Dobrze porechotać

Leżę sobie w łóżku. Kręcę się i przerzucam z boku na bok, a w głowie orzeszki. Na bok. A w głowie grzechotka. Zamykam oczy. Grzechotka. No, kurza twarz! Nie idzie spać, bo w rozczochranej grzechocze. A dlaczego? Bo naoglądałam się na wieczór jakiegoś programu o odwodnieniu. Pokazano, co dzieje się wtedy z mózgiem. I co? I mój mózg robi mi to samo. Prawie. Bo dodatkowo obija się o ścianki. Spać nie można.

– Nie szturchaj mnie – mówię do Mężusia – bo mi grzechocze.

Ten aż siada, spogląda na mnie i dopytuje, co mi się dzieje. I jak tu wytłumaczyć, że to głupia wyobraźnia płata figle i widzę, jak mi dwa orzeszki w mózgu obijają się o kościste ścianki. I w czaszce łomoce. Aż mnie łepetyna rozbolała. Trzeba było więc wstać, „dowodnić” organizm, żeby nie grzechotało, do tego proszek na ból i można było spać. Tylko oczywiście ja, jak coś robię, to po całości, więc ta półlitrowa butelka wody, którą przed chwilą opróżniłam, będzie kiedyś chciała wydostać się na zewnątrz. Ba! W dodatku wcześniej niż kiedyś. I dawaj, człowieku, kładź się, wstawaj, a jeszcze uważaj, bo kot czyha w przedpokoju i tylko czeka, aż szczelinka w drzwiach się pojawi i będzie można po cichutku zagnieździć się na łóżku.

Oczywiście przez moje łażenie Mężuś nie śpi.

– Widziałaś, jak pięknie zapyliłem lilie? – mówi do mnie, a mnie się wszystkie znaki zapytania zapalają na czerwono. Ocipiał, czy jak?

– To ty zapylasz lilie, zamiast… – Ups… gryzę się w język. Bo żadnego zapylania nie ma i nie będzie.

– No, lilie wodne, bo jak przez kilka dni chodziłem sprawdzać, czy kwitną i dotykałem, to od razu pąki wyszły. – I chichra się zadowolony ze swojego dowcipu.

– To cieszę się, że tylko dotykałeś, a nie próbowałeś niczym pszczółka na nie siadać, bo by ci się co nieco zamoczyło.

I wtedy w mózgu grzechocze jeszcze bardziej. Bo miał mnie nie szturchać, tak? Miał. I rozśmieszać też nie miał, tak? No, a teraz jestem niczym grzechotka wprawiona w wibracje. Rechoczę jak głupek.

Ale przyznam, że po takim wyrechotaniu, lżej człowiekowi na duszy. Od razu nie myśli o odwodnionym mózgu, a o pięknych liliach w mikroskopijnym oczku wodnym.

Rechotanie więc dobre jest na spokój i sen. Polecam tak trochę porechotać przed zaśnięciem.

0 thoughts on “Dobrze porechotać”

  1. Aniu to prawda, że takie rechotanie jest dobre i nie tylko przed snem, wiem coś o tym, bo ostatnio wszystko, no prawie wszystko mnie rozśmiesza.
    Odetchnęłam z ulgą, że te lilie to nie Lilie. 😉 . 😀 .
    Mnie /profesor Bralczyk ubolewa, że “mnie” zanika, więc ja ……./ czasami na taką bezsenność pomaga filiżanka ciepłego, przegotowanego mleka.
    Pozdrawiam 🙂

    1. Słyszałam, że mleko jest dobre, ale nie próbowałam.
      A “mnie” pilnuję (i też ubolewam), bo jak to moja polonistka mówiła “mi się” są w lesie. 🙂
      Pozdrawiam

      1. Ja miewam dość hiperpoprawności językowej.
        Mnie się okropnie jedwabna bluzka, którą ostatnio zakupiłam a mi się nie chce jej prasować więc włożę syntetyczną, która się nie mnie 😉
        .

  2. A u mnie to na odwrót – przeważnie mam wieczorami problem z tym, żeby nie usnąć, gdy Ojciec na Szczycie coś jeszcze do mnie mówi;)
    Tzn. nie żeby takie nudy mówił usypiające, tylko ja wieczorem już przeważnie półżywa jestem;)

  3. Przed snem, w czterech ścianach… Łatwo powiedzieć… 😀 Największe głupawki spadają na mnie na wszelkich szkoleniach. I to jakie! Kiedyś nawet facet szybciej skończył zajęcia, bo moje rechotanie okazało się na tyle zaraźliwe, że po chwili trzy osoby stały pochylone, a łzy zalewały podłogę… Naprawdę. 😀 Ostatnio znowu mnie naszło, aż w końcu przeprosiłam miłą panią prowadzącą, wyjaśniając, że piątek, że wieczór… Była wyrozumiała. 😀 A wczoraj w taką głupawkę wprawiły mnie opowieści Marcina Mellera z czasów szkolnych przeczytane w “Między wariatami”.. 🙂

    1. Kurza twarz! Też tak mam. A jeszcze jak pomyślę, że śmiać się nie wypada, to już nie ma szans na opanowanie głupawki. Kiedyś tak głupio rechotałam, a dziewczyna obok mnie groziła, że jak jej nie zrobią cesarki, to sobie brzuch sama rozetnie. I jak sobie wyobraziłam, że ona tym tępym nożem szpitalnym “piłuje” swój brzuch, to nie było szans na zachowanie spokoju. Chyba wtedy wzięto mnie za wariata. 😉 🙂

  4. Aniu, też mi się dziś w nocy tłukło i nie mogłam zasnąć i do rana nie zasnęłam ani godziny. Bosze jak ja cierpiałam, a mąż smacznie chrapał i nie było z kim rechotać.

    Jestem nietomna dzisiaj.

    Pozdrawiam 🙂

    1. To dzisiaj pewnie ledwo przyłożysz głowę do poduszki, to zaśniesz.
      Trzeba było mężowi opowiadać dowcipy, to może by się obudził i porechotał. 😉 🙂
      Serdecznie pozdrawiam (i spokojnej nocy dzisiaj). 🙂

  5. Gdy ja od czasu do czasu zaczynam rechotać przed snem, to mąż ma mnie już dość, bo dostaję wtedy głupawki. Ostatnio nieźle się uśmialiśmy, wstając w nocy do dziecka. Mimo zmęczenia zdarzają się sytuacje, że można boki zrywać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *