Buc jeden

Człowiek z reguły stara się być uprzejmy. Toż jak się uśmiechnie, użyje magicznych słów (trochę innych niż abra-kadabra), to od razu lepiej się na tym świecie robi. Tak sobie właśnie główkuję.

Kiedy jadę autobusem, ktoś nadepnie mi na stopę, to co robię? Uśmiecham się przez zęby i na „przepraszam” odpowiadam, że „nic nie szkodzi”. Co z tego, że w głowie właśnie: !@#@&*!!! Ważne, że nie napadam na winowajcę z mordą, tylko szczerzę do niego swoje uzębienie.

Wydaje mi się, że jednak tak przyjemniej. Nie optowałabym tutaj za pełną szczerością w wyrażaniu emocji.

targOstatnio robiłam zakupy na targu, jak w każdy piątek zresztą. Nauczyłam się już, że rower wtedy przypinam, a zakupy robię, przemieszczając się tylko z (ekologiczną!) siatką. I jak patrzę na ludzi przeciskających się z rowerami przez tłum, to lekko mi ciśnienie skacze, ale jak mnie ktoś potrąci, to jedynie uśmiecham się, nie wrzeszczę na niego, nie wydzieram się, nie wyładowuję emocji. Ewentualnie podpowiadam (całkiem kulturalnie, choć postawił na mojej nogawce niezłą pieczątkę oponą rowerową), gdzie można „zaparkować”. I tak sobie ułożyłam w swojej rozczochranej, że to norma. Bo przecież nawet jak ktoś niechcący mnie pobrudzi, to mam w domu wodę, proszek. Jak to mówią Kociewiacy, to się da.

No, ale stoję w ogonku po ziemniaki.

Przede mną jedna kobitka i facet. Sprzedawczyni machnęła szuflą i jeden ziemniak z korytka wyleciał. Pech chciał, że akurat na klienta prawie przyklejonego do miejsca z ziemniakami. A ziemniak jak to ziemniak, czy jak kto woli kartofel albo pyra do najczystszych nie należy. Toż wykopany z ziemi. Ziemią obsypany. Ziemię rozsypujący. I piękny (choć bardzo delikatny) ślad zostawił na spodniach mężczyzny. A ten? Jak się zaperzył! Jak się zagotował! Indor w ludzkiej postaci! Jak nie rzucił się z wyzwiskami na kobietę! Ta zamarła. Zaczęła przepraszać. Kobieta za facetem próbowała żartować, ja żart podjęłam, jednak facet chyba na żartach się nie znał. Proponujemy mu, by łapką sobie strzepnął. Oczywiście brud ze spodni. Choć może co innego też by się przydało, bo takie miał ciśnienie (za przeproszeniem). A ten dalej fuka na nas, że nie, bo „rozmaże, a brud się głębiej wbije w materiał!”. W końcu sprzedawczyni, przestraszona już na amen, prawie na zawał schodzi (od razu mi się „Śmierć urzędnika” Czechowa przypomniała), bezradnie pyta, co ma zrobić.

– Pięć złotych za pranie poproszę – wypalił facet. Zamurowało mnie, bo toż taki jeden ziemniaczek dużej szkody nie zrobił. Zanim facet dojdzie do domu, to jeszcze bardziej się zakurzy.

Sprzedawczyni wypłaciła mu 5 złotych, a ten zrezygnował z ziemniaków. Stwierdził, że nie będzie tu już kupował, jak tak traktują klientów. I polazł w siną dal. Buc jeden.

I tak sobie myślę, że biedny ten, kto takiemu na stopę w autobusie nadepnie, nosek buta zgniecie, przybrudzi, skórę zarysuje…

0 myśli na “Buc jeden”

  1. Ano, różni są ludzie i różne indywidua, nic nie zrobisz.
    Ale tak obie myślę, że powinnam od mojego dziecka codziennie przynajmniej piątala brać, bo jeszcze się nie zdarzył dzień, żeby mi choć troszkę ubrania nie wybrudził;)

    1. No fajne to ……Czuje, że ja też mogła bym w ten sposób zbierać do skarbonki 🙂 , a gdyby jeszcze od koleżanek w pracy o…. oooooooooo, to by się zebrało , tylko z psem mam problem ale też do rozwiązania, bo pies jest pupilem ” nie męża ” więc on mógł by mi płacić tego piątaka
      Serdecznie pozdrawiam Wszystkich

  2. Może Pan miał zły dzień.
    Zawsze jakoś się staram tłumaczyć ludzi. No, że nie są wredni z natury, tylko czasami tak mają, bo inaczej strach by było do kogokolwiek się odezwać 😉

    1. Ale ludzie są wredni może nie z natury tylko z powodu tego, że prowadzą nieszczęśliwy tryb życia…Szkoda mi takich…Nie dawno jednak byłam bardzo niegrzecznym klientem w urzędzie miasta tyle tylko, że pani tam pracująca nie szanowała ludzkiego czasu i pieniędzy ….Choć dziś po czasie zachowała bym się może nie co inaczej 🙂 (Zapraszam do przeczytania postu na moim blogu “Uprzejmość na co dzień czy od święta,a możne sobie ją darujmy” gdyby ktoś miał ochotę)
      Pamiętam, że kilka lat temu stojąc w kolejce w jednym sklepie podsłuchałam rozmowę ekspedientek o tajemniczym kliencie, który od lat przychodzi do ich sklepu i zawsze się awanturuje. I w tedy, tego dnia też przyszedł oczywiście wepchnął się na początek kolejki, po czym zaczął dokonywać zakupów. Patrzyłam na to z dużymi oczami i z uśmiechem na twarzy, bo uświadomiłam sobie, że facet miał troszkę w tym racji. Prosił np o sos grzybowy, a pani ekspedientka zaczynała go szukać na półce, po czym mówiła , że takiego nie ma i pytała się czy może być pieczarkowy….:) I wtedy pan wpadał w szał, mówiąc o tym , że chyba wyraźnie prosił o grzybowy i że by mu tu nie wychodziła z pieczarkowym….Zrozumiałam, że najbardziej wkurzało go gdy proponowała mu coś w zamian 🙂 Uznałam gościa za dziwaka 🙂

      1. Aż dziwne, że facet nie zmienił sklepu. 🙂 Ale to prawda, że chyba najczęściej awanturują się frustracji. Rekompensują sobie to, co im w życiu nie wyszło. 🙂

  3. Patrzcie państwo, taki hrabia a zszedł z piedestału i kupuje ziemniaki? Po prostu w dupie mu się poprzewracało… no to żem sobie upuściła pary. Szkoda że na Twoim blogu, co nie … ale ciśnienie się podniosło po przeczytaniu powyższego.

  4. Ja w takich przypadkach mam wrażenie, że jakiś nerw uciska takiej osobie na zwoje. Marcepan się niedotlenia i wychodzi taki do ludzi. Chociaż czasem uznaję, iż zwyczajnie taki osobnik się nie załatwił i mu uciska kupa stąd posrane myśli i gówniane zachowanie. 🙂

    Jak najdalej od takich.

  5. oj, OH, ależ to ideał na trudne dni 🙂 takie kiedy frustracje całego świata pozbierają się we mnie… normalnie to jak dar z nieba taki buc na mojej drodze 🙂 … uwielbiam na takich bucach rozładowywać napięcie 🙂 … mogę sobie po-bluzgać, pomarudzić, pokrzyczeć i powyzywać ile dusza zapragnie,a on co? Ano nic – będzie mi wtórował i nakręcał siebie jeszcze bardziej, i mnie również, aż mi cale napięcie zejdzie i na koniec … ze szczerym i szerokim uśmiechem czasem udaje mi się powiedzieć “Dziękuję Panu bardzo” 🙂 … mina za ten szczery uśmiech i zaniemówienie BUCa – BEZCENNE 🙂 a mnie lżej na duszy i bez wyrzutów sumienia 🙂 mogę wrócić do domu i nie pyszczyć na rodzinę

  6. Czasem ludzie idą na zakupy nie po to żeby coś kupić, ale po to żeby kogoś opieprzyć i się wyładować. Pracowałam kiedyś w sklepie i uwierz poznawało się taką personę już po tym jak wchodziła do sklepu 🙂

    1. Robiłam na ten temat wywiad, bo bohaterka mojej powieści “Szeptów dzieciństwa” pracuje w sklepie, więc mniej więcej teraz wiem, jak jest. 🙂

  7. O matko, faktycznie stała mu się wielka tragedia :/ Pewnie teraz dumny z siebie opowiada jak bohatersko zachował się na targu, gdzie w ten sposób klientów się traktuje 😉

  8. Ja dziś za to miałam odwrotnie. Zostałam zbesztana przez sprzedawczynię, że płacę jej pięćdziesięciozłotówką.
    Nie miałam inaczej, usiłowałam wysupłać drobne. No nie miałam 3 złotych i co ja na to poradzę??? Nie znam bankomatów z monetami. Widziałam na zdjęciach takie ze sztabkami złota.
    Tłumaczę kobicie jak krowie na miedzy, że nie mam, a ona coraz głośniej z japą na mnie “że kolejna osoba rzuca kasą, i że co to ma być?”. Normalnie zdębiałam.
    Wreszcie mi wydała co mi się należało, ale powiedziałam jej grzecznie, że jej zachowanie w stosunku do klienta jest cokolwiek nie na miejscu. Masakra jakaś.
    Drobne to odwieczny problem w sklepach, ale jeśli ja ich nie dostanę to niby skąd je brać? Jak mam przeciążony portfel to staram się w zaprzyjaźnionych sklepikach zamieniać na papierowe 10tki czy 20tki. Ten sklepik już nie jest zaprzyjaźniony. No może będę robić zakupy jak będzie na dyżurze druga pani ekspedientka. Ta dzisiejsza miała wyraźnie zły dzień. Tylko czemu ja jestem temu winna?
    Pozdrawiam 🙂

  9. Głupi jakiś. Kobieta płaci mu odszkodowanie za przybrudzone spodnie a ten, że on już tu nie wróci. Toż to nic tylko wracać, kupować ziemniaki i modlić się, żeby znów jakiś nieopatrznie zetknął się z dowolnie wybraną częścią garderoby.
    Swoją drogą ja na targowisko zawsze chodzę ubrana tak, żeby nie kląć jak mi się ciuch przybrudzi i nie rozumiałam nigdy tych elegantek na szpilkach (zwłaszcza we Wroc. na Dworcu Świebodzkim) i wyelegantowanych jak do teatru. Ja po wyjściu z takiego Świebodzkiego to buty musiałam czyścić choćby chusteczką higieniczną, takie tam tłumy były. A Pan Buc może się też prosto z targu do teatru wybierał? Jak na kulturalnego człowieka przystało… A tu taka plama.

    1. Ha, ha 🙂 Teatr to on sam zrobił, więc może był do tego przygotowany. 😉 🙂 Też na targ ubieram się w najzwyklejsze rzeczy, bo u nas nie ma eleganckich chodników pomiędzy straganami. 🙂

  10. Jezu! Ile ja musiałabym od uczelni żądać za ubrudzone ubrania! (Przecież siadam na zakurzonym, bo nikt nie przetrze siedzenia, zanim usiądę.) Idę spisać jakiś pozew czy cuś 🙁

  11. Któregoś razu byłam w Tesco późnym wieczorem, kiedy już wszyscy ludzie tam pracujący są zmęczenia całym dniem pracy. Stoję z córką w kolejce do kasy, a przy kasie obok rozgrywa się dramat ha ha jakieś młodej baby z dzieckiem poganiającej kasjerkę, której skończyła się jakaś biała rolka w kasie ( nie znam się na tym ale wiem, że coś się tam skończyło) Młoda kobieta stała z dzieckiem i mężem, który aż był czerwony ze wstydu za żonę. Ona zaś nagłos wyrażała swoje niezadowolenie z sytuacji. Nie wytrzymałam wyciągałam komórkę i zaczęłam je pstrykać focie głośno komentując do córki – Wrzucimy to na fejsa niech ludzie zobaczą jak można się niegrzecznie zachowywać !!!!
    Baba zaczęła pyskować ale, że miałam ją w dupie, a ludzie obok stali po mojej stronie więc zakrzyczeliśmy ją 🙂 Podeszła do mnie bardzo blisko i wysyczała, że nie życzy sobie tych foć na fejsie ale powiedziałam jej, że trzeba było się wcześniej zastanowić jak się zachowuje. Oczywiści puściła mi wiązankę ale mnie słowa od takich ludzi nie ranią. Oczywiście nie wrzuciłam tych foci na fejsa 🙂 ale co tam, niech sobie głupie babsko teraz myśli 🙂

    1. Muszę przyznać, że to bardzo dobry sposób na takiego osobnika. Wiadomo, że bez zgody nie można takich zdjęć opublikować, ale zawsze można kogoś postraszyć albo rozładować atmosferę. 🙂

  12. Pracuję w prywatnej przychodni, w której przyjmują lekarze kilku specjalności. Odbywa się to w ten sposób, że pacjent dzwoni lub przychodzi osobiście i zapisuje się do danego specjalisty na konkretny dzień i godzinę. Nie ma tak, że lekarz siedzi w gabinecie i czeka, aż łaskawie się ktoś zjawi, bo – powiedzmy sobie szczerze – nie opłaca się to.

    Większość pacjentów o tym wie i nikt nie ma z tym problemu.

    Ale i tu zdarzają się takie kwiatki, jak pewien “dżentelmen”, który przyszedł i mówi, że chce teraz w tej chwili być przyjęty do lekarza pierwszego kontaktu, bo ma kaszel. Niestety, takich lekarzy nie mamy. Pacjent się na to pyta, co mogę mu zaproponować w zamian (myślę sobie: niech pan idzie do domu i napije się ciepłej herbaty), więc mu powiedziałam, że ewentualnie wizytę u laryngologa, ale to dopiero za trzy tygodnie.

    Facet tak się oburzył, że w prywatnej przychodni nie może być przyjęty tak z miejsca, tak się zafukał i zapluł swoim jadem, że wszyscy pacjenci w poczekalni się z niego otwarcie śmieli – bo była to tak absurdalna sytuacja, że inaczej, niż śmiechem, nie można jej było obejść 🙂

    Niestety, wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z klientami, po którejkolwiek stronie kontuaru, jesteśmy narażeni na takich chamów…

    Pozdrawiam,
    Ewa

    1. Czasami ludziom chyba się wydaje, że jak płacą, to mogą wymagać niestworzonych rzeczy. 🙂
      Pozdrawiam również. 🙂 I jak najmniej takich pacjentów/klientów. 🙂

  13. Kiedyś stanęłam w obronie pani ekspedientki na stoisku mięsnym w Kauflandzie. Też taki buc po nie krzyczał,że nie ma już gulaszu w promocji i że kolejka wolno się posuwa. Ja mu powiedziałam że na około jest dużo sklepów i wcale tu nie musi robić zakupów. Efekt. Moje dziecko za każdym razem wcina darmowe kiełbaski 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *