Ale ma pani brzuszysko!

Siedzę sobie ostatnio w poczekalni u mojego ukochanego doktorka, który mnie „odkurza”, w dodatku robi to kurzem francuskim. Czuję się w pełni zaopiekowana, bo doktorek co chwilę wychodzi i sprawdza, czy żyję, czy nie mdleję i czy nie mam odlotów. Już nawet zastanawiam się, czy nie zostać tu dłużej niż przepisowe pół godziny, bo tak mi tu fajnie.

grubyMinę mam zadowoloną, ponieważ przynajmniej dzięki temu trochę czasu w ciągu dnia wygospodarowałam na czytanie. Ale obok mnie siedzą panie, które rozmawiają dość głośno, więc nie da się nie słuchać. I tak jedno zdanie czytam, a drugie wpada mi do ucha od strony rozgadanych pacjentek. Jedna jest bardzo obfitych kształtów, młoda, około trzydziestki, druga dużo szczuplejsza i starsza. Rozmawiają o tym, jak to jest źle, czyli tradycyjne Polaków rozmowy. Ale nie narzekają na politykę, o nie, raczej skupiają się na chorowaniu i rozbrykanych dzieciach. I w pewnym momencie ta starsza mówi coś, co powoduje, że nadstawiam ucho niczym radar radziecki z czasów zimnej wojny.

– Pani to musi być ciężko z tym brzuchem – mówi starsza i chudsza. A ja najpierw podejrzewam, że może młodsza jest w ciąży, jeżeli brzuch jej ma przeszkadzać. Dokładnie nie widzę, jednak chuda ciągnie temat. – Bo wie, pani, jak ja przytyłam cztery kilo, to już po schodach mi było ciężko wejść. A jak pani wchodzi, to ja sobie nawet nie chcę wyobrażać. Taki brzuch, takie kilogramy to musi być ciężar…

Młoda potakuje, widać, że ją raczej nie dotknęło, bo dyskutuje zawzięcie. Dopiero kiedy wstaje, widzę, że to raczej nie ciąża, a zwykłe pospolite oponki. Odruchowo wciągam brzuch, bo nie chcę poddać się ocenie chudej. I muszę w tym momencie przyznać, że nie mam zbyt dużego dystansu do siebie, bo jak mi kto moimi oponkami rzucałby jak hasłami wyborczymi, to złapałabym doła. I to takiego, że Wielki Kanion spłonąłby przy nim ze wstydu. A Mężuś miałby tak usmarkaną koszulę, że żadne chemiczne wynalazki by nie dały temu rady (przecież na czyimś ramieniu trzeba by było się wypłakać). Jakoś wrażliwa jestem na tym punkcie.

A jeszcze tak myślę, że musiano by mnie przypiec na ogniu, żebym powiedziała komuś w oczy, że jest za chudy, za gruby, za rudy, za garbaty, za głupi czy za pryszczaty… Nie mam pojęcia, dlaczego niektórym przychodzi to z taką łatwością.

0 thoughts on “Ale ma pani brzuszysko!”

  1. A ja do takich ludzi przywykłam. Nie, nie jest to miłe, ale wiem, że niektórzy tak mają. Nie wiem, nie potrafią inaczej czy jak? Czy po prostu leczą własne kompleksy.

  2. A ja myślę że to nadinterpretacja faktów 🙂 Przecież pani szczupła tylko stwierdziła fakty: musi być pani ciężko z takim brzuchem, potwierdziła to własnym doświadczeniem: jak ja przytyję 4 kilo to już mi ciężko po schodach wejść… Nie powiedziała ale jest pani gruba, jest pani grubasem, jest pani obleśna. To duża różnica. Gdyby mi ktoś powiedział ale ostatnio przytyłaś było by to stwierdzenia faktu ( taka jest prawda ) gdyby ktoś powiedział fatalnie wyglądasz z tą nadwagą było by mi przykro.
    Myślę, że to co słyszymy zależy od naszych osobistych doświadczeń, kompleksów i czasem stwierdzenie faktu mylimy z oceną.
    Zresztą jak sama Ania napisała pani grubsza nie wydawała się być urażona 🙂

    1. Masz rację. To stwierdzenie faktu, ale ja jednak bym nie chciała, by ktoś stwierdzał na przykład fakt, że mam garbaty nos lub obwisły tyłek. 🙂 Kiedyś na ten temat dyskutowałam, bo ktoś stwierdził, że jakiś X jest gruby jak świnia. I na moje pytanie, dlaczego tak mówi, odpowiedział, ze stwierdza fakt, bo jak ktoś gruby jak świnia, to przecież widać gołym okiem. 🙂

  3. No właśnie, a gdzie w takim układzie podziała się tak ceniona przez wszystkich szczerość?? Przecież jeżeli osoba ma nadwagę, to ma nadwagę jak jest otyła to jest otyła i nie da się nagle zakwalifikować osoby otyłej do kategorii “lekki plus ale nie ma o czym mówić”. Czyż nie było by to czystą hipokryzją?? Oczywiście pod znakiem zapytania pozostaje forma wypowiedzi i dobór słów. Można to samo zdanie wyrazić na kilka sposobów, przy czym język polski jest na tyle elastyczny, że naprawdę można tę sama opinię wyrazić na kilkanaście sposobów. To tak jak w ty dowcipie dyplomacja to sztuka powiedzenie komuś spie….aj w taki sposób aby poczuł że wybiera się w dawno oczekiwana podróż. Z drugiej strony czyżbyśmy lubili być oszukiwani?? Czyżbyśmy woleli aby mówiono nam same pochwały, sami przed sobą wówczas lepiej się poczujemy ?
    Witam słonecznego dnia życzę 🙂

    1. Witam. Mnie się bardzo podobała “Dzika kaczka” Ibsena, tam właśnie było o prawdzie, czasami jednak lepiej się chyba powstrzymać od szczerości, bo można tym wyrządzić sporo złego. 🙂 Wszystko więc może zależy od słów, ale i od wrażliwości człowieka, któremu chcemy coś powiedzieć. 🙂

    2. Jestem gruba. I wiem o tym. Więc nie bardzo widzę powód, dla którego ktoś ma mnie o tym informować. I jeśli wstrzyma się od komentarza nt. mojej figury to to od razu jest hipokryzja? W końcu jest dużo tematów do rozmowy, więc temat widocznych gołym okiem wad fizycznych rozmówcy można po prostu sobie darować.
      Co innego, jak zapytam kogoś, o opinię nt. mini, którą chciałabym sobie kupić. Wówczas bardziej lub mniej delikatne: to chyba jednak nie dla ciebie jest już uzasadnione. Ale tak bez pytania? Po co? Żeby rozmowę podtrzymać?

  4. To, że mówiła “musi być pani ciężko” to tylko zawoalowane współczucie 😉 Tak na zasadzie “ale masz krzywe nogi, na szczęście teraz są modne długie spódnice”.

    Nie widzę żadnego związku ze szczerością. Nie wiem, dlaczego miałabym obcej osobie w poczekalni u lekarza mówić, że ma duży brzuch, zeza, krzywe nogi, duży nos, brzydką cerę, itp. Milczenie to złoto, zbyt często się o tym zapomina.

  5. Życie jest okrutne, bo bywa tak często, że ta chuda może być gruba i na odwrót. Często się osoby otyłe posądza o obżarstwo, a bywa tak, że choroba może być powodem takiego stanu, bo np, cukrzyca, czy też tarczyca.
    Ostatnio przeczytałam określenie na Pierwszą Damę – A. Komorowską, że to taczka słoniny, ale ta co to napisała, a jest w kwiecie wieku okazała się ignorantką, bo tylko Komorowska wie skąd nabrała tyle kilo, a druga sprawa urodziła sporą gromadkę dzieci. Ludzie sa okrutni.

    1. Bardzo okrutni. Doskonale rozumiem ludzi, którzy walczą z dodatkowymi kilogramami, bo sama mam wszystko, co zwalnia metabolizm i wiem, ile mnie kosztuje zrzucenie kilograma, a ludzie tak łatwo wydają sądy.

  6. Ludzie bardzo lubią wydawać opinie i osądy o drugich osobach. Nie zdając sobie sprawy, że niektórzy mogą mieć problemy z wagą z powodu jakiejś choroby.

  7. 🙂 Byłam gruba. Walczyłam z tym i przegrywałam. Przykro mi było słuchać przytyków innych, zwłaszcza słów: znów jesteś w ciąży. Po jakimś czasie stwierdziłam, że jeśli ktoś chce ci dopiec to i tak wszystko zrobi by dopiec. Słysząc takie przytyki zaczęłam odpowiadać: Chłop nie pies na kości się nie rzuci! Lub podobne.
    Schudłam. Zgubiłam 11 kg i praktycznie całą nadwagę. Co teraz słyszę? “W twoim wieku to długo taka szczupła nie zostaniesz” “Zachorowałaś?”, “To pewnie przez oddanie szpiku, może i ty masz białaczkę”
    Teraz mam to w szczerym poważaniu. Są osoby, którym nigdy nie dogodzimy i nie warto po ich słowach uronić choćby jedną łzę. Lepiej rozpamiętywać komplementy i spontaniczne “Och! Jak ci ładnie w zielonym” 😉 Brzuch, brzuchem. U kobiet raz jest większy a raz mniejszy… Grunt to się nim aż tak nie przejmować 😉

    1. Ludzie to jednak czasami potrafią być okrutni. Masz rację, że najlepiej się nie przejmować, ale chyba nie zawsze i nie wszystkim przychodzi to łatwo. Grubą skórę trzeba sobie wyhodować.

  8. A mnie odkąd na wsi mieszkam, to mało co rusza, bo tu ludzie bezpośredni i walą wszystko prosto z mostu:) Pamiętasz moją historię ze starym góralem, co to mówił, że w poczekalni “nie ma ludzi, ino same baby”?;)

  9. Też sobie zadaję to pytanie. Kiedyś starsza pani powiedziała mi na przystanku tramwajowym, że mam za dużą górą wargę i że powinnam sobie ją naciągać w dół, tak by była dalej od nosa. Ona tak robiła w młodości i przekazała ten przepis swojej córce.
    Nie posłuchałam, bo moja próżność/lenistwo nie pozwala mi zbyt często myśleć, że coś w mojej fizyczności wymaga korekty, ale zastanawiało mnie po co mi to kobiecina mówiła? Ja nie powiedziałam jej ani słowa o tym, że uważam, że jej obniżona i bardzo wąska górna warga wydaje mi się mało atrakcyjna i mogła nie tracić młodości na jej naciąganiu …

  10. Rozumiem takie uwagi o ile osoba, która mi coś wytyka jest mi dość dobrze znana. W takim przypadku może nawet dłużej nad czymś pomyślę i ogarnę się. Albo i nie 😉

  11. Denerwuje mnie takie gadanie. Ja bym powiedziała, że to mój brzuch, moje kilogramy, moje oponki i moja sprawa. Bo co innego autentyczna troska o drugiego człowieka, a co innego zwykłe chamstwo i buractwo.


  12. ~kalinaxa:

    Życie jest okrutne, bo bywa tak często, że ta chuda może być gruba i na odwrót. Często się osoby otyłe posądza o obżarstwo, a bywa tak, że choroba może być powodem takiego stanu, bo np, cukrzyca, czy też tarczyca.

    Niestety odwrotnie- cukrzyca jest wynikiem otyłości, a nie otyłość skutkiem cukrzycy.A tarczycę ma każdy, tylko różna wartość hormonu tarczycy może wpływać czasowo na wagę, po wyrównaniu TSH we krwi waga wraca do poprzedniego stanu, otyłość też może wywołać zaburzenia hormonalne, w tym tarczycy. Czyli podsumowując- otyłość bierze się z jedzenia.

    1. Chyba nie masz racji. Podatność na cukrzycę typu 1 i 2 może być odziedziczona po przodkach, a są takie choroby, które mocno zwalniają metabolizm. Wiem coś o tym, muszę bardzo się pilnować, a zrzucenie choćby kilograma to wielkie wyzwanie. Są też leki, które powodują puchnięcie.

  13. Aniu, nie mówimy o dziedziczności ani o cukrzycy “jedynce” bo to inna bajka.O obrzękach również nie, bo one czasem są, a czasem nie..Mam jednak mnóstwo pacjentów z nadwagą lub otyłych z cukrzycą ,u których w rodzinie nie było tej choroby, a i np. ich rodzeństwo jest szczupłe i cukrzycy nie ma. PCO i insulinooporność też mogą być winne, ale na “zwolniony metabolizm” jest lekarstwo: ruch ruch, ruch i dieta. Nie mówię, że to łatwe. Sama jednak piszesz,że walczysz, musisz się pilnować- i jesteś szczupła! Jakbyś sobie pozwalała na to i tamto, to byłoby inaczej. I o tym własnie mówię- wielu pacjentów wyszukuje tony wymówek na temat swojej wagi ale jak zaczynamy mówić o diecie to okazuje się,że jej wcale nie ma.
    Aha, i jeszcze o dziedziczności podatności na cukrzycę. To,że w rodzinie jest cukrzyca typu 2 ( na 1 nie mamy wpływu) nie oznacza,że my musimy zachorować. Normowaga (do tego obwód pasa u kobiet do 80 cm a mężczyzn do 88 ), codzienny wysiłek fizyczny, wyeliminowanie węglowodanów prostych ( ograniczanie owoców) i ograniczanie złożonych, ograniczanie tłuszczy zwierzęcych na rzecz roślinnych, – taki po prostu model zdrowego odżywiania polecany wszystkim i widmo cukrzycy oddala się bardzo. Pozdrawiam i przepraszam za wykład- zboczenie zawodowe 😉

    1. Wykład cenny. Ale przyznam, że to niesprawiedliwe. 🙂 Bo ja naprawdę muszę się BARDZO pilnować i dlatego rozumiem osoby, które nie mają na tyle sił. A jeszcze pracę mam siedzącą. 🙁 No, ale fakt, poszłam do dietetyka, porobiłam badania i wiem, że mam wszystko, co zwalnia metabolizm (słowa pani doktor), więc się pilnuję i staram i wiem, że jak człowiek się zaweźmie, to jest to możliwe, jednak rozumiem, jak ktoś nie ma siły (mnie czasami też to dopada). 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *