Podryw w autobusie

W piątek pojechałam do Gdańska, bo miałam się spotkać z Jolą z Audioblog. Oprócz towarzyskiego spotkania w planie był wywiad z moją skromną osobą. Wszystko przebiegło pięknie. Niedługo będzie można posłuchać.

streets-690616_640W powrotną drogę wybrałam się autobusem. Usiadłam z przodu po prawej stronie, licząc na to, że się nikt do mnie nie przysiądzie, bo przecież w wakacje jeździ mniej ludzi. Jednak pomyliłam się bardzo, bo pasażerów było sporo…

Na którymś przystanku wsiada pewien „dżentelmen”, który zajmuje miejsce obok mnie. Oczywiście czytam książkę i staram się z panem nie nawiązać kontaktu wzrokowego. Po chwili jednak mój nos wyje z rozpaczy, bo od strony owego „dżentelmena” zalatuje taki smrodek (ale nie alkoholowy), że jeden odświeżacz powietrza prawdopodobnie nie da rady. Pan ciężko oddycha i niestety jedzie mu z paszczy. Siadam więc bokiem, przyklejając prawie twarz do szyby. Próbuję też ocenić trzeźwo sytuację: wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że facet nie może jechać daleko (cały czas w pogotowiu trzyma reklamówkę na kolanach – i to daje mi nadzieję).

Mężczyzna jest z tych niezakompleksionych i niestety gawędziarzy, bo zaczyna do mnie zagadywać. A jak zagaduje, to twarz kieruje w moją stronę, a wtedy to…

…chwytam go za twarz z szybkością błyskawicy, rozwieram mu japę i pakuję w nią całą zawartość odświeżacza do ust, potem poprawiam domestosem i…

…niestety wracam do rzeczywistości. Przywraca mnie do niej smrodek. Facet sypie w najlepsze jakieś niewydarzone komplementy w moją stronę.

– Dałaby mi pani numer telefonu. Zadzwoniłbym, porozmawialibyśmy…

Ups. Czy ktoś ma w tym autobusie domestos?! – krzyczą moje oczy. I nagle oświecenie!

– Numeru panu nie dam, ale mogę poczęstować miętówką. – I dawaj nura w torebkę w poszukiwaniu miętowego cukierka.

– Lubię żołądkową miętową – mówi facet, oczekując na obiecaną miętówkę. Z jego miny można by wnioskować, że czeka na flaszkę i kielonki.

Wygrzebuję ze swojego torbiszcza miętowe pastylki. Podaję panu. Ten spogląda na mnie lekko zdziwiony.

– Pyszne są – zachęcam. – Niech się pan poczęstuje do woli.

Facet rozdziawia w uśmiechu swoją paszczę. Ups. Przeszło mi przez głowę, że może wziął to za zachętę do dalszej konwersacji. No, ale trudno. Albo zeżre te miętówki, albo mu wpakuję je do paszczy zgodnie ze swoim wyobrażeniem.

Facet bierze jedną. Więcej nie chce. No, ale lepsza jedna niż nic. Ku mojemu zdziwieniu wygrzebuje z reklamówy butelkę wody. Wsadza do ust pastylkę i popija. Kurza twarz! Nie wierzę! Połknął? Nie, nie, nie!

Po chwili szczerzy się jak poprzednio. Żadna miętowa bryza nie wylewa się z jego gęby. Nic a nic. I dalej chce mój numer telefonu. Kiszka.

Na szczęście po pięciu minutach wysiada, pięknie mi się kłaniając, dziękując za miętówkę i jeszcze do ostatniej chwili proponując mi rozmowę przez telefon. Ufffff. Świeże powietrze odzyskane!

0 thoughts on “Podryw w autobusie”

  1. Aniu,
    Ostatnimi czasy przebywałam w dwóch szpitalach na trzech różnych oddziałach. Szczególnie zapamiętam ostatni – oddział chirurgiczny. Sala pięcioosobowa. Pięć dorosłych kobiet. Wszystkie przed operacją. Temperatura oscyluje ok. 40 stopni Celsjusza (upały z początku lipca). Sala bez klimatyzacji. Instalując się w sali mogłam wybrać łóżko. Szczęśliwie to pod oknem było wolne. Okno od razu otworzyłam. Nie zamykałam go na noc – było otwarte całą dobę. Tylko ja i jeszcze jedna pani brałyśmy regularnie prysznic (łazienka była urządzona przy sali – nawet na korytarz nie trzeba było wychodzić).
    Po operacji nerwy mi nie wytrzymały i w pewnym momencie zaczęłam płakać, i co za tym idzie –
    ” pociągać ” nosem. Na to odezwała się jedna z pacjentek leżąca najdalej od okna:
    – co , katarku pani dostała od otwartego okna?
    Na to ja:
    – nie. Katar mam , bo płaczę z powodu złego samopoczucia. A otwarte okno nie ma tu nic do rzeczy. W domu wietrze przez cały rok, nawet zimą.
    Na to pacjentka :
    – oooooo.
    Współczuję lekarzom i pielęgniarkom kontaktu z osobami, które nie wiedzą co to higiena. Od tego smrodu można dostać torsji. Mnie osobiście bardzo przeszkadzają brudasy i śmierdziele.
    Byłam szczęśliwa, że teraz w szpitalu trzymają pacjenta bardzo krótko i nawet po operacji wychodzi się do domu bardzo szybko.
    Pozdrawiam.
    Ewa

    1. To prawda, śmierdziel dla otoczenia jest bardzo uciążliwy, a już w szpitalu to masakra. Jak takiego badać? Jestem wyczulona na zapachy i podejrzewam, że też bym nie wytrzymała.

  2. Masz te przygody w autobusie ;))).
    TEraz jako znana pisarka to w ogóle powinnaś w okularach przeciwsłonecznych siedzieć nawet zimą ;))). Ale wtedy aura tajemniczości będzie kolejną zachetą do podrywu. Taki twoj los hihi ;). Tylko kawalerzy kiepscy ale taki świat ;))

  3. I to tylko potwierdza moja teorię, że Aniu jesteś śliczna i podrywają Cię wszyscy, gdzie się nie pojawisz. A to na rower (pamiętasz, jak Ci napisałam, że ten pan nie wiedział, jak zagadać 🙂 , a to w autobusie…

    1. Ta była podmiejska. 🙂 Dłuższa trasa, więc większe szanse na “przygodę”. Jajo dojeżdżało codziennie i prawie codziennie coś ciekawego opowiadało. 🙂

  4. Witam
    Kiedyś musiałam z takim śmierdzącym paszczakiem przetańczyć cały kawałek na imprze firmowej i ni jak nie można było się wykręcić z tego tańca, a gościu jak na złość jeszcze gadać chciał …..myślałam, że zwymiotuje 🙂 Tak więc znam ten ból ….pozdrowionka 🙂

    1. Mnie w ostatnim czasie już drugi taki “paszczak” się trafił. Ostatnio młoda dziewczyna w pociąga, śliczna jak malowanie, ale jak zasypiała i otwierała paszczę, to drżyjcie narody. 🙂

    1. Słyszałam że czasem jest to spowodowane jakąś chorobą . Miałam kiedyś koleżankę w ogólniaku , która siedziała przede mną w ławce i jak się odwróciła i coś powiedziała to dosłownie kupą waliło, że aż oddychać nie szło. Dziewczyna jeździła po szpitalach, bo coś jej było a ludzie mówili, że to dlatego tak z ust jej zalatuje.
      Może coś w tym jest ale na pewno nie jest tak, że wszystkie śmierdziuchy są chore ….. 🙂

  5. Hm, ciekawe, dałęm notkę z motywm szkoł, nauczycieli, za chwile Ty też ten motyw, dałem motyw podrywu i 3w1, teraz widze i u Ciebie…nie będe pisać, bo skoro na tamte moje kilka mi nie odp, widać taka sugestia bym spływał,,,,,zwł, że innym odp, za dużo takich sytuacji , nie będe tu już ni patrzeć ni czytać ani nic, skoro tego chcesz, wczoraj pieroński dzień, pożegnanie na zawsze kogoś, noc kolejna katorgi, dziś przychodnia była , jutro przychodnia, tfu, bay

  6. Kurka,aż mam gęsią skórkę….fuj.Może i ten pan zalatywał w wyniku jakiejś choroby-ale ja na takie zapachy mam odruch wymiotny i nic na to nie poradzę.Kiedyś na stażu wysłali mnie to klienta,bo ponoć sprzęt mu nie działał-a że namiętnie ów pan jadał czosnek dla zdrowotności to wystarczy sobie wyobrazić.Przyznam szczerze,że po wyjściu z mieszkania zwymiotowałam pod blokiem….

  7. jak ja nie cierpię takich “nieciekawych” typów, którzy myślą, że fajni są. Ostatnio miałam podobną przygodę, z tym, że nie zareagowałam na teksty starszego podchmielonego pana i na szczęście odpuścił 😉 ale zagrywka z miętówką – mistrzostwo świata!
    pozdrawiam serdecznie i w wolnej chwili zapraszam do siebie 😉

  8. Tak dosyć częsty przypadek:) Ja znam Pana, który nie myje od 50 lat zębów, ponieważ twierdzi, że pasta psuję uzębienie.

    Chociaż nie każdego człowieka, któremu ,,brzydko pachnie z buzi” oskarżałam bym o brak higieny. Mogą to być problemy z żołądkiem, lub inna dolegliwość.

  9. He, he, widzę że i u Ciebie śmierdziel na tapecie 😀 Współczuję, z moim wrażliwym nosem pewnie bym się okrutnie męczyła 🙁

  10. Dlatego właśnie przeraża mnie to, że za kilka tygodni przesiądę się z własnego samochodu na rzecz komunikacji publicznej…

    Osobiście zdarzyło mi się kiedyś takiego zapachowca zapytać, czy ma w domu wodę, czy ma mydło, a że obie odpowiedzi były pozytywne to… zapytałam w głos, na cały regulator, tak aby w autobusie wszyscy słyszeli: “Skoro ma Pan w domu bieżącą wodę i mydło, to dlaczego do cholery pan ich nie używa?! … kilka osób mi przyklasnęło, co zagłuszyło ripostę owego Pana i dało mu jednak do myślenia… bo może z jedną “głupią” babą by dyskutował, ale z połową autobusu już chyba nie miał ochoty się w dysputy wdawać… jednak pod nosem coś tam mamrotał 🙂

    Ogólnie to ja rozumiem, że przy takich temperaturach to człowiek się poci i takie tam, ale nic mnie tak nie powala jak smród starego potu. Pot “świeży” (gdy delikwent jednak raz dziennie z wody i mydła korzysta) ma zupełnie inny zapach niż taki kilku dniowy i wielokrotny. Normalnie nie mogę takiego zapachu, a i owszem zapach paskudny wydobywający się z paszczy… cóż… mój żołądek mógłby tego nie wytrzymać, zwłaszcza, że ja nie najlepiej znoszę jazdę autobusem, a z dodatkowymi zapachowymi atrakcjami to już zupełnie może być różnie…

    1. Z tymi smrodkami z paszczy, to tak jak już ktoś napisał, w sumie nigdy nie wiadomo, czy człowiek chory. Choć pewnie takie przypadki zdarzają się rzadko, a więcej tych zaniedbujących higienę, mnie jednak brakuje odwagi, by komuś zwrócić uwagę.

  11. no cóż .bywa 🙂
    wciąz pamiętam :d 😛 gdy w czasach swej uroczej :Pmłodości, kiedy to pałętając się w komunikacji miejskiej, bardziej z konieczności niż namiętności, prawie padałam od nadmiaru wrażeń zapachowych…..gdzie tłum tam i zapach człowieka :P:D

  12. Silne odczucia zapewne sprzyjają twórczości, no ale może niekoniecznie właśnie takie … Pomysł z miętowym cukierkiem genialny, tylko kto mógłby przewidzieć, że bez instrukcji nie zadziała.

  13. Ja miałam tego pecha, ze w autobusie PKSu pan przede mną siedzący zdjął buty, a był koniec czerwca i podróż trwała ponad 4 godziny…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *