Strefa nagości

Emocje w końcu lekko opadły. Ale szkoda, że nie mam skrzydeł, bo poleciałabym jak nic. Dzisiaj powietrze ze mnie zeszło, więc jestem sflaczały balonik, który sobie spokojnie leżakuje i czeka na powiew wiatru. Ale całkiem się nie lenię. Skrobię sobie pazurkiem i skrobię. Bez ciśnienia, na spokojnie.

strefaW sobotę Mężuś zabrał mnie na randkę do Sopotu. Poszliśmy coś przekąsić (czego babcia nie mogła przeżyć, bo „jak to chodzić do restauracji, jak w lodówce pełno”), a potem do kina („a po co do kina, jak telewizor wielki jak szafa?”). No, ale poszliśmy do kina studyjnego. Ambitnie (czasami tak lubimy). Zapowiadało się interesująco, bo wcześniej słuchałam wywiadu z reżyserką i byłam naprawdę ciekawa tego dzieła.

„Strefa nagości” Urszuli Antoniak nie przyciągnęła tłumów do sali kinowej. I przyznam, że po pół godzinie oglądania stwierdziłam, że jestem debil. Niestety to kino okazało się dla mnie zbyt ambitne. Film bez słów, podzielony na rozdziały, o fascynacji dwóch dziewcząt – Holenderki i Arabki. Ładne zdjęcia, dobra muzyka… i chyba tyle. Według mnie książka, spektakl czy film to mają być emocje. Moje emocje. A ja podczas oglądania czułam jedynie, że będę mieć odciski na dupsku. Absolutnie nie przekonała mnie gra młodych aktorek. Zero emocji. Kompletnie nie czułam tego, że są sobą zafascynowane. Nic. Patrzyłam z niecierpliwością na zegarek.

Oczywiście można by interpretować, że to starcie dwóch kultur, dwóch światów (jedna bogata, druga biedna), dwóch religii. Bo co jest najintymniejsze dla muzułmanki? A co dla Europejki (nieznanego wyznania)? Ponadto jest to przecież fascynacja tą samą płcią, więc temat na czasie. W filmie są piękne ujęcia wody powoli spływającej po kobiecym ciele. Nie raz, nie dwa, ale częściej. Jak dla mnie za często i po którymś razie robi się to po prostu kiczowate.

Wiem, powiecie, że debil, że ambitnego kina nie rozumie. I zgadza się. Podpisuję się pod tym. Biję w piersi. No, nijak mnie nie ujęło. Wynudziłam się jak mops.

W pewnym momencie podczas oglądania filmu spojrzałam na Mężusia. Ten siedzi. Poważna, mądra mina. Zmarszczka na czole intelektualnie zaznaczona. Ups. Myślę sobie, że normalnie głąb ze mnie do kwadratu. Rozglądam się po sali w obawie, że tylko mnie film nie zachwyca. I nagle! Ufff! Jeden facet śpi. A kobieta za mną szepcze, że już nie może. No, to jesteśmy w domu. To nie tylko ja tak mam. Tylko ta mina Mężusia mnie niepokoi. Nachylam się i pytam, czy mu się podoba. I tu pada siarczyste przekleństwo. Ha! A jednak. Też już spoglądał na zegarek. No, ale daliśmy radę do końca, choć ciężko było. My raczej z tych, co nie wychodzą, bo może jednak po jakimś czasie okazałoby się, że film by się rozkręcił, pojawiłoby się jakieś napięcie, a może emocje. W tym przypadku jednak emocje były w deficycie.

A jaka jest strefa nagości? Chyba u każdego inna. (Dla muzułmanki intymną częścią są włosy, muszą więc być zakryte.) Kiedy popatrzymy na ulicę, to okaże się, że półdupki czy cycki na wierzchu to jeszcze nie nagość. Tak sobie jednak myślę, że czym więcej zakryte, tym większa tajemnica.

0 myśli na “Strefa nagości”

  1. Ponoć faceci wolą kobiety bardziej ubrane niż rozebrane.Bo wtedy ich wyobraźnia działa 🙂 .I tak się biedulka pocieszam ukrywając swe krągłości i niedoskonałości pod ciuchami haha :).
    Czytając opinie o tym filmie ,nie Ty jedna Kuro miałaś takie odczucia 🙂 .Ogólnie film przydługawy i nie wiadomo jak go ugryźć i z czym zjeść…

  2. Widzisz, ja na przykład w ogóle ambitnego kina nie lubię. Ja prosta dziewczyna jestem i filmy traktuję czysto rozrywkowo, więc mnie by wołami na taki film nie zaciągnęli:)

  3. Nie mam nic przeciwko ambitnemu tworowi. Czasem lubię rozkładać filmy na małe elementy i analizować co się stało, jak to odbieram i czy zabieg reżysera się udał czy nie.

    Nie lubię natomiast gdy autor, reżyser ogólnie kto kolwiek, rzuca Ci swoim tworem w twarz, oczekuje poklasku, a swoją nadętością pokazuje danemu osobnikowi miejsce w szeregu. Najczęściej ukazuje się to u doświadczonych czy uznanych osób. Ja rozumiem dorobek, wiedza, ale przecież trochę ogłady i obycia się przydaje. Po co odrazu deptać i pluć słowem.

    co do nagości wolę jak jest ukryta przed odkryciem.

    pozdrawiam.

  4. Nagość w filmie/książce tylko uzasadniona. I tylko w ilościach w jakich jest uzasadniona.
    A co do niektórych bardzo ambitnych dzieł to czasem się zastanawiam czy ta głębia etc. w jaką ubierają je twórcy to przypadkiem nie są nowe szaty cesarza…

  5. Naprawdę się nie znasz, Anno. Takie filmy wyświetla się po to, żeby widzowie mogli całować się po kryjomu… Ja też pierwszy pocałunek zaliczyłem w kinie…

  6. A już myślałem, że Mąż łyknął kinowego bakcyla. Film musiał być rzeczywiście kiepski skoro nawet faceci nie odnaleźli zainteresowania w dwóch kobietach 😀

    Strefa intymna to nie tylko kultura i religia, ale również i kwestia wychowania 🙂 To akurat można zaobserwować – jak słusznie zauważyłaś – w naszym polskim społeczeństwie.

    1. O, Grafitowy! Dawno Cię nie było. 🙂
      No, niestety film był taki, że trudno było złapać jakiegokolwiek bakcyla (oprócz bakcyla znudzenia). 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *