Sen nocy letniej

W zeszły czwartek Szekspir obchodził(by) 451 urodziny. Oczywiście nie mogło mnie zabraknąć. W Gdańskim Teatrze Szekspirowskim z tej okazji Teatr Ocelot wystawiał „Sen nocy letniej”. Poszłam, bo przecież obiecałam sprawdzić, jak się siedzi w fotelach na parterze (pamiętacie pisałam kiedyś o niewygodnych ławach na balkonach). I po organoleptycznym sprawdzeniu fotela w rzędzie drugim (miejsce 11) stwierdzam, że wygodnie. Możecie śmiało rezerwować miejsca. Dla pewności pokręciłam dupką, łokcie wsparłam na oparciach, założyłam nogę na nogę, najpierw lewą na prawą, potem odwrotnie, a na koniec spróbowałam wyciągnąć kopyta. Mogłabym się doczepić ewentualnie do tego, że trochę może za mało miejsca między rzędami. Przy moich długich nogach (prawie jak u modelki) mogłoby być troszkę więcej przestrzeni, ale to już by było typowo polskie narzekanie i szukanie dziury w całym. A wiadomo, na urodzinach byłam, więc nie wypada narzekać. Co prawda, solenizanta dawno już robale zżarły, ale jego duch pewnie krążył po teatrze.

ocelotSpektakl zatykał dech w piersi. Poważnie. Pierwszy raz widziałam przedstawienie Teatru Ocelot. Coś tam wcześniej o uszy się obiło. Ale kto tam widział uszy u kury, nie? Ufać więc temu nie można było. Nie wiem, czy wiecie, ale Ocelot prowadzony jest przez trzykrotnego Mistrza Świata w akrobatyce sportowej Bogdana Zająca. I „Sen nocy letniej” został zinterpretowany przez pryzmat pokazów akrobatycznych. Uwierzcie! To całkiem możliwe i ku mojemu zdziwieniu zrobione naprawdę profesjonalnie. W spektaklu brały udział też dzieci. Zatykało mi dech, jak widziałam maluchy robiące różne akrobacje na linach pod dachem teatru w dodatku bez żadnej asekuracji.

Czułam się, jakbym przeniosła się do jakiegoś magicznego świata. Muzyka, efekty świetlne, charakteryzacja, ekwilibrystyka, akrobacje w wodzie, na linach, tańce w powietrzu itp. Nie oderwałam wzroku od sceny ani na sekundę. Kapitalny relaks. Polecam, jakby kto miał okazję. Potem oczywiście był tort urodzinowy, którego jednak z oczywistych względów dietetyczno-odchudzających nie spróbowałam.

Ale jak tak sobie siedziałam z otwartą gębą, że prawie ślina po brodzie ciekła, to już mnie ochota naszła, żeby też tak spróbować. Bo może to taki dzień, kiedy grawitacja nie działa, więc warto porobić w domu jakieś ewolucje. Zaczęłam więc od podskoków, skłonów i wymachów. Potem pomysł, by szpagat zrobić. Toż przecież to żadna filozofia! Wystarczy, by się nogi rozjechały. I auć! Bolało. I to bardzo. Dobrze, że dźwigu nie trzeba było wzywać, by mnie z podłogi zbierać. Zebrałam się sama do kupy i stwierdziłam, że może jednak najpierw w myślach potrenuję. Toż od wieków wiadomo, że wszystko w głowie. Jak tak potrenuję mentalnie, to potem rach-ciach i szpagat zrobię, i w wannie takie ewolucje, że Mężusiowi dech zaprze w piersi. No, ale wiadomo, na spokojnie, żeby się mi biedak nie udusił.

To ja lecę trenować, a Was zachęcam do wybrania się kiedyś na widowisko Teatru Ocelot. Polecam.

 

 

PS  Po spektaklu przeczytałam opinie pod jedną z recenzji. I, ło matko! „Dzieci uczyć się powinny, a nie skakać jak małpy na linach!”, „Zatrudnianie dzieci jest nielegalne!”, „Profanacja Szekspira!”, „Są pewne granice w interpretacji tekstów!”… Takie mamy klimaty…

A dodam tylko, że zespół Ocelot składa się z aktorów w różnym wieku. Bogdan Zając jest też prezesem Fundacji Wspierania Kultury Ruchu i w przedstawieniu brali udział między innymi jej stypendyści.

 

0 myśli na “Sen nocy letniej”

  1. Zrób coś – będziesz skrytykowany…
    Niestety ja totalnie niewrażliwa na sztukę jestem, ale gdy dziwnym trafem zawitałam w operze (na “Mesjaszu”) czy też oglądała przedstawienie gdzie kompozycje Mocarta i utwory zespołu Queen były ilustrowane baletem (Bajarta czy jakże ten niewidomy już wtedy gość od baletu się nazywa) to wrażenie na mnie to robiło. Słaby mam słuch, wzrok nie za dobry, ale jak coś jest ładne to się dobrze ogląda. I chyba też o to chodzi w teatrze.

  2. “Sen nocy letniej” – lubię ekranizację z 1999 roku. Moim zdaniem świetna.

    Co do krytyki ona zawsze jest subiektywna. Jak tu oceniać obiektywnie z użyciem subiektywnego narzędzia ?

    Krytykować jest łatwo, ale stworzyć coś samemu już trudniej. Stąd krytyów mamy miliony, a twórców tysiące.

    1. Dokładnie. A najbardziej mnie śmieszą ludzie, którzy krytykują, choć nie widzieli. Jakby na podstawie jednego zdjęcia można było ocenić spektakl. Brrr. Wkurzają mnie tacy.

      1. Ci co krytykują, a nie widzieli to zwykły “trolling” (chyba tak na to mówą w internetach 🙂 ) uprawiają.

        Ogólnie krytyka czegoś czego się nie jadło, widziało, wzięło, spróbowało jest bezpodstawna i zwyczajnie głupia. (ups i co motyla noga noo !! krytykuję krytykujących hahahah!!! 😛 )

  3. Aniu na miłość Pana uważaj , bo ni dość ,ze jesteś rozdarta duchowo to możesz siię jeszcze rozedrzeć fizycznie. Płacz byłby wielki, a co do spektaklu to brzmi ciekawie

    1. Ten teatr był gościnnie w Gdańsku, nie wiem, gdzie mają siedzibę, ale z tego, co widziałam, jeżdżą po całej Polsce, więc może kiedyś nadarzy się okazja. 🙂

  4. bo w tym kraju w dobrym tonie jest być na “nie” i wyszukiwać dziury w całym

    chętnie obejrzałabym to przedstawienie, ale do teatru o którym wspomniałaś… mani nieco jakby za daleko… 🙁

  5. “…a na koniec spróbowałam wyciągnąć kopyta”…
    Uff, Aniu, jakie szczęście ,że się nie udało:)
    Nie próbuj więcej wyciągać kopyt.Jeszcze dużo dobrego przed Tobą, maj idzie:))

    Recenzja brzmi interesująco i czuję się zachęcona. Dzięki Tobie przeniosłam się myślami do wakacji w Weronie. Zdecydowanie marzę by pojechac tam kiedyś jeszcze…Do Gdańska zdecydowanie bliżej.Pociąg z Krakowa do Gdyni odjeżdża o 7.05….Ale na razie trzyma mnie matura. Ps Proszę pozdrowić i ostudzić Jajo.Jajo, Calm Down:)).Podobno matura w tym roku ma być szalenie łatwa:)) z okazji eksperymentu naukowego.Tak Was tylko straszyli wcześniej abyście się do roboty zabrali:))

    1. Ha, ha 🙂 Fajnie by było, że było łatwe. Jajo na razie się rozchorowało, mam nadzieję, że jednak się szybko wykuruje, ale uczy się dzielnie. 🙂

  6. Zawsze jak byłam troszkę młodsza z przyjemnością chodziłam do cyrku ( Ty tu Kurko o teatrze poważnym się rozpisujesz, a Ja o cyrku tutaj pisze) ale chodziłam tam właśnie po to, aby oglądać różnego rodzaju akrobacje. Już wtedy jako bardzo mała dziewczynka , darzyłam ich ogromnym szacunkiem. Miłość do cyrku z biegiem lat mi minęła – dzisiaj już nie chcę sponsorować widowiska w którym wykorzystuje się zwierzęta , ale do akrobatów zawsze mam ogromny szacunek. Za ogromną pracę i wysiłek, który wkładają tylko po to, aby później to wszystko wyglądało ładnie i przyjemnie.

    Dlatego z chęcią wybrałabym się na taki spektakl. Lubię oglądać i podziwiać zdolnych ludzi. Nie wiem czy głosy oburzenia na temat dzieciaków , że to zmuszanie do pracy i tak dalej są potrzebne. Bo jest wiele naprawdę zdolnych dzieci, które chyba warto pokazywać światu.

    1. Pewnie, że trzeba zdolne dzieciaki pokazywać, dla nich to też pewnie frajda. A ludzie czepiają się dla samego czepiania. I zgadzam się na temat akrobacji, to potężna praca nad własnym ciałem, też jestem pełna podziwu. 🙂

  7. Z tym myśleniem o ćwiczeniach to nie jest wcale głupie. Ja na zajęciach z siatkówki musiałam się koncentrować w wyobraźni na wykonaniu danego zagrania, zanim wchodziliśmy na boisko. No a Luise L. Hay, która w świetnej książce “Możesz uzdrowić swoje życie” poleca wyobrażanie sobie zdrowia ? Książkę polecam, a spektakl chętnie bym obejrzała 🙂

    1. Coś w tym jest to prawda. Teraz właśnie jesteśmy z Jajem na etapie wyobrażania sobie pytań na maturę (i całkiem serio to piszę – zaklinamy rzeczywistość). 🙂

  8. Zazdroszczę wizyty w teatrze, bo spektakl wydaje mi się interesujący. W naszym domu kultury dyrektorką została Marta Klubowicz (pochodzi z Nysy). Liczę, że jej znajomości pozwolą na sprowadzenie ciekawych spektakli i nie będę musiała gryźć pięści z zazdrości. 😀 Czytam różne dziwne rzeczy i kiedyś natknęłam się na informację, że nawet myślenie o ćwiczeniach fizycznych dobrze wpływa na organizm. “:D

  9. Toż to 451 okrągła rocznica.
    – O musztardzie trza było wspomnieć
    Parafrazując mistrza Bareję
    A dla moich nieletnich małolatów, teraz żeby coś wrażenie robiło to musi być szpagat i fajerwerki, to jest takie minimum 🙂 A jak matka coś sugeruje, że może inne spojrzenie, zmiana perspektywy itp. to nuda i żenada )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *