Trzeba mieć waginę, nie jaja

Wiadomo, że wszystko, co dotyczy kur, mnie interesuje. Zwłaszcza tych udomowionych, chodzących na dwóch zgrabnych kobiecych nóżkach. Przeczytałam więc książkę Nataszy Sochy „Rosół z kury domowej” (recenzja TUTAJ). Pamiętacie, że nieraz chciałam zrobić jajecznicę z Jaja, ale rosołu z Kury w planach nie miałam jeszcze nigdy.

rosółKsiążka pobudziła mnie do refleksji na temat „ukurzania”. Stali czytelnicy wiedzą, że blog ten powstał właśnie na etapie „ukurzania” mnie samej. Po prostu taka sytuacja, że przeprowadziłam się i nie mogłam znaleźć pracy. Poczułam się więc jak kura domowa. Jednakże przyznam, że mój Mężuś woli kurki z wolnego wybiegu, więc nie zamontował mi klatki. Ba! Od czasu do czasu wywiózł w świat lub puścił wolno, bym sobie polatała. Okazało się też, że mam w sobie jakiś antygen przeciwdziałający ukurzaniu i proces się nie powiódł.

Ale zastanawiam się nad jednym. Są kobiety, które przecież uwielbiają siedzieć w domu, pichcić obiadki, przyjaźnić się z mopem i żelazkiem (sama lubię mieszać w garach i piec słodkości!). Czerpią z tego radość i satysfakcję, a mężowie doceniają (tak, są tacy). Co więcej? Mają swoje pasje, rozwijają je, dbają  o siebie itp. Jednak pogardliwie są określane kurami domowymi. Kura, wiadomo, ma mały rozumek, nie lata, a jej jedynym zadaniem jest znoszenie jaj. Są też takie, których pracy nie doceniają mężowie, traktują wtedy swoje żony jako nieudacznice, które nadają się tylko do garów (i takim panom oczywiście mówimy nie).

Stereotyp kury domowej (zresztą jak każdy stereotyp) jest bardzo krzywdzący. Ponadto nie docenia się pracy w domu. Podobało mi się, jak w książce jedna z bohaterek wyliczyła swojemu mężowi, ile kosztują usługi sprzątania, prasowania, prania, mycia okien, gotowania itp. I okazało się, że ona zarabia więcej niż on. Dlaczego więc jest tak, że niektórzy faceci kompletnie nie potrafią docenić tego, że wracają z roboty i o nic nie muszą się martwić, bo mają gacie wyprane, obiad podany pod nos, a trawnik przed domem skoszony? Takie wychowanie? Tylko kto tych panów wychowuje?

Od momentu, kiedy mieszka z nami babcia, mam okazję obserwować efekty dawnego wychowania kobiet. Dla niej na początku nie do pomyślenia było, że mój mąż robi sobie sam kanapki i parzy herbatę, że czasami obiad odgrzewa z poprzedniego dnia, że kiedy wchodzi do domu, to talerz nie czeka na niego na stole, że czasami sobie sam robi pranie lub prasuje, że robi mi śniadanie. Ba! Początkowo musieliśmy z nią walczyć, by mężusiowi butów nie czyściła. I na wszystko jest zawsze jedna odpowiedź: „Bo to jest mężczyzna, on musi mieć zrobione”. Łatwo się domyślić, jaka jest wtedy moja reakcja: @$#^%$!!!! Zawsze też dopowiadam, że mój mąż nie jest upośledzony. Ale przecież tak dawniej wychowywano kobiety. Być może do tej pory w niektórych rodzinach powiela się ten schemat, a feminizm tam nie ma szans dotrzeć.

Dla przeciwwagi obserwuję dziwną modę polegającą na tym, że jaką kobietę nie spotkam, to ta od razu podkreśla, jaka z niej ślamazara w kuchni, jak nienawidzi gotować, nie umie upiec ciasta, prasowanie przypala, a dodatkowo nie wie, jak obsłużyć piekarnik. Taka dziwna tendencja, która czasami, mam wrażenie, przypomina epidemię. Czy wstydzimy się tego, że lubimy „kobiece zajęcia” (oczywiście przez wieki uznane za kobiece)?

Wkurza mnie też jedna rzecz, że bardzo często o kobietach zajmujących się domem 24 na dobę, to najczęściej inne kobiety mówią z pogardą, jako o mało ambitnych. Ale przecież nie każda jest stworzona do tego, by być panią prezes czy bizneswoman, są kobiety, którym przyjemność sprawia zarządzanie nie korporacją, lecz własnym domem. Czy to źle? Oczywiście mam na myśli sytuację idealną, a więc i męża, i dzieci, którzy to doceniają i szanują.

No…, tak mnie naszło po lekturze książki Sochy. A na koniec genialne zdanie z tejże powieści:

„Jaja są słabe i wrażliwe. Jeśli chce się być twardym, trzeba mieć waginę, bo ta znosi w życiu prawdziwy łomot”.

Jeżeli więc macie waginę, a nie jaja, to moc jest z Wami.

 

 

PS  Ups… Teraz do mnie dotarło, że mam i waginę, i jajo.

0 thoughts on “Trzeba mieć waginę, nie jaja”

  1. Klik dobry:)
    Zawsze twierdziłam, że niesłusznie się mówi o człowieku twardym, że ma jaja. Kto to w ogóle wymyślił?

    Pozdrawiam serdeczne.

  2. Przez jakiś czas mieszkaliśmy z babcią mojego męża. Jej podejście było takie samo. Baba do garów, służy mężowi itp. Oczywiście ja taka nie jestem. Mąż dużo pracuje- siła wyższa więc w tygodniu obiad i inne rzeczy należą do mnie. Przychodzi weekend on rządzi w kuchni. Jeżeli chodzi o kanapki- czasem mu do pracy zrobię ale nie jestem nadgorliwa…miewał różne akcje. Kiedyś pamiętam jak stwierdził co ja takiego w domu robię i czym jestem zmęczona…wystarczyły dwa dni- nie robiłam nic, naczynia ze zlew wypadały itp. Nigdy więcej tego nie slyszałam- ale to było dawno i z pewnością było efektem tego, że parę lat mieszkał z babcią, która wszystko mu pod nos podtykała. Książkę muszę przeczytać

    1. No właśnie, bo tak dawniej kobiety wychowywano i uczono je tego, że mają facetom usługiwać. Takie zachowanie było normą.

  3. A ja mówię całkiem serio, że nienawidzę gotować. Jak bym się spięła, to pewnie bym umiała, ale szkoda mi strasznie czasu na gotowanie i ogólnie domowe czynności. Dla mnie kobiety, które – jak to się mówi – dbają o dom są godne wielkiego podziwu, bo to często cięższa praca niż taka zawodowa. Zresztą – jedne lubią to, inne tamto i wszystko ok, póki to jest prawdziwe, bo – tak, jak piszesz – często babeczki podłapują jakiś trend, nawet się nad tym nie zastanawiając.
    A a propos tekstu babci, to mnie przypomniało się wyrażenie, często powtarzane przez moją przyszywaną babcię ze Śląska, na temat tego, że jej mąż całymi dniami zalegał na kanapie, wygłaszane z pełnym zrozumieniem i przekonaniem – “Chłop to se musi legnąć”;)

    1. Ha, ha 🙂 No, jak musi legnąć, to musi. 😉
      Właśnie o to chodzi, że nie trzeba wszystkiego umieć. Jedno się robi lepiej, drugie gorzej, ale też nie ma się co przechwalać i na przykład wstydzić się tego, że piecze się kapitalne ciasta. Zauważyłam, że niektóre kobiety boją się mówić o tym, że na przykład uwielbiają zmywać naczynia czy piec ciasta, bo boją się zaszufladkowania jako kury domowe, bo to równa się brak ambicji. Trochę to wszystko pokręcone.

  4. Wiem, że nie lubisz jak ktoś ma inne zdanie niż Ty, więc pewnie i ten komentarz wykasujesz. Piszę “pewnie”, bo nie będę nawet tego sprawdzał. U siebie na blogu popełniłem kilka miesięcy temu post o podobnej treści, chociaż różniący się w ocenie pojęcia “kura domowa”. Otóż moim zdaniem / 🙂 / nie można standaryzować pojęcia kura domowa i odnosić go wyłącznie do czynności wykonywanych w gospodarstwie domowym. Jedna ze znanych aktorek rozkręciła biznes w trudnym politycznie regionie wykazując przy tym duże umiejętności organizacyjne, ekonomiczne, i marketingowe. Jednak pomimo “nie bycia kurą domową” (mieszka głównie w hotelach lub wynajmowanych ekskluzywnych apartamentach bez kuchni!), została uznana za taką przez otoczenie oceniające, że jest analfabetką w zakresie obycia towarzyskiego, totalnym nieporozumieniem na salonach, i osobą pozbawioną wrażliwości i duszy artystycznej …

    1. Anzai, nie wiem skąd pomysł, że ja kasuję komentarze, w których jest inny pogląd niż mój? Zapewniam Cię, że nigdy żadnego nie wykasowałam, więc nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. Jeżeli też nie masz zamiaru sprawdzać, co się dzieje z komentarzem i jesteś przekonany, że go wykasuję, to w takim razie po co go wrzucasz?

      1. No cóż zakładałem, że jak zwykle nie odniesiesz się do sedna sprawy, jakim moim zdaniem, jest przestarzała definicja “kury domowej”, która w dzisiejszych czasach pomija zajęcia w gospodarstwie, i odnosi się bardziej do niedostosowania społecznego, zapóźnienia cywilizacyjnego, czy niedomogów w zakresie obycia towarzyskiego. Podałem przykład, ale myślę teraz, że kurami domowymi mogą być też t.zw. “słoiki”, które mniej robią koło domu a więcej skupiają się na uzyskiwaniu dochodów z pracy. Tak myślę, ale może się mylę.
        Jak widzę jednak ten wątek Cię nie interesuje, a więc odpowiadam na Twoje pytania: Po naszej ostatniej dyskusji, gdzie pozwoliłem sobie wrzucić uwagę, iż mężczyźni też dysponują mięśniem Kegla, moje kolejne 3-4 komentarze nie dały się już opublikować. Uznałem, że jestem na “czarnej liście” i przestałem komentować. Teraz także byłem przekonany, że komentarz nie doczeka się moderacji, dlatego miałem nadzieję, że może chociaż przeczytasz i ten wątek pojawi się w komentarzach, bo przecież świat idzie naprzód i kura domowa oznacza już zupełnie coś innego.
        Przepraszam, że “wszedłem na Twój blog”, i obiecuję, że to się już nie powtórzy.

        1. Anzai, myślę, że zdecydowanie będzie lepiej, jak sobie odpuścisz czytanie mojego bloga. Widzę, że wydawanie “wyroków” przychodzi Ci bardzo łatwo. Nie mam kompletnie pojęcia, jak można kogoś zablokować na blogu, ale Ty przecież wiesz lepiej, że już byłeś na czarnej liście. Trudno też odnieść się do sedna sprawy, jeżeli oskarżasz mnie o coś, czego nie zrobiłam i od tego (mentorskim tonem) zaczynasz komentarz.

          1. Do kwestii czytania (“wchodzenia na Twój blog”) już przecież się odniosłem wyżej. Nie wiem natomiast dlaczego wmawiasz mi jakieś oskarżenia? Nie jest przecież oskarżeniem coś, co jest dostępne regulaminem – nie podoba się jakiś bloger, jest wulgarny, chamski, obraża innych, itd. to wpisujemy jego IP w odpowiednie okienko i po sprawie.
            Serdecznie pozdrawiam

  5. Ale trafiłaś z tematem. Idealnie wpasowuje się w jeden z wątków projektu, o którym wspominałam ci dzisiaj rano. Muszę poczytać sobie komentarze. Zawsze coś ciekawego się dowiem.
    Sama jestem takim domowym managerem. Osobiście to lubię i jestem wdzięczna mężowi, losowi, że mogę nie pracować zawodowo i w całości zająć się dziećmi, domem. Ale spotykam się z tym, że inne kobiety coraz częściej zadają mi pytania: Nie wróciłaś jeszcze do pracy? Przyznaj tak szczerze, że ciągnie cię już do ludzi, do pracy. I jak tam, szukasz pracy, chodzisz na jakieś rozmowy? Nie nudzi ci się czasem? Znajomy szuka kogoś do biura..
    Zupełnie tego nie rozumiem, bo to przecież moja i męża decyzja i takie pytania podszyte pogardą są według mnie wścibstwem. Ale nie przejmuję się tym 🙂

  6. Nieprawdą jest, że dawniej tak kobiety były wychowywane. Ja też tak byłam chowana. Tylko to miało być tak: mężczyzna pracuje zawodowo, kobieta: pracuje zawodowo, ma własne oszczędności i wszystko w domu robi. Wysiłki wychowawcze mojej matki przynajmniej w moim przypadku, spełzły na niczym. Jak nie lubiłam sprzątać, tak nie lubię i jeśli znajdę pracę to zatrudnię kogoś, kto będzie to robił za mnie, bo bałagan mnie wkurza. Ale gotować i piec to kocham. I robić zakupy spożywcze też, bardziej niż te ciuchowe.
    – Pani nie pracuje?
    – Pracuję. Ale nie zarobkowo – to jest moja sztandarowa odpowiedź.
    A moja matka i moja świekra to pod względem tego, co kobieta powinna to pokrewne dusze.

      1. Właśnie od dawna zauważam, że kobiety kobietom chyba więcej krzywdy robią niż mężczyźni. I to na różnych frontach. Ginokolożki niejednokrotnie bywają bardziej wredne od ginekologów, młode matki skaczą do gardła innym młodym matkom (czyli terror laktacyjny vs, butelkowe lenistwo, wyrodna matka karierowiczka vs. kura domowa a.k.a. mniamuśna mamuśka – to drugie to autorstwa Cherrie Blair). I na ogół o tym, że kobieta wydekoltowana i w mini to dziwka to syn też dowie się prędzej od matki niż od ojca.

  7. Kura domowa.
    Według mnie to kwestia nazwnictwa bądź co bądź negatywnego. I jak również widziałem na pewnych sztandarach, określanego mianem mizoginistycznego (tak bardzo ostatnio ujeżdza się to słowo).

    Menager Domu lub Specjalista ds. Zarządzania Zasobami Domowymi – brzmi dostojniej i jak faktyczne stanowisko pracy.

    Wagina, a Fallus….

    i znów kwestia wyższości deklamowana nad opadem męskości. 🙂

    pzdr.

    1. Ha, ha 🙂 wiem, brzmi szowinistycznie, ale chyba wszelkie przejaskrawienia pobudzają do refleksji. 🙂 A nazewnictwo faktycznie różne, ważne jednak, co się pod nim kryje. Bo jak to ktoś kiedyś powiedział, czy róża inaczej pachniałaby pod inną nazwą? 😉 🙂
      Pozdrawiam również.

  8. myślę, że faceci nie umieją tego docenić bo jak mówiłaś są do tego przyzwyczajeni i pewnie uważają, że ten cały porządek, pranie iinne czynności domowe wykonały się same, bez udziału kobiety.
    pozdrawiam

  9. 🙂 🙂 🙂
    bardzo lubię piec, lubię też gotować 🙂 wymyślać i sprawia mi przyjemność kiedy mam to dla kogo robić… niestety mój syn jest mało wdzięcznym domownikiem bo… on tylko kotlety, kotlety i makaron, i pierogi (babcia robi pierogi, i na całe szczęście)

    pranie – a jaki to dzisiaj jest problem – pranie robi pralka, a kto to rozwiesi… cóż… Młody umie, ale robi to po swojemu, więc wolę sama to zrobić PO MOJEMU 🙂 (np. pranie i każda skarpetka musi przed powieszeniem być strzepnięte, a przy ściąganiu prania spinacze muszą być równo z boku sznurka poprzypinane – wiem to już dewiacja)

    lubię ładnie wyglądać, owszem dla siebie też, ale więcej mi frajdy daje jeśli w innych oczach widzę aprobatę… jakoś tak po babsku wówczas “rosnę”

    trawnika unikam, chyba, że nie mam opcji aby się wykręcić – w końcu to męskie zajęcie jest… ja w tym czasie mogę kwiatkami się zająć 😛

    nienawidzę prasować …

    1. Też lubię się przeglądać w czyichś oczach (szczególnie Mężusia). A wiesz, że ja uwielbiam kosić trawę? Ten zapach! A w prasowaniu jednoczę się z Tobą. 🙂
      Moje Jajo jest na wygnaniu, więc samo sobie gotuje i pierwszy samodzielnie zrobiony obiad to podobno było coś niesamowicie pysznego, ale zaraz dodało: “Jakbyś mi coś takiego zrobiła, to pewnie nie wzięłabym do ust tej brei”. 🙂

      1. 🙂 wiesz, może gdyby nie to, że kilka ładnych arów trzeba ogrodu z kosiarką przelecieć co tydzień, a najdalej co dwa… to może też miałabym inne podejście do tematu 😛 – zapach koszonej trawy, takiej na łąkach, na siano – UBÓSTWIAM 🙂

        Młody idzie na łatwiznę – kupuje frytki do piekarnika, albo otwiera zamrażalnik, albo idzie do babci na pierogi 🙂 choć nie powiem, bo np. naleśniki umie sam zrobić 🙂 :), ziemniaki tez sam ugotuje, i makaron z serem też zrobi, pewnie, gdyby musiał, to z głodu by mi nie umarł i sam ugotował, ale obawiam się, że gdyby musiał, to znalazłby szybko kogoś kto by mu gotował… gdyż jemu się nie chce… woli nie jeść, niż samemu sobie coś czasem zrobić 😛

    1. Krzysiu, ja wiele mądrych prawd życiowych od Ciebie usłyszałam/przeczytałam (tak mi się teraz skojarzyło) i pewnie niejedna kobieta zazdrości H. 🙂

  10. Tak… Jeden z moich ulubionych tematów… Właściwie wszystko już powiedziałaś, więc pozostaje mi tylko podpisać się pod tym. Chciałam jeszcze powiedzieć, że ci faceci, którzy nie doceniają kobiet pracujących w domu, nie doceniliby ich nawet wtedy, gdyby zrobiły oszałamiającą karierę. Mają problem ze sobą, nie ze swoimi kobietami. Jeśli w związku jest szacunek, to on nie zależy od zawodu i stopnia kariery. I mnie wkurza ten pogardliwy stosunek do kobiet, które decydują się zostać w domu. Powiedz na jakiejś imprezie, gdzie trzeszczą stawy odgiętych paluszków, że jesteś kurą domową… Najpierw popatrzą na Ciebie tak, jakbyś się przyznała do choroby wenerycznej, a potem przestaniesz istnieć. Wiem, bo kiedyś przeprowadziłam eksperyment… 😀

    1. Też mnie to zastanawia. A najgorsze, że najbardziej oburzone będą kobiety i od razu przykleją Ci łatkę “mało ambitnej”. Ostatnio właśnie rozmawiałyśmy o tym z koleżanką. Ona stwierdziła (pracuje zawodowo, ale można powiedzieć, że jest to pół etatu, nie siedzi po nocach nad robotą itp), że w domu, przy zajęciach domowych właśnie odpoczywa, że lubi to pielęgnowanie domowego ciepełka i chętnie robiłaby to 24 na dobę. Ale fakt faktem, nie zawsze można sobie na to pozwolić chociażby ze względu na finanse. 🙂
      A eksperyment muszę też przeprowadzić. Jestem ciekawa tych min, które zobaczę. 🙂

  11. Myślę, ze każda kobieta dokonuje sama wyboru. Czasami lubię nawet być sobie kura domową, byleby nie za długo i oczywiście to ma być mój wybór.Wszelkie nakazy, bardzo źle na mnie wpływają.

  12. Witam
    Wiele kur domowych to naprawdę kury i to takie które co rano sprzątają posprzątane, bo nie mają tak naprawdę nic innego do roboty, a przez te ciągłe zajmowanie sie domem nie udało im się odnaleźć żadnej pasji.
    Bardzo często zresztą taką pozytywną kurę domową , która naprawdę lubi to co robi …ogłupia własny facet, mąż, bo wtedy łatwiej ją wykorzystać i sterować.
    Ja rozwiodłam się ze stuprocentowym samcem 🙂 ale zauważyłam ciekawą rzecz ….Mój obecny ” jeszcze nie mąż” pomaga mi we wszystkim choć często trzeba mu palcem pokazywać albo pisać na kartce 🙂 Nagle moje niektóre koleżanki zaczęły uważać, że go wykorzystuję i w ogóle, że on jakaś po pierdółka jest skoro gary myje, odkurza czy np gotuje….Uznałam to za zazdrość i tyle 🙂

    1. Najdziwniejsze w takich sytuacjach faktycznie jest zachowanie innych kobiet, a potem się dziwimy, dlaczego nam faceci nie pomagają.
      Masz rację, że bardzo kurze jest sprzątanie posprzątanego, najgorsze nie mieć pasji i zainteresowań, wtedy od powtarzanych codziennie bezsensownych czynności można oszaleć.

  13. Ko ko kooooo .. łączę się z Tobą, ale nie w bólu 😉 bo jako kura udomowiona od prawie roku, wcale nie czuję się jak podgatunek kobiety… wprost przeciwnie, znajduję sobie tyle zajęć, jak nigdy dotychczas… a najważniejsze, że jest mi z tym dobrze. Grunt, aby mężczyzna naszego życia TO docenił.

      1. Zanim się połapałam, że jestem wykorzystywaną kurą domową to naprawdę byłam z sibie dumna i kochałam to co robiłam i dziś gdy to wspominam to czuje się fajnie i szkoda że to wszystko prysło jak bańka mydlana. Prawda o tym, że z kury domowej stałam się służącą bardzo mnie zabolała 🙂

        1. Smutno, to pewnie mało powiedziane. Najgorzej, jak człowiek się stara, a partner tego nie docenia, w dodatku manipuluje i wykorzystuje.

  14. Ja chyba od samego początku wiedziałam, że żadnej kury ze mnie nie będzie. I miałam rację. Nigdy nie pozwolę się zagnać do “babskiej roboty” tylko dlatego, że to mój “obowiązek”.

  15. Witam.

    Uzupełniam braki pourlopowe w czytaniu bloga i nie potrafię się powstrzymać przed wyjaśnieniem zwrotu “trzeba mieć jaja”. Otóż w potocznie używa się skróconej wersji, która rzeczywiście nie ma zbytnio sensu ale wersja pełna brzmi sensowniej: “Trzeba mieć jaja ze stali”, lub też “ten to ma jaja ze stali”.
    Nie wiem czy po tygodniu od publikacji czytasz jeszcze komentarze ale jeśli tak to może mój Ci sie do czegoś przyda. Pozdrawiam

    1. Czytam, czytam i witam po urlopie. Masz rację, że to powiedzenie w pełni tak brzmi, szczerze mówiąc, całkiem o tym zapomniałam. A stalowe jaja mogą zmieniać postać rzeczy. 🙂 🙂

  16. tak wychowuje się w niektórych miejscach do dziś- w dodatku coś, co jest w nas zakorzenione od dziecka bardzo trudno pózniej wyeliminować- np mój tata, którego naprawde cenie ma takie przekonanie dawniejsze, że syn to syn, a córka to…jednak coś gorszego,facet gdzie pójdzie tam go będa chcieli- kobieta musi się starać, byc grzeczna i wogole zeby kogoś znalezc, w dodatku pozniej- musi się nadal starać i facetowi podlizywać bo facet ją może zostawić- nie bierze możliwości takiej, że ona jego- jakto? kobieta zostawiła faceta?! pewnie kopnąl ją w dupe! zawsze wkurzalo mnie to na maxa i choc pokazałam mu już miliony przypadków wskazujacych na co innego- to nie, niby pokiwa głowa- tak, tak zrozumial- a za jakis czas to samo…

    co do usługiwania- tez musze uwazać by nie wpaść w pułapke i sama nie pogorszych swojej sytuacji. Dawniej- pracowałam dużo, ogólnie chetna byłam do wszystkiego więc brałam wszystkie możliwe dodatkowe zlecenia- przy obsłudze meczy, imprez, jako hostessa, sprzedawca- wsio…teraz nie pracuje, mąż wogóle nie bral na poczatku takiej mozliwosci zeby kobieta pracowała- taki typowy samiec, bardzo męski- teraz na ten temat nie dyskutujemy, ma świadomośc że ucze sie jezyków, chce zrobic jakies kursy, szkolenia, nauczyc sie nowych rzeczy- by podniesc swoje kwalifikacje jak bede wracac na rynek pracy, ale jest cisza- nie szukam ofert, nie pracuje- zajmuje sie domem , dzieckiem i nim i jak to ostatnio mi powiedzial ” to kobieta jest oodpowiedzialna za ognisko domowe”, póki jest wiec czas na to- wykorzystuje go, staram sie czerpać radośc z kazdego dnia, zaskakiwac go kolacja,sprzatac, ale tez znajdywac chwile dla siebie aby byc chociaz ” zadbana kura domowa:), moze w tym znajde sposób na siebie? czy to coś zlego- moze kiedys wroci moda na kobiety w domach? czy teraz naprawde jestesmy zadowoleni z relacji rodzinnych? slyszalam kiedys, że dom starców to kara za złobek- moze to prawda? posluchajmy młodych ludzi, w jakich domach sie chca wychowywac, moze cos w tym jest i o te relacje rodzinne ktos napprawde musi dbac?co sadza o tym faceci?

    1. Nie ma nic złego w zajmowaniu się domem, budowaniu ogniska domowego, dbaniu o rodzinę, jeżeli ma się czas dla siebie i na swój rozwój. Tak jak napisałaś, trzeba się rozwijać, być przygotowaną na ewentualny powrót do pracy i mieć coś swojego, w czym jest się dobrym, znajdować radość i spełnienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *