Po wczorajszym świętowaniu

Wczoraj hucznie obchodziliśmy Światowy Dzień Kota. A jakże! Nutuś to prawdziwy imprezowicz. Przecież kotu też się należy. Dostał puszeczkę swojego ukochanego jedzonka, potem pobawił się kawałkiem parówki, poleżał na parapecie  i wygrzał się na słońcu. Oczywiście wieczorem styrany życiem zaległ przed kominkiem.

zdjęcia 050Dla nas natomiast upiekłam całą górę rogalików z konfiturą różaną. Bo jak świętować, to świętować.

Nie można było  więc też nie poświęcić postu Nutusiowi.

Nasz kot nie lubi być w domu sam, o tym już nieraz pisałam. Niestety biedak musiał zostać w domu, kiedy my hulaliśmy po Londynie. Przed wyjazdem naszykowałam mu trzy miski pełne karmy (sam miał być cztery dni). Jedną owinęłam gazetą, bo wiedziałam, że wtedy nie zeżre jej od razu, kiedy my wyjdziemy za próg. Wymagało to trochę wysiłku, by odpakować miskę, więc na pewno zrobi to dopiero wtedy, gdy solidnie zgłodnieje. Miał michę wody i mleka, czystą kuwetę, więc musiał sobie radzić.

Mężuś przykręcił w domu ogrzewanie i niestety przez pomyłkę tak ustawił temperaturę, że jak wróciliśmy, to w domu było zaledwie 10 stopni. Taki więc numer wyciął Nutusiowi. A tego przecież nie robi się kotu! Ale Nutuś oczywiście odpowiednio się zemścił, nie ma, że nam na sucho się obeszło.

Wracamy do domu. A tam od progu biały dywan rozwinięty na nasze powitanie. Jedyne, czym Nutuś dysponował, to papier toaletowy, ale trzeba przyznać, że się postarał. Dywaniki w łazience i w kuchni poukładał też po swojemu. Podejrzewam, że lekki napad szału go dopadł i wkur…zony rzucał nimi po ścianach. W kuchni rozpierducha. Na blacie zostały dwa kubeczki, w których przed wyjazdem piliśmy kawę. Oczywiście rozbryzgane w drobny mak na podłodze. Miski puste. Ta owinięta gazetą również. A gazeta na wiórki przerobiona. Napracował się kotuś, trzeba mu to przyznać.

Przez godzinę po naszym powrocie się boczył, napadał na nas zza rogu, biegał jak szalony. Jak na Nutusia to hardcor straszny, bo on nigdy nie marnuje z trudem zdobytej energii. Dopiero kiedy pokazał nam, jak bardzo się na nas wkurzył, odpuścił i  „kazał” się głaskać. Nie było zmiłuj. Każdy na zmianę miział.

A nad ranem, około piątej, przez dwa dni po naszym powrocie takie nam serenady pod drzwiami sypialni śpiewał, że trzeba było drzwi otworzyć i na łóżko wpuścić. Nawet miałam wrażenie, że wołał: „Aaale, aaale!”. Nie wiem jednak, co miał na myśli. Wiadomo tylko, że zawsze jest jakieś “ale”.

Po dwóch dniach kot wrócił do starych zwyczajów. Zajął wygodną pozycję przy kominku zadowolony, że wszystko w końcu wróciło do normy.

A Wasze zwierzaki też rozpierduchy w domu robią?

0 myśli na “Po wczorajszym świętowaniu”

  1. Ale, ale, zostawiliście mnie samego, to nie ma wylegiwania do woli, jeszcze ja tu jestem, potrzebuję Was, aby tę lukę czterech dni “zaprzytulić”, zagłaskać i dam Wam spokój, sam nie wiem, kiedy to się stanie. Pewnie tak sobie myślał 🙂 “biedny” Nutuś. Dobrze, że już wrócił do swojego wylegiwania.
    Nie mamy żadnego zwierzaka. Mieliśmy psa, ale nigdy nie zostawał sam, nie było takich sytuacji w naszym życiu……. Pozdrawiam Aniu 🙂

  2. No to Nutuś miłością do Wielkiej Brytanii nie zapałał na pewno. Królowa nie ma co liczyć, że kiedy do Was zawita na herbatkę, będzie mogła dostąpić zaszczytu podrapania kota. 🙂

    1. Dobry 🙂 No nieładnie, to prawda. Nutuś nas już tak wytrenował, że z reguły niczego na blatach nie zostawiam, ale w tym amoku przed podróżą zapomniałam.
      Pozdrawiam 🙂

    2. Znam przypadek, że kot powiesił się na sznurkach od zasłon czy rolet, podczas nieobecności gospodarzy. Inny natomiast rozszarpał siatkę w lufciku i poszedł zaznawać wolności.

  3. Kiedyś moje dwie kotki zostały na weekend pod opieką sąsiadki. Mieszkaliśmy wtedy w bloku, koty nie były wychodzące a kuwetę miały w łazience. Powiedziałam sąsiadce, żeby nie zamykała im drzwi ale widocznie zapomniała. Po przyjeździe już czułam od wejścia ten charakterystyczny smrodek. Pełna złych przeczuć obeszłam pokoje ale wszędzie było czysto. Kocice zrobiły sobie zastępczą kuwetę w miejscu gdzie zbierałam makulaturę. Wystarczyło wyrzucić stosik starych gazet. Takie były dzielne.
    Pomysł z gazetą przedni. Ciekawe kiedy rozpakował zawiniątko 🙂

  4. Moje rybki są grzeczne 😉
    Kiedyś, opiekowałam się kotem mojego brata (wakacje dwutygodniowe). Pracowałam, więc kot był w domu na parę godzin sam. W akcie protestu, że go zostawili z “obcą osobą” zrzucał kwiatki z parapetów. Kiedy myślałam, że go przechytrzyłam i kwiatki postawiłam na ziemi, to pracowicie wyrzucał ziemię łapkami. Codziennie w mieszkaniu, miałam świeżą grządkę na podłodze.

  5. Dzielny Nutuś, chociaż pewnie tęsknił bardzo, stąd te rozpierduchy 😉 Ale dobrze że dał się w miarę szybko przeprosić, koty to jednak kochane stworzenia – miska dobrej karmy, dużo głaskania i po sprawie 😉

  6. Może trzeba było do niego dzwonić z Londynu to by sie tak nie przejął. A zabawa z papierm to chyba ulubiona zabawa zwierząt. Nasza suczka też pasjami lubiła

  7. A tym się nie chwaliłaś, że Natuś Was tak przywitał! 🙂

    A w ogóle to chciałam odszczekać, to co Ci kiedyś powiedziałam… Natuś to bardzo ładny kotek 😉

  8. Moja kicia dziwnie ostatnio się zachowuje. Biega,skacze,czai się na coś,czego nie ma i ucieka jakby ją ktoś gonił. Zazwyczaj tak się bawiła ze swoim braciszkiem,istne szaleństwo przetaczało się wtedy przez pokój. Potem on zginął i przestała,wiadomo- nie ma z kim. Tylko ze mną czasem się pobawiła czy z dziećmi.Minęły 4 miesiące i od kilku dni zachowuje się tak jak kiedyś,co jest o tyle dziwne,że jest sama. Ale sprawia wrażenie,że z kimś się bawi. Dzieci powiedziały mi wczoraj,że przecież tamten kot nadal tu jest tylko go nie widać i tak mnie ciary przeszły,że omal z krzesła nie spadłam. A może po prostu wyobraża sobie niewidzialnego przyjaciela albo sfiksowała po stracie brata? Nie zdziwiłabym się,bo wszyscy bardzo ciężko to przeżyliśmy. Tak czy inaczej,patrząc na nią teraz,można się zastanawiać co jest grane.

    1. spokojnie
      nasza Tośka, nawet jeśli miała brata, to było to jeszcze gdy była u mamusi swojej, a nie u nas, a ma takie zwyczaje jak piszesz 🙂 to znaczy czajki i zaczajki, i bieganio – ściganie zupełnie jakby z kimś się bawiła, ale mnie to akurat nie przeszkadza, bo to nie pierwszy kot w domu u nas z takimi nawykami, które z czasem (wiekiem) przechodzą, a czasem pojawiają się okresowo, acz jeśli kot jest wychodzący (czyli nie jest stałym mieszkańcem domowego więzienia) to te objawy są mniej drastyczne i lżejsze… a domowe kotecki, zwłaszcza na przedwiośniu lubią dostawać świra… 🙂

  9. Koty to nie do końca moja bajka. U rodziców dycha jeszcze moja labradorzyca, która też potrafiła dawać w kość. Nie raz nie dwa wyciągałam jej z pyska upolowanego gołębia albo pół skarpetki bo drugie pół zjadła. Brakuje mi jej tu.

    1. Pies moich rodziców zawsze polował na gołębie i zakopywał je potem tak, że nóżki wystawały im z ziemi. Makabrycznie to wyglądało.

  10. To prawie jak w wierszu Wisławy Szymborskiej “Kot w pustym mieszkaniu”: “Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma”… Biedny kotek. Moja kotka gdy została na dwa dni sama to potargała nowiutkie firanki, rozerwała obicie drzwi, powyrzucała z szafki talerze. Że już nie wspomnę o tym, iż kuwetę pozostawiła nietkniętą, a za to zostawiła ślady przy wszystkich drzwiach w mieszkaniu. Oczywiście po naszym powrocie fukała obrażona przez dwa dni. Niby kot chadza własnymi drogami, ale najchętniej to ludziom też by je wyznaczał.

  11. Ojej, biedne kocisko 😉 Na przyszły raz może spiknę cię z kuzynką, też ma kota, mogą się zapoznać i ewentualnie przygarnąć na parę dni (choć z kotami to nigdy nie wiadomo, nie lubią konkurencji).

    1. Oj, nasz Nutuś jest nieszczęśliwy, jak u nas pojawia się drugi kot. Ryczy strasznie albo chowa się u Jaja w pokoju. Nie wykazuje żadnych chęci zapoznawania się z innym zwierzakiem. 🙂

  12. 🙂 Koty tak mają. Ciesz się że na dłużej się nie zafochał.
    Mamy w domu dwa sierściuchy rada dachowiec – wychodzące ale w taką pogodę wredale wrócą z 4 minutowego spaceru i walą w kuwetę !! Kto by tyłek wystawiał do wiatru na takie zimno – na pewno nie państwo kotowate 🙂 Uwielbiamy je …..

    1. Koty są kochane. Nasz wychodzi do ogródka (nie potrafi przeskoczyć siatki, którą założyliśmy, więc ma ograniczone terytorium), ale też załatwia się w kuwetę i w swoim miejscu pod jaśminem. 🙂 🙂

  13. Ja jako posiadaczka dwóch kotów wiem jak to jest. Również nie lubią zostawać same więc wystarczy tylko , że kogoś z domowników nie ma i zostają same na dwie godziny to już potrafią się dąsać. Ale koty to bardzo mądre i wspaniałe stworzenia.

  14. hm… wybacz, ale jakoś wizja pozostawienia Tośki przez 4 dni samej w domu… u nas nie wchodzi w rachubę, bo kot pewnie by zdemolował wszystko co by się do demolki nadawało, dwa zamiałczałby się do zaniku głosu, a po trzecie – to ja zeszłabym na zawał z nerwów, czy przeżyje dom, czy kot… no i miski i mleko? Tośka jest uzależniona od mleka i jedzenia… więc żadna gazeta by jej nie zatrzymała

    1. Ha, ha 🙂 Nasz już tak nieraz zostawał. Wiem, czego się po nim spodziewać. Cztery dni daje radę spokojnie sam, jak wyjeżdżamy na dłużej, to wtedy ktoś do niego przychodzi, by nalać mleczka i pomiziać. 🙂

  15. no tak, kocik tesknil, coz…
    ja moim (mam 2) kupilam pyszne jedzonko (drogie jak fiks) w ramach swietowania 🙂 moj przyjaciel tez ma 2, mieszkam z nimi jak wyjezdza zeby nie byly same (moje tez nie sa same, spoko :)) ale i tak strzelaja focha jak wraca ukochany pan. no ale przynajmniej nie demoluja domu 🙂
    patent z gazeta do wyprobowania 🙂

    1. To mi ktoś podpowiedział i świetnie się to sprawdza. Zawsze taką miskę owiniętą gazetą gdzieś chowam, niezbyt mocno, by kot znalazł. Wtedy jedzenie mu nie wywietrzeje, a on ma trochę zajęcia, bo musi ją znaleźć i rozpakować. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *