Pijecie czy nie pijecie?

Pijecie? Ile? Litr na głowę? A może mniej lub więcej? Ja staram się pić półtora litra dziennie, nie zawsze mi się udaje, bo pomieścić to jednak niełatwo.

wodaPodobno obecnie prawie wszędzie spokojnie można pić wodę z kranu, bo czysta. Nie trzeba kupować w butelkach. A jednak jakiś opór mam, by tak jak za dzieciaka podstawić gębę pod kran i żłopać. Przybiegało się dawniej z podwórka, nie marnowało się czasu na szukanie szklanki (w pięknym designerskim koszyczku), tylko odkręcało się źródełko i gasiło pragnienie. Potem, jakoś tak chyba nagle, zaczęła się pojawiać woda w butelkach i wtedy już ta z kranu była blee, niedobra, pełna zarazków i w ogóle a fuj. Nie wiem, jak udało mi się przeżyć dzieciństwo, w całkiem niezłym zdrowiu w dodatku. A teraz mam opór. Niby dowiadywaliśmy się, że w naszym mieście jest czysta woda i można spokojnie żłopać. Podobno nawet czystsza niż niejedna zabutelkowana, bo czort wie, w jakich warunkach wlewa się wodę do butelek. A jednak i tak opór jest. Też tak macie? No, kurza twarz! Skąd to się człowiekowi wzięło, jak od dziecka pił kranówę i do żadnych luksusów nie był przyzwyczajony? No dobra, piło się czasami luksusowo oranżadę, jak mama litościwie dała grosik. Czerwona oranżada z tamtych lat to było coś. Pamiętam, jak jeździłam do babci na wieś, a tam butelki jeszcze nie z kapslami były, tylko zamykane… kurczę, nawet nie wiem, jak takie zamknięcie się nazywało. Miało w ogóle jakąś konkretną nazwę? Ktoś wie? Teraz będzie mnie męczyć i będzie się błąkać po zakamarkach rozczochranej.

Woda niby tylko woda. Wiadomo, źródło życia i takie tam, doskonale znane nam wszystkim sprawy. Jednak każda ma inny smak. Postanowiłyśmy z Jajem przeprowadzić eksperyment, bo mamy swoją ulubioną wodę w butelce z różowym kapslem i zawsze kupujemy tylko tę. Zastanawiało nas, czy wmawiamy sobie, że ona jest taka wyjątkowo dobra, czy faktycznie różni się od innych. Gdybyśmy miały określić jej smak, to byłoby ciężko, bo woda jak woda, ale ona wydaje się wyjątkowo lekka i taka jakby „luźna”, delikatna. Eksperyment polegał na tym, że Jajo wlało do dwóch identycznych szklanek wodę z butelki z niebieskim kapslem i różowym. Oczywiście, nie wiedziałam, gdzie jest która i miałam posmakować. Nabrałam więc w usta, rozlałam po języku, pocmokałam, pomlaskałam i wskazałam. Okazało się, że zgadłam. No, ale mógłby to być przypadek, więc przeprowadziłam ten sam eksperyment na Jaju. Też zgadło. Zdecydowałyśmy więc, że nasza ulubiona woda z różowym kapslem naprawdę lepiej smakuje.

A na kranówę ciągle się nie przerzuciłyśmy, jakoś trudno ten opór pokonać. Byłoby jednak sporo plusów, bo nie trzeba by było kupować i tachać ciężkich zgrzewek, nie byłoby pełnego kosza z plastikowymi odpadami, więc środowisko by skorzystało. No, tylko jeszcze trzeba się przełamać… Macie jakieś sposoby? Jesteście już przełamani, czy jeszcze nie?

 

0 myśli na “Pijecie czy nie pijecie?”

  1. My pijemy kranówkę. Mamy własne ujęcie wody i porządną stację uzdatniania. Rzadko kupuję wodę w butelce, głównie gdy gdzieś jedziemy. Mąż i młodszy syn lubią lekko mineralizowaną to dla nich co jakiś czas kupuję. Ale my samej wody raczej nie pijemy. Zazwyczaj robię lemoniadę z mięty i cytryny. Bez cukru. Jak się wrzątkiem zaleje świeżą miętę a po wystudzeniu doda cytrynę, to nie trzeba słodzić. Przynajmniej ja nie muszę, bo mięta daje dużo słodkiego. Taki napój świetnie gasi pragnienie i odkwasza organizm. W maju natomiast pijemy napar z młodej pokrzywy z cytryną. Cudowny smak i ile zdrowia. Teraz mam w ogrodzie mnóstwo rumianku więc pijemy z niego napar. Powiem szczerze, że samej wody też nie dam rady wypić więcej niż litr, ale już różne wersje smakowe lepiej wchodzą 🙂
    A moja szwagierka ma sposób na kranówkę. Mrożą ją a potem rozmrażają i ponoć to zabija wszystkie bakterie.
    Zauważyłam, że odkąd nie kupujemy wody butelkowanej, o połowę spadła nam ilość śmieci plastikowych. Dla kieszeni to żaden zysk, bo i tak płacimy za głowę a nie za ilość, ale dla planety to raczej ma znaczenie.
    Pozdrawiam i polecam eksperymenty z lemoniadą.

    1. Taką lemoniadę robię. I też bardzo lubię, szczególnie latem. Lubię też z lawendy, tylko do tej dodaję trochę miodu, ale jest wyśmienita na lato. 🙂

  2. Ja potrafię wypić trzy półtoralitrowe butle dziennie. Na szczęście ostatnio jakoś mi się potrzeby zmniejszyły i ograniczyłam się do dwóch, więc trochę przyoszczędziłam:) Bo ja umiem się napić tylko wodą smakową, typu Żywiec Zdrój truskawkowy i inne tego typu. No, serio, tak już mam, że niczym innym nie jestem w stanie się napić do syta;)

  3. Specjalnych oporów przed kranówką nie mam. Jednak bardzo rzadko piję ją prosto z kranu. Na upały robię sobie z przegotowanej kranówki cytrynową lemoniadę – niestety z cukrem, bo lubię słodkie. Robię w sezonie soki owocowe, więc nawet w kwietniowe dni mogę pić do woli wodę z sokiem. Po butelkowaną wodę sięgam bardzo rzadko. Dziennie wypijam około półtora litra. Na upałach spożycie wzrasta – wiadomo zapotrzebowanie organizmu też wzrasta. W ilości wypijanej wody kieruję się jedynie własnymi odczuciami i zdrowym rozsądkiem.
    Co do butelek zamykanych metalowym pałąkiem to w moich stronach nazywało się to krachla. Nie wiem z czego była robiona ta oranżada ale jej smak pamiętam.
    Wspominam też saturatory uliczne – to też była woda nawet z sokiem – często nazywana gruźliczanką. Rodzice kategorycznie zabraniali mi jej picia ale kto upilnuje czternastolatkę jak z nieba żar się leje a w kieszeni zaciśnięte w pięść 20 groszy? Mimo spożycia gruźliczanki mam za sobą spoooro wiosen a zdrowie mi dopisuje czego i Tobie i Twoim bliskim życzę.

      1. Woda z saturatora plus szklanka musztardówka ….to było coś.Dosyć często wspominam jej smak z rozrzewnieniem i nostalgią :)A oranżada w woreczkach….Ech,że nasze pociechy mają teraz taki dobrobyt 🙂
        Ponieważ nie lubię słodkiego-to piję zwykłą wodę -źródlaną.A to dlatego że mam kamicę nerkową i unikam mineralnej.

  4. Ja tam pije kranowe. A smak tej z dziecinstwa, po przyjsciu z podworka, pitej tak, zeby mama nie widziala, to do dzis pamietam 🙂 Ale byl taki czas, ze co tydzien jezdzilismy w piekne okolicznosci przyrody do zrodelka. Nalewalo sie do ilus tam baniakow, potem byla i do picia, i do gotowania. Naprawde fajny smak miala. No i co tydzien wycieczka dzieki temu byla 🙂

  5. Też mam opór przed piciem kranówy, chociaż w ubiegłym roku kupiliśmy filtr do wody – i piliśmy filtrowaną z miętą, cytryną, bądź innymi owocami. Na co dzień jednak kupujemy wodę, i o ile ja muszę się pilnować aby ten litr wody wypić, to mój mąż potrafi wypić nawet 4.5 litra dziennie.

  6. No nie! Kranówki jakoś nie piję.Ale wodę trzeba pi, dużo wody, codziennie. Ja też mam swoją ulubioną i jestem pewna, że rozpoznałabym po smaku. Będąc w innym regionie kraju, lub za granicą bardzo mi brakuje mojej ulubionej wody z gór 🙂

  7. Ale bywało dawniej, że biegnąc ze szkoły, klękałam nad strumykiem i czerpałam z niego wodę gasząc pragnienie.

    Niestety, teraz bym się nie odważyła….

  8. W pierwszej chwili złapałem się w pułapkę na początku tekstu i chciałem napisać, żę jak jest dobry dzień i dobre towarzystwo to pół litra spokojnie przyjmę. 🙂

    A kranówka wow dzieciństwo jak nic. Mi się zdarzało nawet z hydrantu pić (kiedyś ich nie plombowano) jak zresztą pół osiedla.

    Odnosnie butelkowej i kranówy, mamy przykład skuteczności reklam :(. Ja też raczej mam opory i wybiorę butelkowaną. Dziwnie…

    pzdr

  9. niedawno, czytałam coś o tym piciu wody przy takiej cieplej pogodzie (i nie tylko). Otóż, okazuje się, że warto wiedzieć co się pije, i warto nie przesadzać z tym piciem. Przy czym ponad 3 litry wody (bez liczenia innych nawadniających potraw) mogą być uznawane podobno za przesadę.

    Warto jednak pamiętać, że np. ziołowa herbata bez cukru tez jest płynem nawadniającym, kawa czarna (bez cukru i śmietanki) wbrew powszechnym opiniom nawadnia – a tym co nie nawadnia to napoje słodzone i dosładzane. Cukier wpływa na nieabsorbowanie wody do organizmu. To samo podobno jest z mocno gazowaną wodą – więc albo lekko gazowana, albo niegazowana.

    jednak warto pamiętać, że woda wodą, herbata i kawa też sobie, ale płyny nadające organizmowi nawodnienie to tez owoce i warzywa, czy soki naturalnie wyciśnięte, które też można nieco rozcieńczyć wodą, oraz zupy. Lekkie zupy (krupnik i grochów się nie łapią, ale taki chłodniczek, czy lekka jarzynówka z młodych warzywek już jak najbardziej).

    Nie wiem, wiesz, jak pomyślę jak dawniej ludzie żyli – to mam wrażenie, że nasza sterylność szybciej nas zabije niż picie wody z kranu. Zwłaszcza, że środki jakie stosujemy do zachowania czystości i higieny osobistej, często są również toksyczne. Pomyśl, że kiedyś to nawet prosto ze strumyka pijano, a woda najlepsza to była ta źródlana z prawdziwego źródła, a nie z butelki… taka zimna i przejrzysta mająca wiele minerałów, mikroelementów, a pewnie i bakterii w sobie… tylko, że działała na nasz organizm lepiej niż te butelkowe cuda, które notabene sama pijam… zwłaszcza w pracy, bo do kranu mam za daleko (piętro niżej)

  10. Pijam. Bywają dni, że jestem ino o 3 espresso, bywają zaś, że cały czas coś piję. Coś, czyli na ogół wodę. Do niedawna wyłącznie Muszynianka, ale od kiedy irydolog powiedziała, że mam piasek w nerkach i w woreczku żółciowym to tę Muszyniankę nieco ograniczam. Ale całkiem nie zrezygnuję, bo gdzie indziej znajdę źródło równie łatwo przyswajalnego magnezu?
    Kranówę w dzieciństwie pijałam. W dużych ilościach. Ale ponieważ mój przewód pokarmowy do najzdrowszych nie należy, to nie powiem: pijałam i jakoś nic mi nie jest. Bo jest. Teraz mam dzbanek z filtrem. Ale wodę z dzbanka to ja tylko z sokiem. Ale dziś jak szłam poćwiczyć i zobaczyłam, że mam mało muszynianki w butelce 0,7 l to sobie uzupełniłam przegotowaną. I też się wypiło. No, ale w takich warunkach to nie ważne co, byleby było mokre.

  11. Piję dużo i tylko niesłodzone. Wodę z kranu (mamy aparat do uzdatniania w bloku) i gorzką herbatę w każdej ilości. Pewnie ze 3-4 litry dziennie 😉
    Dzieci też piją wodę, ewentualnie od czasu do czasu zimną herbatę (słodzoną) albo jakiś sok. U mojej mamy szlag mnie trafia, bo ciągle jakieś kompociki im pod nos podstawia, jakby bez cukru nie mogły żyć :

  12. W Polsce przestaliśmy pic kranowe bo niestety jechała chlorem, a biedni warszawiacy to w kranach mieli coś takiego czym cieżko było nawet zeby umyć.
    Ze 3 lata temu był film na discovery jak ludzie pili wodę z kranu w badaniach w stacji uzdatniania było ok a gdzieś po drodze było przebicie i dostały sie nietypowe pasożyty – od tego momentu pijemy wodę tylko po przegotowaniu, bardzo chętnie napary ziołowe, ostudzone i z lodem (uważajcie z lodem w napojach na wakacjach szczególnie w Egipcie bo jest robiony z nieprzegotowanej wody i faraon sie mści) wtedy mamy 2 w 1 zioła różnego rodzaju i woda. A ogólna zasada jest jedna umiar zawsze i wszędzie, organizmy sa rożne jedne potrzebują więcej, drugie mniej. Nic na siłe, jak sie dobrze wsłuchasz w siebie to sam/a wiesz ile potrzebujesz

  13. Woda z oczyszczalni wypływa może rzeczywiście czysta i do picia ale … brudzi się w rurach 😉 U mnie czasem z kranu leci w kolorze przyzwoitej zupy pomidorowej. Czasem nie wiem czy się w niej umyję czy ubrudzę.
    Myślę też, że każda woda smakuje trochę inaczej, bo inną ma zawartość składników mineralnych. Ja lubię wody wysokozmineralizowane, ale ich za dużo pić nie wolno, dlatego piję na zmianę raz “mocniejszą”, raz “lżejszą”. Wypijam 1,5litra dziennie ale wlewam w siebie dodatkowo sporo zielonej herbaty.

  14. Mieta obrodzila mi w tym roku wyjatkowo i ja także w fan-clubie lemoniadowym jestem.A najsmaczniejsza mineralna to Kinga Pieninska.Dostepna w 5 litrowych butelkach.Przed kranowka mamy opory,awaryjnie pijemy wode filtrowana, mamy filtr weglowy typu Britta.Nie wiem,czy wiesz,ze z wiekiem maleje subiektywne uczucie pragnienia ale to trick i organizm nalezy nawadniac nawet gdy nie chce nam sie pic,tak profilaktycznie 🙂

  15. wiesz, najfajniej wspominam wodę ze z babcinej studni. Lataliśmy po drzewach, polach, stodołach i jak wpadliśmy na podwórko, to jedno machało uchwytem a drugie spijało płynącą wodę z łapek swych. Była zimna, miała tak nieziemski smak, orzeźwienie natychmiastowe. Któregoś dnia płyta od studni została odsunięta, na cembrowinie pełno było ślimaków…..
    😀

    Piję wodę niegazowaną, mam dwie ulubione marki:), ale kranówka po filtrze też ma dobry smak.:)

    1. U mojej babci też się piło wodę ze studni. Pamiętam jednak, jak raz się w niej utopił kot i był zakaz picia ze zrozumiałych powodów. 🙂

  16. Ja miałam opory wielkie, ale, że tutaj w Anglii wszyscy piją kranówę i że dzieciakom w szkole i tak dają kranówę, to w końcu postanowiłam, że ja też spróbuję.

    Kwestia przyzwyczajenia. Piję kranówę i staram się pić 3 litry dziennie. I tak się przyzwyczaiłam, że mi woda z butelnie nie smakuje, haha!

    1. Chyba właśnie o to chodzi, by się przełamać. To najtrudniejsze. Jak byłam kiedyś w Norwegii, to się dziwiłam, dlaczego nie można kupić wody w butelce. Tam też piło się kranówę. 🙂

  17. Niech eksperci mówią co chcą, ja po niegotowanej kranówce mam problemy z przebywaniem poza toaletą (jak to się nieporadnie dowcipem postarałam określić). Nie piję i już.

      1. To chyba wina organizmu nie wody… Mój mąż pije tylko z kranu i nic. Śmieje się, że on i z kałuży by się napił i nic by się nie stało. W Bydgoszczy podobno bardzo dobra i zdrowa, miasto promuje się latem na rynku rozdając kubeczki z wodą prosto z kranu.

  18. Ja pije wode z kranu. Jak na razie nic mi sie nie stalo 😉 podobno kranowka u nas jest bardzo dobra jakosciowo. Butelkowa tylko jak mam ochote na wode gazowana. Przy okazjii chce pogratulowac nowej ksiazki 🙂

  19. Osobiście przekonałam się do kranówki, kiedy odkryłam, że w moim rodzinnym mieście zimna kranówka jest lepsza, niż wszelkie wody butelkowane. To, że dokonałam tego odkrycia, kiedy któregoś razu po prostu nie chciało mi się iść do osiedlowego warzywniaka po wodę, to już mniej istotny szczegół. 😀
    Zdarza mi się wciąż pić wodę kupioną w sklepie, ale najczęściej przysysam się do kranu, bo gdzie bym nie mieszkała, woda jest całkiem smaczna. Kiedyś było trochę inaczej, ja na przykład czułam mocno chlor i nosem i… oczami (mam dość wrażliwe oczy, swego czasu od zwykłej wody z kranu mnie piekły), ale to się naprawdę bardzo zmieniło.

  20. Na ogół piję ulubioną wodę butelkowaną, mineralną. Źródlanej butelkowanej nigdy nie kupuję (chyba, że nie mam wyboru albo potrzebuję do przetworów). U nas ponoć woda z kranu jest dobra do picia, ale według mnie śmierdzi, głównie chlorem, jest niesmaczna i jakby organizm ją gorzej przyswaja. Nawet herbata nie smakuje tu tak dobrze, jak na wodzie płynącej z kranów w miejscowości, z której pochodzę (i nie jest to kwestia sentymentalna).

    Wody za dużo pić nie można, wszystko z umiarem. Czasem dla odmiany robię sobie wodę z sokiem wyciskanym z cytrusów – pomarańczowa lub pomarańczowo-cytrynowa jest równie dobra, co z samą cytryną. Można też dorzucić plaster imbiru do smaku. Cukru nie dodaję, ewentualnie miód, ale też rzadko. Dobrą odmianą jest też zmiksowany i odcedzony z pestek arbuz 🙂

    Smakowe wody ze sklepu to nie woda, tylko napój – czytajcie etykiety! Przeraził mnie skład reklamowanego ostatnio Żywca-Zdroju o smakach pomarańczowym i cytrynowym… Nie chcę robić antyreklamy, ale to powinno stać na półce z kolą, a nie wśród wody mineralnej.

    Pozdrawiam,
    Ewa

    1. A próbowałaś kiedyś wodę z dodatkiem lawendy? Wypróbowałam w tamtym roku. Świetna na upalne dni. Zalewałam gorącą wodą garść kwiatów lawendy, a potem przecedzałam i dolewałam litr wody. Słodziłam lekko miodem i wychodził rewelacyjny napój. Polecam kiedyś do wypróbowania. 🙂

        1. Używałam żywej. Kupowałam sobie na targu w doniczce i jak już kwiaty lekko zaczynały przekwitać, to je oskubywałam do lemoniady. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *