Na kim się przejechaliście?

Siedzę sobie wczoraj w pokoju, piję herbatkę i pomykam po kanałach. Napracowałam się sporo, więc ot tak tylko przeskakuję z programu na program, bo nie mam siły skupiać się na niczym. I nagle ucho moje poraził tekst, że „kobieta jest jak kot i przyzwyczaja się do otoczenia, a nie do człowieka”. No i zatkało mnie. Na chwilę się więc zatrzymałam, a pan dodaje, że „nieraz się przejechał na kobiecie”.

kobietaPrawie oplułam się herbatką, bo żeby aż takie wyznania przed dwudziestą drugą? Nie chcę się chwalić na kim to ja się przejechałam i ile razy, ale jakoś tak diabelsko coś mi w duszy zarechotało, że ho-ho. Mój kot jakby wyczuł i zamruczał, poganiając mnie, by zamiast bawić się pilotem, miziać po łepetynie.

I tak patrzę na niego jak się przeciąga. I że niby my kobiety jesteśmy jak koty… Ktoś, kto nie miał nigdy kota, może faktycznie wierzyć, że zwierzak przyzwyczaja się do miejsca, a nie do człowieka. Ale wszyscy kociarze wiedzą, jak jest. No, chyba że my z Nutusiem to jakieś szczególne okazy jesteśmy, bo otoczenie zmieniliśmy.

I tak patrzę na Nutusia i patrzę, ale wygląda na szczęśliwego, leżąc przy kominku. Czasami mam ochotę wywieźć go do starego mieszkanka i zamknąć na trzecim piętrze bez możliwości wychodzenia na dwór. I myślicie, że gdyby miał wybór: ja albo to mieszkanko, wybrałby to drugie? W życiu. Ja też się wyrwałam z korzeniami, zmieniłam otoczenie i co? Jestem kobietą czy nie jestem? A do mojego człowieka przyzwyczaiłam się bardzo, bez niego to nijak by szło. Człowiek przytuli, pogłaszcze, na spacer wyprowadzi. Na szczęście smyczy nie używa. Na wolnym wybiegu mnie „hoduje”.

Pyk. Na szczęście program daje się zmienić. Chciałam się lekko odmóżdżyć, ale nie aż tak. Szukam czegoś innego. I wychodzi na to, że chyba najlepiej się bawię przy reklamach.

Tylko jakoś tak mi echem po rozczochranej odbijają się słowa mężczyzny, który przejechał się na kobiecie. I aż mam ochotę zapytać Was kto na kim się przejechał. Bo w sumie nie trzeba być mobilnym, by taką przejażdżkę sobie zaserwować, nie? A skojarzenia są, oj są. Pokręcone jak zawsze.

0 myśli na “Na kim się przejechaliście?”

  1. Aniu ja cały czas powtarzam, że wszystko można tak skojarzyć, no może prawie wszystko 😉 . A co do przejechania, to nie przypominam sobie, abym się na kimś przejechała, pomijając oczywiście mojego 😉 hahahaha Pozdrawiam 🙂

  2. Widzisz, a ja TV nie oglądam i dlatego takie rewelacje mnie omijają. Jedynie czasem mnie coś z fb zaatakuje, ale staram się już maksymalnie filtrować docierające do mnie informacje. Jakiś czas temu poczułam, że mam dość i teraz żyję wyłącznie w swoim świecie. Jedynie Ojciec na Szczycie mnie czasem jakąś opowieścią polityczną pomęczy;)

  3. Cholera, ja bym była potwierdzeniem tej reguły, bo jednego nieszczęśnika porzuciłam lata świetlne temu ze względu na przywiązanie do miejsca. 🙂 On chciał do stolicy, a ja prowincji za Chiny nie chciałam porzucić. 😀 O matko! Może w tej telewizji to był on?! 🙂

      1. Żeby nie było – zadzwoniłam, zapytałam. Nie on. 😀 Pośmialiśmy się, choć nie omieszkał stwierdzić, że ja jestem jak kot. Też mi odkrycie, sama to dobrze wiem. 😀

  4. Jeśli głodnemu chleb na myśli, to zaraz ma erotyczne skojarzenia 😉 Ja na szczęście tym razem pomyślałam, że pan się zwyczajnie zawiódł na kobiecie 😉

  5. Zgadzam się z ZAGUBIONĄ.
    Kuro, nie wiem co w Twojej rozczochranej drzemie ale mężuś to chyba jeździć po sobie za dużo nie daje 🙂 Hi, hi 🙂
    Jak zwykle, rozbawiłaś mnie od rana 🙂

  6. przejechanie się pominę… ale o kocim upodobaniu do właściciela nadmienię, że to jednak do właściciela a nie do miejsca… przynajmniej nasza Tośka… bo jak Młody idzie do szkoły to ona nieodmiennie go woła żeby wracał i się nią zajął i drze japkę kocią do ochrypnięcia (długo potrafi jak ma fazę), a miejsce pobytu przecież jej się nie zmienia…

  7. No i…tylko raz się przejechał? hi,hi

    A ja wczoraj ogladałam teatr wTVP HD – super spektakl , musical zrealizowany na podst. powieści “Chłopi’ reymonta- cudowna uczta dla ducha! Coś niebywałego. Pozdrawiam

  8. Witaj:) Wiem,że może nie na temat, ale stwierdziłam,że trzeba wreszcie zrobić coś dla swoich pasji i założyłam boga, na którym umieszczać będę swoje teksty, a teraz rozdaję ulubionym blogom, gdyż pisać na pustego bloga to troszkę mija się z celem, choć i tak zawsze warto, dla siebie, jednak miło mi będzie jeżeli ktoś zajrzy :))

  9. Mam dwa koty i zdecydowanie wiem, że są bardziej przywiązane do członków naszej rodziny niż do miejsca w którym mieszkamy – a wiem co mówię, to już trzeci ich nowy dom odkąd są u mnie w rodzinie 🙂

    1. Pamiętam, że jak się przeprowadzałam, to wszyscy mnie straszyli, że kot się nie przyzwyczai, że najlepiej jakbym go zostawiła nowym właścicielom mieszkania. A Nutuś dwie pierwsze noce spał wtulony mi pod pachę, bo się trochę bał, a potem śmigał już jak po swoim terenie. 🙂

  10. Ostatnio przejechałam się autobusem. Ale i niestety na kobietach. Ma mężczyznach. Wszystko teraz weryfikuję, wartościuję. Czasem czuję się tak, jakbym zaczynała od nowa. W sumie chyba nawet tak jest.

  11. To po co na nią wsiadał?
    Może i chciał się przejechać. Biletu nie skasował, a gapowiczów to i nikt nie wozi….
    Dobrze mu tak jak, go z siebie wrzuciła.. Kobieta to nie wielbłąd, żeby obwozić gapowiczów!
    Pozdrawiam Anno

  12. Na kobietach – chociaż jeździłem często i ostro – nigdy się nie przejechałem. No może tylko raz, gdy się za mocno zakochałem. Trzeba tylko założyć, że faktycznie One przywiązują się do środowiska, i to obojętnie jakie ono jest. To jest zresztą tak jak z kotem. Próbowałaś może z Nutusiem pojechać na “wczasy pod gruszą?” Pojedź! To potem wymienimy poglądy.
    Może zresztą moje kobiety i koty były inne, ale kot na wczasach staje się partyzantem – w przeciwieństwie np. do psa merdającego ogonem – zaszywa się do dziury i wychodzi z niej dopiero po wielu tygodniach.
    A kobiety … no cóż, nic i nikt nie ma na nie takiego wpływu jak środowisko, nawet to najgłupsze. Potrzebują akceptacji otoczenia, swojego otoczenia. Moje jazdy były super, bo zaczynałem właśnie od zdobywania … otoczenia mojej wybranki.

    1. Oj, Anzai, co Ty tu za mądrości powypisywałeś! A może po prostu w ostatnim akapicie zapomniałeś dodać jedno kluczowe słowo pomiędzy “A” i “kobiety” – “niemyślące”?

      1. Oj, Siwa, to była prowokacja. Nie myślałem, że akurat Ty się “załapiesz”. Masz rację, że chodzi o kobiety niemyślące, ale jak ustalimy skalę, to wszystko stanie się jasne. Tak na początek skromne pytanko: “W ilu blogach na sto, mężczyźni piszą o żonach?” Podpowiem: W żadnym! A kobiety???
        Serdecznie pozdrawiam 🙂

          1. Nawet zakładając, że mężowie dają więcej powodów, aby ich negatywnie oceniać (bo to prawda!), to myślę, że blogi nie są najlepszym forum. Nie mam na myśli Twojego bloga i bardzo dobrego wpisu. 🙂

  13. A ja z moją rodziną się zawsze śmiejemy, że mam koto-psa. Jeździ ze mną na weekendy, odwiedzamy gości, wypuszczam ją wtedy, pilnuje mnie i do mnie przychodzi gdy zawołam ją po imieniu. I już sama nie wiem, w którym z moich domów czuje się lepiej – tu biega po panelach, ma ludzkie towarzystwo i ogląda ptaszki z balkonu, a w drugim jak jest pogoda to chodzi na dwór na spacerki i w mieszkaniu skacze po meblach…

  14. Nie wiem, czy to się jeszcze łapie jako temat zasadniczy…Ja się przejechałam RAZ na nartach w wysokich Alpach.Uratowal mnie pewien szpakowaty przystojniak od niechybnej śmierci. I odtąd przejażdżki narciarskie uskuteczniam w swojskim, tatrzańskim lub beskidzkim plenerze. Ale przynajmniej wiem,jak jest w Alpach i wiem, za czym NIE TESKNIĘ.W sumie więc przejażdżka pożyteczna była:)

Pozostaw odpowiedź anna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *