Wyszeptane z Charakterami

Dzisiaj normalnie muszę trochę prywaty, bo inaczej się uduszę!

Wiadomo, że nogami już przebieram w oczekiwaniu na „Szepty dzieciństwa”, które za dwa tygodnie mają swoją premierę handlową. I tak sobie drepczę w miejscu, i drepczę. Tremę mam kosmiczną. Jednak muszę Wam przekazać dobre wieści. Od dzisiaj na stronie czasopisma „Charaktery” w zakładce „Czytelnia” można przeczytać dość spory fragment powieści (KLIK). To tak, by narobić Wam ochoty.

Jednak z tą książką jest tak, że fragment powie Wam niewiele. Jest bardzo złożona. Bo trochę i groteski, i karykatury można w niej znaleźć, ale głównie porusza naprawdę poważne problemy. I tak, jak już wcześniej pisałam, trochę targa emocjami. No, przynajmniej mnie potargała podczas pisania. Tylko że u mnie efektów tego potargania i tak gołym okiem się nie zobaczy, bo rozczochrana zawsze jest rozczochrana.

Tak się zaczyna to moje dzieło:

„Durny Mietek sterczy na czatach. Zawsze trafia mu się najlepsza fucha. Stoi sobie spokojnie, oparty o ścianę budynku, a ja muszę się przeczołgiwać pod drutami wystającymi z przeciętego ogrodzenia. Kurza twarz! Obciera mi plecy. Rani do żywego. A ten skurczybyk słonecznik sobie dłubie. I tfu, łupiny przed siebie. Patrzę. A on znów: tfu. Leżę, bo ruszyć się ciężko. Drut trzyma za kurtkę na plecach.

– Pst – syczę do niego. – Pst. – Nie reaguje. Zaraz mnie tutaj kto nakryje, a ten sobie pluje przed siebie, jakby w zawodach startował. – Ku.wa! – wyrywa mi się w końcu. Wreszcie spojrzał. Po polsku to od razu zrozumiał. Macha do mnie – że niby pyta, o co chodzi. Pokazuję mu, że się zaklinowałam i dalej ani rusz. Dureń rozgląda się wokół. W końcu rzuca słonecznik i biegnie do mnie.

– Coś ty, oczadziała?! – szepcze donośnie. – Chcesz, żeby nas nakryli? – Odczepia drut, który trzyma mnie za kurtkę. Przepycha przez dziurę i biegiem wraca na czaty. Kątem oka widzę, że wygrzebuje z ziemi ten porzucony słonecznik. Debil mi się trafił na wspólnika.

Wstaję z klęczek. Po cichu przemieszczam się przez ogród. Nikogo na szczęście nie widzę. Docieram do jabłoni. Rozkładam pod nią koc. I sprytnie wspinam się na drzewo. W końcu robiłam to już kilka razy. Uwielbiam adrenalinę, która towarzyszy mi podczas zbierania łupów. To kapitalny zastrzyk energii na cały tydzień. Wprowadza trochę życia w mój nudny związek z tym gamoniem Mietkiem.

Kiedy jestem już na odpowiedniej wysokości, lekko potrząsam gałęzią; jabłka ciągle wiszą, nie chcą spadać, jak to założyłam w moim genialnym planie. Łapię za pień jeszcze raz. Spada jedno. Dwa. Przyglądam się gałęziom uważniej. Cholera jasna! Gdzie te pieprzone jabłka? Wczoraj jeszcze tutaj wisiały, zapraszając mnie na ucztę. A dzisiaj tylko jakieś pojedyncze wypierdki. Trzęsę z całych sił w dzikim szale wywołanym nieudanym szaberkiem. Znów spada kilka owoców. Tyle, co nic. Nie będzie dzisiaj wyżerki, ale to nieważne, przecież nie o to tylko chodzi. Schodzę, bo z daleka widzę, że debil siadł pod płotem, a jego stanie na czatach polega na oglądaniu podeszwy jednego z butów. Widzę, że emocje ominęły go wielkim łukiem. Tylko mnie się mógł trafić taki geniusz, niczym ślepej kurze ziarno. Zwijam koc z nędznymi kilkoma sztukami jabłek i skradam się do dziury w płocie. Teraz idzie zdecydowanie łatwiej. Podaję „wspólnikowi” zawiniątko.

– Co to? – pyta zdziwiony, ważąc w ręku towar.

– Sztabki złota.

– O, nie, złoto jest cięższe – odpowiada, a ja mam ochotę walnąć w ten zakuty łeb, najlepiej od razu z jakiej dubeltówki. Ale co zrobić, jak to ojciec mych dzieci. Niestety, czasami mam wrażenie, że durnowatych jak on. Skoro jednak się wcześniej nie myślało, to teraz trzeba płacić za błędy.

– Jabłka – mówię i zabieram mu to zawiniątko, bo jeszcze gotów rozwinąć je tutaj przed płotem i sprawdzać, czy to aby faktycznie nie złoto.

– Przecież wiem, żartowałem.”

 [Anna Sakowicz: Szepty dzieciństwa. Wydawnictwo Szara Godzina, Katowice 2015]

 

Mam nadzieję, że książka sprosta Waszym oczekiwaniom. Można ją już zamawiać przedpremierowo w Empiku. A już niedługo, już za kilka dni będzie tutaj konkurs, w którym będzie można wygrać dwa egzemplarze powieści ze specjalną dedykacją. Liczę, że nie możecie się doczekać tak jak ja.

0 myśli na “Wyszeptane z Charakterami”

  1. Kura jestem zauroczona stylem. Świetnie się czyta i czas najwyższy abym sięgnęła po Twoje książki. Jest mi wstyd, że tak późno… Sądzę, że mi wybaczysz:)
    Pozdrawiam

  2. Właśnie dziś jadę odebrać z Empiku Złodziejkę Marzeń i Szepty Dzieciństwa. Już się niecierpliwię, kiedy będę mogła rozpakować przesyłkę, wziąć do ręki taką świeżą, jeszcze pachnącą farbą książkę.

      1. Słuszne było zdziwienie, “Szepty” dostanę dopiero w lipcu. Bardzo mnie zasmuciło popołudnie bez “Złodziejki” ale co się odwlecze…

          1. Już wiem, “Złodziejka” przyjdzie w środę. A mnie apetyt na “Szepty” wzrósł, po przeczytaniu fragmentów. Nic to, do lipca wytrzymam.

          2. Poczytasz “Złodziejkę” i zaraz będą “Szepty”. A ja dopieszczam kontynuację “Złodziejki”. 🙂 🙂

  3. Aniu ( jesli moge po imieniu ) przeczytalam ten urywek co jest zamieszczony w “Charakterach” i jest swietny. Masz bardzo fajny styl, lekki, niewymuszony, nieprzesadzony, bardzo naturlany….i bardzo obrazowy ( mam uczucie, ze “ogladam” a nie czytam ). Jestem bardzo zaciekwiona jak sie potocza losy Baski i Mietka…

    1. Dziękuję. W życiu Baśki sporo się zadzieje. 🙂 W przyszłości pewnie wyjdzie e-book, bo z tego, co pamiętam, to Ty chyba jesteś daleko od kraju. 🙂 🙂 “Złodziejka” doczekała się wersji elektronicznej po pół roku, więc pewnie tutaj też tak będzie. W razie czego więc polecam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *