Słupek a’la głupek

Kiedyś mieszkałam w pewnym blokowisku. Kochałam to miejsce, bo w sumie mieszkałam tam od urodzenia. Miało swoje wady, wiadomo, a absurdy były czymś najzwyklejszym w świecie. To taka czarna dziura na mapie miasta, bo lampy uliczne nie działały, ponieważ wspólnoty nie potrafiły się ze sobą dogadać i w końcu każda na swoim bloku miała oddzielne światło. A wspólnot tam było sporo, co blok, to nowa. To chyba jakieś polskie kompleksy po czasach PRL-u się tam skumulowały. Wcześniej nie można było mieć niczego na własność, a po przeobrażeniach ustrojowych okazało się, że MOJE i NASZE nabiera zupełnie innego wymiaru. Nawet jeden z bloków oddzielił się płotem od reszty. A co?!

od sławka 012Najśmieszniejsza jednak była mania słupkowa. I przyznaję, że na innych osiedlach to było rzadkością. Za to u nas? Słupków przybywało w zastraszającym tempie. Jakby przez pączkowanie. Wieczorem jest pięć słupków, rano wstajesz, a tam już piętnaście.

Nastawiano ich co niemiara. Jak się człowiek przeprowadzał, to nie było szans, by wjechać przed klatkę samochodem na chodnik, by łatwiej było meble znosić. No, ale przecież to błahostka, bo przeprowadzki zdarzają się rzadko. Moja rozczochrana jednak podpowiadała mi takie obrazy, że skóra cierpła. Tak się zastanawiałam, co by było, gdyby wybuchł pożar… Hmm… Nie byłoby szans podjechać pod sam blok, bo słupków ci u nas było dostatek. Kiedyś mówię „szefowi” wspólnoty, że to bzdura totalna, bo czemu te słupki mają służyć. Może jeszcze przejście graniczne, szlaban i przepustki, by można było wejść na teren naszej wspólnoty? Toż to jakiś absurd.

− No, ale to nasze, tak? Oddzielić się trzeba, żeby było wiadomo co czyje.

− A nie myśli pan, że tu do nieszczęścia dojdzie w razie pożaru?

− Nie, słupek można wyciąć, straż to potrafi.

− Panie, ale to czas zajmuje, tak?

− Oj tam, oj tam, pani to wszystko w czarnych kolorach widzi.

− Bo spłonąć raczej to ja bym nie chciała.

− Spokojnie, nic się nie stanie.

I poszedł. No, i fakt. Dopóki tam mieszkałam, dopóty pożaru (na szczęście) nie było. Jednak moja rozczochrana nie przewidziała, że nie tylko straż i samochód do przeprowadzek tam nie wjedzie, lecz także karetka. I pewnego dnia jeden z lokatorów miał zawał. Wezwano karetkę. A tu z jednej strony parking zawalony tak, że igły się nie wciśnie, obok słupek na słupku słupkiem pogania, to ambulans próbuje z drugiej strony. A tam co? Oprócz słupków szlaban! I zanim znaleziono kogoś, kto mógł go otworzyć, gościu spektakularnie kojtnął. Co prawda, ratownicy pobiegli, by faceta ratować, ale szybciej by było, gdyby pod blok podjechali od razu, a nie marnowali czas, by zastanawiać się nad tym, co za idiota te słupki nastawiał. A nasrał nimi niczym mucha na szybę. W gazetach potem pisano, pukano się w łepetyny, ale cóż z tego, nikt słupków nie usunął. Bo po co, nie? Granica NASZEGO musi być bardzo wyraźna. Nawet za cenę życia!

0 myśli na “Słupek a’la głupek”

  1. Jeżeli się nie obrazisz to pozwolę sobie zaliczyć do sloganów, lub frazesów użyty przez Ciebie zwrot:
    “To chyba jakieś polskie kompleksy po czasach PRL-u się tam skumulowały. Wcześniej nie można było mieć niczego na własność, a po przeobrażeniach ustrojowych okazało się, że MOJE i NASZE nabiera zupełnie innego wymiaru.”
    W PRL można było mieć prywatną własność. Ziemię posiadało kilkanaście milionów rolników, drugie tyle mieszkańców miast mieszkało w swoich domach z ogródkami, a nieliczni przedwojenni przedsiębiorcy mogli NADAL prowadzić swoje firmy pod warunkiem, że zatrudniały one nie więcej niż 50 osób (opcjonalnie nawet 100). To przetrwało do epoki Gomułki z przełomu lat 50’/60′ ub.w., gdy pojawiły się konkurencyjne PGR-ry” i Wielkopłytówka”. I to konkurencja, a nie PRL wykosiła ówczesnych prywatnych właścicieli, bardziej opłacało się mieszkać w bloku z wygodami i pracować w PGR niż “tyrać na swoim”.
    To zresztą przeniosło się doskonale na dzisiejsze czasy, gdzie także WIĘKSZOŚĆ, zamiast być “Romanem Kluską”, woli pracować w budżetówkach.
    Masz szczęście, że widzisz tylko słupki. U mnie w Łodzi są już wyłączane z ruchu miejskiego całe kilkunastotysięczne osiedla mieszkaniowe, łącznie z ulicami! Tworzą się enklawy biednych i bogatych, których oddzielają już nie słupki, ale potężne żelbetonowe parkany i bramy stawiane nawet w poprzek ulicy, których pilnują strażnicy z psami. W ten sposób doganiamy Hamerykę z ubiegłego wieku.
    Pozdrawiam

          1. Nooo … nie wiem. Tak sobie myślę, że zbyt często zrzucamy winę na nieokreślonych “onych”, a “one” już się skończyły. A przecież “takie mamy Rzeczypospolite jakie było młodzieży chowanie”.
            To my wychowaliśmy tę młodzież, i to my będziemy żyli w takiej Polsce o “jakie” walczył Wałęsa & Co.

          2. 😀 😀 😀 Zorientowałem się już po opublikowaniu. Czasami trzeba zawierzyć “pamięci mięśniowej”. 😉

  2. U nas nie ma słupków, ale jak się wychodzi z klatki, jest chodnik, a na wprost kilka schodków na parking i ulicę. I właśnie te schodki zawsze są zastawiane samochodami. Jeśli karetka przyjedzie, często musi stawać na ulicy, bo nie ma innego wyjścia. Przy niektórych klatkach są narysowane koperty, ale u nas najwidoczniej nie są one potrzebne 🙁

      1. Ale ludzie też są niemyślący albo myślący tylko o sobie. Nawet jeśli tej koperty u nas nie ma, to i tak tu stają, a to są jedyne miejsca pod każdą klatką, gdzie z noszami można by było przejść 🙁

      1. Pozwolę sobie zapytać z innej strony obserwacji.
        A co pokazują kierowcy jeżdżący po chodnikach i wyłożonych kostką ścieżkach między blokami oraz opaskach wokół budynków, gdy nie ma zasieków? Wykwit to czego? 🙂 🙂

  3. Klik dobry:)
    U nas nie ma słupków, więc… Nowe chodniki z kostki rozjeźdżone przez samochody. Ba, nawet opaska wokół budynku rozjeżdża się od tego jeżdżenia zbyt blisko bloku. Pod cudzym balkonem na parterze ktoś zrobił sobie parking. Balkon służy jako zadaszenie nad samochodem. Właścicielka balkonu ma zamiar wbić słupki.
    Wygląda więc na to, że i tak źle i tak niedobrze. Nie zagrodzisz, to wlizą/wjadą w szkodę, zrobisz zasieki, to jednostki ratownicze nie dojadą w razie czego.
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Dobry. To w sumie smutne, że nam Polakom nie wystarczy powiedzieć, że nie wolno tu wjeżdżać, bo jak nie ma słupka, to się okazuje, że jednak wjadą. Masz rację, że tak źle i tak niedobrze.
      Pozdrawiam również. 🙂

  4. A to Polska właśnie. Mieszkałam kiedyś w bloku gdzie też było sporo słupków i ewentualna karetka/ straż lub nawet samochód do przeprowadzki mógł podjechać tylko z jednej strony,która była wiecznie zastawiona samochodami.

  5. Najśmieszniejsze jest to, że niektórzy mają poczucie własności nawet wobec tego, co do nich nie należy. Nasz kontener stał na placu wyznaczonym nam przez miasto. Mieszkańcy bloku obok stoczyli prawdziwą batalię o to, żebyśmy go stamtąd zabrali, choć teren do nich nie należał. Uparli się po prostu i już. Nie udało się, więc do dzisiaj zerkają na nas krzywo.

  6. A u nas słupków nie ma. I nawet chodnik ostatnio poszerzyli, żeby wjechać można było samochodem dostawczym prawie do samych schodów. Dziwnie jakoś, nie?

  7. To takie nasze, polskie….

    Reklama dźwignią handlu ale względy społeczne i bezpieczeństwa powinny jednak wziąć górę na dbrakach w zdrowym rozsądku…

  8. Przed 20-tu laty mieszkałam w blokowisku. Jednak nas nie dotknęły podziały, słupki, szlabany itp, choć to dość duże osiedle. Wiadomo, nie wszyscy się lubili, ale wszyscy znali. Zawsze można było do sąsiada po sól pognać 😉
    Te czasy minęły bezpowrotnie. Ludzie zmieniają lokum jak rękawiczki, przynajmniej na tamtym osiedlu. Mieszkańcy nie wiedzą, kto koło nich mieszka.
    Pomimo tego, że za moich czasów panowała na osiedlu zgoda, nie cofnęłabym czasu – lubię mieszkać w swoim domu 🙂

    Serdeczności Anno 🙂

    1. Kiedyś to było faktycznie zupełnie inaczej i masz rację, że znało się sąsiadów, nie było takiej anonimowości. I też bym już nie zamieniła swojego domu na żaden inny. 🙂 🙂
      Pozdrawiam 🙂

  9. Hm…Pierwszy raz spotkałam się z czym takim jak mania słupkowa…ale niektórzy ludzie mają coś z wygradzanie, odgradzaniem i udowadnianiem ,że to ich, a tamto nie ich…Ja nawet mam takiego sąsiada. Pozdrawiam!

  10. Takie działania to głupota straszna jest po prostu. A reakcją na protest to jest machnięcie ręką i hasło, że “pani to wszystko w czarnych barwach widzi”. Oj, gdybym ja stracił kogoś z rodziny przez takie słupki, to skończyłoby się chyba w akcie desperacji na prywatnym oskarżeniu i procesie o uniemożliwienie pomocy… Bo jak inaczej z takim zidioceniem walczyć?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *