Jest robótka do zrobienia

Czujecie, że święta już czają się za rogiem? Ja czuję całym serduchem, bo mam już prezent dla Mężusia i normalnie muszę uważać, żeby nie puścić pary z gęby. Nogami przebieram, żeby w końcu mu wyklepać. Dla Jaja jeszcze nie posiadam, ale plan też już w głowie zakiełkował. A że pochodzę z plemienia „Długi Ozór”, więc ledwo daję radę, by się nie wygadać.

kominek 003Oczywiście wiem, że w święta nie o prezenty chodzi. Doskonale wiem. Ale dawać jest tak przyjemnie! Dodatkowo sklepy kuszą całą tą kiczowatą oprawą. Kicz bije po oczach tak mocno, że w końcu człowiek stwierdza, że te wszystkie świecące bałwanki, Mikołaje i renifery są cud urody i opanować się trudno. Tak się nakręciłam już na święta, że włączył mi się tryb prezentowy. Dobra, wiem, uległam komercjalizacji życia. Ale obiecuję, że to tylko na chwilę. Jeszcze upiekę ciasteczka zgodnie z rytuałem, który z Jajem pielęgnujemy od momentu, kiedy Jajo potrafiło ulepić ciastko, ubiorę choinkę, zapakuję prezenty, usmażę karpia… i wtedy wyluzuję. Naprawdę. Obiecuję.

Pewnego poranka włączam sobie fejsa, a tam Zagubiona zaprasza mnie do polubienia jakiejś strony o nic niemówiącej mi nazwie Robótkowo 2014. Myślę sobie, sprawdzę, co to za cudo, żeby tak w ciemno nie kliknąć łapki, bo a nóż widelec polubię stronę, gdzie się patroszy kury. Weszłam na stronę, potem przeszłam na blog jestrobotka.blogspot.pl i wcięło mnie na dwie godziny. Ożeż, kurczaczek! Toż tam Kaczka i Bebe proszą, a jak Kura Kaczce może czegokolwiek odmówić? Toż jedna i druga w garze ginie!

Najpierw obejrzałam zdjęcie, potem poczytałam o Domu Pomocy Społecznej w Niegowie (nawet nie wiedziałam gdzie to!) i stwierdziłam, że wchodzę. W niezwykle ciepły sposób autorka opowiada tam o podopiecznych. Postanowiłam więc, że wybiorę dwie osoby, napiszę do nich piękne kartki i zapakuję po drobiażdżku. A wiem, co lubią, bo to wynika z opisu tych osób.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam. No, prawie. Jestem na etapie dziergania. Dziergam od wtorku szalik. Mężuś się ze mnie śmieje, że jemu nigdy nic nie wydziergałam. Ale jak chce, nie ma sprawy. I galoty mu wydziergam, jeżeli powie tylko jedno słowo. I powiem Wam, że czuję się cudnie. Ja wiem, że pomaganie jest bardzo egoistyczne, bo głównie sobie dobrze robimy. I przyznaję bez bicia, tak sobie dobrze robię tym szalikiem, że możecie mi pozazdrościć. Jest moc, jest radość, jest świąteczna euforia. Co prawda, kasiorką nie śmierdzę nawet na sto metrów, ale jak mogę sama coś zrobić, to robię chętnie. Czemu nie? Dwie ręce mam, piękne, zgrabne i zwinne, to tak nimi zamotam, że szalik będzie jak malowanie. Moja podopieczna dostanie go na święta, do tego jeszcze drobiażdżek jej dopakuję. Ba! I mam też podopiecznego płci męskiej, dla którego gadżecik też już jest. W poniedziałek pędzę na pocztę.

A u Was jak? Duch świątecznego pomagania już się odezwał? Czy śpi jak niedźwiedź? Bo jak śpi, to budzić dziada!

*

*

PS  W akcji pomagać może każdy, nie tylko drób (to jakby kto się wahał). 😀

54 myśli na “Jest robótka do zrobienia”

  1. Czytałam o “Robótce” i jest to super akcja, ale w tym roku nie wydolę – posyłamy dziecko z Afryki na rok do szkoły, mamy też zamiar wesprzeć inną akcje (małymi, aczkolwiek jednak dla nas niezbywającymi pieniędzmi)… Szydełkowania też mam aż nadmiar i zwijam się do świąt (cześć rzeczy obiecałam, część wymyśliłam, że koniecznie muszą być). Jakbym chciała nie dam rady, aczkolwiek jakbym jednak dała radę to jeszcze zmienię zdanie (może chociaż kartki jakieś odjechane, z szopką 3-D). Akcja jest wspaniała, świeża i bezpretensjonalna. Święta to dobra okazja coś od siebie dać, ale z mężem staramy się wysupłać jakiś grosz (bo najczęściej to o pieniążki chodzi) zawsze gdy coś nas bardzo poruszy. Zwykle to kwoty wręcz symboliczne, ale to jest fajne, że z prawie niczego od wielu ludzi robi się coś.
    A te opisy i “zamówienia” na prezenty w “Robóce” są super – tak jakby człowiek widział te Starszaki i od razu rozumie, że chodzi o prezenty dla troszkę starszych dzieci, a nie dla ludzi z jakiegoś zakładu… PS. Pochwal się koniecznie co wydziergasz!

    1. Doskonale rozumiem. A jak posyłacie dziecko do szkoły, to w ogóle poważna sprawa. 🙂 Ja tuż już się ograniczam, to ostatnia akcja w tym roku, bo jeszcze z Mężusiem wspieramy na stałe jedną fundację, a to się jakieś gadżety na licytację posłało i niestety koniec. Ale trzeba przyznać, że pomaganie jest cudne. 🙂

  2. O kurcze! A wlasciwie to: O, Kuro! Niezbadane sa sciezki internetowe! Szalik! Nic dziwnego, ze malzonka zolc zazdrosci zalala. Udziergaj i jemu kalesony 🙂
    Akcja faktycznie nieograniczona wylacznie dla drobiu, ale tez i wcale niograniczona w czasie. Jesli, Anno, za pol roku wyslesz, ktoremus ze Starszakow kartke z wakacji to duch Robotki tez rykoszetem powroci. I jeszcze, musze, bo sie udusze…bo mnie tu wzruszylas posylaniem dziecka do szkoly… bardzo wierze, ze wlasnie od takich konkretnych, pieknych gestow swiat robi sie lepszy. Wbrew temu, co pisza gazety i emituja dzienniki telewizyjne.

  3. Aniu, cieszę się, że jest nas coraz więcej. Ja w tym roku bawię się też w Świętego Mikołaja, takiego anonimowego 😉 Chciałam też zostać elfem, ale muszę to sobie darować w tym roku. Dobrze, że w ogóle mogę pomóc 😉

  4. A ja zobaczyłam to u Ciebie-i też się dołączę.Czasami robiąc tak niewiele-można zrobić tak wiele 🙂 .Czasami warto wspomóc nawet drobną kwotą jakieś dziecko,które potrzebuje na zagraniczne leczenie,oddać krew lub zostać potencjalny dawcą szpiku…Po prostu-być człowiekiem…

    1. Najlepsze jest to,że młody wierzy jeszcze w mikołaja…i napisał list ,że chce tableta…ło matko i córko! Codziennie podchodzi do kalendarza,odlicza głośno dni do 6 grudnia i podskakuje głośno(na cały blok) “Za x dani będę miał tableta!!!” I co ja,biedny żuczek mam zrobić.Mało tego,na rysunku widnieje nawet firma danej rzeczy(nie wymieniam,bo to kryptoreklama) więc kombinuje po nocach,jak to ogarnąć.Bo mimo to ,że zrzutkę obiecała rodzina,to na bank mi braknie.Kurde,co za czasy…Sama nie wiem,czy lepiej żywić,czy ubierać.Bo tak na chłopski rozum to ani jedno,ani drugie…ostatnio pożarli bezczelnie duszonki z 6 kilo ziemniaków(nie doliczyłam boczku ani kiełbachy)w 3 godziny….a wyglądaja jak anorektycy-Ulka poświadczy….

      1. Ha, ha 🙂 Może dlatego fajnie, że mam dziewczynkę, bo tyle nie wcina. 😉 A w sumie jeżeli chodzi o ubrania, to też zachowuje zdrowy rozsądek. Trochę gorzej tylko z kosmetykami, ale na to sobie sama oszczędza. 🙂 🙂

  5. Oj,kurko,Tobie do komercjalizacji to tak blisko jak mnie do Honolulu. Kolejny raz stwierdzam,że na ten blog wchodzi się, jak do domu. Tu jest ciepło i …prawdziwie. A ja ostatnio coraz bardziej cierpię z powodu braku ciepła wokół siebie,nie mówię tu o najbliższych,ale ogólnie mam na myśli współczesnych ludzi. Zwykle gdzieś się ciągle spieszymy, mamy masę obowiązków, zaczynamy działać schematycznie i życie nam się wymyka. To,co najważniejsze. I Święta też są takie. Wielkie przygotowania, sprzątanie domu jakby inspekcja sanitarna miała zawitać, te wszystkie prezenty, ciasta, potrawy, wszystko,co trzeba zrobić…no właśnie,naprawdę trzeba? Bo ja już tego nie czuję i nie chcę. Istotą Świąt jest właśnie to,co wy robicie,dziewczyny. Pomoc innym. I ja od czasu tajfunu Haiyan na Filipinach też się ocknęłam i nie wyobrażam sobie świąt bez takiej pomocy dla osób,które jej potrzebują bardziej niż ja tych wszystkich pierdół. Wtedy wszystko wydało mi się takie puste i absurdalne, nie umiałam pogodzić się z tym,że gdzieś ludzie śpiewają “Cicha noc” a gdzie indziej giną z pragnienia. I duch świąt przepadł, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Potem okazało się,że to nie był duch świąt tylko jakaś fikcja,którą przez lata się upajałam w imię tradycji. Teraz mam w domu nową tradycję, bo nie potrafię już usiąść do kolacji wigilijnej tak beztrosko. Najpierw organizujemy jakąś akcję,a potem możemy naprawdę mieć spokojne święta. Chciałabym,żeby każdy pomógł komuś na miarę swoich możliwości,bo przecież nie zawsze muszą być to pieniądze. Można oddać komuś przysługę, sprawić, że poczuje,że nie jest sam na tym świecie. Każdy gest się liczy i nie macie pojęcia,jak się wzruszyłam,jak przeczytałam ten wpis i komentarze. Jedyne,czego żałuję to to,że tak późno sama się ocknęłam,bo zawsze uważałam,że niewiele mogę. Potem okazało się,że to moje niewiele,to dla kogoś wiele. Nie wydaje mi się,że pomaganie jest egoistyczne. To jasne,że pomagając komuś,sami też zyskujemy,ale o ile nie robimy tego na pokaz,albo żeby zarezerwować miejscówkę w raju, to jest taki pokarm dla duszy. A powinniśmy o nią dbać. Inaczej zapominamy,że ją mamy . Stajemy się robotami,tłumem,niczym. W ogóle nas już nie ma.

  6. U mnie śpi raczej i świąt atmosfera też jeszcze daleko, daleko ode mnie – myślę, że może za tydzień, przy Mikołajkach, coś drgnie w końcu. Co do wyklepywania zaś – mam tak samo 🙂 .

  7. u mnie spi, co ja mówię, chrapie niesamowicie, wciąż, nadał, aczkolwiek serwetki już kupiłam, o łol 😀

    a dawanie – to najfajniejsza rzecz pod słońcem 😀

  8. Nie no podziwiam cię Aniu – swoją drogą do dzisiaj nie wiedziałam, że potrafisz robić na drutach. Mnie kiedyś uczyła moja babcia, ale Ja nie mam do tego cierpliwości i podejrzewam, że zrobienie jednego szalika zajęłoby mi sporo czasu.

    Co do pomocy. Cieszę się, że istnieją na tym świecie tacy ludzie jak Ty. Pomoc potrzebującym to piękny gest. I z chęcią sama zajrzę na stronę.

    A co do zbliżających się świąt. Mimo tej całej komercji itd. bardzo je lubię. Staram się, aby każde święta została chociaż odrobina tej magii, którą czułam w dzieciństwie. Z wiekiem o to coraz trudniej.

    Prezentów dla bliskich jeszcze zakupionych nie mam, ale coś w głowie już kiełkuje. Ale przecież NAJLEPSZE PREZENTY UKRYTE SĄ W SERCACH :d

    1. Masz rację, że najlepsze prezenty to w sercach. 🙂
      Szalik już skończyłam! 🙂 Jutro dorobię jeszcze frędzle, żeby piękniej się prezentował. Mama mnie kiedyś nauczyła robić na drutach i szydełku, a babcia nauczyła mnie haftować, ale niestety moje Jajo już umieć nie będzie, bo nie chciało się nauczyć. 🙂

  9. Oj, taki jakiś rok dobroczynny się zrobił 🙂 Coś w powietrzu lata, miazmaty dobra albo co… Ja trafiłam na Szlachetną Paczkę i frajdy mam co niemiara. Nie tylko wciągnęłam koleżanki ale i Puszkowego 🙂 Szykujemy taką pakę że ho ho!!! Ale fajnie jest pomagać 🙂 Pozdrawiam wszystkich 🙂

  10. Robię paczkę dla wybranej rodziny. Na robótki nie mam czasu, ale bardzo lubię szydełkować i robić na drutach, może jeszcze kiedyś będę miała okazję obdarować kogoś swoją robótką.Pozdrawiam

  11. Ja nie cierpię świąt i tej całej otoczki wokół nich. Jedyne co mnie w nich bawi to to,że mogę się najeść karpia, którego uwielbiaaam!Aha, no i zaraz po świętach mam swoje urodziny, które też bardzo lubię.

  12. Haha, no ja do drobiu nie należę i też już podopieczną wybrałam. Prezencik też już mam, co prawda nie robiony ręcznie, bo się Mira do tego kompletnie nie nadaje (kompletnie!), ale też fajny 🙂

  13. No ja poczułem święta, jak w sklepach w 1-szym tygodniu listopada pojawiły się mikołaje. Jakieś istne wariactwo.

    A wiesz, że my jesteśmy krewnymi? Przynajmniej, jeśli chodzi o to plemię… ;).

  14. U mnie do świątecznej atmosfery daleko 😉 Jak o sprzątaniu pomyślę, to prócz kataru i grypska mam jeszcze zgagę 😉
    A dziergasz pięknie. Ja jakoś zamiłowani i talentu w tym kierunku nie miałam nigdy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *