Nów czy pełnia?

Czy istnieją jakieś prace domowe, które lubicie? Bo tak się zastanawiam… Oczywiście, nie bierzemy pod uwagę wymiatania lodówki, wygniatania kanapy czy ćwiczenia palca na pilocie. Macie jakieś swoje ulubione zajęcia? Bo ja mam. Stwierdzam, że na podium postawiłabym rozwieszanie prania. Uwielbiam zapach świeżo wyciągniętych ubrań, roztrzepywanie ich, przypinanie klamerkami, spoglądanie, jak wiatr powiewa moimi galotami. Naprawdę. I wcale nie żartuję. Kolejne moje ulubione zajęcie domowe to pieczenie ciast. Uwielbiam zapach wanilii w mieszkaniu. Albo ciasta drożdżowego! Albo chleba! Kiedy piekę, „robię dom”.

księżycNo, a trzecie miejsce na podium pozostaje puste. Wszystko inne robię, bo muszę (albo może inaczej: jak muszę).

A dlaczego takie rozważania? Mieliśmy ostatnio gości. Siostrzenica mojego męża z rodziną. Ona – chudzinka-okruszynka, a sama zbudowała w swoim domu drewniany taras! Sama zrobiła szuflady w kuchni! SAMA! Spytałam w lekkim szoku jak. A ona najspokojniej w świecie mówi, że kupiła deski, prowadnice, farby i po prostu zrobiła. Jej mąż to potwierdził. Na dowód pokazali zdjęcia. Ja wiem, że ona jest scenografem, więc zbudowała niejedną rzecz na scenie czy w filmie, ale że w domu taras i szuflady? I od razu mi się przypomniało, że mamusia moja zawsze mi powtarzała, szczególnie kiedy taty w domu nie było, a my zabierałyśmy się za tapetowanie lub przestawianie mebli, że:

– Facetowi nigdy, a to nigdy nie pokazuje się całej dupy! Bo jak zobaczy, że wszystko umiesz, to będziesz to robić. Pokażesz, że umiesz tapetować, to będziesz tapetować itp. – To pierwsza złota myśl przekazywana w mojej rodzinie z matki na córkę.

Hmmm… I zostało mi to w głowie, choć trudno mi było to wykorzystać w praktyce, bo ja chyba mam skłonność do ekshibicjonizmu. I wiadomo: raz nów, raz księżyc w pełni.

Pamiętam, jak kiedyś, jeszcze w starym mieszkaniu, jako bardzo młoda, niedoświadczona i bezdzietna żona, postanowiłam pod nieobecność męża (tego byłego) pomalować łazienkę. Że niby taka niespodzianka będzie. I już miałam wizję, że wróci i zemdleje z wrażenia. W tajemnicy więc kupiłam farbę. A że nie bardzo się na tym znałam, a czasy były takie, że wyboru nie było żadnego, kupiłam farbę olejną i pigmenty. Stwierdziłam, że będzie mokka. Pomieszałam, wyszedł elegancki kolor i dawaj to na ścianę. Dziury w niej i różnego rodzaju niedoskonałości mi kompletnie nie przeszkadzały, bo w mojej głowie wizja była taka, że farba wszystko zakryje. Ku mojemu zdziwieniu farba dokładnie podkreśliła każdą nierówność. Trzeba było więc główkować dalej, a piętnasta się zbliżała i miał wrócić bliski omdlenia (z radości i zachwytu) mąż. Dawaj więc więcej pigmentu, żeby wyszedł pięknie brunatny kolor (niestety w łazience kojarzący się jednoznacznie). Potem okrągłym pędzlem zrobiłam kształtne kropy w każdej dziurze i dziurce. Wyszła taka prawie biedronka – brązowe placki na tle w kolorze mokka.

Niejeden szalet miejski mógłby mi pozazdrościć inwencji. Potem już zostało tylko biec po piwo i zadbać o to, by mąż nie wszedł do łazienki bez wcześniejszego opróżnienia co najmniej dwóch butelek. Niestety i tak przeżył lekki szok. Ale nigdy potem nie pozwolił mi malować czegokolwiek.

Muszę jednak przyznać, że po wielu latach zrobiłam w tej dziedzinie postęp. Przecież przez jakiś czas byłam “wolna z odzysku”, więc jakoś trzeba było sobie radzić i nie obawiać się, czy cała dupa, czy tylko kawałek (oj, a wtedy moc była ze mną i remonty się robiło własnymi rękoma! Bo taka niezależna i samodzielna przecież byłam). Już wiem, że trzeba gruntować, nałożyć szpachlę, wyszlifować itp.

A u Was jak? Szufladę zrobić potraficie? A wasze ulubione prace domowe? Są jakieś?

0 myśli na “Nów czy pełnia?”

  1. Ja kiedyś w szale robienia niespodzianki pomalowaałem mały kibelek w poziome pasyżółte i zielone . Tak mi sie wydawało,ze optycznie poszerzę i ocieple to miejsce. Roboty było z tym co niemiara , oczywiście na olejno. Gdy Żona róciła z cztero chyba letnia córką do domu , ta pobiegła prosto do kibelka otworzyła drzwi i…. usłuszałem wrzask przerażenia. Żona równie sie ucieszyła i musiałem na to połozyć tapetę

    1. Ha, ha 🙂 Tapeta to jednak dobry wynalazek, by na te kropy też potem tapetę położyliśmy. Ale tak myślę, że po prostu nie wszyscy znają się na sztuce dekoracji i niektórych geniuszy trudno zrozumieć. 🙂 😉

  2. W ramach niespodzianki pomalowałem mały kibelek w poziome pasy zielone i żółte. Gdy do domu wróciła moja woczas czteroletnia córka i otworzyła drzwi to dobiegł mnie okropny wrzask i musiałem kłaść tapetę. A miało byc tak pięknie

  3. Myślałam nad tym i jedynym takim miłym domowym obowiązkiem jest u mnie pieczenie i robienie jakiś deserów. lubię to, ale robię rzadko, ponieważ nie ma kto tego jeść. Może jak synek podrośnie…bo już widać, że to głodomor 😉
    Poza tym miałam w rękach “udar”, młotek czy śrubokręt, ale z tym staram się nie wychylać za bardzo 😉

    1. U mnie właśnie też ciasta marnie schodzą. Jak już robię, to małą blaszkę albo kiedy są goście.
      A “udaru”, przyznam, w ręku nie miałam. Trochę mnie przeraża. 🙂

  4. A ja lubię prasować… Musze mieć tylko włączony telewizor lub komputer z jakimś serialem i … jazda 😉
    A ostatnio trenowałam malowanie. Całkiem przyjemne zajęcie (ale tylko ściany, za sufity się nie biorę).

  5. Też ostatnio zastanawiałam się nad tym jakie prace domowe lubię 😉 Prasowanie, pranie i mycie naczyń zdecydowanie są na szczycie mojej listy. I czyszczenie luster 😉 Nie wiem czemu, ale może dlatego, że potem mogę się w nich wreszcie przejrzeć i nie są artystycznie zapalcowane 😉

  6. 🙂 🙂 … ja jestem na etapie malowania futryn i rurek od kaloryferów :p

    i też jestem samosia, gdyż po prostu majstrzy mnie wkurzają i moją cierpliwość testują ponad miarę…

    co do pokazywania co umiem byłemu mężowi… no cóż… tylko sprzątanie, żadnych remontowo – budowlanych spraw 🙂

    co do ulubionych czynności… niestety, wszystkie ulubione moje wymieniłaś jako zakazane do wyliczania 🙂

    ale faktycznie – pieczenie nadaje jakiś taki nieziemski wymiar i czar – dom pachnący ciastem, czy chlebem to prawdziwy dom, zyskuje jakieś takie wewnętrzne ciepło, spokój i harmonię 🙂

    jeszcze lubię czytać, ale to wygniatanie kanapy czasem w sobie łączy 🙂 więc nie wiem, czy się łapie i od pewnego czasu pielęgnować domowe rośliny 🙂 🙂 i gadać do kwiatków które mam na oknie i nie tylko 🙂

    1. Kwiatki też polubiłam, choć pamiętam czasy, że nawet kaktusy u mnie usychały. Czasami się zastanawiam, czy to z wiekiem człowiekowi nie przychodzi. 🙂

  7. Ta “dupna” mądrość to jest jakaś uniwersalna bo i moja babcia i moja mama też mi to powtarzają do dziś przy każdej możliwej okazji chociaż tłumaczę, że już za późno na takie rady 🙂 Malowanie ścian mam opanowane, ale musiałabyś widzieć jak sobie kiedyś postanowiłam samodzielnie polakierować drzwi od samochodu! Opowieść na długi, jesienny wieczór 🙂 Aż żal, że się efekt nie zachował na żadnym zdjęciu ku przestrodze dla potomnych.

  8. Prace domowe… Hmm… Hmm… Jakby tu zacząć, nie skłamać, nie nadużyć wulgaryzmów i wybrnąć z twarzą 😉 Toleruję prace domowe, ale innych głębszych uczuć nie stwierdzam. Potrafię sporo, co nie oznacza, że lecę z jęzorem wywalonym po kolana do każdej, nadarzającej się pracy domowej 😉 I zgadzam się z Tobą w pełni, że ni cholery nie wolno pokazać co się naprawdę potrafi 😀

  9. Ja lubię prać – we frani, ręcznie, potem płukać, wirować, wieszać. Cały ten rytuał od momentu wkładania brudnych ubrań do wody po moment rozwieszania pachnącego prania na sznurki czy na suszarkę.
    😀

  10. O rany, ja totalnie, maksymalnie nienawidzę wieszać prania!!! W ogóle nie lubię nic robić z praniem, ale wieszanie jest dla mnie absolutnie najgorsze! Na drugim miejscu tarcie na tarce (ziemniaków na przykład, albo bułki na bułkę tartą) – nie cierpię tego!
    I w sumie mogłabym długo wyliczać, bo nic nie lubię w domu robić. Nie wiem, czy znalazłoby się coś, co sprawia mi choć trochę przyjemności, nic mi nie przychodzi do głowy. Może jedynie odkurzanie, jak widzę, że te wszystkie śmieci znikają w ciemnym wnętrzu rury;)

  11. Fakt,ja tez słyszałam że facetowi nie pokazuje się całej dupy,tylko zawsze pół 🙂
    Przyznam że lubię myć okna ,kafelki i odkurzać i myć podłogi.Natomiast jak mam prasować to od razu włącza mi się instynkt mordercy.Aaaaa….i lubię pitrasić w kuchni.

    1. Kupiłam sobie fajnego mopa do mycia podłóg i odkąd go mam, to faktycznie nie jest to najgorsze zajęcie, bo nawet palca wtedy nie zamoczę. 🙂 🙂 Dobrze, że są takie wynalazki. 🙂 A przy prasowaniu mam dokładnie to samo, co Ty. 🙂

  12. 1. Gotowanie i pieczenie. Z naciskiem na słodkie. Obiady są o tyle nudne, że przy Małżonku nie bardzo mogę eksperymentować, bo tego nie zje. Na szczęście pierogów i gołąbków nie lubi, bo tego też nie lubię robić. Ale ciasta i inne desery – to już tak. No i u mnie to jedzą 🙂
    2. Pranie (z ręcznym włącznie), wieszanie, prasowanie – ujdzie. Nie żebym szczególnie lubiła, ale Dzieci w niewyprasowanych rzeczach z domu nie wypuszczę. W brudne (czyli takie, które nie dały się nijak doprać) to Dzieć i tak się nie ubierze.
    3. Sprzątanie i wszelkie prace porządkowe – nienawidzę. Bałagan musie mnie całkowicie przerastać, żebym w końcu próbowała się z nim uporać. I tak na ogół mi się to nie udaje.

    Z prac remontowych to ja mogę co najwyżej kawę fachowcom zrobić.

    A mądrość dupna jest uniwersalna, nie tylko związku dotyczy. W pracy też nie warto wychylać się z umiejętnościami wykraczającymi poza zakres obowiązków, bo wliczą ci je do zakresu a pensji z tego tytułu nie podwyższą.

    1. Ha, ha 🙂 To prawda, takie mądrości przekazywane z pokolenia na pokolenie często mają szersze zastosowanie. 🙂 A co do obiadów, to u mnie to samo. Nikt eksperymentów nie lubi, więc z reguły gotowanie obiadu jest nudne. 🙂

  13. A ja lubię zmywać i to nie tylko w zmywarce 😉 Najbardziej po imprezach, kiedy jest cała góra do zmywania.
    A jakby ktoś chciał mnie bardzo ukarać, to nie musi wtrącać do więzienia. Wystarczy, że każe mi prasować. Szczególnie męskie koszule. Odwlekam to jak mogę, do momentu kiedy usłyszę: “nie mam co na siebie włożyć” 😉 i potem nocka z głowy 😉

  14. Owszem, lubie dwie prace domowe: lubię odkładać już uprasowanie pranie na półki ( ostatnio przeniosłam się z żelazkiem na taras w ogrodzie z powodu upałów).I lubię podlewanie kwiatów.Niestety w tym miejscu nastąpi definitywna kropka bo nie ma więcej czego wyliczać:) A dziewczynom, które potrafią skręcić meble czy naprawić samodzielnie samochód nie zazdroszczę i nie podziwiam ich. Zostawmy jakies poletko dla panów, niech się wykażą:)

    1. Ja tam jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, gdy Pani dokonuje drobnych napraw w samochodzie, a Pan w dowód wdzięczności przygotowuje jej wspaniałą kolację. A nawet jestem w stanie wyobrazić sobie, że to On zawsze gotuje a ona dba o auto.

  15. hahahahaha rozśmieszyłaś mnie na maksa, oczami wyobraźni byłam w tej łazience i rechotałam , MAKS!!!! hAhahahaa

    ulubione prace? hm….odkurzanie – wszystko wciąga i nie ma nic! :P:D

    prasowanie – stan totalnie bezmyślny

    zmywanie – bo wtedy klnę bezkarnie (mam naprawdę suszarkę mini i zawsze zniej naczynia spadają 😀 :P, więc jest na co zwalić 🙂

    robienie sałatek – wówczas rodzą się we mnie mordecze instynkty- nóż ..bestia z umierąjacego miasteczka atakuje! .wow 😀

    :DDDD

  16. W tym wieszaniu prania coś jest, też lubię to robić i chyba zaraziłam tym córkę. Jak rzucę hasło “wieszamy pralkę” to od razu bez marudzenia stawia się do pomocy. Pewnie coś jeszcze by się znalazło co lubię ale mimo wszystko więcej jest rzeczy, których nie lubię np. P R A S O W A N I A !
    A tekst mamusi z dupą jest cudny i jakże prawdziwy !

  17. Jak zawsze na wesoło:) Moje ulubione prace domowe…chyba pranie- mam dokładnie tak jak Ty:) Od kiedy mój mały pomocnik mi pomaga to w sumie wszystko jakieś przyjemniejsze się stało. Odnośnie umiejętności remontowo- budowlanych- jako takie posiadam. Mebli sama sobie robić nie będę bo mąż stolarz to by się obraził jeszcze 😀

  18. Lubię majsterkować, kiedyś osobiście skonstruowałam wszystkie szafki w mojej kuchni (drzwiczki gotowe kupiłam). Nie cierpię tapetowania, prasowania i sprzątania, ale uwielbiam gotować i urządzać wielkie imprezy. Objawienie pół dupy mojemu mężowi i tak by nic nie dało, bo on jest totalnie niepraktyczny i do codziennych zajęć się kompletnie nie nadaje.

  19. Uwielbiam myć okna 🙂
    Ale wieszanie firanek mnie wkurza 😉
    Lubię gotować,piec…. Nie cierpię zmywać i prasować….

  20. Ja ostatnio, przy remoncie w pokojach dzieci, nauczyłam się szpachlować! I byłam z siebie bardzo dumna. Mąż też.

    A co do zajęć w domu ulubionych, to u mnie jest to zdecydowanie odkurzanie. Bo mam taki odkurzacz, co tylko się naciska guzik i sam jeździ 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *