Leniusiołki opanowały świat

I stało się. Leniusiołek zagościł u nas na stałe, w dodatku sterroryzował całą rodzinę. Próbowaliśmy walczyć, ale chyba bezskutecznie. Nutuś poddał się całkowicie. My stawialiśmy lekki opór, ale i tak marnie to wyglądało.

nabrzeżeMnie dopadł w pierwszy dzień świąt. Chwycił za czuprynę i walnął na kanapę. Na szczęście był na tyle uprzejmy, że wetknął mi w łapę książkę, a jak widział, że kończę, to od razu podsunął następną. I tak przeleżałam. Raz tylko udało nam się z Mężusiem wymknąć na chwilę, bo Leniusiołek poszedł przyduszać na kanapie Jajo i Nutusia i pojechaliśmy do Gdańska na spacer nad brzegiem morza. A w sobotę, jak przyduszał Mężusia, to z Jajem uciekłyśmy zrobić sobie babskie pogaduchy (również w Gdańsku). Świeciło słońce, było mroźnie, ale przyjemnie i wydawać by się mogło, że jak wrócimy do domu, to Leniusiołka przegonimy w tri-miga, ale gdzie tam. Ledwo wszyscy usiedliśmy przed kominkiem, to dopadł nas, obłapił za nogi i nie pozwolił się ruszyć. I kiedy się ocknęłam, był już niedzielny wieczór. A wtedy błysk. Trzeba przechytrzyć Leniusiołka, by dostać się do biurka i coś naskrobać na dzisiaj. Patrzę więc, co Leniusiołek robi, a ten właśnie przymyka oko Mężusiowi, Nutusia już ululał. Próbuję więc ukradkiem wstać z fotela i jednym susem przedostać się do przedpokoju. Bach! Dorwał mnie. Złapał za stopę. Obalił na ziemię. I trzyma. Pazurami prawie wbijam się w panele. Ten ciągnie w stronę kanapy, a ja do biurka. Jest ciężko. W końcu Mężuś otwiera oczy, bo musi gdzieś pojechać, więc ja wtedy korzystając z nieuwagi potwora, myk do biurka. I z szybkością błyskawicy zaczynam uderzać w klawiaturę, bo dziwnym trafem wtedy Leniusiołek się zaczyna kurczyć.

Niestety nie zniknął całkowicie. Łypie na mnie okiem w progu. I tylko czeka, aż odejdę od komputera. A tu zaraz obok czeka na mnie prasowanie. Jak prasować, jeżeli za rogiem czeka Leniusiołek i kusi kanapą? Ba! Macha do mnie książką! I woła:

– Poczytaj, poleż!

I jak odmówić? Jak walczyć? Nie da się.

Podejrzewam, że przebrzydła bestia ma współplemieńców. Pewnie rozmnażają się przez pączkowanie i nagromadziło się tego tałatajstwa co niemiara. Czy Was też dopadły Leniusiołki? Może czas ogłosić kwarantannę? Toż takie Leniusiołki to jak zaraza jaka. Łatwo nie odpuszczą. Jak sobie radzicie? Jak toczycie walkę? Kto jeszcze żyw, a kto zaległ na kanapie i wstać nie może? A kogo dopadło przy lodówce i doczołgać się nawet do łóżka nie jest w stanie? Dawajcie relacje z frontu! 😆

0 thoughts on “Leniusiołki opanowały świat”

  1. A my go dzisiaj przegoniliśmy. Niestety trzeba było zabrać się do pracy 😉 Ale od wigilii aż do do wczoraj panoszył się w najlepsze. Jednak obawiam się, że jutro, najpóźniej w środę wróci, zbiera siły…

    1. Właśnie, bo to chyba taki dziad, którego przegonić się całkowicie nie da. 🙂 Ale może to i dobrze, czasami jest przydatny. 🙂

  2. Uświadomiłam sobie niedawno, że mnie taki jeden dopadł już jakiś czas temu, żeby nie powiedzieć bardzo dawno temu i tak trzyma z małymi przerwami. Teraz na przykład powinnam była już piec ciasto na Sylwestra, a jeszcze nawet w sklepie nie byłam. Normalnie ciężko ruszyć te cztery litery, a codziennie sobie obiecuję, że to się zmieni! Ratunku!!!

  3. Witam Ale po co walczyć?! Leży poświąteczny kurz poleżmy i my. A prasowanie?! – tak stylowo pogniecione tez da się nosić. Właściwie dlaczego tylko kociaki mogą przesypiać 80% swojego żywota? Przecież my to też poniekąd ssakami jesteśmy. Nie walczmy więc zbytnio bo już starożytni wiedzieli, że najlepsza pozycja do życia to pozycja leżąca. Pozdrawiam międzyświątecznie A tak na marginesie – Ty Aniu droga musisz jednak walczyć choć ociupinke, bo bez Twoich wpisów świat nie jest taki sam

  4. Mnie to leniusiołek od dawna opanował, co widać po moim blogu i komentarzach – a raczej ich braku całkowitym, hehe. Na razie wracam, po Świętach, ze świeżą siłą. I mam nadzieję, że już mi ta siła nie odpuści ;).

  5. A nawet mi nie mów. Panna M śmiga w jakichś rezerwowych ubrankach i śpi w niewyprasowanych piżamkach, bo strta prasowania leży i nawet nie kwiczy. Jak zacznę to do Wielkanocy nie skończę, tyle tego. A to mnie zniechęca do rozpoczęcia i koło się zamyka…

  6. Ja przez dwa dni Świąt to nawet zaprzyjaźniłam się z tym tałatajstwem. Tuliłam, dogadzałam … A kiedy w sobotę chciałam do zycia powrócić okazało się, że cholery tak się uczepiły, że młot pneumatyczny nie dałby rady. Dobrze, że w lodówce zalegały poświąteczne resztki. Dzięki temu rodzina przeżyła. Za to dzisiaj rano wzięłam je z zaskoku. Kiedy o 6:00 zadzwonil budzik nie dałam im szans. Wyskoczyłam z łóżka zostawiając “zarazy” z mężem pod ciepłą kołderką. Widząc błogi spokój na twarzy odniosłam wrażenie, że ich przyjaźń nadal trwa.

  7. Widzę, że chyba do większości z Nas zawitał 🙂

    Mnie odwiedza co święta – ale to w sumie dobrze.

    Podobno nie wypada mu się sprzeciwiać, bo już więcej do Ciebie nie przyjdzie 🙂

    A baterie naładować kiedyś trzeba.

  8. Ta menda do mnie też przylazła :).Mnie,weterankę i wielbicielkę porannego wstawania -trzyma przykutą do wyrka nawet do 8.Dzisiaj o 6 rano mówię -goń się i tuptam do kuchni żeby kawkę zrobić.Kawkę wypijam spokojnie a tu dawaj mnie do łóżka znowu ciągnie i bezczelnie ,na siłę oczy zamyka…

  9. Trzeba dać mu czasem szansę, bo takie dni już się nie powtórzą i trzeba będzie wciąż ciężko pracować. Zatem Leniusiołkowi mówię – tak 🙂

  10. Ja to nie mam tak dobrze. Ja cały czas muszę coś robić, bo robię tak powoli, że Świąt przed Świętami nie przygotowałam, więc musiałam gotować w Święta. A skoro jedyne miejsce, w którym mogę suszyć pranie zimą jest salon to przez Święta nie prałam, więc teraz chcę czy nie prać muszę. Dużo rzeczy ręcznie. No i po jutrze to już keks świąteczny piec trzeba, potem jakieś ciasto urodzinowe & tort. No i prasować, prasować, prasować…
    Tak, we mnie już dano obudziło się zwierzę. A imię jego Leniwiec.

  11. Rozprzestrzenia się to dziadostwo niczym świńska grypa! U nas też się plaęta po domu. Ale w sumie, święta sa też od tego, żeby poleniuchować, a nie tylko jeść I jeść, nie?
    Pozdrawiam radośnie. Mira

  12. U nas atakuje po powrocie( ze spaceru z kijkami do nrodic walking). Pod pretekstem: “przecież jesteś zmęczona” podsuwa mi mięciutki kocyk, którym otulam się i odpływam.A on coś mi wtedy do ucha baja;)).Nie będę go odganiać przynajmniej do Nowego Roku.Dobrze mu u nas, a nam całkiem dobrze z nim. Ale po 1 stycznia musimy go jednak przegonić bo nie wiem co by dalej było, gdyby tak rozpanoszył się na stałe:)))

  13. nie mam czasu na dziada… w Szczepana już pralka szumiała, a ja na mopie jeździłam… bo nam Tośka roboty narobiła (no kurcze, nie wiem, gdzie, ale znalazła sadzy spora ilość, a czarny kot i sadza = MASAKRA) … nie, kota nie prałam, ale cichy Młodego już tak, bo koteczkę z pola przyjdziętą tulić zaczął do siebie 😐 – to piątek był
    w sobotę od 11.15 do 02.00 byłam w pracy, więc też raczej nie miał Leniusiołek czasu dla mnie… a w niedzielę o 9,30 (choć położyłam się spać około 03,30) telefon sobie o mnie przypomniał i już było po spaniu… ale za to po południu baaaardzo owocne zakupy z Młodym poczyniliśmy…

    na dzisiejsze popołudnie mam chytry plan – w końcu zabunkruje się ze swoim świątecznym prezentem na kanapie i będę go oglądać ze wszelkich stron i dociekać o co w tym takie całe zamieszanie ogólne, bo z ciekawości tej właśnie taki, a nie inny prezent sobie sprawiłam.

  14. Coś mi się wydaje, że po prostu zbyt dużo wolnych dni pod rząd spowodowało epidemię w narodzie – postuluję odwołać wszystkie święta oraz długie weekendy w przyszłym roku! To jedyne skuteczne lekarstwo na Leniusiołka 😉 .

      1. Zazdroszczę… U nas to obecnie wygląda tak, że my wieczorami dogorywamy na kanapie, a Kitka biega i gania Leniusiołki, które uciekają przed nią z podkulonym ogonem 😛

  15. 😀 A nie myślałaś Aniu o pisaniu bajek dla dzieci ?? Sądzę,że byłyby piękne, nie straszące dzieci, nie mechaniczne, ale takie jak niegdyś bywało. Z wymyślonymi leniusiołkami i innymi stworami. 🙂
    Pozdrawiam

    1. Ha, ha 🙂 Kiedyś wymyślałam bajki dla mojego małego wówczas Jaja. 🙂 Ale Joanna – bohaterka mojej “Złodziejki marzeń” pisze dla dzieci. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *