Cukroholik

Natchnęła mnie Pani S., która kilka dni temu pisała o tym, by Futrożercy wszystkich krajów się łączyli. Oczywiście identyfikuję się z futrującymi. Szczególnie tymi, którzy futrują słodkie. Słodkie jest pyszne! Bardzo pyszne! Najpyszniejsze! Naj, naj, najpyszniejsze!

kot 001No dobra, przyznaję, jestem na głodzie. I to kosmicznym. W lodówce sernik z musem z mango, w zeszłym tygodniu sernik czekoladowy z musem z białej czekolady i szarlotka taka spod samiuśkich Tater (choć wykonana w kociewskiej, czyli mojej, kuchni). W tygodniu bułeczki drożdżowe z twarożkiem i skórką pomarańczową (najazd gości)! A ja dzielnie oparłam się pokusie. I można by rzec, że dumna z tego faktu jestem. No…, prawie jestem, bo tak mnie ściska za każdym razem, jak otworzę lodówkę, że szkoda słów. A zapach drożdżówek? Czujecie to? Bo ja, jak tak sobie wdech zrobię razem z haustem wspomnienia o dawnym smaku słodkości, to aż mnie ściska w dołku, łza do oczu napływa, a dłonie trudno powstrzymać przed tym, by nie sięgnęły po słodkość i nie wpakowały jej szybko do paszczy, która już się otwiera na samą myśl.

Cukier podobno uzależnia tak jak kokaina. Tak przynajmniej sądzą amerykańscy naukowcy, a jak wiadomo, amerykańscy naukowcy zbadają wszystko. Czyli powinnam iść na odwyk. Taka prawda. Grupa wsparcia niezbędna. Do tego moja pani dietetyk macha do mnie palcem ku przestrodze, że moje wyniki badań wskazują na kiepski metabolizm, więc nawet chyba oddychać powinnam ostrożnie i wybierać hausty mało kalorycznego powietrza. Zakładam, że właśnie takie mam na Kociewiu, bo wyjścia nie ma, trzeba się pocieszyć tak, jak człowiek umie.

No to teraz, Kochani, bardzo proszę zamienić się w moją prywatną grupę wsparcia i wesprzeć mnie odpowiednio, by dać radę i nie chwycić ciacha, nie usiąść w kąciku i nie pożreć wszystkiego na raz. I nie czytam komentarzy, w których dostrzegę elementy sabotażu! O, nie!

Na detoksie jestem, ale przyznaję, że organizm walczy. Dopomina się odpowiedniej porcji cukru po obiedzie. A jak już kawę przed sobą stawiam, to mózg mój atakują słodkie potworki i kuszą. Bo jak to do kawki nie zjesz? Zjedz sobie, zjedz, zjedz, zjedz… Aż ma się ochotę przyłożyć sobie w facjatę dla otrzeźwienia. Co gorsza, suszonych owoców nie mogę, a zwykłe nie są w stanie oszukać mojego pokręconego mózgu, który cwany jest i nie da sobie zamydlić żołądka jakimś substytutem słodkości. O, nie! To cwaniaczek. Spryciarz. Ale zawzięłam się! A jak się człowiek (nawet taki kurzy) zaweźmie, to da radę. Da, prawda? No, powiedzcie, że da!!!

A teraz czekam na kandydatów do grupy wsparcia cukroholika. Bo przyznaję, ja – Kura – jestem cukroholikiem. Kropka.

*

*

*

PS  Małym druczkiem: A jak ktoś pamięta moją deklarację, że do lutego to ja tyle i tyle kilogramów się z siebie pozbędę i gdyby się nie udało, to można mnie jajami obrzucić, to ogłaszam, że można rzucać. Nie udało się, niestety, choć walczę dalej i tylko część planu zrealizowałam.

A teraz dzielnie na klatę przyjmuję wszystkie jaja, te strusie również. 😳

0 myśli na “Cukroholik”

  1. Kurcze, nie pomogę, bo uzależnienie od cukru jest mi całkowicie obce, ale jeślibyś zakładała kiedyś grupę wsparcia dla uzależnionych od smażonego sera, to się zgłaszam:D

    1. Grunt to zmienić myślenie z “nie mogę” na “nie chce jeść słodyczy”, ponieważ prócz chwili zadowolenia nie dostarczają organizmowi nic pożytecznego. Pusta kaloria odkładająca się na boczkach, a i przemiana materii wolniejsza i masa innych pierdów. Najlepiej zmienić nawyki żywieniowe nie tylko u siebie ale i u wszystkich domowników, nikomu nie zaszkodzi wręcz przeciwnie. Wiadomo jak oko widzi te sztuczności to i ciężej, ale… dlaczego by nie zrobić ciasta marchewkowego? drożdżowego ? ciastek owsianych? amarantusowych ? Rozwiązań wiele…tylko my ludzie jakoś tak przywykliśmy do korzystania z tych najprostych. Bo czasu brak, bo to to tamto siamto…. Zawsze się coś wymyśli. Miłego dzionka!

      1. Nawyków mojego Mężusia nic nie zmieni. Słodkie musi być. A ciasto marchewkowe czy ciastka owsiane to dla niego rzeczy niejadalne. 🙂

  2. Aniu już strażnik w lodówce jest 😉 tak, że nie martw się nie zjesz ni kawałka, bo to profesjonalista 😉 🙂 . Ma się te możliwości……….A tak poważnie, to wspieram Cię z całych sił.

  3. Jak Ty teświństwa możeszz w ogóle do ust brać. Te wszystkie kryształki to jak sie dostaną do przewodu pokarmowego to są takie ostre ,że Ci go pokaleczą i wtedy droga dla wrzodów i innych zakażeń otwarta. Poleży takie zdradliwe coś w lodówde przejdzzie bakterią colli i nawet nie wiesz kiedy ciężko zapadniesz. Trochę rozsądku dziewczyno.

  4. Witaj Kurko 😉
    14 lat temu myślałam,że nigdy nie uda mi się przestać palić,rzucałam 3 razy- najdłużej na pół roku i …. zaczynałam od nowa ;( świadomość, że nigdy już nie zapalę była okropna, a mój buntowniczy charakter podpowiadał ‘co, ty już nigdy, nigdy, nie wolno, nie możesz..itd’. wymyśliłam sobie, że idę na ‘urlop’ od fajek, mogę,ale nie muszę.. i to jest to! 😉
    spróbuj może ten sposób pomoże, bo cukier to świństwo, które uzależnia bardziej niż alkohol i narkotyki,a najgorszy jest syrop glukozowo-fruktozowy.
    Nie martw się, ja pierwsza nie rzucę jajem, bo wiem jak ciężko jest zgubić kilogramy, bo pomimo diety, zmiany sposobu żywienia nasz organizm czasami robi sobie z nas ‘jaja’. Wspieram Cię duchowo i krzyczę hasło:
    Cukrowym KUSICIELOM mówimy NIE!!!
    Kurko jak najdzie Cię ochota na ‘słodkie’ to leć w te pędy do Mężusia i proś o ‘całusa’, przecie to najsłodsze na świecie! 😉
    miłego, słonecznego dnia i moc słodyczy od Mężusia 😉

  5. Hmm,cóż,nie jestem autorytetem w tej dziedzinie. Sama ostatnio poległam przy diecie oczyszczającej więc marne ze mnie wsparcie. Miałam takie piękne plany,jeść pszenicę przez 12 dni i oczyścić jelita,ba,cały organizm z toksyn. Kupiłam już nawet tą pszenicę na targu,a żeby jechać na targ, musiałam wstać rano. Bardzo się poświęcałam od samego początku. Pierwszy dzień- jakoś szło, gdy pierwszy raz dziobałam ziarna,czułam się jak kura (czujesz tą więź??) ale myślałam- phi! Też mi coś,łatwizna. Na obiad też dziobałam,a potem na kolację i zauważyłam w końcu,że ta cholerna pszenica w ogóle nie wypełnia pustki w moim żołądku,choćbym nie wiem ile dziobała,na domiar złego zaczęła boleć mnie żuchwa od tego ciągłego mielenia. Jeden kubek nawet mocno ugotowanej pszenicy przeżuwa się co najmniej pół godziny. Drugiego dnia przyszedł kryzys, jak rano zobaczyłam pszenicę,miałam ochotę nią rzucić o ścianę, wiedziałam,że rady nie dam. Ale doczytałam w artykule,że ludzi dzieli się na “jin” i “yang”,a osoby “jin” nie powinny tej diety prowadzić dłużej niż 3 dni. I chociaż wcześniej ustaliłam,że jestem yang,po jednym dniu z pszenicą,odkryłam,że chyba jednak bardziej skłaniam się do “jin”,a że z medycyną chińską się nie dyskutuje, postanowiłam skrócić sobie męki do 3 dni. Na dodatek,jako osoba jin miałam prawo wzbogacić dietę w warzywa-gotowane buraki,kapustę,marchew. I tak zrobiłam,rzuciłam się na nie jak tylko lekko zmiękły,bo nie mogłam się doczekać,aż dogoreją. Długo się nie nacieszyłam,bo zatkały mnie na jakieś pół godziny. Potem znowu pszenica i zakwasy w żuchwie. Najgorzej,że kiedy jestem głodna,robię się wredna,więc na mojej diecie zaczęli cierpieć domownicy,a to już na zdrowie nikomu nie wychodzi! Najważniejsze są dzieci przecież… i tej wersji będę się trzymać. No więc przeanalizowałam jeszcze raz zdanie: “osoby “jin” nie powinny tej diety prowadzić dłużej niż 3 dni” i uczepiłam się słowa “DŁUŻEJ”. Taraaam!!! Wybawienie. Byle dotrwać do wieczora,bo przecież “dłużej” nie znaczy,że nie “krócej”. A jakby tak bardziej się temu przyjrzeć,między wierszami można wyczytać,że wskazane byłoby krócej,no bo te 3 dni to już takie maksimum! (najlepiej przyglądać się na głodniaka). Zasypiałam z dziurą w żołądku,ale udało się,bo przyświecała mi jedna myśl: “Jak tylko się obudzę,zjem ciastko.” No i zjadłam i nie żałuję,bo było warto. Domowe makowce nie leżą na ulicy. Chyba nie nadaję się do drużyny wsparcia. Ale Tobie życzę powodzenia,a sama zmieniam sposób odżywiania,ale bez całkowitych rezygnacji,bo to mi nie służy. No i przecież są jeszcze dzieci…

    1. Ha, ha 🙂 Bardzo podoba mi się Twój sposób myślenia. Mniej więcej tak samo kombinuję. 🙂 Grunt to dobra argumentacja, a na głodniaka zawsze przychodzą do głowy świetne argumenty. 🙂

    1. Pani dietetyk mi na razie nie pozwoliła. 🙁 A najgorsze jest to, że ze śliwki czy morele to tylko przypominają słodki smak i chciałoby się pożreć pół paczki. 🙂

  6. O jejku, jak ja Cię rozumie. Ja otwieram szafkę, patrzałkami oglądam czekolady i zamykam i uciekam, byleby daleko twarzą od słodkości. Na rower stacjonarny siadam, pedałuję, ale mój mózg jęczy: słoooodkieeee…
    W takich chwilach staję na wagę, Ale co mnie pocieszy, jak nie czekolada? Aaaaa…..no tak, seks :P:)
    :PPPP

    Więc proszę Pani, Pani niech też będzie dzielna:na Mężusia się w tych chwilach rzuci, tudzież łapki w Nutusiu schowa, tudzież ratuje się pisaniem – ŚŁODYCZOM MÓWIMY ZDECYDOWANE: NIE!” :))))

  7. W rzucaniu najtrudniejszy jest początek. Wydaje Ci się, że nie dasz rady a dajesz. Potem jest już tylko łatwiej i nagle okazuje się, że bez tego czy tamtego można żyć. Tyle teoria 😉 Z praktyką bywa różnie. Wiem, bo jestem uzależniona od czekolady. Mogą nie istnieć ciastka, ciasta, cukierki i inne. Czekolada nie może nie istnieć. Rzucałam parę razy i to nawet skutecznie na parę tygodni. I wystarczył jeden dzień nieuwagi, żeby do nałogu wrócić. Ale tak to jest z uzależnieniami.
    A teraz małym druczkiem: Wszystko jest dla ludzi. Przecież można zjeść jeden, no może dwa kawałki czekolady a nie całą tabliczkę na raz … podobno 😉

    1. Ha, ha 🙂 Cieszę się, że dodałaś “podobno”. Bo zjedz tu człowieku jedną kostkę czekolady, no zjedz. Nie da się. Chyba że to właśnie jest ostatnia kostka, a do sklepu daleko. 😉

  8. Nie wiem dlaczego nie możesz owoców suszonych, ale szkoda, że nie możesz. Ja właśnie uczę się (głównie od FiKa) slodkości, w których środkiem słodzącym są niesiarkowane bakalie. Głównie daktyle.
    Bo tak generalnie to wiem, że z cukru powinnam zrezygnować. I wiem, że nie potrafię. Więc jak mogę to go zasępuję – a to do placków z malinami dodam ciut erytrolu, a to racuchy z jabłkami odrobiną stewii posłodzę. Cynamon daję gdzie mogę, bo on sprawia, że potrawa się słodsza wydaje. I wiem, że ksylitol, stewia czy erytrol na uzależnienie od cukru to jak miętówki przy rzucaniu palenia – niemniej jednak niektórym miętówki pomagają w odzwyczajaniu się od palenia, więc może odrobina ksylitolu (tylko patrz, żeby był z brzozy a nie z qqrydzy) czy kropelka stewii w płynie tudzież parę listków (bo ta biała w proszku to maltodekstryna czyli też cukier) mogą dosłodzić choć trochę.
    Szkoda, że Mężuś babeczek marchewkowych nie tknie. Moje Dzieci i Małżonek także muffiny marchewkowe, nawet posłodzone erytrolem lubią. I generalnie cieszę się, że marchew też znajduje się wśród tych słodkości, które lubią moje Dzieci 🙂
    3m się i dawaj radę.

    1. Owoców suszonych na razie nie mogę, potem już tak, ale teraz mam jeszcze zakazane. 🙂 Choć przyznaję się bez bicia, że suszoną śliwką czy daktylem się ze dwa razy ratowałam. 🙂

      1. No to jeszcze pozostaje ryż ze słodkimi jabłkami tudzież gruszkami i cynamonem albo sorbety domowej roboty, w skład których wchodzą jedynie truskawki (mogą być mrożone) i banany. Tudzież racuchy z mąki np. gryczanej z bananami. Albo innymi owocami. Moje z malinami i odrobiną erytrolu były wystarczająco słodkie. A… i ryż w ryżu z jabłkami spokojnie możesz zastąpić kaszą jaglaną…

        1. O, to prawda. Dostałam od dietetyczki ostatnio właśnie przepis na sorbet gruszkowy. Jeszcze jednak nie robiłam, zapomniałam przy tym zamieszaniu z gośćmi. Dzięki za przypomnienie. 🙂

  9. My też aktualnie jesteśmy na cukrowym detoksie. Choć generalnie u nas cukru nie ma w domu, bo jak już to używam ksylitol, ale dzieci ciągle przeciągają z nami linę i proszą o słodycze. Ostatnio za dużo tych słodyczy pojawiło się w ich małych żołądkach i pojawiło się uzależnienie i wieczne jęczenie o słodkie. Moje dzieci mają tak, że jak im pofolgujemy to już nie mają umiaru, więc musimy całkowicie odstawić kupne słodycze. Zastępuję im wypiekami z ksylitolem. Na przykład robię szarlotkę z mąki orkiszowej a do jabłek dodaję banana, żeby naturalny cukier był. W smaku jest identyczna jak tradycyjna szarlotka.
    Ani, bądź silna. Pomyśl, że te wszystkie słodkości to nie tylko cukier, ale też tłuszcz i gluten, który ci bardzo ale to bardzo szkodzi. Musisz sobie obrzydzić te wszystkie wypieki. Powiem ci, że jak sama piekę ciasto to potem tylko próbuję kawalątek jak smakuje, znaczy czy się udało i nawet nie mam ochoty na więcej, bo jak sobie przypomnę ile tam dodałam tłuszczu, cukru czy bitej śmietany to mi ochota przechodzi.

    1. No, niestety. Glutenu nie mogę i to na całe życie. Eksperymentuję z chlebem bezglutenowym, czasami więc mam wrażenie, że jem płytę pilśniową, ale coraz lepiej mi chyba wychodzi. 🙂 A ja sobie czasami wyobrażam, żeby nie tknąć ciasta, że po nim chodzą muchy (takie obrzydliwie wielkie), serio. Bo jak już tak sobie w głowię odpowiedni obraz stworzę, to nie tknę. 🙂

  10. a dlaczego nie możesz suszonych owoców jeść? Suszone jabłko, śliwka, czy morela u znacznej większości ludzi wpływa na poprawę trawienia, więc jak najbardziej wydają się właściwe w Twoim przypadku… zwłaszcza, że jest tu magiczne słowo : suszone … które często mylone jest z kandyzowane – może Twojej dietetyk chodzi o to abyś unikała kandyzowanych, co jest słuszne i logiczne, ale suszonych? Owszem, bez przesady w ilościach, ale żeby tak całkiem?

    Poza tym, do diet mam nieco ambiwalentne podejście – człowiek jest wszystkożerny i najwłaściwszą dietą jest rozmaitość w tym co się je oraz umiarkowanie w ilości – wybacz, w żadne cudowne diety nie wierzę choć wiem, że właściwie dobrana dieta działa cuda, ale właściwe dobrana dieta – to dieta dobrana indywidualnie, a nie z książki… przykład: mój brat ma cukrzycę czyli i gluten i kilka innych smakowitości mu nie służy, ale okazało się, że zwykły żytni chleb ma najmniejszy wpływ na wahania cukru, żadne tam kukurydzianki i inne twory, a już mąka niby pszenna ale odglutenowana, pomijam, że droga kosmicznie, to – wypieki z tej mąki, cukier mu podnoszą bardziej niż żytnia… choć wg wskazań dietetyka i diabetyka tak być nie powinno; inny przykład to groszek i fasola – groszek “zbija” cukier u większości cukrzyków, ale nie u mojego brata, który to rewelacyjnie reaguje na fasolę…

    to samo z warzywami i produktami bogatymi w żelazo i problemami z zakrzepowym zapaleniem żył oraz witaminą K i stałym przyjmowaniem leków antyzakrzepowych … okazało się w praktyce, że taka niewinna sałata zielona jest sałacie nie równa i jedne gatunki może drugi brat jeść, a inne już nie koniecznie

    wiem, że dużo, długo i nie na temat, ale chciałam tylko napisać, że do każdej diety należny dorzucić rozwagę i rozsądek, bo od diet można się również uzależnić – tak jak od cukru

    zwłaszcza, że doprawdy nie wiem z czego i dlaczego, i po co chcesz chudnąć, gdyż nadmiaru tkanki tłuszczowej na żadnej z prezentowanych przez Ciebie fotek nie zaobserwowałam… może zamiast katować się drastycznymi dietami, bez chwil słabości zastanowisz się nad aktywnością fizyczną i jednak czasem jakąś mała słabostką kulinarną … choć rozumiem, że przestrzeganie diety jest wygodniejsze od ścigania się na siłownię 3 razy w tygodniu, czy do biegania przez pół godziny każdego wieczora …

    1. Suszonych tylko na razie nie mogę. Nie mam też żadnej diety cud, tylko urozmaiconą, prowadzoną przez lekarza dietetyka. Muszę się nauczyć żywić z moim schorzeniem, bo inaczej to będzie za kilka lat masakra. A aktywność fizyczna jest, bez niej w ogóle byłaby tragedia. Steper codziennie. 🙂

  11. Może mogłbabyś zastąpić słodki smak jakimś innym, równie wyrazistym, np. kwaśnym czy gorzkim? Ja już od lat nie jem ciast ani innych słodyczy, bo nie mam na nie ochoty (oprócz chałwy, na którą czasem napadam), chyba odkąd piję piwo. Jak mnie ściska w żołądku, to sięgam po kawałek suchej kiełbasy, plasterek szynki, coś z mocnym sosem vinaigrette, śmierdzący ser albo marynowane śledzie w oleju. Może któraś z tych rzeczy Ci pomoże? Trzymam kciuki!

    1. Mnie to zaraz po tak wyrazistych smakach chce się właśnie zagryźć słodkim. 🙂 🙂 Piję dużo wody, jak mi się chce słodkiego. Trochę pomaga. 🙂

  12. Osz… notka mobilizująca dla mnie???
    Przykleiło się do mnie 10kg. Niestety ciężko było mi się zabrać za ich usunięcie, mimo, że wiedzę mam DUŻĄ na ten temat, już jakiś czas temu przecież zgubiłam te same 10kg… Niby jadłam dobre/zdrowe posiłki ale podjadałam w kółko. Czułam, że nie dam rady nic z tym podjadaniem zrobić więc postanowiłam ruszyć dupę. W głowie zmieniłam priorytet zamiast schudnąć to mówiłam sobie, żeby więcej nie przytyć:) I tak od 11.02 zaczęłam truchtać pół godziny dziennie (a ja nie cierpię biegać ale wieczór wcześniej zainspirowałam się artykułem na necie), wyciągnęłam spod łóżka zakurzony hulahop z ‘kolcami’, jak jest pogoda to wsiadam na rower i robię 12km, z koleżanką chodzimy czasem z kijami. Staram się godzinę dziennie być aktywną fizycznie. I… po miesiącu przestawiło mi się w głowie – rano siedzę i planuję czy dziś to jednak rower czy jednak trucht i to bez zmuszania się do tego. Wieczorem myślę czy nie zrobić sobie drugiej tury truchtu.
    Ale najważniejsze, że już mnie cukier czy podjadanie nie ciągnie. Daję radę trzymać się pór posiłków, zaczęłam w końcu wypijać odpowiednią ilość wody, a nie tylko kawa i herbata. Efekty na wadze są minimalne, ale… czuję, że jestem na dobrej drodze:)
    To sobie pogadałam, posiedziałam a teraz czas kręcić hulahopem:)
    Wspieram Ciebie moooooocno!

  13. Wiesz, dlaczego dzisiaj komentarza nie będzie? Bo i tak byś go nie przeczytała. 😀
    PS Biszkopt bezglutenowy wychodzi doskonale. Piekłam na wakacjach z przepisu znalezionego w sieci. 🙂

  14. Oj znikam jako małe ziarenko w wielkiej grupie cukroholików..jest nas tyle. Niestety jestem stałym członkiem. Nie ciasta tylko w momencie gdy nie chce mi się go upiec. Ale za to jest cola i sklepy 😉
    moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina ;))

  15. Kochana, godzinę temu byłam w sklepie i kupiłam sobie cztery, powtarzam cztery ciepłe, duże lody. Dwa już zjadłam. A w lodówce mam tonę ciasta. Nazywam się Wiola i jestem cukroholikiem!

  16. Jestem antytalenciem w robieniu ciast, więc jakoś sobie radzę z białym cukrem. Za to w weekend dodałam sobie sporo węglowodanów, dzięki kociewskim ruchankom (racuchom), ale na pół kilograma mąki wystarcza łyżka cukru – nawet mi się udało i cała rodzinka pałaszowała z apetytem…

  17. Nie potrafię tak daleko rzucać! 😉

    Co do słodkich pokus. Podobno to mózg rządzi żołądkiem, a nie odwrotnie. Też tak myślę, dobrze się gada… . Cóż Ci mam powiedzieć, kiedy ja sama na odwyk powinnam iść? Jedyne, co mi przychodzi do głowy to to, że jesteś uparta i stanowcza, tak jak z pisaniem, więc dasz radę. Potrafisz sobie narzucić dyscyplinę, bo twarda z Ciebie babka 😉

  18. Kochana Kuro Pazurem, oświadczam, że też jestem ….na głodzie! No cóż, wprawdzie nie oduczam sie jeść, ale nie palę papierosów już od miesiąca. A to – to samo jest normalnie.Daję rady i jestem z tego dumna 🙂
    Aha! W listopadzie odchudzilam się o 2kg. to malo? nie! w sam raz.Byłam w sanatorium, poprosilam lekarza o dietę lekkostrawną. Jadłam ziemniaczki z wody,mięsko gotowane,zupę na warzywkach….Oprócz tego, codzienne kilkudziesięciokilometrowe spacery po górach 🙂 no i to jest super metoda na schudnięcie 🙂

  19. Ja Cię będę wspierać, jak umiem. Żadnego cukru, żadnych serników. Musisz znaleść sobie inne hobby. I jajem rzucam, z takich okazji trzeba korzystać 😉

  20. Dołączam się! Bo jak od stycznia prawie całkowicie rzuciłem słodycze, a do tego zacząłem ćwiczyć regularnie, to nawet na brzuchu pojawił mi się jakiś zarys “sześciopaka”. Ale potem do głosu doszła słodka kokaina i znów się objadam słodyczami. Ale właśnie mam plan, że od jutra znów wracam do intensywnej diety cukrowej oraz ćwiczeń – w końcu wakacje coraz bliżej ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *