Dawać czy nie dawać?

I mamy koniec lata. Uczciliśmy to wczoraj z mężem jazdą na rowerach, bo niedługo pewnie trzeba będzie je schować do piwnicy. Obecnie mamy (w tym sezonie) przejechane 500 km. Powinno być więcej, ale późno zaczęliśmy.

I tak podczas jednej przejażdżki zdarzyło się nam coś, co skłoniło nas później do dyskusji.

Jedziemy przez las, trochę chłodno, ale czuję, że po plecach i to ciurkiem pot zasuwa. Jęzorem prawie ciągnę po drodze, oddech zrobił się jakiś nerwowy. Zapomniałam też, że przez pierwsze dwadzieścia kilometrów był wiatr we włosach. Teraz jedynie czuję, jak wszelkie robactwo wpada w moją rozczochraną łepetynę i nerwowo bzyczy, nie mogąc się wyplątać.

Nagle na skraju lasu widzę samochód, a przy nim faceta, który szuka czegoś na poboczu. Kiedy zbliżam się do niego, zaczepia mnie i pyta, czy nie znalazłam telefonu komórkowego. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że nie. Przy okazji odruchowo sprawdzam, czy mój ciągle tkwi w kieszeni. Jadę spokojnie dalej, choć powoli czuję, że za chwilę będzie ze mnie koń po rodeo. I nagle słyszę anielskie głosy, w łepetynie coś zaskakuje i widzę scenę jak to anioł Gabriel zlatuje z nieba po duszę hrabiego Rolanda i przy wtórze trąb archanielskich zabiera go do raju. Kurza twarz! Po mnie też przyleciał, bo trąby słyszę! Wokół pole, mąż już kilkadziesiąt metrów przede mną, a mnie coś gra. I albo to aniołowie postanowili się mną zaopiekować, albo to moja rozśpiewana dusza.

I wtedy jakimś cudem odrobina zdrowego rozsądku przebija się przez wizję Rolanda i dostrzegam na poboczu telefon. Rzucam się susem, by odebrać, bo domyślam się, że to facet, którego niedawno mijaliśmy, musi na niego dzwonić. Tak przynajmniej podpowiada mi instynkt. Jednak nie zdążam. Potem próbuję oddzwonić, ale nie umiem z tego telefonu. Mężuś idzie z odsieczą. Odblokowuje klawiaturę i wybiera ostatni numer. I jest tak, jak podejrzewałam. Właściciel zguby. Mówimy mu, gdzie jesteśmy. Czekamy. Przyjeżdża. Japa mu się śmieje jeszcze zanim wysiada z auta. Podchodzi. Dajemy mu telefon, opowiadamy, jak go znaleźliśmy, a ten wyciąga dłoń z zawiniątkiem i próbuje mojemu mężowi dać 50 zł. Ten oczywiście odmawia. Facet lekko skrępowany. Dziękuje. Tłumaczy, że żona położyła telefon na dachu i go zgubili. Cieszę się w duszy, że uratowaliśmy kobitkę przed burą w domu, bo pewnie by było, że gapa i niezdara, że kto to kładzie telefon na dachu itp.

Odjeżdżają. Machają jeszcze nam na pożegnanie. Widać, że żona, siedząca z tyłu z dzieckiem, zadowolona. My też się cieszymy, że zrobiliśmy dobry uczynek. Potem zastanawiam się głośno, czy powinno się dawać w takich sytuacjach znaleźne. Szczerze mówiąc, nawet bym nie pomyślała, by nagrodzić znalazcę. Jak dla mnie “dziękuję” i uśmiech w stu procentach wystarczą. Mąż natomiast mówi, że on by pomyślał o tym i na pewno by zaproponował. I zaczęliśmy dyskutować. Bo jak? Dawać czy nie dawać? Co do przyjęcia nie mam wątpliwości, nie brać. Ale czy proponować nagrodę? Czy zakładać, że każdy, kto oddaje znalezioną rzecz, robi to z wrodzonej uczciwości czy w nadziei na znaleźne?

0 myśli na “Dawać czy nie dawać?”

  1. Miły gest – znaleźne. Zgodnie z prawem przysługuje 10 %, ale logiczne, że mało kto chce z tego korzystać. Szkoda, że nie trafiliśmy na Ciebie kiedy mojemu mężowi wypadł z kieszeni telefon. Dupek, który go znalazł za samą kartę z nr telefonu chciał 200 zł . Ogarnęła mnie taka wściekłość, że zablokowałam kartę a szczęśliwemu znalazcy życzyłam udławienia się starym telefonem

      1. Chamstwo to delikatnie nazwane- jeszcze chyba z miesiąc palant wydzwaniał do mojego męża czy nie zmienił zdania i nie chce “wykupić” telefonu czy chociaż karty, Dopiero jak zagroziliśmy pójściem na policję pan palant przestał szczuć SMS-ami i telefonami. Za kilka dni jego numer przestał być aktywny – dlatego mam nadzieję że się udławił cudzym, starym telefonem

  2. Brać- nie biorę a co dawania nie wiem… Pewie jakby jakieś dzieciaki były, na pewno coś by dostały. Ale dorośli? Raczej nie. I tak mi czasem głupio jak podwiozę kogoś i wciska mi 10 zł. Nigdy nie biorę oczywiście 🙂

  3. Opowiem Ci co zdarzyło się w zeszłym roku.Dzieciaki(moje plus koleżanki)znalazły za domkiem na działce torebkę.A w niej wszystkie ważne dokumenty(karty bankowe,dowód,prawko,,,)Zadzwoniłam na policję.W międzyczasie dowiedziałam się od działkowiczów że mojej sąsiadce ktoś wczoraj ukradł torebkę.Pani zaraz przyjechała,szczęśliwa jak cholera.Policja spisała zeznania.Po wszystkich formalnościach kobieta wyciąga 60 zł i daje chłopakom.Ja protestuję,proponuję,żeby chłopcom kupiła lody.Ona w zaparte-więc kłócić się nie będziemy.Stwierdza,że chłopcy zasłużyli :)Ich radocha z zamieszania i przygody -nieziemska.Ja musiałam działkowiczom,którzy się zlecieli po stokroć opowiadać historię 🙂
    Mnie się jednak wydaje,że sam fakt,iż można komuś oddać zgubę i tym samym pozbawić kłopotu-jest samo w sobie miłe i daje satysfakcję…

  4. Ja jestem za dawaniem uczciwym ludziom jak najbardziej. Takie 3 sytuacje z życia mojego i bliskich nie dam komuś kto mnie do tego próbuje przymusić i faktycznie wyłudzić te pieniądze ze znaleźnego. Ja kiedyś jadac na weekend w góry zgubiłam portfel z dokumentami pieniędzmi no wszystkim po prostu na parkingu dość dużego marketu we Wrocławiu mężczyzna który znalazł portfel zaniósł go do informacji owego supermarketu. Kobieta tam pracująca po moim nazwisku i adresie zamieszkania odnalazła moich rodziców w książce telefonicznej tylko dzięki temu odzyskałam portfel ze wszystkim od razu wyjęłam 100 zł dla tej kobiety nie musiała tego robić a jednak to zrobiła mi oszczędziła stresu wyrabiania nowych kart i dokumentów. Mój szwagier dostał znaleźne od faceta którego portfel znalazł z racji tego ze był kurierem pojechał pod adres z dowodu w portfelu było bardzo dużo pieniędzy okazało się że facet wieczór wcześniej został pobity w trakcie bójki wypał mu portfel jego żona dała szwagrowi znaleźne no i teraz historia mniej sympatyczna siedzieliśmy ze znajomymi na piwie na ławce torebka koleżanki wypchana po brzegi leżała gdzieś obok nas. facet który zbiera ukradł ta torebkę i zażądał znaleźnego w formie 500 zł (wartość rzeczy w tej torebce nie była tej kwoty) źle trafił ojciec koleżanki jest policjantem. Dlatego uczciwym ludziom chce wynagradzać ich uczciwość a tym którzy kombinują to najlepiej nie życzę

    1. Też uważam, że jak ktoś żąda zapłaty, to automatycznie budzi mój sprzeciw. Co innego dać z własnej woli, a co innego być przymuszonym. Może to też zależy od tego, co się znajdzie?

      1. prawdopodobnie tak ale jakoś ja zawsze bym oddała tak jak potrafię oddać resztę wydana dla mnie na korzyść etc. to chyba zależy od tego jakimi jesteśmy ludźmi. Ja bym pewnie nie oczekiwała niczego w zamian jeszcze nigdy nic nie znalazłam wiec nie miałam okazji oddać 🙂

  5. Kiedyś w podobny sposób znalazłam portfel młodego człowieka, który sfrunął z dachu samochodu (oczywiście nie młody sfrunął tylko portfel 😛 ). Ponieważ to był weekend a my w drodze na działkę to umówiliśmy się z poszkodowanym w niedzielę wieczorem pod jednym z gdańskich sklepów. Przyjechał z piękną (pyszną) bombonierką i kawą. Oczywiście protestowałam ale nie powiem, było mi miło 🙂 Drobny gest ale jakże sympatyczny.

      1. Aniu, myślę, że ten pan po prostu nie był przygotowany na dowody wdzięczności i czekolady ze sobą nie wiózł i pewnie jedyne co mu przyszło do głowy i miał przy sobie to pieniądze:)

        1. A to z pewnością. 🙂 Ja jednak głupio się czuję, jak mi ktoś daje pieniądze za coś, co zrobiłam zupełnie bezinteresownie. 🙂 A ponadto się odchudzam, więc czekolada odpada!!! 🙂 🙂 🙂

  6. Też bym nie wzięła, a z dawaniem to zależy jaką rzeczy bym zgubiła, jeżeli coś wartościowego to znalazcy jakoś tam podziękować bym chciała – może i finansowo.

  7. Już w każdej dziedzinie naszego życia przewija się kasa i to mnie martwi gdyż już nie wystarcza ludziom zwykły gest i uśmiech oraz słowo dziękuję i dlatego jesteśmy tak bardzo wszyscy zagubieni.
    Pozdrawiam 🙂

  8. Mój mąż kiedyś w zimie pomagał turystkom wypchać ich auto z zaspy i przy tej czynności – jakkolwiek by to brzmiało;p – zgubił obrączkę. Zsunęła mu się z palca w śnieg. Mówi o tym głośno, a panie stwierdziły, że się spieszą i odjechały, nie pomagając mu szukać. Było to chyba dzień po narodzinach Syna na Szczycie i uznałam to za zły omen, ale na szczęście nim nie był, choć obrączka się nie odnalazła.

  9. Pewnie zależy kto, co zgubił i ile warta była zguba. Ja pamiętam jak kiedyś z koleżanką jeszcze w podstawówce znalazłyśmy portfel i odniosłyśmy pod adres z dowodu. Pani nas poczęstowała ciastkiem i dała jakieś drobne na słodycze 😉

  10. Pewnie to był jakiś szmartfon? 😉 Zgadzam się z Tobą, żeby nie brać, ale sama nie wiem czy proponować. Mąż kiedyś zgubił telefon. Stary, ale jary 😉 Okazało się, że znalazł go jakiś facet, co mieszkał blisko nas. Podał adres, telefon odebrałam( mąż był w pracy), ale nie zaproponowałam znaleźnego. Podziękowałam zwyczajnie. Facet też chyba na nic nie liczył. Chyba nie ma nic złego w tym, że ktoś zaproponuje znaleźne.

    1. Nie, nic złego w tym nie ma, ale tak się też zastanawiałam, czy bym umiała komuś zaproponować pieniądze jako znaleźne. Pewnie bardziej byłabym za czekoladą, kawą itp. Chociaż pewnie zależałoby od tego, co by zostało znalezione. 🙂

  11. Ja znalazłam kiedyś dowód osobisty, sprawdziłam adres a ponieważ było blisko zdecydowałam sie podejść i zwrócić – potraktowana zostałam jak złodziejka, następnym razem oddam na policji i niech oni sie wykazuja

  12. Facet z wdzięczności dał, bo jakby mu przyszło nowy telefon kupić, to kaplica. Chciał być miły, Ja bym jednak w życiu nie wzięła. i żeby dać…raz dałam wino panu, który złapał na ulicy mojego psa i przyprowadził go do domu. Tak się ucieszyłam, że ktoś mi pomógł, a że tylko wino w domu było…ale nie wziął 🙂

  13. Ja miałam taką sytuację w ten weekend – zostawiłam nowy telefon na ladzie w sklepie w dużym mieście. Zorientowałam, że go nie mam po około 3 godzinach pojechałam tam i uczciwa młoda dziewczyna mi go oddała 🙂 Oczywiście znaleźne wręczył mój mąż 🙂 uważam, że w dzisiejszych czasach trzeba to nagradzać bo takich ludzi jest naprawdę mało

  14. Wspaniały początek jesieni! Gratuluję tych przejażdżek rowerowych . Myślę, że zapowiada się długa, piękna jesień, więc będziesz mogła je kontynuować.

    Telefon- pewnie też bym oddała, a znaleźne
    czy dawać? Może tak, to miłe jest prawda?

    Co za dzień 🙂

  15. Osobiście nigdy nic nie znalazłam, ale za to zgubiłam, a raczej porzuciłam- torebkę:) Mistrzem trzeba być, aby wyciągając mrożone ryby w supermarkecie zostawić torebkę na lodówce i iść sobie dalej. Kiedy zorientowałam się, że jej brakuje (po ok 30minutach) wpadłam w Panikę, bo rzecz jasna cała gotówka na świąteczne zakupy+dokumenty ehhh… Pobiegłam na miejsce, torebki nie było ale zaczepiła mnie młoda kobieta z matką i powiedziały, że cały czas tu chodzą przy lodówce i czekają aż wrócę bo sprawdziły w dowodzie jak wyglądam, a obsłudze nie zaniosły bo wiedzą że tam okradną. Nic nie zginęło, a ja szczęśliwa dałam chociaż 20zł na kawę, choć z oporem przyjęły:) Miły uczynek z ich strony a i dla mnie to taka własna “Opowieść Wigilijna” przywracająca wiarę w ludzi w okresie świąt:)

  16. kiedyś znależliśmy telefon – fajny był, ale …odaliśmy, bo jak można zatrzymać, skoro wiadomo, komu mozna oddać 🙂 Dziewczyna była taka szczęśliwa, wręczyła męzusiowi bombonierę, więc mężuś też był szczęśliwy , bo uwelbia słodycze, więc nie odmówił, choć zapewne rzekł, żenie trzeba było 😛 🙂

    Myślę, że kto pechowiec powinien zaproponwać coś :)….ale przecież niekoniecznie musimy brać – w końcu każdemu może przytrafić się pech, więc niech trwa łancuch dobrej woli 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *