Są takie dni

Siedzę w autobusie. Jadę na „odkurzanie”, jak zwykle co dwa tygodnie. Koło mnie zajmuje miejsce staruszka. Autobus jest prawie pusty, ale ona wybiera miejsce obok mojej skromnej osoby. Do tego uśmiecha się pełną gębą, choć może to określenie nie bardzo pasuje do filigranowej i bardzo elegancko uczesanej kobieciny z ustami wymalowanymi krwistą czerwienią.

Patrzę w okno. Wyglądam tych upałów, które podobno miały być od poniedziałku. Znów zimno jak cholera. I nagle czuję jakiś smrodek. Normalnie dolatuje do mnie z prawej strony. A fuj! Odwracam głowę w kierunku staruszki, a ta z pięknym uśmiechem również spogląda na mnie. I co? Ona czy nie ona jest źródłem tego nagłego zanieczyszczenia powietrza? A może ona zastanawia się dokładnie nad tym samym? Słodko wyglądająca staruszka może nie budzić podejrzeń, więc może celowo patrzy na mnie, żeby przerzucić uwagę właśnie w moją stronę. Na szczęście drzwi się otwierają, wietrzysko dmucha, więc trochę tego smrodku wywiewa.

Wysiadam z autobusu. Idę do przychodni. Wchodzę, a tam na krzesełku siedzi jeden pacjent. Mężczyzna 60 plus. Od razu zderzam się ze ścianą kolejnego, ale jakże innego smrodu. Pan zajada kiełbachę. Kroi sobie ją elegancko w plastry i je. Wali czosnkiem. Chyba widzi moją niezadowoloną minę.

– Co? – pyta. – Nie pasuje? Ale głodny jestem, muszę zjeść.

– A może na świeżym powietrzu by panu bardziej smakowało?

– Nie. – I je dalej. Mierzę wzrokiem długość pętka. Jeszcze parę minut i pożre wszystko. Choć przez głowę przebiega mi szatański plan, żeby udawać, że umieram z głodu, by wyłudzić od niego kiełbasę i od razu utylizować ją gdzieś na zewnątrz. Jednak pan je z takim apetytem, że wątpię, by chciał się podzielić. W dłoni trzyma scyzoryk, więc wolę nie zaczynać. Toż nie na darmo się mówi, że jak Polak głodny, to zły.

Mam jakiś pechowy dzień.  W domu przed wyjściem babcia stłukła kubek i zaczęła płakać, żeby ją zawieźć do domu starców, bo taka z niej niedojda się zrobiła. (Dzień wcześniej postanowiła poprasować nam majtki (sic!) i oczywiście jedne spaliła. W dodatku te należące do Jaja, eleganckie, świeżo zakupione. I czarna rozpacz była. Babci oczywiście, nie nasza. Ale może będzie to dla niej niezła nauczka, żeby nie prasować nam gaci, bo żadne prośby dotychczas nie pomogły. Babcia stwierdzała za każdym razem, że tak „nie lubi” i prasuje po kryjomu. A jak ją pytam, czy chodzi w naszych gaciach, że nie lubi, to mówi, że nie, ale i tak nie lubi. I gadaj z taką.)

Potem „słodka” staruszka w autobusie, a na koniec śmierdząca kiełbasa. Ech, czasami są takie dni, że można by cały dzień z wyrka nie wychodzić. Taki azyl sobie zafundować.

0 myśli na “Są takie dni”

  1. Życzę ci tego, aby reszta dnia była już najcudniejszym dniem tego tygodnia 🙂 O wieczorze nie wspominając.
    A tak jak piszesz…człowiek głodny to zły. też bym nie ryzykowała.

  2. Wczoraj doświadczyłam takich cud zapaszków będąc na zakupach na naszym ryneczku.I na dodatek wcale nie było to w żadnym sklepiku-tylko na wolnym powietrzu.Ludzie nie dość że się nie myją,to na dodatek ubrań nie zmieniają.Zaczął się sezon wzmożonego fetoru…
    A może to było śniadanie tego pana?Wiesz…to podobno najważniejszy posiłek 😉

    1. Tak to wyglądało, że śniadanie zajadał. Takie długie pętko na śniadanie wciągnąć, to tylko pogratulować temu panu zdrowia. 😉 🙂

  3. Oj, ja nie pamiętam, kiedy miałam taki dzień, bym z wyrka nie wychodziła, chyba w ciąży, czyli dość dawno temu;)
    A u nas dziadek ostatnio ciągle coś tłucze, więc znam klimat;)

    1. U nas jeszcze, jak się okazało, powstała “przepiękna” historia a’la zabobon rodem ze średniowiecza na temat stłuczonego kubka. Jutro napiszę, bo aż się samo pcha pod paluchy. 🙂

  4. Naród nasz, zawsze w opozycji,takich wynalazków jak proszek do prania i mydło czasami nie uznaje. Jakoś przecież trzeba zaznaczyć swoje ważne miejsce w społeczeństwie 🙂

  5. Komunikacja miejska rano w upalny dzień jest moją ulubioną. Jak to jest, że o 7 rano niektórzy śmierdzą tak, jakby od tygodnia się nie myli? Niestety, dotyczy to nie tylko ludzi zaawansowanych wiekiem. Obrzydliwość.

    1. Smrodek nie zna granic pokoleniowych. Jak ktoś jest smrodem za młodu, będzie i na stare lata. Mnie przeraża to, że niektórzy ludzie ubrań nie piorą.

    1. Ha, ha 🙂 To któryś z pisarzy, chyba Proust, trzymał zgniłe jabłka w szufladzie biurka, bo podobno ich zapach dawał mu natchnienie. Można więc i kabanosy. 😉 🙂

  6. Dlatego, od komuniknikacji miejskiej wybieram spacerek na świerzym powietrzu. Chyba, ze wybieram się gdzieś naprawdę daleko, wtedy pasuję i jadę autobusem
    pozdrawiam:)

  7. Ja wiem, gdzie są zapowiedziane upały! U mnie!!! Dzisiaj po pracy zleciałam całe miasto w poszukiwaniu bluzki, która miała wyglądać doskonale, ale dokładnie nie wiedziałam jak. Ostatecznie kupiłam jedną bez przekonania, bo stan zmęczenia, roztopienia i głodu sięgnął szczytu. Ale teraz jestem już umyta (więc ten zapaszek to nie ja 😀 ), najedzona, schłodzona. Ciągle jeszcze zmęczona, ale to przejdzie. Chyba. 😀 Twoja babcia jest pierwsza znaną mi (przynajmniej wirtualnie) osobą, która prasuje gacie. 😀

    1. Nie martw się, też nie znam nikogo innego kto prasuje gacie, a tym bardziej nikogo, kto próbował wyprasować satynowe gacie. 🙂 🙂
      A jak u Ciebie upały, to nie bądź sknera i przerzuć trochę do mnie. Bo mnie jest zimno!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      1. Moja mama tez prasuje i mówi, ze to w ramach dezynfekcji zwłaszcza, ze teraz pierze sie na programach oszczednosciowych, a juz nie prasowanie majtek dzieciom a szczególnie dziewczynkom uważa za zbrodnie…

  8. Jedynym pocieszeniem jest że takie dni szybko mijają. Oby jutro było lepsze! A co do jedzenie – ostatnio w tramwaju pan jadł kebaba – było bardzo gorąco i niestety śmierdząco :/

  9. Niektórzy ludzie piorą ubrania a i tak śmierdzą. Czasem ktoś mieszka w tak wilgotnej klitce, że nawet świeżo wyprane ciuchy mają zapaszek.
    Zdarzają się też ludzie, którzy nawet spod prysznica wychodzą waniając potem.
    Ale fakt, podejrzewam, że to mniejszość śmierdzących. Problem znam, gdyż jako niemobilna na ogół podróżuję komunikacją publiczną. Nie zawsze da się pieszo. Tak więc łączę się w bólu.

  10. Zgłaszam sprzeciw, ale nie do końca. Kiełbasa czosnkowa wydziela aromat, a nie smród! Jednakowoż… Taki aromat w połączeniu z zapachem przychodni to może rzeczywiście przesada…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *