Mężusia mi dziś pokroją

Ogłaszam pospolite ruszenie. Wszystkie kciuki na pokład. Wczoraj „oddałam” Mężusia do szpitala. Do samego końca zachowywał się dzielnie. Nie płakał, nie darł szat, nie histeryzował, nie trzymał się kurczowo klamki, a dzielnie wziął to na klatę. Dzisiaj ma zabieg, więc wsparcie duchowe mu się przyda. Niby nic poważnego, a i tak człowiek się denerwuje.

IMG_1703W poniedziałek mówię do Mężusia, że rano we wtorek go spakuję do szpitala. Czekam na reakcję, bo do tej pory nigdy, a to nigdy nie zajmowałam się jego pakowaniem, nigdy nie kupuję mu ubrań, nigdy nie mówię, co ma założyć. Mężuś jest w 100% samodzielny. Sam sobie uprasuje, upierze i ugotuje jak trzeba itd. Jednak po mojej propozycji tylko pokiwał głową. A wieczorem, kiedy ja już leżakowałam, podaje mi kartkę:

– Masz listę tego, co mam wziąć do szpitala – mówi. A mnie lampki na czerwono rozbłysły. A jednak. Stresik jest, jeżeli to ja mam mu spakować torbę. Czytam więc listę. A tam: dwie gąbki (jasna i ciemna), dwie piżamy, klapki, bielizna itp. I kurza twarz! Skąd ja wezmę dwie gąbki?

– To myślisz, że ja we wtorek zaraz o świcie będę pędzić do sklepu po gąbeczki dla ciebie? – Śmieję się, bo wiem, że Mężuś jeszcze rano ma zamiar do swojego biura pojechać i kilka godzin popracować.

– Nooo – potakuje.

I chcąc nie chcąc, wstałam o siódmej i w te pędy do Tesco. Muszę przyznać, że dość ciekawie było, bo w alejkach pomiędzy półkami spotkałam tylko jednego klienta. Reszta pewnie dojada resztki po świętach.

Kupiłam gąbeczki. Jedną jasną, drugą ciemną – zgodnie ze wskazówkami. Kupiłam nawet nową piżamę. A niech tam ma. Przybory toaletowe w wersji mini. Zapakowałam później wszystko w torbę i Mężusia do szpitala wyprawiłam. Ten cały czas uśmiechał się od ucha do ucha. Że niby taki wyluzowany. Ale mnie nie oszuka. Widzę, że stresik lekki miał. Zresztą ja też. Odstawiłam więc go do samego łóżka. Ucałowałam i wróciłam do domu. A tu co? Pusto jakoś. W nocy spać ciężko, bo jakże tak bez mojego przytulaska? Nutuś oczywiście trzymał łapkę na pulsie i jak się tylko miejsce zwolniło, to uwalił się w łóżku zadowolony. Ale mnie jakoś tak markotnie. Dobrze, że używana piżama Mężusia w łóżku, to zapach został. Spać jednak trudno. Dziś go pokroją. I mam nadzieję, że zrobią to porządnie. A potem wszystko zaszyją, jak trzeba. I oddadzą mi Mężusia w całości.

Każdy kciuk więc mile widziany. Za Mężusia! Toż Mężuś mój najukochańszy w świecie! Bez niego bloga by nie było ani książek, ani mnie w szczęśliwej wersji.

0 myśli na “Mężusia mi dziś pokroją”

  1. Nooo to ja oba dwa kciuki, no sorry ale więcej nie posiadam, trzymam co by dobrze go pozszywali, bo wiesz jakby mu zaszyli nie to co trza tooooo ……….!! Zdróweczka mu życzę, a Tobie spokoju 🙂
    Pozdrawiam obojga 🙂

    1. Można puścić i od jutra trzymać od nowa. Myślałam, że Mężuś już pokrojony, a tu się okazało, że zabieg przełożono PRAWDOPODOBNIE na jutro. Grrrrr

  2. Ma się rozumieć, że kciuki zaciśnięte.
    A te majtki ciepłe, co babcia radziła mężowi spakowałaś? Damski personel obejrzałaś? Czy tylko tak męża odstawiłaś i sobie pojechałaś? 😉

    1. Właśnie o to chodzi, że przełożyli wszystkie zabiegi na jutro. I szlag mnie trafia, bo juz by było po wszystkim, a tak to dłuższy stres.

      1. Aniu wiem, że to dodatkowy stres, nie ma co udawać. Wiem coś o tym, miałam kilka zabiegów i taką sytuację też, więc wiem, co przeżywacie.
        Trzymam baaaardzo mocno kciuki. 🙂

    1. Obecnie wkurzony, bo zabieg przełożono niby na jutro (wszystkie z tego dnia poprzenoszono) i kompletnie nic nie mówią, kiedy, co i jak.

  3. Trzymałam kciuki i mam nadzieję, że wszystko już w porządku.To znaczy,że Mężusś wyluzowany smazcznie nie chrapie i za dwa tygodnie szpital będzie tylko mglistym wspomnieniem.Dużo zdrowia Mu życzę:)

  4. Trzymam! Trzymam! Wiem, że akcja wstrzymana, ale trzymam dalej, żeby nie było, że coś zaniedbałam. Piszę językiem. 😉 Życzenia zdrowia i cierpliwości dla męża.

  5. To ja będę trzymać jutro, bo już widziałam na fejsie, że zabieg przeniesiony. I dobrze, bo dzisiaj nie trzymałam, za późno przeczytałam :). Niech Twój mężuś wraca cały i zdrowy!

      1. Rozumiem Anno, ale sądzę, iż nie zdrobnienie świadczy o miłości, a nasze czyny :)) Zresztą zdrobnienie takie niekoniecznie czytelnik może odebrać jako dowód milości.

  6. Przez swoją nieobecność przegapiłam emocje związane z krojeniem, ale widzę, że już na szczęście wszystko dobrze, a mężuś zacerowany:) Szybkiego powrotu do formy życzę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *