Hipermarket to dżungla

Ostatnio przeczytałam na blogu Abstrakcyjnego poradnik na temat przetrwania podczas zakupów w hipermarkecie. I wiadoma sprawa, do zakupów trzeba się przygotować jak do wojny. Musimy mieć kawałek kartki i długopis i działać tak jak wielcy stratedzy wojenni, zaplanować – w tym przypadku, co kupić. Potem tylko wystarczy zachować dyscyplinę i sprawa załatwiona. Niby łatwe…

shopping-cart-318769_640Nie lubię robić zakupów, nie lubię bezsensownego łażenia pomiędzy regałami, a jeszcze bardziej nie lubię, jak mnie hipermarket robi w bambuko. Bo czasami bywa, że sporządzę sobie listę, psychicznie przygotuję się do wyruszenie na zakupy, a tu niespodzianka.

Wpadam do sklepu, w dłoni dzierżę karteluszek, na którym działami wypisałam sobie co kupić, żeby jak najmniej zmarnować czasu. Najpierw, załóżmy, nabiał. Posuwam więc ostro od razu w znajomą alejkę. I co? Nie ma nabiału! Dla pewności sprawdzam, czy dobrze skręciłam, ale przecież trzecia alejka w prawo zawsze był nabiał! W dodatku w drugiej lodówce, na trzeciej półce leżał mój ulubiony ser!!!Teraz są wędliny. No to drogą dedukcji kieruję się w alejkę, gdzie kiedyś były wędliny. I co? Tam obecnie warzywa! I latam wściekła między regałami, bo nie wiem, gdzie co jest. Ba! I wtedy pomięty w spoconej z nerwów dłoni karteluszek czasami ginie w odmętach kieszeni, a w koszyku lądują zupełnie nieplanowane rzeczy!

I do tego ten rozbiegany wzrok klientów, szczególnie panów, którzy tak jak ja mieli plan: wpaść, zapakować kosz i wypaść. Nikt nie wie, co jest grane. Nic nie jest na swoim miejscu. I jak się wtedy człowiek czuje? Bezradny, zagubiony. Ktoś podchodzi do mnie i pyta, czy nie wiem, gdzie są obecnie skarpetki. Oczywiście, że nie wiem, bo przecież szukam nabiału, a potem mąki i soli. Rozpierducha totalna, chaos i panika. Ale kątem oka widzę też wyluzowane klientki, które ze stoickim spokojem każdy produkt z półki potrafią wziąć do ręki, przeczytać skład, porównać, zastanowić się. Ba! Nawet sprawdzić w necie, co oznacza E ileś tam, którego naciapane na etykiecie jakby mucha narobiła.

I zgadzam się z Abstrakcyjnym całkowicie. Hipermarket to dżungla, która tylko czeka, żeby człowieka wchłonąć. W dodatku za każdym rogiem czai się niczym tygrys gotowy do skoku uśmiechnięta hostessa (miły wygląd to kamuflaż), by wcisnąć nam jogurcik, masełko czy soczek (nigdy: jogurt, masło i sok! Nigdy!). Dlatego człowiek wyruszający do hipermarketu powinien starannie się przygotować, poćwiczyć silną wolę, sprint, bieg na orientację, dobry uchwyt i pakowanie do kosza. Inaczej zginie marnie.

0 myśli na “Hipermarket to dżungla”

  1. Mnie też to wkurza, ale już wiem, dlaczego się tak dzieje. Otóż takie przychodzą zarządzenia “z góry”. Sklep dostaje nowe planogramy, czyli wykaz rozmieszczenia produktów na półkach i według tego trzeba wszystko pozmieniać. To nie jest tak, że każdy sklep, sam sobie to wymyślił. Pewnie dzieje się tak dlatego, żeby właśnie klient zwiedził cały sklep, bo a nóż coś jeszcze mu się “przyda”.

    1. Pewnie tak, bo jak się klient za bardzo przyzwyczai, gdzie co jest, to wpada, chwyta towar i wypada, a jak trochę pobłądzi, to mu się “przypomni”, że jeszcze kilku rzeczy potrzebuje. 🙂

  2. Przyznam,że również mam wkur…..nieziemskie nerwy gdy tak bezczelnie przemieszczają towar.Planuję przeznaczyć na zakupy max pół godziny i dupa z planów.Ogólnie męczą mnie również tłumy.Jak mam jechać po zakupy do galerii to mam stres(również z powodu za dużych pośladków,gdzie wszystko ciężko wchodzi na dupsko).Więc jadę na samo otwarcie,gdzie mogę spokojnie ,bez przepychanek łazić sobie spokojnie stresując się zadem i cenami 🙂

  3. To wszystko prawda,jeden z chwytów marketingu a jest ich sporo. Mamy latać po całym sklepie aby jak najwięcej kupić 🙂

    1. Ech, Bernadeta, jakby fundowali “latanie”po hipermarkeci e ze śródlądowaniem koło działu mięsnego i z pieczywem, to w sumie chętnie bym wypróbowała jak to jest zobaczyc hipermarket z lotu plata:)

  4. A ja uwielbiam zakupy! Cóż zrobić, tak już mam (ku rozpaczy Ojca na Szczycie) i we wszelakich sklepach, marketach i galeriach czuję się w swoim żywiole!;)

  5. Ważna zasada nie chodzić do sklepu głodnym 🙂 to dotyczy spożywczych , do odzieżówek nie chodzić nago a do obuwniczych broń boże boso ha ha ha 🙂
    Mam kolegę od marketingu, który twierdzi że działania te nie są przypadkowe i jak sama widzisz sprawdzają się, bo w efekcie końcowym sklepy uzyskują zamierzony cel 🙂
    U mnie “nie mąż” chodzi do sklepu bo ja bardzo jestem podatna a nich zagrywki 🙂

    1. A pewnie, ze te działania są skuteczne, bo człowiek przez to zawsze zawędruje w jakąś alejkę, w której nigdy nie był i zobaczy coś, co mu jest niezbędne do życia. 🙂 🙂

  6. Działania marketingowe maja wlasnie skłonić Cie do większych zakupów. Kartka w łapce to dobra ochrona i pozytywne myślenie: przemeblowali sklep ok, ja i tak kupie to co mam na kartce, a ze sie więcej nachodze to i więcej schudnę! I nie dam sie zrobić w bambuko! I juz nam lepiej!!!

  7. To się nazywa manipulacja marketingowa. To są celowe działania, aby zmylić klienta, by przechadzając się po sklepie i szukając, po drodze kupił coś poza programem.

    Pozdrawiam 🙂

  8. Obecnie w marketach bywam rzadko, bo na szczęście lokalne zaopatrzenie jest bardzo dobre, ale kiedy już zaglądam do marketów, a raczej hipermarketów znanych w całej Europie sieci handlowych wszystko zawsze leży w tych samych miejscach. zdarza się, ze taki moloch przejdzie remont, czy lifting 🙂 ale bardzo szybko można się zorientować co gdzie jest i te rzeczy przez długi czas zawsze będą w tym samym miejscu. Pracowałam kiedyś krótko w takim cudzie nowoczesnych zakupów i mechanizm jest prosty, najbardziej podstawowe produkty zawsze na końcu, czyli chleb, wędlina, sery, człowiek musi przejść cały sklep i obejrzeć po drodze inne stanowiska, a może kupi coś więcej niż zamierzał ? Najdroższe i tak zwane markowe towary leżą zawsze na półkach na poziomie wzroku, do tego oświetlenie, które sprawia, że towary wyglądają atrakcyjniej, na przykład warzywa… itd itd szczerze mówiąc osobiście nie spotkałam się z przestawianiem towarów, no chyba, że z powodu jak wspomniałam remontu, czy liftingu

  9. Spece od marketingu dawno już odkryli sposób jak sprawić by lista zakupów zginęła klientowi w odmętach hipermarketowych alejek. Wystarczy go lekko zdezorientować i sprawa załatwiona.Wyobrażasz sobie, co by się działo w domu, gdybyś co tydzień chowała w inne miejsce, na przykład, skrzynkę na listy, wieszak na klucze do mieszkania, ba, gdybyś na przykład cichaczem jedzenie z lodówki na tak dla zabawy, za kanapą schowała? A okulary mężusia wrzuciła do narzędziownika w garażu? Możemy pójść dalej: ulubioną lekturę zamknąć w…lodówce, a ulubiony krem postawic w kąciku, za koszem na śmieci. Przybornik do manicure wrzucić do chlebaka, a siekierę do rabania drew kominkowych. I potem zarządzić rodzinne podchody i dla każdego, kto znajdzie jeden produkt,wściekłego i głodnego, w nagrodę byś kanapeczką obdarowała! Przednia zabawa, prawda? Dlatego całe lato skutecznie oparłam się pokusie odwiedzania opisanych w twojej notce molochów. W “Lady Bug” ( czyli Biedronce ) tak drastycznych relokacji produktów nie uświadczysz, tylko trzeba mieć odwagę by przekroczyć jej progi, bo podobno ostatnio jest zakazana ze wzgledu na “Szatańskie wersety”…. 🙂

  10. Market to dżungla. To prawda… Nie tak dawno temu miałem sąsiada, który poszedł do hipermarketu po temperówkę i przepadł. Ochrona ma zdjęcia jak wjeżdża wózkiem między półki i na tym ślad się urywa. Podobno ktoś go czasami widuje, jak szuka drogi do wyjścia, ale jeśli prawdą jest to, że w marketach tak często zmieniają towar w alejkach, to faktycznie można stamtąd nigdy nie wyjść. Zgroza… W hipermarketach mogą błądzić setki ludzi!
    :p

  11. No mnie to trzeba wołami do marketów wszelakiej maści ciągać, a galerie to omijam szerokim łukiem – mój system nerwowy po prostu wrze jak tam musi iść. Dlatego jestem wdzięczna dozgonnie tym co wymyślili e-tesco 😀 Se poklikam i se zamawiam pod drzwi 😀

  12. Moja koleżanka korzystała z e-Tesco ale w zamawianych zakupach część zakupów była z data ważności kończąca sie za dzien lub dwa, tzw wypychanie produktów przed data waznosci

  13. No to ja tutaj będę z tych nietypowych. Lubię zakupy. I to takie realne, gdzie mogę wziąć towar do ręki, przeczytać drobny druczek (ale nie mam smartfona z aplikacją od edodatków, więc wątpliwości rozstrzygam na niekorzyść podejrzanego) i porozglądać się za czymś, o czym jeszcze nie wiem czy bym chciała. Dlatego na zakupy najlepiej chodzi mi się w pojedynkę – po co się z Małżonkiem mamy nawzajem denerwować? 😉

          1. Jak to dlaczego zaprotestowali. Konkurencja sfałszuje badania, ktoś raz się zatruje czymś i od razu uzna to za szkodliwe, a potem ciemny lud będzie wierzył, że to od jakiegoś E człowiek się zatruł, więc to E jest szkodliwe. Ludzi trzeba chronić ten ciemny lud przez jego ignorancją, trzymać z dala od kłamliwych informacji.

  14. Zgadzam się całkowicie – markety wszelkiego typu to dżungla.
    Ja urządziłbym takie mieszanie artykułów we własnym domu tym którzy to wymyślili.
    Swoją drogą Biedronki pod tym względem są najbardziej przyjazne. A wynika to z racji ich wielkości 2 – 3 alejki to wszystko, mieszać za bardzo się nie da.
    Taaa.. szatańskie wersety szeptanej reklamy, zbyt wielu klientów uciekło do nich (supermarketów) właśnie, więc.. szpsz na ucho a nuż pomoże odzyskać klienta.

  15. Najgorsze to ciągłe zmienianie asortymentu na półkach. Jestem zdania, iż należy wspomagać małe sklepiki. Tam nie ma takiej “rozpierduchy”
    Pozdrawiam

  16. Są rzeczy które chcę kupić 🙂 I je kupuję. Ale teraz np na diecie jest wiele rzeczy od których się odzwyczajam i czasami dobrze pochodzić i pozwiedzać i faktycznie poczytać te etykiety albo spróbować czegoś czego jeszcze się nie jadło 🙂

  17. Czuje się jakbym ja dodał ten wpis ;). Jeszcze sklepy robią to celowo, żeby klient zwiedził wszystkie zakamarki! Alternatywa jest zamawiania przez internet w Piotrze i Pawle, Tesco itd.

  18. Czuje się jakbym ja dodał ten wpis ;). Jeszcze sklepy robią to celowo, żeby klient zwiedził wszystkie zakamarki! Alternatywa jest zamawiania przez internet w Piotrze i Pawle, Tesco itd.

  19. Ja napiszę o jednym sklepie o nazwie Biedronka. Zawsze kupuje jedną kawę Tchibo 9,80 za 250g. Penego dnia wchodzę do sklepu i biorę ulotkę a tam moja kawa w PROMOCJI -20% patrze a tam skreślona cena to 11 76 zł na 9,80 wcześniej nie było tej promocji i nie kosztowała 11 zł. Strasznie mnie to zirytowało.. Poszedłem do pani która była niedaleko i pytam się jej co to za promka skoro ta kawa tylko tyle kosztuje.. A ona mi idp. Panie w biedronce nie ma promocji 🙂 z uśmiechem na twarzy. Nie chce oczerniać sklepu ale taka sytuacja była..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *