Czułość zza lady

Kupuję chleb zawsze w jednej piekarni. Stamtąd najbardziej smakuje mojej rodzinie. I zawsze, kiedy tam jestem, uśmiecham się do siebie, bo nawet Mężuś tak słodko do mnie nie mówi. Chciałam myśleć, że to przez wyjątkowość mojej osoby, że to platoniczna miłość zza lady. Cóż z tego, że płeć ekspedientki taka sama jak moja, toż w końcu jestem tolerancyjnym człowiekiem. Pani zawsze do mnie „kochanie”, „rybko”. Aż ciepło się robi na serduchu.

piekarniaWczoraj jednak stoję w ogonku. Przede mną trzęsący się staruszek, a pani do niego „kochanie”. No, żeż! Toż przecież „kochanie” vel „rybka” za nim stoi. I już chciałam sobie tłumaczyć, że to pewnie moja aura tak po sklepie rozbłyskuje, że padło na staruszka, ale nic z tego. Pakuję swój chleb, a pani do następnej klientki „rybko”. Pięknie. Nici z miłości zza lady. Tak to ja podziękuję. Uznaję związki monogamiczne, więc jak już musi być „kochanie” i „rybka”, to tylko jedna.

I tak po przyjściu do domu skrobię się po rozczochranej. No, nijak mi nie pasuje, żeby ktoś w sklepie tak słodko do mnie się zwracał. Od razu czuję się jak przedszkolak. A przyznać muszę, że ekspedientki (dwie tak czułe) są młodsze ode mnie. No, ewentualnie mniej więcej w tym samym wieku. Jaka ja więc dla nich „rybka”? Jeszcze brakuje, by po główce pogłaskały i lizaka w dłoń wcisnęły (albo bułę). No, nijak to się nie mieści w mojej rozczochranej. Nijak.

Nawet w domu, kiedy rozmawiamy z Mężusiem, to bez udziału zwierząt w postaci kotków, misiów, rybek, żabek, myszek i takich tam. Używamy imion. Może dziwni jesteśmy, ale mamy tak piękne imiona, że wystarczają.

Takie czułe zwroty do kogoś obcego mocno skracają dystans i, moim zdaniem, nie bardzo są na miejscu w sklepie. Można grzecznie i sympatycznie, ale chyba bez kochania, bo mnie kochanie tylko z Mężusiem się kojarzy.

W necie znalazłam psychotest (!!!) na temat używania pieszczotliwych wyrazów i podobno, jak ktoś mówi „kochanie”, to marzy o rodzinie i o potomstwie! Że podobno naprawdę mu zależy! I od razu zakupy w piekarni nabierają innego wymiaru! Jedno jest jednak pewne: sprzedawcom zależy tam na kliencie. To na bank.

0 myśli na “Czułość zza lady”

  1. Na pewno chodzi tu o przyciąganie klientów. W dzisiejszym świecie konkurencji, to może i nie ma się czemu dziwić, aczkolwiek ja osobiście tego nie lubię. Podobnie jak Wy nie używamy misiów, myszek, kwiatuszków i takich różnych…. . 🙂

    1. Bo to strasznie infantylnie brzmi. A klientów przecież można przyciągać i bez “kotków”. Tak sobie próbuję wyobrazić faceta za ladą, który w ten sposób zwraca się do klientek. 🙂

  2. Ja tam nie wiem, czy chodzi o przyciąganie klientów. Raczej kojarzę takie zachowanie pań ekspedientek z moim dzieciństwem, żeby nie napisać z “komuną”. Takie skracanie dystansu, pokazywanie, że Ty do mnie na pani, a ja bach – “kochanie” i kto tu jest lepszy? Mnie to razi. Jest nie na miejscu i tyle. Ostatnio coraz rzadziej spotykam się z takim zjawiskiem.

  3. Również nie lubię, kiedy ktoś obcy zwraca się do mnie tak pieszczotliwie. Też mi to nie pasuje, ale ludzie są dziwni i nie można za nimi nadążyć niekiedy 😉

  4. Witaj, Aniu 🙂
    Lubię, kiedy w urzędach i sklepach jestem obsługiwana uprzejmie, ale bez spoufalania się, a tak odbieram tego typu zachowania drugiej strony. We wszystkim potrzebny jest dystans i poczucie taktu. Tym paniom tego widocznie brakuje 🙂 Walka o klienta? Raczej skutek odwrotny.
    Co też te ludziska nie wymyślą 🙂
    Miłego dnia 🙂

  5. Aniu, myślę, że niektóre osoby są tak spontaniczne i otwarte na świat, że im te rybki i kotki są potrzebne jak tlen do życie. Nie doszukiwałabym się, że to z powodów marketingowych, tylko ot tak mają!

    Pozdrawiam 🙂

  6. No kochanieńka! Dla Ciebie ta bluzeczka? To dlaczego Rybeńko bierzesz L-powinnaś wziąć XXL-ja Ci to mówię Skarbeńku…

    I szlag mnie trafia. Nie lubie spoufalania w sklepach, na targu..
    Jeżeli kogos znam trochę czasu, na stopie prywatnej to ujdzie ale tak to nie..

    1. Ha, ha 🙂 A to dobre, już sobie wyobraziłam tekst: “Nie, misiaczku, misiaczki noszą rozmiar XXL”. Ha, ha 🙂 Jakby mi tak kto rozmiarem między oczy, to już bym tam zakupów nie zrobiła. 🙂

    1. No tak, ale pomiędzy “rybką” i “czego” jest przecież zwyczajna uprzejmość i uśmiech. A skrajności są jednak nie na miejscu. 🙂

  7. I znalazło się wytłumaczenie. U mnie w jednym sklepie Pani mówi do mnie (a pewnie do wszystkich innych też 😉 KOCHANIUTKA 😉

  8. Taka “rybka” i “kochanie” brzmi i wygląda znacznie lepiej, niż naburmuszona Pani, której klienci w sklepie przeszkadzają. Chociaż ja osobiście wolę przyjazny uśmiech i zwykłe “proszę” i “dziękuję”.

  9. ajć… z ostatniego Twojego zdania to wynika, że ja nieczuła i nierodzinna jestem, i że mi nie zależy, bo ja do nikogo “kochanie” nie mówię … 🙁

  10. Ja bym się tam drugiego dna nie doszukiwała. Niektórzy po prostu tak mają, nie potrafią inaczej. A jakby zagadnąć, że może ludziom to nie pasuje, to wielkie oczy i zdziwione: A dlaczego? Przecież tak jest miło.
    Ja lubię jak do mnie dzwoni facet z jakąś superofertą i zaczyna od: czy mam przyjemność z panią Jukką Sarasti? Czemuś dbam, żeby rozmowa przyjemnością nie była. Zresztą, co to za przyjemność przez telefon?

    1. Przyjemność, uprzejmość, grzeczność – na pewno tak, ale chyba tyle wystarczy. Te ekspedientki na pewno tak mają, to weszło im w nawyk i nawet pewnie nie kontrolują tego, ale mnie się zawsze chce śmiać, jak ktoś mi mówi w sklepie “kochanie”. 🙂

  11. hm…Wydaje mi się, że to zależy od osoby, wiadomo, raz na jakiś czas jest przyjemnie usłyszeć coś miłego, ale tak gdy ktoś cały czas nawija pieszczotki to na ten przykład mnie to wkurza osobiście. Pozdrawiam! 🙂

    1. Na pewno to zależy od sytuacji i kto do kogo mówi, czasami to wygląda groteskowo, jak adresatem takich zdrobnień jest ktoś dużo starszy od ekspedientki. 🙂

  12. Nie przepadam za takim zachowaniem. Jeśli ktoś jest przesadnie miły i wiecznie uśmiechnięty to od razu mam wrażenie, że to jedna wielka ściema. Bo przecież człowiek jest tylko człowiekiem…

  13. Jestem z tych antymisiowych, antyżabkowych i innych antypluszowych stworów; takie słodziakowanie w sklepie też by mnie mdliło, no ale jak chlebuś smaczny to można się poświęcić 😉

  14. He, he! Odpowiem jutro. Właśnie skończyłam wpis i wpadłam zobaczyć, co u Ciebie, bo przecież środa. Przeczytałam i uśmiałam się nieźle, bo napisałam już odpowiedź. 😀 Więc dzisiaj tylko pozdrawiam. 🙂

  15. Fakt, niektórzy ludzie po prostu mają taką manierę i tak mówią do wszystkich, bez wyjątku, zamiast “pan” czy “pani”. Mnie to nie razi, bo to nie jest spoufalanie się. Natomiast kiedy odezwie się tak do mnie mechanik w warsztacie samochodowym, który właśnie przed chwilą do innego klienta mówił “pan”, to jeżą mi się włosy, bo wyczuwam protekcjonalność i politowanie – mówi tak, myśląc sobie: “biedna kobieta, na niczym się nie zna”.

    1. Zauważ, że to w ogóle w ustach mężczyzny brzmiałoby tragicznie, od razu można by podejrzewać ironię i politowanie. Jak zwracają się tak kobiety, to aż tak bardzo nie razi, bo pewnie się przyzwyczailiśmy. Pamiętam, jak mój profesor od językoznawstwa zawsze się denerwował na te zwroty (teraz mi się przypomniało). 🙂

  16. Tak chyba już musi być w piekarniach – może żebyśmy poczuli się w tym miejscu wyjątkowi? Choć jest też druga tendencja do zdrabniania: czyli podać chlebuś dla kochanej rybeńki…

  17. A ja już chyba wolę wszelkie rybki i skarbeńki niż oschłe prawie że “czego” albo beosobowe “to niech weźmie i napisze” 😉 Pozdrawiam!

  18. “Oj, rybko, rybko”, w rozczochranej Ci sie poprzewracało 🙂
    Pani tak frontem do klienta, a Ty fochy stroisz;) ???
    A w sumie najważniejsze, że chlebuś dobry mają.Fajnie Ci, bo ja za porządnym razowcem na zakwasie muszę przebyć drogę 8 km ( tam i z powrotem daje to 16). I tak sobie myślę, że chyba w soboty będę chlebuś domowej roboty wypiekała ( ciekawe, jak długo wytrwam w postanowieniu?) …

    1. Dobry mają, to prawda, choć w moim poprzednim miejscu zamieszkania był lepszy. 🙂 🙂
      A ja przedwczoraj piekłam dla siebie bezglutenowy i wyszedł mi w konsystencji płyty wiórowej, podejrzewam, że w smaku podobnie, choć płyty jeszcze nie próbowałam. 😉 🙂

  19. Witam . Osobiście nie ufam ludziom o przesadnej uprzejmości a ta uprzejmość wydaje mi się nieuprzejma.nieuprzejma. Zwracam uwagę na to jak ludzie nadużywają jakiś słów lub zwrotów i nie było by może w tym nic złego gdyby nie to, że niektóre z tych słów wynieśliśmy na piedestały i są dla Nas bardzo ważne i osobiste .Mieszkałam kiedyś koło kobiety, która mówiła do mnie laluniu gdy czegoś chciała.Jestem osobą, która takie tematy jak ten bez większych emocji definiuje w swojej głowie i raczej na tym się kończy ale skoro ktoś poruszył ten temat to powiem nagłos…nie lubię jak ktoś tak do mnie mówi , mam uczucie że nie świadomie lub świadomie mnie obraża,czuje się raczej głupkowato w takich sytuacjach…się nagadałam..ha ha ..pozdrawiam

    1. Oj, “laluniu” to już brzmi niefajnie. Jakby z nutką lekceważenia. Chyba by mnie denerwowało, jakby ktoś tak do mnie mówił.
      Pozdrawiam również 🙂

  20. Klik dobry:)
    A w “mojej” piekarni nie ma rybek ani rybeniek, ale za to jest chlebusieczek podłużniutki i okrągluśki, ciesteczkuśka kruchusie, a ja wczoraj miałam na sobie śliczniusią kurtusię i byłam boska, o! 🙂

    Pozdrawiam serdecznie.

  21. Skraca dystans i nawet postu o sobie się doczekały. To dopiero promocja piekarni!
    A ty wychodź po buły o godz. 6:01 to się będziesz czuła wyjątkowo nadal. Bo chyba kolejek o tej godzinie to nie ma . :)))))))

  22. No właśnie mnie to drażni takie podejście. Chyba jestem w takim wieku, że jak ktoś do mnie mówi per “ty”, to drażni mnie to. Do tego stopnia, że nawet jak taki jeden rodzic z przedszkola Szymona uparcie mówił “cześć” przy porannym spotkaniu w szatni, a nie “dzień dobry” to i jak przy swoim oficjalnym zostałem. Dystans musi być, a nie żadne “czesie”, “rybki”, czy “kochanie”. Od razu mi się przypomina “menelowskie” hasła w stylu “panie kierowniku” ;).

    1. Ktoś mi ostatnio na FB napisał, że brał udział w szkoleniach sprzedawców. Nagrywano scenki obsługi klienta, a potem rechotano ze śmiechu (z siebie), jak tylko słyszano “rybcie”, “chlebki”, “masełeczka” i takie tam. To może więc być dobry sposób. 🙂

  23. Mnie się wydaje,że na miejscu czy nie,jest jak najbardziej pozytywnie. Ale ogólnie nie lubię przesłodzonych nazw. Nie przeszkadza mi,gdy inne pary sobie “misiują” i ciumkają (bleh,jednak trochę mnie naciąga) ale kiedy facet zaczyna mi ciamkać mam ochotę wiać. Możliwe,że jest ze mną coś nie tak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *