieku mnie prosiła ,ze jest głodna więc ją zapprosiłem do sklepu , coś tam wpadło do koszyka i jak zapłaciłem rachunek przy wyjściu pewna pani z obsługi powiedziała mi ,ze osoba którą wspomogłem tę żywność przygotuje jako zakąske do wódy dla swoich kompanów i dla siebie

      1. Nic nowego pod słońcem,nie daję zadnym,proszacym jak kiedyś dzieciak mnie zaczepił mówiąc że jest głodny ,daj pani pięc zł. miałam drożdzówki myślę to mu dam jak taki głodny,to wiecie co mi powiedział?!Zupełnie dobrze po polsku chociaż polakiem nie był,zebym sobie te drożdzówki w d.. wsadziła,

    1. 🙂
      ja miałam tak samo.
      Tylko pytanie jak odróżnić prawdziwie potrzebujących od tych co piją ?
      Kiedyś dawałam “odprowadzić wózek na zakupy” na parkingu pod hipermarketem ale teraz jak już to daję coś ze swoich zakupów.

      Mimo tego, że spotkałam się ze śmiechem “a co ja z tym zrobię” po tym gdy dałam kupioną świeżo paczkę makaronu po usłyszanej prośbie, że mogłabym dać chociaż makaron :)))
      Co za brak logiki a może myślał, że akurat makaronu nie kupiłam

      Tak swoją drogą ciekawa jestem ile “zarabiają” tacy ludzie

      Pozdrawiam,
      http://odchudzaniejestproste.pl/

      1. Ci, co chcą pomocy idą do ośrodka w którym są specjaliści potrafiący pomóc w wyjściu z niezaradności życiowej, bezdomności i nałogów.
        Te ośrodki naprawdę są doskonale przygotowane do pracy z takimi ludźmi. Nie braknie tam ani jedzenia ani ubrań.

        Nigdy, ale to przenigdy nie wolno dawać pieniędzy żebrzącym.

    2. Trudna sprawa z tym pomaganiem. Ale głodnego trzeba nakarmić a nagiego ubrać.
      Kiedyś w klasie mojej córki , była dziewczynka o bardzo trudnej sytuacji rodzinnej. Sama matka z 6 dzieci, mieszkanie w kamienicy. Dziecko nawet ładnie ubrane, mama przychodząca na wywiadówkę troche przestraszona , wycofana i za wszystko przepraszająca. Nie wiem jak to się stało ale zaproponowałam jej ubrania po córkach, które jej zawiozłam. Będąc juz u niej zobaczyłam ogrom biedy i problem głodu, zrobioną przez 11 letnią wtedy najstarsza córkę pizzę na kolacje, suchy placek z kawałeczkami wędliny którą mnie poczęstowaly. Jedna paczka zapałek oszczędzania tak jak i gaz i wszystko w tym domu. Okazało się ze ta Pani dość nieumiejętnie korzysta z pomocy socjalnej, wstydzi sie i korzysta z totalnego minimum. Chyba w jakiś sposób napedzilam fale pomocy tej rodzinie. Chociaż finał wcale mnie nie zadawala. Rodzina upośledzona społecznie przez kobietę uzależnioną od swego Pana i władcy, który zostawił ja dla innej kobiety jak ta była z 6 dzieckiem w ciąży ( ja poznałam ją jak dziecko miało z 1,5 roku ). Pan ten ( malarz pokojowy , remonty ) w tym okresie dawał jej 70-150 zł na dzieci miesięcznie i zakazywał rozpoczynania sprawy o alimenty. Korzystał wtedy z jakiegoś wsparcia dla małych firm i kupił samochód w leasingu ( a babka do której poszedł mieszkać była samotna , mająca własny dom pod miastem) . Ale wracając do tematu, z innymi rodzicami zorganizowałam paczki żywnościowe (3 razy) porządne i duże, konserwy, płatki śniadaniowe , powiadomiłem pomoc w szkole, rodzina zaczęła dostawać paczki pomocowe. Trwało to z rok , Panią wyedukowalam , zaczął pomagać jej tez adwokat
      ( z urzędu) aby usprawniła swoją postawę życiowa , tzn alimenty od męża itd. I tutaj zaczął się problem, bo ten tatuś , mąż nie mógł się z tym pogodzić, że rujnuje mu firmę , zaczął przekupywać dzieci , nagle ubiegając je w h&m i cóż Pani zrobiła wybaczyła . Pan wrócił” chyba” bo tamta go wyrzuciła . Znam tà sprawę od podszewki od tej biedy, która zobaczyłam. Dzisiaj tez bym pomogła ale rodzina jest dalej dysfunkcyjna. A dzieci zaniedbane w kwestiach dojrzałości społecznej. Ale to bardzo skomplikowana historia .

  2. Mam podobne przemyślenia. Pieniędzy nie daję nikomu. Zdarza mi się natomiast dać jedzenie. Kiedyś taki fioletowy pan z partnerką zaczepili mnie przed wejściem na bazarek warzywny. Chcieli pieniędzy. Na bazarku za dosłownie kilka złotych kupiłam pomidory jabłka chleb i kiełbasę. Pan mi bardzo dziękował, że pierwszy raz od dawna będzie miał czym zagryźć “śniadanie”.
    Jednak czasem kilka ciepłych słów za propozycję takich darów usłyszałam.

      1. ja też nie , ale taka szczerość mnie rozbraja. Wolę to, niż opowiadanie pierdoletów, że chce na chleb. A jak już raczy wziąć ten chleb, to i tak wyrzuci go za rogiem

  3. Ja też kupuję cos do jedzenia, picia czy cały posiłek z ciepłą herbatą itp. potrzebujacy nie odmówi. Inny pewnie zbiera na coś mniej szlachetnego. Tak uważam.

  4. Klik dobry:)
    Czasem i jedzenia szkoda. Na moim osiedlu zmarł człowiek, który wcześniej wystawał pod sklepem i zawsze prosił o kilka groszy na bułkę. Ludzie – zamiast dawać pieniądze – kupowali bułkę i coś do bułki. Kiedy zmarł, w jego mieszkaniu stwierdzono stosy, wprost góry jedzenia – w tym niepoliczalne ilości bułek – na każdym centymentrze kwadratowym powierzchni, nawet pod łóżkiem. To może już lepszy taki, co od razu przeklnie, to przynajmniej chleb się nie zmarnuje, o!

    Pozdrawiam serdecznie.

      1. Bo ja wiem. Taki człowiek wystający pod sklepem prosi o pieniądze na chleb, bo to akceptowalne. I często w zamian dostaje chleb. Czyli ma żyć samym chlebem?
        No i stoi taki dalej, bierze ten chleb żeby sobie PRu nie psuć, a zbiera choćby na rachunek za wodę żeby ten chleb popić.
        Kilka razy rozmawiałam z takimi osobami – pieczywa mają pod dostatkiem, a stoją zbierając z różnych powodów.

        1. Chleb, obkład do chleba, margarynę, mleko, gorący obiad, herbatę dostanie nawet osoba pod wpływem alkoholu w ośrodkach zajmujących się pracą z bezdomnymi. Pijanym nie wolno tylko nocować.

          On po prostu liczy, że ktoś nie będzie chciał mu kupić chleba i da kilka złotych by sam sobie kupił.

  5. Mądrzy ludzie znajdują sposoby i na tych dobrych, co to się chlebem chcą dzielić. Ale to trzeba nie po domach chodzić, tylko na jakimś targowisku nagabywać. Po prostu proszę panią o kupno dwóch bochenków chleba. W końcu ktoś się trafi i kupi. No to ja dawaj z tymi bochenkami do sprzedawcy i mówię, że ta pani to mnie źle zrozumiała, bo ja chciałam jeden chleb.i ten drugi to ja zwrócę.
    No niestety, widziana przeze mnie historia nie zakończyła się happy endem. Wredna sprzedawczyni nie pierwszy raz już z tą panią miała do czynienia i stwierdziła, ze pieniędzy to ona na pewno jej nie da.
    Ech, nie mają ludzie zrozumienia dla chorych. Tak, chorych, bo alkoholizm to też choroba.

  6. A mnie to kazdy kto zaspiewa,zaraz wzrusza Najchetniej daję drobne sumy różnej maści grajkom i śpiewakom na ulicy,na rynku itp.A raz to nawet kupilam płytę od pewnego gitarzysty-latynosa:-) Na blogu pisałam nie tak dawno o starszej pani,która zadzwoniła do bramy i wyznała, ze jest głodna. Dalam jej jedzenie,ale stwierdzila,ze nie ma na busado miasta.Stwierdzilam,ze dam jej kilka drobnych bo była uprzejma.A ty,Aniu,widac na pijaka-ateiste trafiłaś Zdarza sie. i jeszcze ci sie oberwalo. niemiłe doświadczenie.

      1. 1) Kiedyś grali nam pod oknami i fałszowali niemożebnie. Matka dała im forsę, żeby już sobie poszli grać gdzie indziej a oni z wdzięczności jeszcze trochę pograli 😉

        2) Może ateista a może – co gorsza – heretyk! Jego bracia i siostry w wierze od razu wiedzę jakiego to chleba naszego powszedniego taki człowiek szuka – może być domowy, na drożdzach robiony, może być żytni albo luksusowy z ziemniaków ale absolut!nie NIE z piekarni. A takiemu katolowi to jak o chlebie powiesz to od razu tak jakoś dosłownie traktuje 😉

        1. Troche przesadzasz. Wy katolicy strasznie sie oburzacie , gdy sie drwi z waszej religii. Natomiast sami bezlitosnie ofsadzacie wszystkich innych. Jestem tzw heretyczka. I co ? Myslicie ze jestem od was gorsza?, ze ta pijacka patologia to poklosie mojej wiary. Nie spotkalam nigdy tylu zakalmanych “swietych”-co w religiach typu katololicyzm czy islam. Dajecie sobie prawo do zrzucania wszystk8ch nieprawych rzeczy na ateistow I na nas. A ja wam cos powiem. Ja wspomagam proszacegk nie wnikajac na co te pieniadze zuzyje. Nie moja to rzecz go oceniac. Moze nie ma sily zyc inaczej?, oceniacie ludzi ze swojej perspektywy-cieplego domku I jako takiej stabilizacji . Ja sie nauczylam nie oceniac ksiazki po okladce I kilku linijkach wstepu… zeby poznac czlowieka I jego problemy-trzeba przeczytac cala ksiazke. Ksiazke jego zycia a nie tylko biblie.

  7. Właśnie przez takich ludzi ciężko jest zmusić się do pomocy potrzebujących. Można przecież wpłacić pieniążki na fundację charytatywną, która pomoże potrzebującym, którzy się zgłoszą. Przynajmniej mam większą pewność, że zostaną dobrze wykorzystane.

  8. Zainspirowałaś mnie do napisania komentarza Aniu, gdyż ostatnio znalazłam się w podobnej sytuacji. Byłam z koleżanką na kawie, gdy nagle podchodzi do nas człowiek w szlafroku i kapciach ( bez spodni) i prosi o 20 groszy. Nie miałyśmy akurat drobnych przy sobie, więc popatrzył na nas, zapytał się ile kawa kosztuje, przeliczył drobniaki jakie miał na dłoni i sobie poszedł.Popatrzyłyśmy z koleżanką i nagle ni stąd ni zowąd mówię do niej “no to, składamy się?” Pokiwała głową “leć po niego”… i tak dałyśmy mu chyba z piętnaście złotych, bo więcej nie miałyśmy… Zaczął płakać, opowiedział nam całą historię swojego życia, że jest bezdomny od 5 lat,od kiedy jego córka wyrzuciła go z domu… Kelnerka chciała go wyrzucić ale się przeciwstawiłyśmy. Wycałował nas po rękach. Wychodząc z kawiarni widziałyśmy, że kupił sobie loda , bułkę i grzane piwo… mógł usiąść w tej kawiarni przy stoliku. Jeszcze raz chciał nam podziękować… dostał dobre słowo i troszkę gotówki. Sama nie popieram dawania pieniędzy, ale tym razem przynajmniej widziałam, że kasa nie poszła na marne. Jednak to smutne, bo zdaję sobie sprawę, że takie postępowanie nie rozwiązuje problemu 🙁 Nie mniej jednak cieszę się,że choć jednemu człowiekowi mogłam dać możliwość uśmiechu przez łzy… Blog Twój dodaję do ulubionych i pozdrawiam Cię serdecznie oraz zapraszam do mnie 🙂

      1. Ja daje nieraz pieniążki albo jedzenie,choc mam niewiele.Mysle,ze jezeli obdaruje dziesięcioro a głodny naprawdę był tylko jeden to i tak dobrze.Myślę , że prosić to też straszne upokorzenie i trzeba mieć odwagę.A nuż “tam gdzieś”będzie mi to zaliczone……

    1. Jest bezdomny od 5 lat, ale na to by pójść do ośrodka, otrzymać pomoc, pracę i mieszkanie (bo pracujący bezdomny dostaje przydział lokalu socjalnego od miasta) jakoś nie wpadł?

      Kasa poszła na marne, bo w niczym temu człowiekowi nie pomogłaś – wręcz wepchnęłaś go w pętle bezradności.
      Jutro będzie żebrał u następnych ludzi na kolejne grzane piwo.

      Prawdziwa pomoc to rozmowa, zaproponowanie ośrodka i jak wyrazi zgodę to zadzwonienie po Straż Miejską by go odwieźli.

  9. Zgadzam się z Tobą w 100%. Ja też jeśli chcę pomóc, to zazwyczaj daję jedzenie, a nie pieniądze. I po reakcji takiej osoby od razu wiadomo czy ktoś kłamał czy mówił prawdę.

  10. Do mnie przed świetami przyszedł pan i poprosił o jedzenie, wręcz zastrzegł ze nie chce pieniędzy tylko jedzenie zeby dzieciom święta zrobic.
    Dostał nawet kilka słoików z przetworami zeby miał na dłużej. Aha i jeszcze powiedział ze poczeka przed drzwiami, żebym sie nie bała, ze chce mi zrobic cos złego

    1. Do domu to ja nigdy nie wpuszczam. Jak się zdarzy ktoś, kto chce jedzenie, to proszę by poczekał i zawsze przekręcam drzwi na klucz. Jakoś nie ufam ludziom. 🙁

  11. Robię podobnie, choć nawet przed daniem jedzenia się wzbraniam czasami, bo pamiętam jak Cyganka cisnęła ze złością do kosza bułki które jej dałam po tym jak jękliwie żebrała o pieniądze na jedzenia dla dziecka…

  12. I tu napisze, ze w tym bractwie… sa tez kobiety. U nas taka narkomanka z laska chodzila po domach, a niedawno widzialam ja na stacji benzynowej… tam nikt nie chce jej dawac jedzenia…

  13. Dawanie żebrakowi jałmużny to tylko i wyłącznie uspakajania własnego sumienia, że się przeszło obok niego obojętnie ! Nic nie dawać ! Zacząć się szanować !

    1. Szanowac sie majac nadzieje….ze ktos obok ciebie yez kiedys przejdzie obojetnie, bi sie szanuje. Nie badz taki pewny swojego losu. Moze ci splatac niemilego figla.

  14. Mnie kiedyś poprosiła o jedzenie starsza Pani. Kupiłam jej co chciała po czym usiadła pod sklepem i pałaszowała z takim smakiem, że myślałam, że się udławi. Żal mi się jej zrobiło. Jedzeniem trzeba się dzielić ale pieniędzmi już nie bo większość to tylko naciągacze.

  15. Kiedys i ja mialem taka sytuacje cyganka z dzieckiem prosi o pare groszy na jedzenie a ze jestem niepelnosprawny i zyje z marnej renty,postanowilem zrobic jej paczke z zywnoscia,wkladam jajka pomidory kilka bulek kawalek kielbasy i maslo mowiac ze wiecej nie mam.kobieta nerwowo bierze zapominajac o do widzenia czy dziekuje,no ale nie badzmy wymagajacy.zamykam drzwi i slysze halas otwieram i co widze oplute drzwi pomidory i jajka rozbite na klatce sch.reszta lezy przed klatka.szkoda ze jestem na wozku inwal.bo nakopal bym jej do dupy.dojezdzam do okna i co widze biedna kobiecina wsiada do golfa i odjezdza.stracilem jedzenie,dobry humor,godzine pracy na sprzatanie,wiare w takich ludzi i szkoda ze nie zapisalem tablic bo kilka godz pozniej zauwarzylem brak portwela w kurtce.PAMIETAJCIE LUDZIE CI PRAWDZIWI POTRZEBUJACY BIEDNI NIGDY NIE CHODZA PO DOMACH I NIE PROSZA BO WIEDZA ZE OSTATNIA RZECZ JAKA MAJA TO HONOR

  16. W jednym z moich postów opisuje swoje rozczarowanie ludźmi ” potrzebującymi pomocy “, którzy okazują się być takim panem z pod twoich drzwi. Również nie daje kasy ale jeśli widzę, że człowiek szczerze potrzebuje pomocy to nie przechodzę obok. Interesuje się każdym, któremu może dziać się krzywda na moich oczach nawet gdyby to miał być śmierdzący pijak ale nie pomagam pieniędzmi ,a to choćby dla tego ,że jestem zbyt biedna, by stać się kogokolwiek sponsorem. A druga sprawa, że nie chcę się stać współwinną nałogów i z nimi związanych dramatów rodzinnych

  17. Mieszkam w Belgii. Kilka lat temu zobaczyłam bezdomnego siedzącego nad kanałem blisko Lidla. Kupiłam mu 2 piwa, 2 hamburgery i dałam 2 papierosy. Poznałam go później u znajomych w czasie jego abstynencji (jak nie pil brat mu pomagał). I on opowiedział tą sytuację, że straszny kac, zero papierosa, głodny, a ja itd. Że nigdy mi tego nie zapomni. I znowu się popłakałam. A do tego bardzo inteligentny i oczytany człowiek. Pozdrawiam Cię Andrzejku

  18. Mnie zdazylo sie kilka razy pomoc. Sa naciagacze, ale sa i ludzie, ktorzy naprawde potrzebuja pomocy. Ten, ktory jej potrzebuje poprosi dokladnie o to czego mu trzeba. Bezdomni proszac o pomoc powiedza, ze np. chleb maja juz z tad czy z tad, a teraz potrzebuja czegos do chleba i od ciebie zalezy co zakupisz. Zdazylo mi sie ze zaczepil mnie bezdomny i poprosil o zakup cieplego posilku, stal obok baru mlecznego, wiec zaplacilam za jego zupe. Kiedys zapukal do nas ojciec 5 dzieci samotnie je wychowujacy, zbieral ubrania, jedzenie wlasnie dla nich. Wymienil wiek dzieci: wiec dalismy mu ubrania, kurtki z ktorych wyroslismy a mogly pasowac, wyszedl od nas z 4 torbami, nic nie zostalo wyrzucone. Facet dziekowal z lzami w oczach i nie pukal po nastepnych sasiadach. Sa rowniz naciagacze i ci przeaznie jak nie zalezy im na jedzeniu to jedzenie wyrzucaja.

  19. Kiedyś z koleżankami nie miałam gdzie zaparkowac samochodu, w pobliżu kręciła się policja więc wjechałam na osiedlowy parking, gdzie zaraz za mną zamknął się szlabam. Zalatwilysmy szybko sprawę i zastanawiamy się jak wyjechać. Firanki w oknach jak przy huraganie się ruszają. Nikt nie chce nam otworzyć. Idzie sobie do tego bloku pan z reklamowką, trochę w niej brzeczy, trochę zalatuje tanim winem, ale koleżanka pod hodzi i mówi jaką sprawą, a PAN na to” paniusiu zaraz to załatwimy chociaż ją nie mam klucza”, no i po jakiejś minucie zeszła pani i szlaban nam otworzyła. A ” porządku ludzie”nie chcieli pomóc. Wniosek nasuwa się sam – jak się jest czasem samemu w pogrzebie to się rozumie innych.

      1. Oczywiście znaku zakazu wjazdu z tabliczką tylko dla mieszkańców już nie widziałaś? Że zajmujesz miejsce mieszkającym tam ludziom i ta bramka po to jest by tacy jak Ty tam nie parkowali i nie otwarli ci właśnie z tych powodów?

  20. Ja nie daję.Już kilka razy spotkałam się z ewidentnymi naciągaczami a nie lubię jak ktoś drwi ze mnie że mnie naciągnął.
    Raz w Wielki Czwartek przyszedł taki młody bysio i mówi że zbiera bo nie ma na święta.Ja mu mówię że nie dam mu pieniędzy ale jak mi wytrzepie dywan to mu zapłacę.Odwrócił się na piecie i tyle go widziałam.
    Innym razem już drugi raz zapukała kobieta że zbiera na rehabilitację syna.Zapytałam co jest synowi i jaka to rehabilitacja.Zaczęła kręcić w końcu napluła na wycieraczkę i poszła.

  21. Nigdy, ale to nigdy nie powinno dawać się pieniędzy żebrzącym. Powie wam to każdy terapeuta pracujący w tym środowisku.
    W Polsce jeść można dostać w naprawdę wielu miejscach (Caritas, ośrodki dla bezdomnych) – nawet jak się jest pod wpływem alkoholu (nie da się jedynie przenocować).
    Pieniądze uzyskane z żebrania w 100% przeznaczone są na zakup alkoholu i ewentualnie papierosów.
    Czyli dając pieniądze wspomagasz nałóg.

  22. Ja rok temu miałam taką sytuację z kobietą, jak zamiast pieniędzy zaproponowałam żywność to nasłuchałam się wyzwisk – niech ktoś mi powie że pomagane jest łatwe. A tak na marginesie nie warto pomagać tym co chodzą po mieszkaniach bo jak raz dostaną żywność to ciągle będą nachodzić. Kiedyś mieszkaliśmy z bratem w kamiennicy i przyszedł sąsiad emeryt żeby wspomóc go jedzeniem, bo przed emeryturą itd. I tak już zaczęło się systematycznie emeryturę przepijał a jedzenie zbierał po sąsiadach.

  23. Robię tak samo, nigdy nie daję pieniędzy.Raz miałam taką sytuację, facet prosił mnie o pieniądze, bo jest głodny, zaproponowałam mu, że wejdziemy do sklepu, on wybierze, ja zapłacę i zgodził się. Oj jak mi dziękował, pomyślałam sobie, że musiał być naprawdę głodny, skoro…….
    Pozdrawiam. 🙂

  24. Ja uważam ,że świata nie zmienimy przez pomaganie w ten sposób . Najważniejsze jest żeby ludzie mieli prace, młodzi dobry dostęp do edukacji jak również prace.Wtedy może coś się zmieni

  25. Przecież gdy człowieka suszy, to choćby nie wiem jak był głodny, to mu chleb przez gardło nie przejdzie. Prędzej się udławi! Koniecznie trzeba najpierw nawilżyć i to jest priorytet! Możecie mi wierzyć, mam doświadczenie…

  26. Ja miałem juz ze 3 razy podobne pukania do drzwi – ostatnio pojawil sie chłopak, na oko 17-18 lat i mówi ze chciałby zarobic na obiad, np. wyrzuci śmieci… no to ja standardowo mówie mu zeby poczekal przed dzwiami, biore worek ze smieciami i konserwe typu wieprzowina w sosie własnym (Krakus). Daje mu do jednej łapy worek a do drugiej konserwę a on oddaje jedno i drugie i mówi “że on chciał zarobic pieniadze na obiad” To wzielem od dziada jedno i drugie i powiedziałem zeby spadał – zapewne na wino potrzebował, jakby byl głodny konserwe by wpieprzył bez zastanowienia. Jak dla mnie taka konserwa podgrzana z chlebkiem czy z makaronem moze stanowic obiad dla dwóch osób (300g wieprzowiny, ok. 90% mięsa). A nawet do wina czy wódy była by dobra przekaska i mniej zmasakrowało by mu kichy 😛 Ale podobna akcje muiałem juz ze 3 razy i nie oferuje kasy – 3/4 cwaniaczków sie w ten sposób spławia, a 1/4 poprawia stan w czasie picia bo z zagrycha mniej szkodzi 😛 Bywało ze 2-3 razy faktycznie chyba ktoś potrzebował pomocy bo z zadowoleniem brał taką konserwę i dziekował. Chleba nie proponuje bo zwykle z ośrodków pomocy czy banków zywności dostaja takie rzeczy jak chleb, kasze, drzemy, ryż czy makaron, czasem olej. A tak taka konserwa idealnie uzupełnia tamte produkty – czasem zamiast tego proponuje gulasz angielski lub golonkę, w zaleznosci co mam akurat w tzw. zapasie turystyczno – awaryjnym. KAsy nie daje niemalze nigdy – wyjatkiem sa starsi ludzie bez oznak choroby alkocholowej w wygladzie i wtedy ograniczam sie do 1-2 zł na wypadek gdyby to był naciagacz zeby ograniczyc marnowanie kasy.

  27. Moja Mama raz zrobiła parę kromek żebrzącej kobiecie, która zapukała do naszego okna. Ze świeżo kupioną wędliną. Kobieta zapamiętała, przyszła ponownie parę dni później. Dostała tym razem ze smalcem, bo byłyśmy przed zakupami. Kobieta była oburzona faktem, że nie ma wędliny i takiego g**na jeść nie będzie.

  28. Dwa lata temu,w mediach było hasło-jak masz więcej pomóż tym co mają mniej.Udałem się do GMINY-władna aby otrzymać adres osoby potrzebującej.Jestem emerytem. Ponieważ zbliżały się święta Bożego Narodzenia postanowiłem wydać około 500 zł. na artykuły niezbędne na tą okoliczność w uzgodnieniu z potrzebującymi.Wciągu 10 dni dostarczałem artykuły zgodnie z potrzebami,łącznie z żywymi karpiami.Rodzina mieszkała na wsi.Kiedy wszystko dostarczyłem,zapytałem,czemu kupują ziemniaki,kapustę,marchew, buraki czy cebulę.Oświadczono mi,że się nie opłaca uprawiać ziemi-4 hektary.Zrobiło mi się gorąco,że dałem się wyprowadzić w maliny.Skutek jest taki,że cwaniacy umieją się ustawić,a naprawdę potrzebujący skromni klepią biedę.Gminy wyjątkowo źle pracują.Siedząc za biurkiem nie maja żadnego rozeznania.A dla mnie nauczka,nie pomagaj bliźniemu jak go nieznasz.Bo GMINA ci nie pomoże.

    1. To też zauważyłam i nie mogę się nadziwić, że często ludzie nie wykorzystują ziemi, którą mają przy domu, bo “się nie opłaca”, ale prosić o pomoc, to się opłaca jak najbardziej.

  29. Ja się spotkałem z taką sytuacją, pojechałem na pocztę zapłacić rachunki, wysiadłem z samochodu a tu nagle zjawiła się obok mnie kobieta z nogą w gipsie i o kulach, i z płaczem prosi mnie o pomoc o parę złotych, że jest przejazdem w Poznaiu i złamała nogę i nie ma na podróż w drogę powrotną do domu, do Lublina,nie drążyłem tematu, i wyjąłem z kieszeni garść drobnych nawet nie liczyłem ile było złotych, i dałem wszystko,podziękowała i poszła, wróciłem do domu, mieszkam nie daleko tej poczty patrzę przez okno i przecieram oczy ze zdziwienia, widzę tą samą kobietę, bez gipsu na nodze, i zataczającą się, od tego czasu już nikomu nie daję ani nie dam ani złotówki

  30. Ja pieniedzy nie daje ale raz kobiecie zebrzacej takiej starszej pani zrobilam zakupy kupilam wedline chleb ryz jajka cherbate porcje rosolowa makaron i wiele innych rzeczy kobieta dziekowala ze lzami w oczach

  31. Miałem wiele takich przypadków. Ktoś puka, prosi o pieniądze. Grzecznie ale odmawiam. Jedzenie daję. Raz tylko zdziwiła mnie reakcja ludzi. Starsza kobieta, na oko około 70 parę lat. Stoi przede mną przy kasie w sklepie “społem”. Kasjerka podaje kwotę. Kobieta liczy drobne w portfelu. Brakuje. Odkłada mąkę. Kasjerka, że tyle i tyle do zapłaty. Kobieta odkłada dalej. Miała naprawdę tylko podstawowe produkty i nie było tego wiele. Ludzie w kolejce się patrzą i denerwują. Mówię cicho do Kasjerki, proszę to wszystko wciągnąć na mój rachunek. Kasjerka, jakby nie doslyszala. Powtarzam głośniej. Ona zdębiała. Mówię trzeci raz. Ludzie się patrzą na mnie jak na frajera. Kasjerka dołączyła do jej zakupów także moje. Zapłaciłem. Starsza kobieta nie powiedziała nic. Tylko się na mnie patrzyła. Pozostali w kolejce patrzą się na mnie jak na idiote. Wiecie co? Miałem to gdzieś co ludzie o mnie myśleli. Miałem gdzieś, czy akurat, może ta kobieta, właśnie uwierzyła Rydzykowi i całą emeryturę jemu wysłała. Szlag mnie tylko trafił wewnątrz mnie, jak zobaczyłem, że kobieta odkłada podstawowe produkty. Czasem nawet tam parę groszy jakiemuś lumpowi, który mi powiedział, że musi się napić i mu brakuje. Ale gdzie jest ten system, który tak pomaga ludziom w potrzebie? Gdzie jest kościół i gdzie są biskupi głoszący miłosierdzie? I podstawowe pytanie…. Dlaczego ludzie się dziwnie na mnie patrzyli?

  32. Niedawno moją Córkę przed centrum handlowym młody, dość ubogo ubrany człowiek poprosił o kupienie czegoś DO jedzenia. Córka kupiła danie w jednym z fastfood. Człowiek ten bardzo grzecznie pidziękował, odszedł kawałek, znalazł miejsce gdzie mógł przysiąść i jeszcze ciepłe danie zjeść. Nie każdy jest naciągaczem ale jeżeli ktoś prosi o pieniądze na jedzenie to nigdy ode mnie nie dostaje. Człowiek naprawdę potrzebujący wstydzi się poprosić ( nsjczęściej )

  33. Ile razy jest tak że wezmą chleb a za rogiem go wyrzucą albo po prostu zostawią na murku pod schodami… Oni nawet zamiast iść w zimne noce do schroniska wolą marznąć na dworze bo “tam nie wolno pic”… tyle mojego komentarza – resztę dopiszcie sobie sami. Dobrej nocy.

  34. Było to parę lat temu. Przed sklepem obok wiaty z wózkami czaił się chłopak… tylko, że ja wózka nie odwoziłam, chyba chciał mi wyrwać torbę z zakupami… ale odważył się i poprosił o bułkę. Wróciłam z nim do sklepu i zrobiłam zakupy dla niego. Przy okazji dowiedziałam się, że w domu jest jeszcze troje dzieci głodnych, bo mama chora, a tata nie ma pracy. Dowiedziałam się do której szkoły chodzi i żeby go nie wystraszyć spytałam tylko o imię. Na drugi dzień zadzwoniłam do jego szkoły. Szybko zorientowali się o kogo chodzi (miał stare imię), ale nic o sytuacji tej rodziny nie wiedzieli. Przerodziło się to w konkretną pomoc. Ojcu załatwiono jakąś pracę, a matka wylądowała w szpitalu. Chłopak ten, dziś już dorosły facet, wciąż mi się niziutko kłania i uśmiecha się jak do starej znajomej, choć minęło już tyle lat.

  35. A ja daję pijaczkom jak akurat mam. Niech się napiją skoro tego potrzebują. Nie danie nie zawróci ich ma drogę cnoty. Na to właśnie potrzebują. Na tym polega jałmużna. Dajesz jak nasz, nie oceniasz na co, dajesz potrzebującym. Nie muszę ich oceniać albo wskazywać komu się należy komu nie. Nie chcecie to nie dajcie, nie dorabiajcie ideologii.

  36. Podzielę się swoimi doświadczeniami.
    1) Kilka lat temu, krótko przed Bożym Narodzeniem na parkingu pod sklepem podeszła pani z prośbą o pieniądze, bo dzieci, bo bieda, bo nie ma na jedzenie. Powiedziałam, że pieniędzy nie daję, ale zapytałam co kupić do jedzenie. Odpowiedziała, że przyjmie wszystko. Kupiłam kurczaka, pieczywo, wędlinę, masło, pomidory, dla dzieci czekoladę, mandarynki. Dałam, podziękowała. Kilka dni później na tym samym parkingu widzę ta samą panią zmierzająca w moim kierunku. Asekuracyjnie mówię, że “już pani kiedyś kupiłam jedzenie, proszę iść do kogoś innego… a pani do mnie “pamiętam, że to pani, o nic nie proszę, chcę jeszcze raz podziękować…”.
    2) Do drzwi zapukał pan. Powiedział, że zbiera na operację córki (oczy). Z rozmowy było słychać, że imigrant, obcy akcent. Jak zwykle oznajmiłam, że pieniędzy nie daję ale mogę dać jedzenie. Powiedział, że chętnie weźmie. Dałam, co miałam. Za jakiś czas ten sam pan pod moimi drzwiami, ja do niego, że już tu był, że przecież dałam, niech zapuka do innego mieszkania. A pan mi na to, że on nie przyszedł prosić, tylko podziękować, bo z tego, co mu dałam mieli kolację i następnego dnia śniadanie. A pieniądze, które dostał od innych mógł odłożyć…
    Ale zdarzały się też takie sytuacje:
    1) do drzwi puka pan, podpiera się kulami, że niby coś z noga… Pieniędzy nie chciałam dać, jedzenie nie chciał… Następnego dnia znów go widzę u nas w bloku, idzie po schodach, bez kul, nie kuleje. Za chwilę wychodząc z mieszkania widzę go, jak puka do mojego sąsiada uzbrojony w kule, z ugiętą nogą (jakby go bolała), i żebra o pieniądze. Gdy powiedziałam do sąsiada, że właśnie chwilę wcześniej tenże pan dziarsko pomykał po schodach “kulawy” całkiem sprawnie uciekł po schodach na dół….
    2) Inna niedziela, pod drzwiami młody “wczorajszy” mężczyzna. Już otwieram usta, by mu powiedzieć, że kasy nie daję, a on mi macha ręką, przerywa, i mówi, że nie chce kasy, tylko coś do ubrania, bo zimno się robi, a on nie ma ciuchów. Zlitowałam się, dałam jakieś bluzy, które zabrałam synowi. Za dwa tygodnie ten sam “wczorajszy” znów pod moimi drzwiami, ja oczywiście już się bronię, że “przecież już raz dałam, i co teraz teraz ciągle do mnie?” A “wczorajszy” do mnie “no tak, bo tamte już się pobrudziły więc wyrzuciłem, a teraz potrzebuję następnych, a nikt inny nie chce mi dać”… Nie dałam, pogoniłam. Ale na podglądzie kamery (mamy monitoring w bloku) widziałam, że z koleżką posilali się na dole, jednak jakieś ubrania dostali, bo ubierali na siebie, co nie pasowało zapakowali do swoich tobołków, resztki z jedzenia wyrzucili tuż przed wejściem do bloku, zostawili po sobie okropny bałagan…
    3) Innym razem na parkingu pod sklepem pan żebrał o złotówkę. Zaproponowałam, że kupię mu jedzenie bo nie daję pieniędzy. Zgodził się. Kupiłam, dałam całą reklamówkę jedzenia. Ale mimo to, gdy syn poszedł odstawić wózek, jeszcze nagabywał dzieciaka o tą złotówkę z wózka. Był bardzo niezadowolony gdy syn mu powiedział, że przecież przed chwilą dostał od nas jedzenie,a jeszcze bardziej zdziwiony gdy dowiedział się, że w wózku zamiast złotówki był żeton….
    I tak to właśnie jest z tą pomocą … Czasami trafimy właściwie, ktoś się z niej ucieszy, a innym razem dostaniemy po głowie za nasze dobre gesty….

    1. To prawda, najgorzej, że jak dostajemy po głowie, to nabieramy podejrzeń do każdego proszącego. A ktoś może naprawdę potrzebować pomocy.

  37. Najlepiej jest chyba kierować takich ludzi do instytucji, które zajmują się ubogimi. Caritas jest chyba w każdej parafii. Od mopsu chyba można dostać talon na bezpłatne obiady w jadlodajniach. Więc jak pomagać to poprzez wspieranie takich instytucji.

    1. niestety wnioski są pesymistyczne dla tych co faktycznie pomocy potrzebują.
      Wśród naciągaczy oni giną.
      Widać też słabość ośrodków pomocy.
      A ludzie mają miękkie serce więc wielu wykorzystuje ten fakt.

      Ja miałam podobne sytuacje.
      I też głupieję, gdy coś takiego mnie spotyka, że osoba “potrzebująca pomocy” reaguje podobnie.

      Pozdrawiam
      odchudzaniejestproste.pl/

  38. miałem kiedyś podobne zdarzenie: przyszła do moich rodziców kobieta , mówiąc ze jest bardzo głodna i poprosiła o pieniądze na chleb. Moja mama (a było to w latach głębokiej komuny- (przełom lat 50 i 60), powiedziała, ze co prawda nie ma pieniędzy, ale ma świeży chleb z domowym smalcem i chętnie jej da. Kobieta wzięła i wyszła. Kiedy mama za jakiś czas wyszła na klatkę schodową to zobaczyła ten chleb przylepiony do ściany… Od tego momentu trudno mi uwierzyć w intencje proszących…..

    1. Mareczku ! ! ! ,propagande zostaw ideologom ,w latach 50 i 60 nie bylo ludzi zebrzacych.Kazdy mial zapewniony kawalek chleba choc Polska lizala rany wojenne jeszcze przez dlugie lata .

      1. Nie pisz GŁUPOT!!!!! Niestety. wtedy też byli żebracy – naciągacze.Sama tego doświadczyłam.
        Chleb z masłem i kiełbasą miałam przylepiony z drugiej strony drzwi wejściowych.!!!!!!! TACY BYLI GŁODNI !!!!

  39. Moja żona dała żebrzącym dzieciakom siatkę pomarańczy, po zamknięciu drzwi usłyszała jak wyzywają ją od ku… i jak pomarańczy lądują w zsypie!

  40. Ja robię podobnie. Jeśli mam jedzenie przy sobie to przekazuje jedzenie. Jeśli nie mam to idę z daną osobą do sklepu i daję jej możliwość zrobienia zakupów określając tylko kwotę w jakiej powinna się zmieścić. Po wyborze produktów wiem z kim mam do czynienia. Pieniądze przestałem dawać wiele lat temu.

  41. Być może nie śmieszne, ale nie mogę się powsztrzymać :). Pamiętam, jal kiedyś kupiłam cygance i jej dzieciom drożdżówki w piekarni. W pysk mi tym rzuciła i coś tam się zaczęła drzeć. Może była akurat najedzona 🙂

  42. Dasz chleb, to nie kupi zarcia i bedzie mial na wino. Co wiec, dajac cokolwiek domokrozcom wspierasz wlasnie zawracanie glowy przez takich typow. Pare razy by poszedl, guzik by dostql i by zrezygnowal

  43. tez pieniędzy nie daję, no chyba, że pod sklepem, jak delikwent prosi, o te parę groszy, bo na wino zabrakło – to ok, masz za prawdę i prosze wypij moje zdrowie!:)
    ale ci co chodzą po domach, chyba nie jest im w głowie jedzenie, tym bardziej, że pod klatką niejednokrotnie było widać, gdzie to jedzenie wyladowało
    przykre to, bo kiedys przyjdzie ktoś naprawdę głodny i ,,może dlatego warto zostać sobą? poratować tym chlebem…moje sumienie kontra sumienie czlowieka- warto postawić na siebie 🙂

  44. Trzy lata temu zima do drzwi zapukała dwójka nastolatków prosząc o coś do jedzenia. I w czasie rozmowy okazało się że mają jeszcze trójkę rodzeństwa. W tym nowo narodzoną siostrę. I zbierają żywność żeby mogli skromne chrzciny zrobić. Mówili też że ojciec stracił pracę. Daliśmy im makaron słoiki ogórków konserwowych i zamrożoną karkówkę. Ja jeszcze pobiegłam za nimi z czekoladami….
    Pewnego dnia latem bawię się z synkiem na podwórko i woła mnie chłopak na rowerze. Pyta czy go poznaję? Mówię mu ze nie. A on na to ze zima wspomogliśmy ich jedzeniem i jako jedyni daliśmy im mięso. I wyciąga z plecaka drewnianego pieska którego sam zrobił dla mojego syna. Okazało się że tata już pracuje,on też zaczął pracować i do tego dorabia robiąc drewniane zabawki…. Żyją skromnie,ale dają rade

  45. Takie samo zdarzenie (rok 1979 , Żywiec dworzec, małe cyganiątko, “na bułkę,” – mama daje drożdżówkę).
    To co usłyszała musiało być z rodzaju najgorszych obelg, sądząc po wyrazie “twarzyczki cyganiątka”.
    W sumie – to najlepsze testy “głodu” naciągacza: mam jedzenie ALE NIE pieniądze.

  46. U mnie się już wycwanili- zbierają pod sklepem jedzenie a później ciągają te pełne torby i sprzedają ludziom w blokach po niższej cenie niż w sklepie. Jest kasa na picie.

  47. Podobnych przypadków jak opisanych w tej notatce miałem kilka. Jeden miałem inny. W autobusie, kiedy jechałem do pracy, zaczepił mnie facet zabiedzony, ale wyglądający dość porządnie, że jest bezdomny, nie ma co jeść i prosi coś mu dać. Zaproponowałem mu ciasto, bo tylko to akurat miałem przy sobie. Odpowiedział, że lubi ciasto, i wziął z wdzięcznoscią. Jeszcze poprosił żeby mu kupić wody do picia. Kupiłem. Nie wiem, co potem z tym zrobił, ale wyglądało na to, że rzeczywiście był potrzebujący.

  48. Miałam podobną sytuację. Rok temu pod dworcem centralnym zaczepił mnie starszy Pan. Schludnie czysto ubrany, trzeźwy. Prosił o coś do jedzenia bo ma niską emeryturę i nie starcza mu na jedzenie ani leki. Nie dojada, chodzi głodny. Sama mam niewiele, ale postanowiłam mu pomóc. Kupiłam chleb, słodkie bułki, coś na kanapki. Po wyjściu ze sklepu przekazałam mu to jedzenie, a on do mnie z pretensjami: Chleb to ja w domu mam !!Ja myślałem ,że pani mi coś innego, lepszego kupi!! Zdębiałam. Przypomniałam mu, że dopiero co wspominał, że jest głodny . Skoro nie podoba mu się to co kupiłam to niech idzie do kosza i wyrzuci. Wiecie co człowiek zrobił? poszedł do kosza i wyrzucił wszystko. Od tamtej pory nikomu nie pomagam, skoro ludzie nie szanują chleba i osób które chcą pomóc.

  49. Pomagam kiedy mogę, choć pieniędzy nie daję żebrzącym. Kiedyś weszłam do sklepu ze starszym panem, który powiedział, że ma już chleb, bo ktoś inny mu go kupił (pokazał siatkę), ale nie ma co do tego chleba zjeść. Weszliśmy razem do marketu i kupiłam mu sera żółtego i pasztetowej, bo sam o to poprosił, a ja miałam pieniądze, żeby się podzielić.

    Innym razem nie miałam pieniędzy (przed wypłatą byłam) i starsza pani poprosiła mnie o kupno czegoś do jedzenia. Miałam akurat bułkę, którą nie zdążyłam zjeść w pracy, zapytałam czy taka bułka jej wystarczy, że jest świeża, chociaż z rana. Pani z radością przyjęła dar, i na moich oczach zaczęła ją pałaszować. Było mi strasznie przykro, że nie mogłam nic więcej dla tej kobiety zrobić.

    Pieniądze wolę przeznaczyć fundacjom, na konkretny cel. Oni i tak muszą się z tego rozliczyć, a moim zdaniem lepiej znają potrzeby osób biednych.

  50. Nieraz sie z czyms podobnym spotykam. Do mojego domu często pukają romowie i chcą pieniądze na niby chore dziecko- po czym jak daje mu 5 zl mowi, że mało i że jestem sknera, Powiedziałam , że akurat nie mam w domu- co było prawdą, bo mialam ostatnią dyche w portfelu, bo jeszcze nie byłam w bankomacie. Buczał coś dalej. Wkurzyłam się i powiedziałam do niego- Niech Pan lepiej nie kłamie, że na dziecko chore zbiera bo to wstyd! Bo nA złote zęby Pan ma! Wiedziałam ze buja bo niby pieniedzy nie ma a szczerzyl sie do mnie ze dwoma zlotymi zębami. Buczał coś dalej ale machnęłam ręką i zamknęłam drzmi 😉

  51. Gdy mieszkałam w poprzedniej lokalizacji, co jakiś czas odwiedzał nas pewien bezdomny. Zawsze prosił o jedzenie, czasem o jakieś drobne na mleko czy wodę… Chyba że akurat mleko czy woda były, to mówił, że nawet lepiej i że w takim razie drobnych nie chce. Zawsze z lokatorami mu pomagaliśmy. Chleb, kanapki, owoce, puszki, wszystko brał bez żadnego wybrzydzania. I zawsze dziękował nam pod drzwiami chyba jeszcze z kilka minut.
    Mogę się podzielić swoim śniadaniem, kiedyś oddałam jednemu proszącemu panu wszystko, co miałam do jedzenia i widziałam, że jest wdzięczny za pomoc.
    Ale pieniędzy nie daję. Kilka razy się mocno przejechałam na takich “biednych”, którzy proszą o kasę i obiecałam sobie, że nigdy więcej. Jeśli żebrzący nie chce chleba, to niech szuka “pomocy” gdzie indziej.

  52. Aniu gratuluję wpisu a głównej. A swoją drogą, moja bliska znajoma miała podobną sytuację. Pan chciał kasę, ona zaoferowała mu całą torbę jedzenia- zrobiła kanapki, zapakowała sałatkę, owoce itd. Pan wziął, po czym rozsypał wszystko na klatce pod jej drzwiami.

  53. Też nie daję nigdy pieniędzy. Ale jedzeniem zawsze się podzielę.
    Kiedyś przesiadałam się na inny pociąg i czekałam około godziny na dworcu w Krakowie. Z racji tego, że miałam jeszcze sporo czasu, wyszłam przed dworzec na papierosa. I zobaczyłam pewnego pana. Po wizerunku można było wywnioskować, że jest bezdomny. Podchodził do ludzi i widać było, że o coś prosił. Każdy od razu odwracał się do niego plecami lub przeczył głową. W końcu podszedł do mnie. Zdjęłam słuchawki i słucham, co pan ma mi do powiedzenia. W pierwszej chwili myślałam, że będzie chciał ode mnie papierosa, ale nie. Najpierw zagaił mnie rozmową, widząc walizkę zapytał dokąd jadę itd. aż w końcu poprosił mnie o 50 groszy na bułkę. Grzecznie mu odpowiedziałam, że pieniędzy mu nie podaruję, ale z wielką radością mogę podzielić się jedzeniem. Wyciągnęłam z torby dwie bagietki czosnkowe i butelkę wody. Na ten widok pan zaczął płakać. Powiedział,że nikt mu nigdy nie chciał dać tyle jedzenia. Jeszcze chciał mi jedną bagietkę oddać, żebym sama miała co jeść w pociągu 🙂 Z radością wziął ode mnie jedzenie, ucałował w rękę, życzył wszystkiego dobrego i szczęśliwej podróży.
    Później idąc na peron widziałam jak siedzi i je.
    Po tej historii wierzę, że nie każdy jest naciągaczem. Niektórzy naprawdę potrzebują pomocy.

  54. No właśnie… Bo przecież o tyle łatwiej jest wyciągnąć rękę, niż zakasać rękawy.

    W części świata, w której żyję problem z ubóstwem jest ogromny, ale również wykorzystywany przez sprytnych i leniwych. Z drugiej strony osoby faktycznie potrzebujące, starają się robić wszystko, byleby tylko nie żebrać. Sprzedawanie chusteczek higienicznych, czy zwykłych foliowych reklamówek, czegokolwiek co pozwoli nawet pozornie “zarobić” a nie “wyżebrać”. Na początku było to dla mnie szokujące, teraz patrzę z podziwem, jak ktoś, kto nie ma nic i na prawdę mógłby pójść na łatwiznę, stara się dać od siebie tyle, ile potrafi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *