Przysposobienie obronne wróci do szkół?

Podobno spece od edukacji zastanawiają się nad tym, czy dobrze, że przysposobienie obronne w szkołach zostało zastąpione edukacją dla bezpieczeństwa. Hmm… I na wieść o tym odżyły wspomnienia. W podstawówce te lekcje to był istny koszmar. Nie wiem, czy nauczycielka, która uczyła tego przedmiotu jeszcze żyje, ale mam nadzieję, że nie przeczyta tego postu i mnie w nim nie rozpozna, bo wtedy to nogi za pas i trzeba będzie kopać ziemiankę w ciemnym lesie.

poPO to mój podstawówkowy koszmar. Ósma klasa. Nauczycielka z reguły ubrana w długie kozaki, tzw. oficerki, wysuszona na wiór i z zaciętą twarzą. Bałam się jej jak diabli. Jak teraz o niej myślę, to się zastanawiam, czy miała przy sobie szpicrutę, którą uderzała po cholewkach, a przy nodze nie dreptał wielki wilczur, czy może to już wytwór mojej wyobraźni. Tak mi się teraz niestety majaczy we wspomnieniach. Mój koszmar senny przez wiele miesięcy. I to jakich długich miesięcy! Jedyna trójka na świadectwie w ósmej klasie to właśnie z PO.

Zawsze przed lekcją była musztra. I kiedy przypadała moja kolej, głos mi się łamał, a strach ściskał serce. Na czole pojawiały się krople potu. A tu trzeba było wydać komendy: baczność, spocznij itp. Brrr. I wtedy słyszałam: „Głośniej!” (i aż podskakiwałam ze strachu). A potem dowiadywałam się, że nie nadaję się do wydawania rozkazów.

I przyznaję to z pokorą. Do musztrowania to ja się nie nadaję.

Najbardziej cierpiał jednak mój rodzony tatuś, który był żołnierzem, a jego tatuś w czasie wojny − ułanem, więc żołnierskie nawyki powinnam mieć we krwi. A mnie w genach został jedynie dowcip koszarowy i ani odrobiny talentu do musztrowania.

Tacie zależało, żeby mi pomóc, więc przynosił mi maski przeciwgazowe, a nawet raz przytachał gumowy kombinezon (chyba SBA-1). Nauczycielka oczywiście kazała mi się w to ubrać. To był warunek poprawienia oceny. I cóż było robić? Nałożyłam ten strój, potem maskę i stałam tak przed klasą jak pajac, a ona coś tłumaczyła. Z tego względu, że strój był gumowy, a w klasie ciepło, normalnie czułam, jak mi pot po tyłku ścieka. Ale czegóż się nie robi dla oceny? Pół godziny w tym gumowym kombinezonie! Dzisiaj, jak przypominam sobie tę scenę, to widzę złośliwy uśmieszek nauczycielki, kiedy mnie tak prezentowała przed klasą. Oczywiście potem okazało się, że to pic na wodę, fotomontaż i nieumiejętność wydawania rozkazów przeważyła w ocenianiu.

Mój tato postawił sobie więc za punkt honoru żołnierskie geny we mnie pobudzić i uczył mnie strzelać. Bo jakże to? Dwa pokolenia żołnierzy, a ja pitu-pitu? Nie ma. Tata postawił na swoim i córkę nauczył. Ba! Nawet chciał iść oświecać moją nauczycielkę, że we mnie jest wilk w owczej skórze, że co z tego, że rozkazu nie wydam, ale strzelić umiem, a to ważniejsze! Ale mój strach był tak duży, że ubłagałam mojego rodziciela, żeby jednak nie wszczynał awantur, że ja tak sobie po tajniacku postrzelam. I okazało się, że oko do strzelania miałam i trafiałam do celu lepiej niż niejeden facet.

A Wy pamiętacie PO?

Za to w liceum było na tych lekcjach bardzo śmiesznie. Niewiele pamiętam, ale raz nauczyciel (tym razem mężczyzna) puścił nam bajkę (o kotku, który się zgubił pewnej dziewczynce), a potem pytał o morał. My oczywiście wymyślaliśmy różne mądrości, a on na końcu dodał, by sobie dobrze to zapamiętać:

− Do lasu nigdy nie chodzi się bez dziewczynki!

Obecnie PO nie ma w szkołach, stawia się na edukację w zakresie bezpieczeństwa. A nam strzelać kazano, uczono rzucać grantami, opatrywać rannych itp. No, tak to było. A u Was jak? Wspomnieniowa trauma czy sielanka? Jesteście za tym, by PO wróciło? Myślicie, że jest potrzebne? Ot, tak na wszelki „słuczaj”?

0 myśli na “Przysposobienie obronne wróci do szkół?”

  1. Nic dziwnego, że ta nauczycielka wysuszona była, jak tyle w niej złośliwości.
    PO pamiętam a jakże, bo bardzo lubiłam ten przedmiot. Miałyśmy /w mojej klasie ani jednego chłopaka nie było/ go ze wspaniałym człowiekiem. Był zawodowym wojskowym. Zawsze z przyjemnością oczekiwałyśmy lekcji, bo były takie na luzie, nie raz pełne humoru. Nie znaczy to wcale, że nie przekazał nam wiedzy, wręcz odwrotnie.

  2. “W podstawówce te lekcje to był istny koszmar.” – u mnie wręcz odwrotnie. Zajęcia mieliśmy z niezwykle przystojnym kapitanem, który bardziej był wojskowym niz nauczycielem. Do dzisiaj ciepło pamiętam…. i z uśmiechem. Podobnie było w LO.

    1. W LO to już mieliśmy bardzo zabawnego nauczyciela, zero stresu, wręcz często pękaliśmy ze śmiechu, ale podstawówka to horror. Wszystko zależy od nauczyciela.

  3. Ja miałam PO i w gimnazjum i liceum. I z tego co wiem w moim regionie w szkołach dalej takie lekcje się odbywają. Jak je wspominam? Dosyć dobrze. I w gimnazjum i liceum trochę się nauczyłam, a koniec końców zawsze dla każdego na koniec było po 5 🙂

  4. Najbardziej jest przykre to, że każdy z nas przeżywał podobne koszmary w szkole- nie koniecznie na PO.
    Akurat ten przedmiot kojarzy mi się z pozytywnymi przeżyciami, a musztrę miałam na….matemetyce

    Bardzo mi się podoba Aniu podsumowanie z tą słodką bajką i morałem.
    Czy wróci PO?hmmm…. może przydałoby się młodzieży….

    1. Niestety to prawda, każdy ma jakiś szkolny koszmar. Ja miałam tylko PO w podstawówce, a liceum na szczęście żadnej traumy już nie było. 🙂
      I dziękuję za miłe słowa. 🙂

  5. Przyznam,że PO lubiłam.W szkole średniej uczył nas pan,z dużym poczuciem humoru.Najlepsze było to-że sam miał największy ubaw ze swoich dowcipów.A gdy zbierał kartkówki i cała żeńska klasa jęczała :zaraazzzzz…..to on odpowiadał że to taka wielka bakteria 🙂 .

    1. W podstawówce sprawdziany z PO to był horror, pamiętam, że raz ta nauczycielka stała na biurku, żeby nas lepiej widzieć (w moich wspomnieniach oczywiście ze szpicrutą w dłoni, ale teraz tak myślę, że może trzymała wskaźnik). 🙂 🙂

  6. PO miałam 2 lata w liceum.
    Nauczyciel był.. zboczeńcem.
    Teksty ( gdy w TV było głośno o ptasiej grypie)
    “No dziewczynki pamiętajcie żeby nie brać ptaszków do buzi bo sie zarazicie ptasią grypą”
    Były na porządku dziennym.
    Moją wpadkę skwitował tak “widać, ze twój chłopak nie jest dezerterem..” nie zrozumiałam a on zaraz dodał “Bo odważnie zostaje do końca” ..
    teraz się z tego uśmiecham a kiedyś…

  7. PO wspominam zawsze z uśmiechem, zwłaszcza to z czasów licealnych. Chodziłam do klasy humanistycznej, 24 baby i 6 i 1/2 faceta. PO mieliśmy z facetem o dużym poczuciu humoru – na szczęście, bo na jednych zajęciach z rzucania granatem, to ja byłam prawdziwy “miszcz” … trafiłam w niego centralnie … Ufff… rzut zaliczyłam, a prof skomentował, że przynajmniej widać szczerość w moich działaniach 😀

  8. Nasz nauczyciel PO w liceum zwracał się do chłopaków “Synu Ojczyzny” a do dziewczyn “Córo Narodu” 😉
    Biegałam po boisku z rolką kabla od polowego telefonu na plecach. Fajnie było.

  9. Ja nie potrafiłem tych szkoleń traktować poważnie i zawsze robiłem sobie z nich jaja. Na studiach z racji starych kontuzji chodziłem na zajęcia z dziweczynami w SOBOTĘ od 14 do 21. Oczywiście wszyscy byli poumawiani na wieczór, cotygodniowy stan trzeźwości nie pozwalał prowadzić zajęć dłużej niz do 18 a my uzbrojeni w zapas zabawnych sytuacji z zajęć brylowaliśmy na wieczornych imprezach

  10. W podstawówce chyba nie miałam. W każdym razie nie przypominam sobie, żebym miała. A w LO? Facet luzak… z gatunku tych, co to dowcipny może być tylko on. Nie pamiętam czym mu podpadłam, ale między nami chemii nie było. Bardzo wyraźnie nie było. Ale nie aż tak, żeby zapragnęła nauczyć się strzelać i jego użyć jako tarczy. Raczej uznałabym, że na takich dupków szkoda nabojów. W każdym razie ja mu nie podpadłam próbami żartowania. Ale były dziewczyny, które uznały, że skoro on taki luzak to one też mogą. Pomyliły się. A z zajęć więcej teorii niż praktyki, ale konkretów nie pamiętam. W sumie tylko rok to miałam, więc dało się przeżyć.

  11. Przysposobienie obronne miałem dopiero w liceum. Co prawda nie rzucaliśmy granatów ( a szkoda) i nie strzelaliśmy ( jeszcze bardziej szkoda), ale też było wesoło. Dowiedziałem się np. że najniebezpieczniejszą rybą na świecie jest Fugu 😀 Poza tym nauczyciel, z który mieliśmy ten zacny przedmiot co chwilę rzucał co najmniej dwuznaczne teksty w stronę co ładniejszych dziewczyn 😛

    1. To dziwne, bo z wielu komentarzy wynika, że nauczyciele PO lubią być dwuznaczni (szczególnie wobec uczennic). 🙂 🙂 🙂

  12. Jak ja kochałam ten przedmiot 😀 Wystarczyło się w krótką spódniczkę odstawić i człowiek z teorii dostawał najwyższą notę 😀 Więc z koleżankami wykorzystywałyśmy to jak tylko się dało; niestety Pan od PO zakładania maski oraz ćwiczeń bojowych nikomu nie odpuszczał – nawet jak ktoś goły się stawił 😉

      1. Kiedyś kolega przyszedł w takim fartuszku z nadrukowanym ciałem kobiety w skąpym bikini – to był chyba Dzień Wagarowicza i on postanowił w ten sposób uczcić umiłowanie Pana od PO do kobiet 😉

  13. Poważnie mówiąc, uważam, że jest potrzebne. Niekoniecznie musztry, ale pierwsza pomoc, zachowanie w razie różnych zagrożeń jak najbardziej.
    A moje lekcje? Trudno ich nie pamiętać. Mój nauczyciel z liceum był Słowakiem i śpiewał nam piosenki w swoim języku. Miał genialną pamięć i nie dawało się ściemniać, bo pamiętał rysunki z zeszytów lektur sprzed 10 lat. Dyżurni musieli streszczać “Żołnierza Polskiego”. Mnóstwo wspomnień. Ten nauczyciel to legenda w moim mieście i nie spotkałam nikogo, kto by go źle wspominał. Uczył jeszcze po przejściu na emeryturę, bodaj do osiemdziesiątego roku życia i nie miał żadnych problemów z utrzymaniem dyscypliny i prowadzeniem lekcji. Niestety zmarł kilka lat temu, ale na dźwięk jego nazwiska wszyscy byli uczniowie (a są ich tysiące) uśmiechają się szeroko i zaczynają: A pamętasz… 😀

    1. Bo dyscypliny nie buduje się krzykiem, ale autorytetem, a ten nauczyciel pewnie był nim dla uczniów. 🙂
      A pierwsza pomoc jest na tych nowych zajęciach edukacja dla bezpieczeństwa.

  14. Witam,witam, postanowiłam jednak, że wrócę, bo żal mi było stracić kontakt z Tobą Aniu i innymi, którzy wspierali mnie swymi radami. Ha, ha, czytając już z Twego opisu, już byś bardziej chyba wolała” Edubedu”, czyli edukację dla bezpieczeństwa. Też koszmar szkolny, miałam rok temu, gdyż teraz tylko rok się dzieci uczy, nie wiem w ogóle po co, bo i tak gdyby coś to ludzie nie wiedzą jak się mają zachowywać… Koszmar pod względem wypełniania ćwiczeniówek i przepisywania książki do zeszytu, a tu z drugiej strony czekają na człowieka inne lekcje… Najbardziej chyba zawiedziony Twoją sytuacją był tata…No cóż, nie każdy rodzi się z talentem do bycia wojskowym, gdy takie osoby jak Ty czy ja wolimy zaciszny kącik,herbatkę i pisanie w samotności…Ja miałam babę z edukacji dla bez. która darła się jak na targu, a halastra i tak robiła swoje… Pozdrawiam serdecznie i zapraszam 🙂

  15. Ja uczyłem PO przez ponad 20 lat, do 2011. Cieszę się z tego,że większość komentarzy jest w gruncie rzeczy pozytywna. Moi byli uczniowie nadal utrzymują ze mną kontakty poprzez Fb i Nk, a więc mam nadzieję, że pamiętają przedmiot jak i mnie z tej dobrej strony.
    Też myślę,że wyeliminowanie treści wojskowej na rzecz OC nie było do końca przemyślanym zbiegiem. Musztrę bym jednak odpuścił .

  16. Nie przypominam sobie takiego przedmiotu w szkole, ale miałam wojsko i politykę na uniwerku w latach 1968 – 1973.
    Było to straszne: na wojsku nie potrafiłam w nic kulą trafić (ale potraktowano to ulgowo, bo dziewczyna), a na polityce chyba nie uważałam na wykładach :), bo zawaliłam.

  17. Po ostatnich medialnych doniesieniach można wnioskować, że PO wróciło do szkół. Mówię o szkole w Legnicy i tamtejszej mustrze przed wejściem do klasy. W moim liceum mniej więcej tak wyglądało wejście do sali PO a teraz tak musztrują w podstawówce. W ogóle jestem przerażona ostatnimi doniesieniami, bo Szczodre mamy po sąsiedzku i miałam tam wysłać syna do pierwszej klasy. Pytałam znajomych o opinię o szkole i miała bardzo dobrą. Sama też kiedyś miałam dwie panie, które wybitnie dbały o dyscyplinę ale one sobie zbudowały autorytet i wspominam je mile, choć wtedy bałam się ich. A ta kobieta ze Szczodrego to psychopatka o skłonnościach sadystycznych. Co to się dzieje na tym świecie.

  18. Pamiętam moje lekcje PO. Nie było u nas strzelania i rzucania granatami, ale opatrywanie rannych, pierwsza pomoc, stopnie wojskowe trzeba było znać na pamięć. Najgorsze było opatrywanie głowy, tego nie umiałam opanować, za to “choinkę” z bandażu na kończynie zrobiłam, usta- usta też 😉

  19. To chyba nie jest problem typu: “Co obywatel, nauczyciel, minister, sejm, a nawet premier i prezydent, myśli na temat wprowadzenia PO do szkół?” Odpowiedzią powinien być raczej status quo państwa w zakresie obronności, topografii terenu, stanu gospodarki, sytuacji politycznej, itp. argumenty. A tu leżymy pod każdym względem, więc nawet pospolite ruszenie nie załatwia sprawy.

    1. W pospolitych ruszeniach Polacy mają wprawę. 🙂 Choć marnie to z reguły wyglądało. Zawsze mi się przypomina wiersz Potockiego o pospolitym ruszeniu. 🙂

      1. Każde pospolite ruszenie kończyło się totalną klapą, gdy zabrakło gorzały. 🙂
        Omijamy jednak główny temat … naprawdę sądzisz, że Polska i Polacy mają coś do zrobienia w kwestii obronności kraju?

        1. A uważasz, że należy leżeć i patrzeć w sufit? Na PO zresztą nie uczyło się walczyć, to nie było szkolenie militarne, ale uczono, jak się zachować w chwili zagrożenia.

          1. Tak. Myślę, że gdyby trzej ministrowie: Polski, Francji i Niemiec zamiast łamać konstytucję Ukraińska, grozić parlamentarzystom śmiercią, i obalać legalnie wybrane demokratyczne władze Ukrainy, poleżeli i popatrzyli w sufit, to nie trzeba by było myśleć o szkoleniu i zbrojeniu.

  20. Miałam w liceum przysposobienie obronne, ale to już stanowczo nie to samo…
    Moja Mamusia to mi opowiadała, że klasa się czołgała między stolikami, było strzelanie, były lekcje o tym, co należy zrobić w przypadku wybuchu nuklearnego (wskoczyć pod ławkę, nakryć się gazetą i leżeć w pozycji embrionalnej – autentyk)…

    Moje pokolenie tłukło na PO głównie pierwszą pomoc i podstawowe zasady bhp. Nie lubiliśmy za bardzo tych zajęć… a najgorsze chyba były te stare, zużyte, śmierdzące fantomy do ćwiczeń resuscytacji, tak zwane “małe Anie”. Nauczycielka dość specyficzna. Podczas którejś lekcji skupiła się na obrażeniach głowy, a miała akcent z Mazowsza, zyskała przydomek: Potylyca, a hiciorem był żarcik:
    – Co się stało, czy coś cię boly?
    – Boly!
    – Co cię boly?
    – Potylyca!

    1. Ha, ha 🙂 To pamiętam, że uczyliśmy się faktycznie zachowania podczas wybuchu nuklearnego. Pamiętam takie rysunki z podręcznika, Twoja mama dobrze opowiada, trzeba było leżeć na podłodze. 🙂

  21. Ooooo, moja Ty Inspiracjo! :* Będzie tekścior, ale jak wyjdzie takiej jednej małej czwarta czwórka i przypomnę sobie co to wyspać się odrobinę bardziej niż obecnie 😉 Co ja bym bez Ciebie zrobiła?

  22. Ja tam PO w liceum nieźle wspominam. Fajny był nauczyciel, tematyka… może poza suchymi faktami teoretycznymi raczej pociągająca.

    A czy potrzebne teraz? Hmm… Gdy patrzę na niektórych dwudziestokilku letnich chłopczyków w rurkach, to mam wrażenie, że lepszym rozwiązaniem była by obowiązkowa służba. I to na przez większość czasu na poligonie ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *