Oddam Jajo do Shaolin

Ostatnio usłyszałam, że uczniowie klasztoru Shaolin mają pobudkę o 5.40. I stwierdziłam, że w takim razie moje Jajo się tam idealnie nadaje. Ba! Nawet mogłoby wtedy pospać o dwadzieścia minut dłużej. shaolin-402964_640A i do gimnastyki porannej przygotowane jest odpowiednio, bo codziennie rano biegusiem leci na przystanek. Czas ma tak wyliczony, że wstaje, myje się, ubiera i wybiega. A w autobusie konsumuje śniadanie, maluje się i śpi. Po drodze przy okazji zalicza bardzo ciekawe przygody.

Kiedyś lało strasznie. Kałuże wszędzie. Jajo w „zamszowych” botkach. Dotarło do autobusu w zupełnie przemoczonych butach. Tutaj genialna myśl, żeby zdjąć je, bo zanim autobus dojedzie (1,5 godziny) to buty wyschną. Jajo botki ściągnęło. Na szczęście nie wyrzucono Jaja za posiadanie bomby biologicznej. Gdyby to były trampki, to podejrzewam, że jednak Jajo zostałoby razem z butami wyrzucone na najbliższym przystanku.

Buty się suszą. Jajo śpi. Autobus dojeżdża do miasta. Ludzi powoli ubywa. Jajo chwyta za swoje wyschnięte już buty i wciska na nogę. To znaczy próbuje, bo buty jakby nagle się tak skurczyły, że ani hu, hu. Jajo się mocuje. Tymczasem ostatni przystanek. Oprócz kierowcy nie ma już nikogo, a Jajo walczy z obuwiem. Dzwoni do mnie w panice. No, ale co ja mogę 50 km dalej? Nic. Wspieram słowem i nakazuję walkę z wrednymi butami. Nawet kierowca się zaniepokoił i prosił, żeby Jajo opuściło pojazd. A Jajo buty mu pokazuje. Trochę się chichra, trochę już na płacz się zbiera, bo co robić? W skarpetkach na taką pogodę? Kierowca więc zostawia Jajo i gdzieś sobie idzie. I tak Jajo samo na jakimś autobusowym parkingu walczy. Już ma dzwonić do koleżanki, żeby jej swoje buty przyniosła na dworzec PKS. W końcu jednak buty odpuszczają i dają się wcisnąć na stopy. Jajo człapie do szkoły.

A ostatni przypadek? Jajo wraz z innymi pasażerami zostało uwięzione w tramwaju. Bo z autobusu przesiada się na tramwaj i tak dociera do szkoły. Tego dnia jednak nastąpiła awaria. Nie można było otworzyć żadnych drzwi. Maszynista wezwał pomoc, by pasażerów uwolnić. Jajo spóźniło się do szkoły. Oczywiście znów padało i Jajo dotarło do szkoły niczym zmokła kura.

Jajo więc zaprawione w bojach. Moje nerwy przez te dojazdy zszargane i wiem jedno: gdyby cofnięto czas, w życiu, a to w życiu (!!!) nie zgodziłabym się na to, żeby Jajo dojeżdżało 50 km do szkoły. Poziomów się Jaju zachciało, wielkiego miasta, to ma. Ale to nie na moje nerwy. Zdecydowanie.

 

PS  Przypominam, że niektórych moich postów można wysłuchać w aplikacji AudioBlog. Jeden z postów „Jak się rodzi po ludzku” czytam swoim kurzym głosem.

0 myśli na “Oddam Jajo do Shaolin”

  1. Tak czytam i…ja nigdy nie miałem żadnych przygód z dojazdami czy wstawaniem. Jedynie co do pracy jak jadę rowerem to przy powrocie zawsze pada deszcz. Żona zawsze wygląda przez okno i mówi nie jedziesz dzisiaj rowerem bo nie chcę zmoknąć!! 🙂
    Syn do szkoły jeździ autobusem co prawda, ale 5 km a nie 50 i zawsze wstaje bardzo wcześnie. On nie ma przygód ale dostaję od niego sms…a że kierowca to zrobił, a że autobus zapchany, a że brudny itp (pracuję w MZK )

  2. A moich dzieci nie można rano dobudzić. I wcale nie wstają szczególnie wcześnie. Za to w sobotę i niedzielę, kiedy mogliby pospać wstają 6:30. Masakra jakaś. I od razu dzioby otwarte, że głodne;-)

    1. Oj, Jajo dobudzić to wielka sztuka. Ile się nagadam przy tym, to moje. W weekendy jednak śpi prawie do południa, odsypia cały tydzień. 🙂

    2. Nie wiem, czy będzie to jakieś pocieszenie, ale z wiekiem im przechodzi wczesne wstawanie … z czasem to trudno je spod kołdry wyrwać również w dzień wolny… ale zazwyczaj posiadaja też już umiejętność samodzielnego zrobienia sobie śniadania… umiejętność jednak nie zawsze idzie wparze z chęcia

  3. Współczuję tych dojazdów… I podziwiam cierpliwość.
    Chyba za wygodna jestem, żeby dojeżdzać taki kawał drogi CODZIENNIE! Chyba nie chodzi o samą drogę ale o czas. Teraz dojeżdzam 70 km na uczelnię i cieszę się, że tylko 2-3 razy w tygodniu i to niemieckim transportem.

  4. To taka współczesna wersja ,że ma pod górę do szkoły. Ale Aniu jeszcze do maja a potem trochę przerwy i będzie dojeżdżać na studia.Albo opuści gniazdko rodzinne.

    1. Wolałabym, żeby jednak opuściła gniazdo rodzinne i się usamodzielniła. To by było najzdrowsze. 🙂 Choć nie ukrywam, że nie będzie mi łatwo. 🙂

  5. Takie dojazdy mają swoje plusy – można poczytać, pouczyć się, przygody mieć – tylko faktycznie wstawanie bladym świtem codziennie może być męczące, ale czego się nie robi dla wiedzy 😉 . Pozdrawiam.

      1. Myślisz, że nie 😉 ? A nie ma w tym liceum klasy o jakimś wymarzonym przez Jajo profilu albo jakiejś innej niesamowitej atrakcji? Bo przecież coś być musi 🙂 .

  6. Młodszy nie ma problemów ze wstawaniem,a starszy to makabra.A jak tylko jest weekend to śpi do oporu.Ale ja-wyrodna matka ściągam go z łóżka po 9.No przecież śniadanie czeka,a i obiad wstawiony 🙂 .Natomiast ja jestem rannym ptaszkiem-szczególnie wiosną i latem lubię wypić kawkę o wschodzie słońca.Ale zazwyczaj budzę się codziennie o 3:58.I choćbym nie wiem jak usilnie chciała mocno usnąć-to nie ma rady.Wiercę się z boku na bok,kawki mi się chce.W końcu o 5 włączam tv i oglądam co leci.

  7. Ja też dojeżdżałam do szkoły, ale pociągiem. Kto nie dojeżdżał, to nie wie jakie to utrapienie. Czasami rzeczywiście bywało zabawnie , bo dojeżdżała nas spora gromadka. Najbardziej zima dawała “popalić” , te opóźnione pociągi, zmarznięte nogi i ta senność jak się weszło do ciepłego. Młodość i zapał daje jednak siłę. Pozdrawiam Was dzielne kobietki.

  8. Ja wstaję od poniedziałku do piątku o 5 rano, gdyż muszę dojechać z mojego końca świata do pracy. Da się wytrzymać i ile można książek przeczytać w tramwaju 🙂

  9. Niech Jajo uważa z tym ściąganiem butów… Moja przyjaciółeczka też to kiedyś zrobiła w pekaesie i kiedy się obudziła, stwierdziła, że został jej już tylko jeden but. Drugi ktoś zakosił. 🙂

  10. Od lat zmagałam się z moimi kg! Próbowałam różnych sposobów na pozbycie się nadwagi, ale waga wracała.
    Aż wreszcie ktoś polecił coś rewelacyjnego!Nawet nie wiem kiedy zgubiłam te kg, wiem tylko ze nie glodowalam
    i jadłam ulubione moje potrawy a chudłam. Waga nie wróciła:) Chcesz się dowiedzieć więcej? zajrzyj http://www.idealnafigura.com/gberes

  11. Wyrazy poodziwu dla Jaja.Rozmawiałyśmy o naszych dzieciach-równieśnikach latem tego roku, Aniu, podczas Twojej wizyty w KrakowieMój syn-maturzysta, po pierwszym semestrze dojazdów do liceum ( wymagająch 23 krotnej przesiadki), poddał się i zamieszkał w szkolnym internacie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że dla niego będzie to wygoda, dla nas- duże przezycie. Tzw.syndrom pustego gniazda.Zdecydowanym minusem zamieszkania w internacie jest brak przygód w podróży… Za to młodzież uczy się w pewnym stopniu samodzielnego podejmowania decyzji oraz planowania budżetu, na przykład ( w domu “wysępił”od nas na bieżace potrzeby, teraz musi dokładniej planować, by wystarczyło od poniedziałku do piątku).Wczoraj np. zadzwonił i powiedział: “Zapomniałem portfela w domu… Ratujcie, przywieziecie mi go jutro?” NA co mąż asertywnie odarował: Pożycz od kogoś 50 złotych do piątku. W piątek oddasz, jak się spotkamy w mieście po lekcjach…Ot, życie!

  12. Gdybym zabrała Młodego do Wersalu też miałby 50 km… ale z Włości… nie wiem czy z 5 km się uzbiera.
    … a o internacie, czy stancji nie myśleliście?

  13. Podziwiam Twoją córę! Ja o 5 tej do pracy wstawać nie umiałam, a miałam blisko, a Twoja córa wstaje i jeszcze dojeżdża tak daleko. To też nie moje nerwy by było 😉

  14. A nie lepiej by było córce wynająć stancję w mieście, w którym jest szkoła? Dojeżdżać codziennie 1,5h z przesiadkami, będąc zdaną na różne zdarzenia i awarie komunikacyjne, to koszmar.

  15. Ech te dojazdowe perypetie. Jajo miało szczęście, że botki choć mokre i na włożenie oporne – jednak przy właścicielce pozostały. Mój kolega nie miał go tyle. Wracał z pracy pociągiem, a dojeżdża bagatela tak około 2 godziny w jedną stronę. Zdjął buty, kurtkę i do snu się zmęczony ułożył. Obudził się już bez wyżej wymienionych. Ktoś się dobytkiem zaopiekował. A tu zima akurat, mrozy i śniegi na dworze. Dobrze, że ze stacji do domu tylko 15 minut skarpetkowej przebieżki 😉

    1. O rany. Trochę to śmieszne, ale nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji. Mojej koleżance też tak zimą kurtkę w pociągu skradziono. Na szczęście butów nie ściągała. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *