Starość się nie udała

Często słyszymy, że Panu Bogu starość zdecydowanie się nie udała. Coś w tym jest. Ostatnio mnie to skłoniło do refleksji. Wyobraziłam sobie taką sytuację: stary człowiek jest jak ranne zwierzę, które bez pomocy nie przeżyje. Stadu niepotrzebne, bo ranne i słabe. Jednak bardzo szybko wyczują je hieny i sępy. starośćZbiegną się lub zlecą i będą nad nim krążyć i krążyć, i krążyć. Do skutku. Przecież to okazja, by coś wyszarpnąć. A każde inne zwierzę, które znajdzie się w pobliżu będzie zagrożeniem, więc hieny postarają się jak najszybciej, by je przegonić. Bo nawet jeżeli pojawi się pan królik z apteczką, to przecież i tak jasne, że przylazł tylko po to, by też coś uszczknąć. Żadna hiena nie uwierzy w jego dobre intencje, bo hieny z reguły myślą po „hieńsku”. Jeszcze dodatkowo rozpuszczą plotkę, że ten królik z apteczką to wilk w króliczej skórze i chciałby zeżreć świeżą nerkę. Hieny natomiast liczą tylko na to, że ranne zwierzę wyciągnie kopyta i będzie można zrobić użytek z jego truchła.

Widziałam kilka razy takie sytuacje (a i sporo o nich słyszałam), kiedy skóra cierpła, a przez głowę przelatywała myśl, żeby na stare lata stracić pamięć i nie być świadomym, że ten, kto mi wyszarpuje poduszkę spod głowy, to moja rodzina.

Jak się zachowuje klasyczna hiena? Wchodzi do mieszkania. W łóżku widzi staruszka, który już przestał być członkiem rodziny, stał się tylko okazją do tego, by się nachapać. Patrzy na ściany. „O, ten zegar idealnie pasuje, by go powiesić w moim gabinecie”. „A te obrazy można sprzedać. To Klimt? Nie, może Van Gogh. Opchnie się na pchlim targu”. „O, a pralka jaka! Całkiem, całkiem. Nowiutka”. „Srebrne sztućce w szufladzie! Serwis rodowy!” „Takich zdobyczy nie można odpuścić. Należy się nam. Mamy do tego prawo”. Są jak ludożercy z wiersza Różewicza. „Moje, moje, moje”. Należy się im! A potem zeżrą się wzajemnie tymi odziedziczonymi srebrnymi sztućcami!

A co ze staruszkiem? Leży w miękkich pierzynach, których nikt mu jeszcze nie zdążył wyciągnąć spod pleców i głowy. Leży, obserwuje i modli się o święty spokój. Nie marzy o rodzinnej atmosferze, bo ta prysła, kiedy w oczach „bliskich” zapaliła się żądza zysku. Leży i czeka. Niech śmierć przyjdzie szybko i oszczędzi upokorzeń, zanim lodówka się zepsuje, a obrazy stracą na wartości, bo wtedy to już nikt nie zapuka do drzwi.

Starość zdecydowanie jest nieudana. A może jednak demencja starcza, która nas dopadnie, to jednak dobrze pomyślane? Nic nie pamiętać, nie poznawać twarzy, nie zdawać sobie sprawy z tego, co się dzieje…?

 

 

PS  Na swoim drugim blogu zrecenzowałam wczoraj „Lalę” Jacka Dehnela. Przepięknie opowiedział o swojej babci. Polecam (to tak a propos staruszków i opieki nad nimi).

0 myśli na “Starość się nie udała”

  1. Smutna i szczera prawda. Jednak w większości spotkałam się z opieką, której towarzyszyła troska, czułość oraz miłość. Wolę wierzyć, że więcej jest ludzi z sercem na dłoni niż paskudnych hien.

  2. Witaj Aniu,
    mam taką sytuacje obok siebie, starsza Pani, której dzieci rzadko zaglądały do niej przez ostatnie naście lat /opiekowała się chorym mężem do jego śmierci/.
    w zeszłym roku Pani zaczęła się ‘dziwnie’ zachowywać /zapominała, gubiła i opowiadała dziwne historie/ powiadomiłam rodzinę, zajęli się troskliwie do momentu przepisania mieszkania, teraz Pani jest w szpitalu geriatr-psych., a rodzina szuka najtańszego domu opieki /no bo co jej do szczęścia potrzeba- najlepiej jakby już umarła, byłoby po ‘kłopocie’/. Nie wiem jaką była matką, nie wiem co się wydarzyło między nią, a dziećmi, ale jej słowa jak była jeszcze zdrowa /wolę być z sąsiadami na święta niż z dziećmi/ o czymś świadczą?
    W wielu rodzinach jest tak jak piszesz, stary człowiek jeszcze żyje, a rodzinka już dzieli ‘łupy’, smutne to 🙁
    Dbajmy o swoich /i nie tylko/ starszych ludzi.
    pozdrawiam

    1. Widzisz… nie wiem, jak było w przypadku Twoich sąsiadów, ale nie zawsze wszystko jest czarno – białe. Mam ciocię, która nie ma własnej rodziny, jest mi jak babcia. Kiedy zachorowała na Alzheimiera zamieszkałam z nią by jej pomóc w codziennych czynnościach. Jeździłyśmy od lekarza do lekarza, przychodziła Pani z opieki socjalnej kiedy musiałam jechać do pracy. Mimo wszelkich wysiłków jej stan zdrowia z dnia na dzień się pogarsza, a lekarze mówią “będzie jeszcze gorzej”. W kolejnym stadium choroby przestała poznawać swój dom, przestała poznawać nas, zaczęła nas bić, gryźć, kopać, próbowała w nocy udusić poduszką, podczas szykowania śniadania chwyciła nóż i zaatakowała, chciała się wieszać. Nie pomogli nam w szpitalu, nie pomogli w zakładzie psychiatrycznym, nie pomogli w opiece – wszędzie słyszałam, że to nie jest ich problem tylko mój. Nie byłam już w stanie zapewnić jej opieki, nie mogłam jej pomóc, nie mogłam już nic zrobić aby nie stwarzała dla siebie niebezpieczeństwa. Dzisiaj jest w Domu Opieki, z osobami w jej wieku, wyciszyła się, mówi, że jej tam dobrze, odwiedzamy ją regularnie, dzwonimy do niej, rozmawiamy. Długo nie mogłam dojść do siebie, że musiałam ją oddać do zakładu, nie miałam wyjścia. Dzisiaj wiem, że to była dobra decyzja. jest spokojniejsza, szczęśliwa, a kiedy wraca do domu nie jest agresywna. Nie chce wrócić na stałe, tam ma przyjaciółki. Jest mi smutno, że nikt nie chciał nam pomóc, że byłyśmy odsyłane z kąta w kąt, że to musiało się tak skończyć.

  3. Moja mama czasami sobie żartuje ‘a to będzie Twoje a to Twoje”…
    Ale Nas to nie bawi.
    Starość jest okrutna, bezwzględna. Połączona z chorobą potrafi zniszczyć człowieka, godność.
    Znam takich materialistów.
    To wstrętne.Obrzydliwe.

    Ale oni tego nie widzą-przecież bezinteresownie nie bedą się opiekować…

    1. Właśnie o to chodzi, że ci ludzie są w takim amoku, że nie widzą w tym nic złego, a każdego kto pojawi się z boku traktują jak zagrożenie “majątku”. Smutne to bardzo.

  4. Co do hien to się z obrzydzenia nie wypowiem ale ten obrazek staruszka ze świadomością na poduszzkach jest trochę niezwykły. Ta jego świadomość bywa niezwykle rzadko. i właśnie dlatego hieny są takie aktywne. Mój żalbudzi to ,że taaki staruszeek nawet nie wie ,że zyje.

    1. Wiesz, czasami się zastanawiam właśnie, co jest lepsze: mieć świadomość i widzieć, kto ci tę poduchę wyszarpuje czy jednak nie mieć świadomości tego, co się dzieje?

  5. Chyba jednak nie starość jest okrutna,a ludzie. Noworodek też jest bezbronny i zdany na cudzą łaskę,ot,życie. Znam też takie przypadki,jak opisany. Najbardziej zabolało,jak dotyczyło mojej babci,która była,jest i zawsze będzie jedną z kilku najważniejszych osób w moim życiu,tyle że już nie żyje. Jej pierwszy mąż umarł wcześnie,długo była sama,potem znalazła sobie nową miłość i choć mieszkali razem długie lata i żyli jak małżeństwo,to ślubu nie mieli. On ją kochał,nie mam wątpliwości. Był przy niej w tych ostatnich chwilach i to on ją pożegnał. Jakim szokiem dla nas było,gdy po jej śmierci przyleciała żona jednego z synów babci (teoretycznie moja ciocia) i zaczęła go uświadamiać,że nic mu się nie należy,zbierać rzeczy babci, chciała nawet starą pralkę,choć sama miała nową,a on tylko tą. Było to straszne,na szczęście moi rodzice wstawili się za nim i wyszedł z tego w miarę dobrze,tj materialnie,bo szok i smród pozostał,padły słowa nieodwracalne. Nie dość,że cierpiał okrutnie,bo babcia była miłością jego życia i całym światem (dla niej porzucił całe swoje środowisko,ukochaną wieś,rolę) to jeszcze tak potem oberwał. Dość szybko później zmarł,choć zanim babcia odeszła,był w całkiem niezłej formie. Chyba już nie chciał żyć. Jako dziecko byłam tym jeszcze bardziej wstrząśnięta,dla mnie on był najprawdziwszym dziadkiem i nie rozumiałam,dlaczego papiery mają w ogóle jakieś znaczenie. Liczyło się to,kim był dla babci,kim był dla mnie,kim był dla nas. Ale hieny nie śpią i dla nich nie liczy się nic. Do dzisiaj pamiętam,jak “ciotka” wleciała tam jak po ogień i zaczęła wszystko przetrząsać,jakby była u siebie. A trzeba dodać,że babcia nie miała niczego wartościowego,można było tylko drzeć szmaty i stare graty, które miały wartość-sentymentalną,dla tych, którzy ją kochali. I patrzeć na przerażenie człowieka,który usiadł na kanapie i nic nie mówił,bo za bardzo cierpiał,by coś móc powiedzieć. Do dzisiaj nie mogę patrzeć na “ciotkę” i nie utrzymuję kontaktu.

    1. Bo z reguły tak chyba jest, że to dotyczy spraw, gdzie staruszek naprawdę nie ma nic wartościowego. A już sytuacje, kiedy były dwie żony, dwie rodziny, to bywa całkiem niezły galimatias, jak się tak wezmą za łby. Smutne to bardzo.

    2. Oooch. Miałam podobnie, ale bez drugiego małżeństwa. Mój wujek z żoną i synami ograbiał babcię z emerytury i dóbr materialnych jeszcze za życia. Moja babcia była bardzo naiwną i łatwowierną kobietą a jego żona to dla mnie psychol. Przez ich kłamstwa moja mama straciła kontakt ze swoją mamą, bo tak nakręcili babcię, że ciągała moją mamę po sądach (żadnej sprawy nie wygrała, bo nie było podstaw). Ja też przestałam jeździć, bo “cioteczka” (tak chciała aby na nią mówić) nawciskała babci, że byłam w więzieniu. Moją byłą bratową oskarżała o romans ze swoim mężem. Moją mamę np. wielokrotnie o kradzież pieniędzy i uszkodzenie przewodów elektrycznych. Ja byłam w ciąży niezliczoną ilość razy (do dziś nie mam dzieci). Jeszcze za życia babci ograbili ją ze wszystkiego – z pościelą i kożuchami włącznie. Na podstawie tego co się działo można by książkę napisać.

  6. nie każdy rodzi się hieną, ale każdego można na hienie wyhodować… w “rodzinnym” gronie… więc wybacz, ale… często te hieny znikąd się nie wzięły… tak mi się wydaje przynajmniej

  7. Może starość nie jest taka okrutna-jak okrutni są ludzie ,którzy chcą taką sytuację podle wykorzystać.Wystarczy posłuchać w TV-jak sukinkoty potrafią schorowanej,starszej i naiwnej osobie podsunąć do podpisania jakąś dziwną umowę,a wtedy tracą dobytek całego życia.Takich gnoi powinni wychłostać na środku rynku…z relacją na żywo w TV

    1. To kolejny temat. Nie rozumiem tego, jak można być kimś takim, żerować na czyjejś słabości i naiwności. Po prostu nie rozumiem.

  8. W rodzinie mojej Babci starość wyglądała skrajnie inaczej. Wujek A. do późnej starości otoczony gwarem i hałasem, z wnukami na kolanach, prawie jak posąg siedział na fotelu uśmiechając się raz po raz. Hieny nie przychodziły do niego, bo nie miały czego zabrać – wszystko co miał oddał dzieciom i wnukom, a one dbały jak potrafiły. Umarł w wieku niemal dziewięćdziesięciu lat i na los nigdy nie narzekał. Ciocia – jego żona – 8 grudnia skończy 96 lat, mimo wieku, słabego wzroku, słabego słuchu i tak zwanej nieporadności ruchowej jeszcze krząta się po domu – w tym gwarze i hałasie, coraz częściej przysiadając w fotelu. I nic jej nie przeszkadza – bo w tym gnieździe rodzinnym mojej Babci tylko ludzi zawsze jest pod dostatkiem, wszystkiego innego brakuje.
    Z dzieciństwa pamiętam, że gdy jeździło się tam w niedziele, to ludzi przy stole zawsze było więcej niż miejsca, a pod stołem łasiły się dwa psy… Pozorna byle jakość, kłótnie o politykę, głośny śmiech, dym papierosów, płacz najmłodszych dzieci… Z kuchni letniej opary po wielkim garze z kartoflami, który dygała z letniej kuchni wtedy jeszcze młodziutka (bo ledwie osiemdziesięcioletnia ciocia). To wszystko się tam mieszało, przenikało… Młodość i starość, życie i odchodzenie.
    Czasem nie wierzę, że starość dotyczy już mojej babci (póki jej ciocia żyje, to jeszcze nie jest takie pewne), ale wydaje mi się, że wbrew logice chce nas widzieć jak najczęściej i już niczego do szczęścia jej nie trzeba (ubrań, butów, może trochę czekolady i cappuccino), bo właśnie taką starość – w hałasie i w swoim fotelu z (pra)wnukami na kolanach ma zapisaną w genach. Zresztą to ona właśnie mówi, że starość jest taka nieudana, pełna chorób i niewygód, żeby nie było tak żal odchodzić z tego świata.
    Jak różnie ta starość może wyglądać…

    1. Oj, pięknie to opisałaś. Sobek jest ze mnie i dzikus, do tego z małej rodziny, która nie spędzała nigdy świąt, niedziel w dużym gronie. Nigdy mi tego nie brakowało, nie ufam obcym ludziom, a rodzinie jeszcze bardziej. Po śmierci babci i dziadka, reszta żyjących ciotek i wujków pokłociła się dzieląc łupy. Moi rodzice zrezygnowali z udziału w tym dzieleniu. Nie utrzymują z nikim kontaktu. Gdy kiedyś rodzice odejdą, zostanę sama. Czytając Twój opis, po raz pierwszy w życiu zatęskniłam za byciem częścią tej opisanej sceny. Za harmidrem, krzątaniną, zaufaniem, bliskością, psami pod stołem, marudzeniem dzieci. Poczułam to. Niczego we własnej rodzinie już nie naprawię, ale miło było na chwilę wyjść z roli cynicznej baby i wzruszyć się szczęśliwym cudzym dzieciństwem. Cieszę się, że zostały Ci takie wspomnienia i pięknie się znimi tutaj podzieliłaś. Dziękuję 🙂

  9. W szpitalnych poczekalniach zawitają niedługo “babki świąteczne”. Starsze, schorowane osoby (w większości kobiety) zawadzające swoim dzieciom. Nigdy nie zrozumiem jak można cieszyć się Świętami, celowo oddając Babcię do szpitala.

  10. Ja mimo wszystko wierzę, że takie hieny to tylko poszczególne przypadki, że jednak więcej jest tych kochających i dbających…i przez to perspektywa przyszłości dalekiej nie wydaje mi się taka straszna.

  11. Dlatego zawsze najbardziej mi żal starszych ludzi i małych dzieci, są tacy bezbronni, zdani na łaskę i niełaskę innych ludzi, a z tymi bywa różnie. Pozdrawiam

  12. Hieny produkują bliscy,niestety 🙁
    Może ja jestem z innej bajki,ale zamiast wyjazdu za granicę do pracy wybrałam harówkę za grosze w Polsce,powód? Mój ojciec na dwa tygodnie przed wyjazdem dostał udaru i niemiałabym sumienia wyjechać. Wiem,byłam córeczką tatusia. Ale też nie mam problemu,żeby zaopiekować się sparaliżowanym dziadkiem męża. A teściowa w swoim ojcu widzi tylko górniczą emeryturę i zaglada do niego 3-4 razy dziennie. Jak wyjechała na parę dni,to ha się nim opiekowałam. I nawet wtedy mój dwuletni synek mu nie przeszkadzał i jakoś umiałam większość czasu u niego spędzić…

  13. Historia siostry mojego ojca, sprzed lat. Marta praktycznie sama wychowała 4 dzieci. Bo mąż głównie pił, a po pijaku zginął tragicznie i w miarę młodo. Marta ciężko fizycznie pracowała, żeby rodzinę utrzymać, dzieci wyszły “na ludzi”. Na starość ciotce nawaliło serce, wszczepiono jej rozrusznik. Niestety, kiedy dostała udaru mózgu, “dzięki” rozrusznikowi częściowo sparaliżowana, męczyła się przez 2 lata. Umysł również nie funkcjonował, jak trzeba. Mieszkała z synem, starym kawalerem, średnio ogarniętym, jak chodzi o codzienne sprawy. No właśnie, reszta rodzeństwa stwierdziła, że skoro matka przy nim całe życie skakała, to teraz niech on się nią zajmuje. Ok, tylko on nic ugotować nie umie, posprzątać też nie, w domu tylko kran z zimną wodą, piec jedynie w kuchni, a “wygódka” na dworze. Pozostałe dzieci mieszkały w blokach, ciepła woda, co, ubikacja, no normalnie. “Ale my mamy nie możemy wziąć, nie mamy miejsca, mamy dzieci” itp. itd. Czasem jedynie córka – pielęgniarka brała ją do siebie, zwłaszcza, jak były silne mrozy. Bo w tamtym mieszkaniu potrafiła woda w psiej misce zamarznąć. A pomyśleć, że zanim ciocia Marta zachorowała, wydawali mi się taką fajną, zżytą rodziną….

    1. Opieka nad starszą osobą wcale nie jest łatwa, to zrozumiałe. Jednak rodzina jest po to, by podzielić pomiędzy siebie obowiązki wobec staruszka. Najgorzej jak jeden ogląda się na drugiego.

  14. Może to niepopularne stwierdzenie, ale myślę, że dom opieki, lub o ile to możliwe, opieka kogoś z zewnątrz pielęgniarki, opiekunki jest najlepszym i jedynym rozwiązaniem.
    Chyba równie mocno denerwuje mnie sytuacja, w której żerując na naiwności i bezbronności ludzi starszych świnie w ludzkiej skórze okradają “na wnuczka”, “na kominiarza”, “na gazownika”. Kiedy korzystając z ułomności, nieporadności kieszonkowiec na bazarku wyciąga staruszce z torebki pieniądze.

    1. Czasami faktycznie dom opieki może być dobrym rozwiązaniem, szczególnie jeżeli starsza osoba wymaga całodobowej opieki.
      A to oszukiwanie “na wnuczka” itp. to już szczyt chamstwa i bezduszności.

  15. Banałem było by stwierdzenie, że znam zupełnie odwrotne przypadki, więc może wspomnę co zdarzyło się u mnie w dalszej rodzinie.
    W 1987 r. u 64-letniej babci pojawiły się oznaki Altzheimera. Uznano, że stało się to za wcześnie, a że babcia była kochana przez wszystkich, zaczęto się nią opiekować. Choroba jednak postępowała, wprawdzie wolniej, ale po 10 latach już druga z córek zrezygnowała z pracy i pomogła siostrze w opiece. Po kilkunastu latach pierwsza z córek chorej nie wytrzymała i popełniła samobójstwo, do drugiej dołączył więc jej mąż. Gdy w 2009 rodzinie zaczęto obcinać ostatnie zasiłki chorobowe i opiekuńcze z pracy zrezygnowała wnuczka, i dołączyła do opiekujących się już 86 letnią babcią. 6 osób utrzymujących się z jednej stałej pracy wnuczka, jednej skromnej emerytury, i jednej renty chorobowej, zaczęło szybko ubożeć. W 2012 r. na chorobę psychiczną zapadła druga z córek babci. Nie chcę nawet myśleć co się z nimi stanie lada chwila, gdy umrze już ponad 90-letnia ich ukochana babcia. Ale wiem jedno, w tej rodzinie nikt “nie będzie wyrywał poduszki spod głowy”. To prawda co pisze “demirja”, ludzie nie rodzą się hienami, ale jak łatwo się nimi stają …

    1. Na szczęście są cięgle osoby, które potrafią się zaopiekować ukochanym staruszkiem. Druga sprawa, że wcale nie jest to łatwe. A jak już dochodzi Alzheimer to jest to niezły sprawdzian dla rodziny. Najgorsze jest wtedy to, że taka chora osoba w niczym już prawie ukochanej babci nie przypomina. Obciążenie psychiczne dla rodziny jest wtedy olbrzymie. Teraz chyba są takie nawet grupy wsparcia dla osób opiekujących się takimi chorymi. W ogóle temat starości jest trudny.

  16. Bardzo ważny post i jakże prawdziwy. Aż do bólu. Niestety w naszym społeczeństwie starość jest bardzo źle przyjmowana. Starszych ludzi odpycha się na plan dalszy. Przykre to. A najbardziej przykre jest, gdy słyszy się, że starsi ludzie są traktowani gorzej niż zwierzęta.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

  17. A żeby sami sczeźli ciśnie mi się na usta.
    Ja niezwykle szanuje starych ludzi i myślę, że takie zachowanie jak w Twoim poście wynika z jego braku. Może ci staruszkowie własnych dzieci nie nauczyli, może sami nie szanowali. Nie mam pojęcia i nie mnie oceniać, abogu nie tyle starość się nie udała – choć to woła o pomstę, by człek znający, życie, doświadczony musiał odchodzić ze starości, choroby czy zniedołężnienia – co sami ludzi. Podobno nawet na swój obraz i podobieństwo stworzył. Heh.

  18. Tylko, że nigdy nie pyta się, jaka ta osoba była za młodu dla swojej rodziny. A czasami była okropna, więc i nie dziwne, że tak samo ją się na starość traktuje.

      1. Nie chodzi o ” ząb za ząb” ale o to jak czuje się osoba opiekująca się starym człowiekiem i jak jest przez niego traktowana. Ja dużo pomagam mamie chociaż tak naprawdę to jeszcze tej opieki nie potrzebuje ale nigdy nie lubiła przepracowywać się. Dzieci po kukułczemu podrzucane rodzinie a jak skończyłam 19 lat i wynajęłam pokój pracując i ucząc się to i dla mnie abym im matkowała i na nich pracowała , bo jej to nie pasowało. Potrafiła kłamać aby tylko nie przyjąć dzieci na wigilię chociaż odwiedzały z pełnymi torbami potraw. Dziś ma warunki aby mieć dobrą opiekę ale po co skoro woli każdy grosz trzymać dla wybranej wnusi, która ani myśli o niej a o reszcie wnuków nawet nie spyta o zdrowie. W rozmowach każde z dzieci słyszy o drugim jaki to zły człowiek , potem w rozmowach rodzeństwo opowiada to sobie i narasta żal. Wnuka 40- latka błogosławi za wypad nad wodę , bo upały a 60-letnia córka w dodatku chora jest be , bo nie przyjechała ponad 100 km jej posprzątać. Jedni do roboty i obgadywania drudzy do pieszczoty i głaskania. Dobrze jeśli nie skrytykuje tego co jej zrobisz, zawieziesz czy powiesz w rozmowie. Jedni czują się z tym zaszczuci i upodleni inni bogami i tylko do rozkazywania. Przestaje dziwić niechęć wnuków, bo nie zaznali babcinego ciepła a i złość za poniewieranie ich rodzicami, których kochają i szanują narasta.

        1. Masz rację, że takie zachowanie zniechęca do jakiejkolwiek pomocy. Podejrzewam jednak, że nie będziesz w stanie odmówić mamie pomocy, nawet jeżeli zachowuje się nie w porządku wobec Ciebie.

  19. Nie podobalo sie mnie,ze ten wpis jest tak jednostronny….jakby wszystkie ludzie podzieleni na “staruszkow”i “hien”!…Raczej to pojedyncze przypadki!Zgadzam sie,ze starość nie jest marzeniem,ale na starość ,jak i na piękną śmierć trzeba zasluzyc!Zgadzam sie,ze są takie przypadki….ale są i inne!….Druga sprawa,czy to nie czas przestac bac sie Domow Seniorow?W końcu jest z kim porozmawiac,wszystko podane na czas,jest rozrywka!Chcialam zabrać ciocię męza z zakladu opiekunczego do swojej rodziny! A ona do mnie:dziecko,po co będę wam zawadzac?Ja tam wszystko mam,co mnie potrzebne!….Spokojnej starości wszystkim życzę!

    1. Pewnie, że są różne przypadki, o czym już w komentarzach wspominaliśmy. I całe szczęście. Może też zmieni się opinia na temat domów opieki, bo u nas jednak jeszcze mają złe opinie, a ludzie, którzy oddają tam swoich bliskich, są źle postrzegani.

  20. Nie zawsze sami podukujemy hieny. Z moich obserwacji wynika, ze czesto hieny to osoby o obnizonym odczuciu empatii, czyli maja ceche wrodzona. Zaobserwowalam to na przykladzie pewnej babci i wnuczki, ktore choc nie mialy ze soba kontaktow to maja jednakowe charaktery: egoistki, egocentryczki, zero empatii wobec slabszych, chciwe na pieniadze, choc reszta czlonkow rodzina jest ich przeciwienstwem.

  21. Mnie mówią, że wyglądam młodziej, lepiej. I faktycznie świetnie się czuję.
    Tajemnica polega na tym, że Odżywiam się zdrowo , jem owoce i warzywa,
    jem regularnie, zaczynam też od zdrowego śniadania co jest najważniejsze w tym wszystkim
    (zdrowesniadanie.info/gberes ; idealnafigura.com/gberes).Zdrowie jest tylko jedno, warto o niego zadbać!

  22. Masz rację. Czasem z mężem rozmawialiśmy o tym, że będzie trzeba zacząć odkładać jakieś pieniądze na starość, kiedy już nie będziemy umieli zająć się sami sobą, żeby oddać się do jakiegoś domu starców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *